Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Jaguar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Jaguar. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 maja 2018

"Mój pierwszy bal"

Tytuł: Mój pierwszy bal
Wydawnictwo: Jaguar
Stron: 320

"Cudowne i straszne wspomnienia pierwszego dorosłego balu autorstwa uwielbianych przez młodzież pisarzy!
Szkolne bale zawsze budzą wiele emocji. Dla jednych są wymarzoną okazją do zaprezentowania się w nowej kreacji, dla innych nadzieją na nową miłość, a dla jeszcze innych prawdziwym horrorem…
20 popularnych amerykańskich pisarzy na czele z kochanym przez nastolatki Johnem Greenem opisuje to jedyne w swoim rodzaju wydarzenie. Jest to niezwykły zbiór opowiadań, z których każde zaskoczy, wzruszy, a często przerazi czytelnika.
Być może dla niejednej z czytelniczek książka stanie się inspiracją, może dla niektórych będzie przestrogą przed popełnieniem nieodwracalnych w skutkach błędów.

Zbiory opowiadań były bardzo popularne jakiś czas temu. Zawsze lubiłam takie książki - są utrzymane w jednej tematyce, więc mamy pewność, że trafią do nas przynajmniej częściowo. Poza tym czasami, najczęściej wieczorem, mam ochotę jeszcze coś przeczytać, jednak nie mam siły zaczynać nowej powieści. Albo nie zdążę wciągnąć się w fabułę, albo wręcz przeciwnie - wciągnę się tak, że nie będę potrafiła odłożyć książki. Z opowiadaniami nie ma takiego problemu, nie musimy ich nawet czytać po kolei, wystarczy wybrać takie, na jakie w danej chwili mamy czas. I w każdej chwili można sięgnąć po następne!

Nie trudno się domyślić, że "Mój pierwszy bal" to zbiór opowiadań dla młodzieży. Opowiada o przygotowaniach do bardzo hucznie obchodzonych balów, które najprościej porównać można do naszej studniówki. Autorzy, których tu znajdziemy to jedni z najpopularniejszych autorów powieści dla młodzieży. Znajdziemy tu kultowego już dzięki "Gwiazd naszych wina" Johna Greena, utrzymanego w podobnej tematyce Davida Levithana, Cecily von Ziegesar (autorkę "Plotkary") i wiele innych znanych nazwisk.

Nietrudno się domyślić, że historię są zróżnicowane. Jedne lepsze, inne gorsze, a podejrzewam, że i w tej kwestii zdania będą podzielone. Niektóre mi się podobały, inne nieco mniej, a jedno uznałam za kompletnie absurdalne - być może po prostugo nie zrozumiałam (tak, chodzi o opowiadanie Libby Bray). 

Historie są w większości proste i nieco naiwne. Musimy jednak pamiętać, że po pierwsze to opowieści skierowane przede wszystkim dla bardzo młodych ludzi, a po drugie to opowiadania. Autorzy na kilku stronach zmieścić muszą całą swoją opowieść na zaledwie kilku (-nastu? -dziesięciu?) stronach. W tak krótkiej historii nie sposób wyczerpująco opisać wydarzeń aktualnych, a jednocześnie stworzyć złożonych bohaterów, aby czytelnik był w stanie ich w pełni poznać. Liczy się pierwsze wrażenie, jakie uda się zrobić.

"Mój pierwszy bal" czytało mi się bardzo przyjemnie. Książka przypomniała mi te, które czytałam będąc jeszcze bardzo, bardzo młoda. Choć nie wszystkie opowiadania przypadły mi go gustu, myślę że książka jest warta uwagi.

Ocena: 6/10
Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

środa, 4 kwietnia 2018

"Bad Boy’s Girl" Blair Holden

Tytuł: Bad Boy’s Girl
Autor: Blair Holden  
Wydawnictwo: Jaguar
Stron: 512

"Ponad 183 miliony pobrań na wattpadzie!
Powieści młodej debiutującej autorki na międzynarodowych listach bestsellerów.
Prawa filmowe sprzedane ‒ Collective Digital Studios!
Tessie ma problem: jej przyjaciółka zaczyna spotykać się z Jasonem, wielką miłością Tessie. Dziewczyna ma prosty plan na przetrwanie ostatniego roku w liceum: nie wychylać się. Jednak pewnego dnia w mieście zjawia się Cole Stone, który kiedyś uprzykrzał jej życie, i życie Tessie wywraca się do góry nogami."

Pierwszym hitem z Wattpada, który wpadł w moje ręce była seria napisana przez Annę Todd i chyba od tego czasu nabrałam specyficznego podejścia to książek, które osiągnęły sukces w ten właśnie sposób. Ich główną i niezaprzeczalną zaletą jest fakt, że po prostu świetnie się je czyta - coś w końcu musiało przykuć uwagę rzeszy czytelników.

Tessie nie ma łatwego życia - nie może cieszyć się licealną beztroską, ponieważ jest szykanowana przez rówieśników. Prym wiedzie jej była-najlepsza przyjaciółka, która jest prawdziwą jędzą. Pech chciał, że jest ona również dziewczyną chłopaka, którego Tessie skrycie darzy uczuciem. Ten z kolei to chodzący ideał, jednak jego brat, który właśnie wrócił do miasta był jedną z osób, które sprawiały, że życie głównej bohaterki było nie do zniesienia. Brzmi skomplikowanie? W rzeczywistości wcale tak nie jest i bardzo szybko udaje się połapać w fabule.

"Bad Boy's Girl" jest romansem, gdzie główna bohaterka waha się pomiędzy uczuciem w stosunku do dwójki braci. Nie zabrakło tu również tej złej - rolę zepsutej do szpiku kości postaci pełni ex-przyjaciółka głównej bohaterki.  Tessa z kolei jest stricte pozytywna - to lekko nieśmiała dziewczyna, tłumiąca w sobie uwielbienie do chłopaka zdecydowanie spoza jej ligi. O prześladowaniach mówi niewiele, jeśli w ogóle. Jest sympatyczna, ma potencjał i gdyby naprawdę dała się poznać to z pewnością mogłaby mieć wielu przyjaciół.

Potencjał ten dostrzega wreszcie Cole - "ten zły" z dwójki przystojnych braci. Choć jeszcze nie tak dawno sam dogryzał Tessie to teraz próbuje zostać jej obrońcą a może po prostu... przyjacielem? Nasza bohaterka podchodzi do niego z dystansem, jednak niełatwo wiecznie opierać się żartom, które przestały być obraźliwe. Nie łatwo też unikać towarzystwa kogoś, kto zawsze jest obok. A może dotychczasowe wrażenie było mylne, a Cole nie jest wcale taki zły?

Powieść jest może nieco schematyczna - mamy tu w końcu miłosny trójkąt (a momentami nawet czworokąt). Głowna bohaterka to szara myszka, a główny bohater - zły chłopiec. Takie powieści jednak nie zawsze są kiepskie. "Bad Boy's Girl" być może nie dostanie literackiego Nobla, jednak w kategorii młodzieżowych romansów wypada znakomicie! Jest wciągająca, trzyma w niepewności i nawet, jeżeli w głębi duszy wiemy, jak może się skończyć, to i tak czytamy ją z zapartym tchem.

Z ogromną radochą pochłonęłam tę powieść. I wiecie co? Chcę więcej! Mogę jednak spać spokojnie, bo kolejna część już wkrótce. Jeśli jesteście fanami powieści z serii "After" lub po prostu lubicie od czasu do czasu przeczytać lekki, wciągający romans to polecam Wam tę historię.

Ocena: 8/10
Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

środa, 21 marca 2018

"Ktoś mnie obserwuje" A.V. Geiger

Tytuł: Ktoś mnie obserwuje
Autor: A.V. Geiger 
Wydawnictwo: Jaguar
Stron: 384

"Trzymający w napięciu thriller.
Świat Tessy jest bardzo mały ‒ ogranicza się jedynie do jej pokoju.
Dla dziewczyny, która cierpi na agorafobię jedynym kontaktem ze światem zewnętrznym jest internet. Tessa, oddana fanka nastoletniego piosenkarza Erica Thorna, wpada w najbardziej oczywistą pułapkę ‒ nawet przez chwilę nie zastanawia się, kto faktycznie odpowiada na jej posty na Twitterze.
Historia opisana przez A.V. Geiger jest tym bardziej przerażająca, że może przydarzyć się każdemu z nas…
Druga część w 2019!

Tessa cierpi na agorafobię. Niewiele jednak wiemy na temat tego, co przydarzyło się dziewczynie. Bohaterka nie chce o tym mówić, nie rozmawia z chłopakiem, rodzicami, czy choćby własną terapeutką. Wiemy jedynie, że po powrocie z letniego obozu jej świat zaczął ograniczać się jedynie do własnego pokoju. Możemy się jedynie domyślać, jak silna trauma odcisnęła piętno na psychice dziewczyny

Mając tak wiele czasu dla siebie Tessa znajduje sobie dość typowe w dzisiejszych czasach zajęcie - przesiaduje w internecie. Jest oddaną fanką młodego piosenkarza - Erica Thorna i właśnie wokół niego skupia się działanie bohaterki. Ogląda jego zdjęcia, słucha piosenek, lecz również sama pisze i komentuje. Dziewczyna widzi w artyście coś więcej niż większość fanek, wydaje jej się, że dostrzega jego duszę i łączy ich niezwykła więź.

Eric ma dość sławy i fanek - choć wydawać by się mogło, że właśnie o tym marzył. Młode dziewczyny zwracają jednak więcej uwagi na jego zdjęcia i muskuły niż na piosenki, które nagrywa. Manager jest jednak niewzruszony - fotki bez koszulki i odpowiedzi na komentarze na Twitterze sprawdzają się świetnie i tego zamierza się trzymać. Eric próbuje się podając się za kogoś innego oczernić własny wizerunek i tak też poznaje nieświadomą jego prawdziwej tożsamości Tessę.

"Ktoś mnie obserwuje" nie jest jednak jedynie opowieścią o rodzącym się uczuciu między piosenkarzem i jego fanką. Tessa skrywa też mroczną tajemnicę, która doprowadziła do jej agorafobii, a to nie jedyne mrożące krew w żyłach wydarzenie, które czeka na naszą bohaterkę. Okazuje się, że w internecie nikt nie jest anonimowy, a rozmowy między dwójką ludzi nie zawsze pozostają pomiędzy nimi.

Ta powieść to młodzieżowy thriller, bardzo aktualny, ponieważ duża jego część toczy się na portalach społecznościowych. Oprócz typowych opisów wydarzeń pełno tutaj postów, prywatnych wiadomości, a nawet... raportów policyjnych! Młodzi ludzie często zapominają, że w internecie nie są do końca anonimowi, a to, co przydarzyło się Tessie może być dobrym ostrzeżeniem. Choć bała się opuszczać swój pokój, okazało się, że nawet tam nie jest do końca bezpieczna.

Zakończenie jest totalnie zaskakujące! Powieść została bardzo zgrabnie podzielona na tomy, ponieważ moment, w którym kończy się pierwsza część po prostu zmusza nas do sięgnięcia po kolejny. Na drugi tom przyjdzie nam jednak trochę poczekać, ponieważ zostanie on wydany w przyszłym roku. Ja z pewnością po niego sięgnę!

Ocena: 7/10
Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

piątek, 24 listopada 2017

"Goodbye days" Jeff Zentner

Tytuł: Goodbye days  
Autor:  Jeff Zentner
Wydawnictwo: Jaguar
Stron: 416

„Gdzie jesteście, chłopaki? Odpiszcie.”
Naciskając „wyślij”, Carver Briggs nie miał pojęcia, że jego SMS wywoła łańcuch reakcji, które doprowadzą do tragicznej śmierci Marsa, Eliego i Blake’a.
Carver jest załamany i przerażony, nie dość że stracił trzech najbliższych przyjaciół, to jeszcze grozi mu wizja więzienia, ponieważ ojciec jednego z nich, wpływowy sędzia, kieruje sprawę do prokuratury.

Carver, w wieku swych siedemnastu lat, staje się niespodziewanie ekspertem od pogrzebów. Trzy w ciągu tygodnia.  Na każdym oprócz bólu przeżywa odrzucenie i potępienie ze strony rówieśników. A wszystko to w przededniu nowego roku szkolnego…
Jedynymi bratnimi duszami są starsza siostra, Georgia, oraz dziewczyna Blake’a. Była dziewczyna, bo Blake’a już nie ma…

Bliscy Blake’a, Eliego i Marsa proszą, a niekiedy żądają, by pozostały przy życiu przyjaciel ich tragicznie zmarłych synów przeżył wraz z nimi czas pożegnań, by spędził z nimi cały dzień, wspominając przyjaciela, robiąc z nimi to, co robiliby ze swoimi dziećmi. Za każdym razem wygląda to inaczej, za każdym razem bardziej boli, za każdym razem obie strony dowiadują się o zmarłych zaskakujących rzeczy, rzeczy, które ktoś wcześniej bał się ujawnić…

Książka opowiada o strasznej tragedii, ale też o tym, jak sobie z nią radzić, jak wybaczyć innym, jak wybaczyć sobie. Pokazuje, że nigdy, nawet gdy wydaje ci się, że to już koniec, nie jesteś sam. Niesie nadzieję. Mimo wszystko. źródło


Autor "Goodbye days" Jeff Zentner to mi znany z zaledwie jednej, ale za to świetnej książki. Napisał "Króla węży" - książkę, która zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. Oczywiście, kiedy tylko nadarzyła się okazja sięgnęłam po kolejną powieść autora.

Śmierć i strata to jeden z najczęściej pojawiających się tematów w literaturze. Autor podszedł jednak do tematu zupełnie inaczej. W tym przypadku poznajemy historię nastoletniego Carvera, który próbuje poradzić sobie ze stratą trójki najlepszych przyjaciół, którzy właśnie zginęli w wypadku. Co więcej, chłopak obwinia się o ich śmierć, ponieważ tuż przed wypadkiem wysłał do kolegów smsa.

Mocną stronę tej książki jest z całą pewnością świetny pomysł. niejednokrotnie zdarzyło mi się sięgać po powieści opowiadające o osobach, które próbowały radzić sobie ze stratą ukochanej osoby, jednak przeważnie był to chłopak, dziewczyna, mąż, czy żona. Tutaj główny bohater traci wszystkich najlepszych przyjaciół jednocześnie. Traci swoją codzienność w szkole, wszystkie wieczorne wyjścia i rytuały oraz możliwość powierzenia najgłębszych sekretów. Komu powiedzieć, co tak naprawdę czujesz, skoro wszyscy, który by to zrozumieli odeszli?

Brzmi nieźle, prawda? Niestety są też wady. Oczywiście jestem w stanie zrozumieć, dlaczego Carver obwinia się za śmierć kolegów. Ludzie w żałobie bardzo często działają przecież nielogicznie i we wszystkim doszukują się swojej winy, kiedy są naprawdę zrozpaczeni. Przedziwne jest jednak obwinianie Carvera przez kogokolwiek z otoczenia, a proces sądowy to już istny absurd...

I jeśli mam być całkiem szczera to niesamowicie wkurzała mnie ta książka, głównie dlatego, że była tak bardzo nierówna. Z jednej strony świetny pomysł na fabułę, a z drugiej dziwaczny pomysł z rozprawą. Po lekturze "Króla węży" spodziewałam się, że i ta powieść okaże się fenomenalna, ale tak nie jest - jest zaledwie niezła.

Ocena: 6/10
Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

poniedziałek, 18 lipca 2016

"Syrena" Kiera Cass

źródło
Tytuł: Syrena
Autorka: Kiera Cass
Wydawnictwo: Jaguar
Stron: 392

"Kahlen to syrena, która musi być posłuszna rozkazom wydawanym jej przez Ocean. Jej głos, odbierający rozsądek i budzący pragnienie rzucenia się w morską toń, jest śmiertelnie groźny dla ludzi. Akinli to zwyczajny człowiek – pełen ciepła, przystojny chłopak, dokładnie taki, o jakim od dawna marzy Kahlen. Jeśli się w nim zakocha, narazi ich oboje na ogromne niebezpieczeństwo… ale nie jest w stanie wytrzymać rozłąki. Czy zaryzykuje wszystko, by pójść za głosem serca?
Debiutancka powieść Kiery Cass, autorki kochanego przez czytelniczki cyklu „Rywalki”." źródło

Jestem przekonana, że znacie Kierę Cass. Autorka słynie przede wszystkim z serii "Rywalki", którą szczerze uwielbiam. Z przyjemnością poznawałam losy Americi i Maxona, a lekki styl autorki i zdolność do tworzenia być może nierealistycznych, ale za to cudownie wciągających historii sprawił, że z przyjemnością chętnie sięgnę chyba po wszystko, co kiedykolwiek napisze. Do tej powieści podeszłam jednak z pewną dozą niepewności - w końcu to debiut, więc pewnie nie będzie tak dobry, jak "Rywalki".

Syreny z powieści Kiery Cass nie mają wiele wspólnego z Arielką, którą chyba wszystkie uwielbiałyśmy w dzieciństwie. To również piękne dziewczyny, ale na tym podobieństwo się kończy. Kahlen, główna bohaterka jest jedną z z dziewcząt, które pełnią służbę u Matki Ocean. Zgodnie z umową, ma jej pomagać przez 100 lat w zamian za uratowanie życia. Pomoc ta jest dość kontrowersyjna - ma swoim śpiewem zwabiać ludzi, którzy... są pokarmem Ocenu. Poza tym może zwiedzać i podróżować, jednak z utęsknieniem czeka, kiedy wyznaczony czas minie, a ona będzie mogła wieść normalne życie, znajdzie miłość i po prostu... z kimś się zestarzeje.

Kahlen ma lepsze i gorsze dni, jednak jakoś funkcjonuje. Myśl o tym, że służba stosunkowo niedługo dobiegnie końca pomaga jej w najtrudniejszych chwilach. Wszystko jednak zmienia się, gdy ideał chłopaka spotyka... zbyt wcześnie. Próbuje znaleźć rozwiązanie, jednak nie jest pierwszą syreną, która próbuje się pogodzić służbą i miłość. Czy Kahlen wybierze lojalność czy pójdzie za głosem serca? Czy to drugie w ogóle jest możliwe?

Gdybym nie wiedziała, że to właśnie Kiera Cass jest autorką "Syreny", nigdy bym się tego nie domyśliła. Ta historia ma naprawdę nie wiele wspólnego z "Rywalkami". Nie chodzi jedynie o tematykę (choć ta oczywiście jest kompletnie odmienna dla obu opowieści), jednak o całokształt. Przede wszystkim - są zupełnie inaczej napisane. "Syrena" to bardziej poetyka książka, pełna opisów, przemyśleń głównej bohaterki i romantyzmu. W "Rywalkach" autorka postawiła na akcję i dynamizm. "Syrena" jest jej debiutem, więc trudno się dziwić, że nie późniejsze książki są jednak napisane troszkę lepiej.

Co najbardziej mi przeszkadzało? Powieść jest odrobinę przesłodzona. Główna bohaterka niezbyt przypadła mi do gustu - sprawiała wrażenie niedojrzałej i niezdecydowanej. Jej wybranek z kolei zdawał się być zbyt idealny i wyrozumiały. Zabrakło mi chemii pomiędzy tą dwójka - wszystko było jakieś takie nierealne i wymuszone Ot, powieść na odprężenie.

"Syrena" nie jest w moim odczuciu fenomenem na miarę "Rywalek", jednak nie żałuję, że po nią sięgnęłam. Poznałam debiut bardzo lubianej przeze mnie autorki i nawet jeżeli tym razem nie do końca wpasowała się w moje gustu, to i tak całkiem nieźle bawiłam się przy lekturze.

Ocena: 5/10

Za możliwość poznania tej historii serdecznie dziękuję wydawnictwu:


piątek, 24 czerwca 2016

"Na przekór nocy" Estelle Laure

źródło
Tytuł: Na przekór nocy
Autor: Estelle Laure
Wydawnictwo: Jaguar
Stron: 400

"Czy najwspanialsze rzeczy mogą przytrafić się w najgorszym czasie?
Jej ojciec zachorował psychicznie, a matka odeszła. Pozostały jej rachunki do spłacenia i młodsza siostra, którą musi się opiekować. To z pewnością nie jest dobry czas, aby rozważna, siedemnastoletnia Lucille znalazła miłość swojego życia.  Jednak miłość – trudne, zaskakujące uczucie – spa da na nią gdy poznaje Digby’ego Jonesa, starszego brata swej najlepszej przyjaciółki.
Doskonale napisana, rozbudzająca zmysły debiutancka powieść Estelle Laure trzyma czytelników w napięciu do ostatniej strony." źródło 

Lato to czas, kiedy nie wszystkie lektury nam odpowiadają. Czerwcowy klimat sprzyja raczej powieściom pełnym słońca, takim, które choć na chwilę pozwalają zapomnieć nam o codziennych problemach. Ja również o tej porze roku chętniej sięgam po historie, które nie powodują depresji, jednak z największą ochotą zaczytuję się w powieściach, które są mniej więcej po środku - mają w sobie nieco lekkiego klimatu, ale i trochę poważniejszych wątków. Jak już pewnie większość z Was zauważyła, uwielbiam "Serię pastelową" (nawet, jeśli nazwa kompletnie mnie nie przekonuje). Do tej pory przeczytałam wszystkie tytuły, które ukazały się pod pastelowym szyldem. To takie słodko-gorzkie opowieści, jedne trochę bardziej smutne, inne wesołe, jednak łączy je jedno - wszystkie są świetne.

"Na przekór nocy" to kolejny tytuł, który ukazał się w serii. Tym razem autorka jest mi kompletnie nieznana, jednak z góry zakładam, że i z nią się polubimy. Co więcej, znalazł się jeszcze jeden argument, który przekonał mnie, że właśnie ta książka będzie dla mnie idealna - porównanie do "Maybe somday" - historii, którą bardzo dobrze wspominam. Pełna pozytywnych przeczuć się sięgnęłam więc po lekturę. Czy okazała się równie dobra, jak się tego spodziewałam?

Czasami wydaje nam się że świat właśnie wali się na głowę. Tyle, że w przypadku Lucille, nie jest to tylko chwilowe odczucie. Dziewczyna ma zaledwie siedemnaście lat, więc jej najpoważniejszym kłopotem powinna być złe ocena z klasówki, jednak los zadecydował inaczej - przyszło jej mierzyć się z dużo poważniejszymi problemami. Ojciec dziewczyny zachorował na poważną depresję, czego skutki odbiły się na całej rodzinie. Co gorsze, matka również nie poradziła sobie z sytuacją i... zniknęła. Koniec końców Lucille została sama, mając na głowie nie tylko rachunki utrzymanie rodziny, lecz również opiekę nad młodszą siostrą.

Główna bohaterka to dziewczyna, która nie zamierza się poddać. Choć wydaje jej się, że wszystko idzie źle, a ona sama kompletnie nie radzi sobie z nawałem obowiązków, w rzeczywistości jest zupełnie inaczej. Lucille to silna młoda kobieta, choć bardzo niepewna. Większość jej rówieśników nie dałaby rady wziąć na siebie takiej odpowiedzialności, jednak ta dziewczyna jest wyjątkowa. Mówiąc w skrócie - nie sposób jej nie polubić. Nie oznacza to jednak, że Lucille to postać idealna. Nie, ona również popełnia błędy, nie radzi sobie z niektórymi sprawami, a część problemów po prostu ją przerasta, ale to sprawia jedynie, że dziewczyna jest bardziej realistyczna.

"Na przekór nocy" to bardzo cieniutka książka, która udowadnia, że i takie historie mogą nam przekazać mnóstwo treści. Mimo niewielkiej objętości mamy tutaj silnie nakreślone charaktery, mocno zarysowaną fabułę i kompletną historię, która naprawdę robi wrażenie. Mamy dobre i złe decyzje, smutek i radość. I oczywiście mamy też romans, który w końcu jest tutaj jednym z najważniejszych elementów. Czy można odnaleźć szczęście właśnie wtedy, kiedy jesteśmy w najciemniejszym miejscu? Estelle Laure udowadnia, że miłość przychodzi z zaskoczenia, czasami nie wtedy, gdy powinna, a czasami ktoś może zostać skrzywdzony...

Kolejny tytuł w "Serii Pastelowej" i... po raz kolejny świetna książka. Faktycznie, może mieć nieco wspólnego z "Maybe someday" - jeśli lubicie tego typu powieści, sięgajcie śmiało!

Ocena: 8/10

Za możliwość poznania tej historii serdecznie dziękuję wydawnictwu:

niedziela, 29 maja 2016

"W dziczy" Fiona Wood

źródło
Tytuł: W dziczy
Autor: Fiona Wood
Wydawnictwo: Jaguar
Stron: 376

"Szesnastoletnia Sib wybiera się na zieloną szkołę – wraz z klasą ma cały semestr spędzić w spartańskich warunkach zagubionego w górach obozu, gdzie poza mnóstwem nauki czeka ją mnóstwo wysiłku fizycznego i groza wspólnego mieszkania z rówieśnikami. Tego wszystkiego Sib mogła się oczywiście spodziewać. Czy jednak  poradzi sobie, gdy do tych problemów dojdzie głęboki kryzys w przyjaźni i coraz bardziej skomplikowana historia miłosna?
Natomiast Lou – nowa dziewczyna w klasie – ani myśli się integrować i dostosowywać do nowych kolegów i koleżanek. Wciąż przeżywa dramat, który rozegrał się w jej życiu prawie rok wcześniej i chce jedynie, by wszyscy dali jej święty spokój. Do świata żywych wraca dopiero, gdy nie może dłużej znieść intryg, których sieć coraz mocniej oplata Sib i jej najlepszą przyjaciółkę Holly." źródło

"W dziczy" przywodzi na myśl powieści dla młodzieży, które czytałam kilka lat temu. Nie wiem skąd wzięło się to skojarzenie, jednak coś w tej książce przyciąga uwagę. Przyznam szczerze - kompletnie nie wiedziałam, czego się spodziewać, jednak bardzo interesująca okładka i zwyczajne przeczucie sprawiły, że zapragnęłam dowiedzieć się, co tak naprawdę kryje się w środku.

Sib i Lou uczęszczają do dość niezwykłej szkoły. Właśnie rozpoczynają całosemestralny wyjazd do górskiego obozu. Czekają je iście spartańskie warunki, bez jakichkolwiek udogodnień, do których przyzwyczajona jest dzisiejsza młodzież. Historię poznajemy z punktu widzenia dwóch głównych bohaterek - Sib, która jest typową nastolatką, której zależy na opinii rówieśników oraz Lou, której przestało zależeć na czymkolwiek po tragedii, która ją dotknęła. Okazuje się, że te dwie, z pozoru zupełnie inne nastolatki, łączy dużo więcej niż moglibyśmy się tego spodziewać, a dzicz ułatwia nie tylko im, lecz wszystkim bohaterom tej historii pokazać swoje prawdziwe oblicze.

Powieść Fiony Wood okazała się o wiele poważniejszą historią niż się tego spodziewałam. Sibilla wydaje się postacią dość powierzchowną - bardzo zależy jej na akceptacji otoczenia. Szybko okazuje się jednak, że granica, po której stąpa jest dość cienka, a niektórych decyzji nie da się cofnąć. Mówiąc w skrócie - robi głupoty, jak każda nastolatka, jednak, gdy poznajemy ją bliżej okazuje się mądrą i sympatyczną dziewczyną, po prostu nieco zagubioną.

Historia Sibilli to jednak dopiero połowa tej powieści. Drugą z głównych ról gra tutaj Lou. Ta bohaterka, w przeciwieństwie do Sib, ma kompletnie gdzieś zdanie otoczenia. Obóz traktuje jako zło konieczne, rówieśników - również. Dziewczyna przeżywa własny dramat - rok temu cały jej świat legł w gruzach i nic nie jest w stanie go naprawić. W dziczy uczy się jednak, że nawet po najgorszej burzy może przyjść słońce i nie da się pozostać na wszystko obojętnym.

Największym zaskoczeniem okazało się skupienie na psychice bohaterów. Autorka pokazuje nam, jak różne problemy mogą dotykać nastolatków oraz że każdy z nich jest inny i inaczej radzi sobie z problemami. Widzimy choćby okrucieństwo i intrygi, które mogą doprowadzić do załamania nerwowego czy granice, jakie mogą przekroczyć młodzi ludzie, aby tylko sprostać oczekiwaniom rówieśników. Myślałam, że będzie to lekka opowiastka o wakacjach w obozie - nic bardziej mylnego. Nasi bohaterowie zmagają się z prawdziwymi problemami.

Myślę, że naprawdę warto sięgnąć po tę książkę. Wiem, że wiele z Was odrzuciło ją, myśląc, że jest przeznaczona dla młodszych czytelników, jednak uważam, że może spodobać się każdemu, niezależnie od wieku.

Ocena: 7/10

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu:

wtorek, 17 maja 2016

"Tak słodko..." Tammara Webber

źródło
Tytuł: Tak słodko... 
Autorka: Tammara Webber
Wydawnictwo: Jaguar
Stron: 398

"On jest miłością jej życia, chociaż o tym nie wie. Ona  jest jego chwilą wytchnienia w tym wymagającym przetrwania życiu. Był zraniony i dziki, ale potrafił się dostosować. Ona zawsze była posłuszna. Teraz jest niespokojna. Pearl Torres Frank spędzając lato w domu nauczyła się dwóch rzeczy: Boyce Winn jest ucieleśnieniem wszystkiego, od czego powinna trzymać się z dala i wszystkim tym, co sprawia, że chce być blisko. Zbuntowany i głośny. Nie dbający o to, co myślą o nim ludzie. Namiętny. Silny. Niebezpieczny. I jest jeszcze jedna cecha, którą chowa przed wszystkimi, ale nie przed nią: Słodki." źródło

New Adult jest aktualnie gatunkiem, po który sięgam chyba najczęściej. Doskonale pamiętam jednak czas, kiedy bardzo ciężko było znaleźć powieść, w której główni bohaterowie są studentami. Wiecznie trafiałam na historie, które toczyły się za murami liceum oraz takie, których bohaterki były po trzydziestce, miały męża oraz dzieci. Aż wreszcie... trafiłam na "Tak blisko". Wreszcie udało mi się znaleźć powieść, gdzie postacie były w wieku 20+! Ale to jeszcze nie wszystko - książka Tammary Webber kompletnie mnie zauroczyła, skradła moje serce i na zawsze zapisała się w pamięci, jako jedna z ulubionych - w końcu nie często trafia się na swoje 10/10.

Do Tammary Webber chyba zawsze będę miała słabość. Z radością sięgnęłam nawet po "Tak krucho", choć z reguły unikam powieści opowiadających na nowo znaną mi już historię, tyle, że z punktu widzenia innego bohatera. Nie mniej jednak tę książkę przeczytałam i nawet nieźle się przy tym bawiłam. Oczywiste było również, że i po "Tak słodko" sięgnę - wręcz nie mogłam się doczekać premiery. Muszę jednak przyznać, że po książce spodziewałam się naprawdę wiele, być może zbyt wiele, bo bardzo rzadko trafia się na książki równie dobre, co pierwsza powieść autorki.

Dawno, dawno temu mały chłopiec ocalił jeszcze mniejszą dziewczynkę. Od tej pory stał się jej osobistym obrońcą. Teraz oboje już dorośli, a ich drogi nieco się rozeszły. Pearl jest poukładana i grzeczna, a jej plan na życie już dawno został ustalony. Tyle tylko, że choć i rodzice, i chłopak uważają, że wiedzą, co będzie dla niej najlepsze, sama bohaterka ma poważne wątpliwości. W końcu, ten jeden, jedyny, raz postanawia postawić na swoim i... zostaje sama. Na szczęście z pomocą przychodzi Boyce - zbuntowany chłopak, który nie pochodzi z dobrej rodziny, a i jego ścieżka kariery (przynajmniej wg matki Pearl) pozostawia wiele do życzenia. On jednak jest osobą, która słucha i stara się zrozumieć naszą bohaterkę.

Tej powieści postawiłam poprzeczkę bardzo wysoko i być może to jest główny problem. "Tak blisko" było pierwszym New Adult, jakie przeczytałam. I choć nie da się zaprzeczyć, że książka jest świetna, to z pewnością nie bez znaczenia jest fakt, że wcześniej nie znałam tego gatunku - pewnie dlatego mam do niej taką słabość. Pamiętam magię, jaka towarzyszyła mi lekturze, byłam  po prostu zachwycona. Przede wszystkim zachwyciła mnie chemia pomiędzy bohaterami - autorce udało się stworzyć po prostu zachwycający związek. Jeżeli jednak chodzi o "Tak słodko", to tej chemii właśnie najbardziej mi brakowało.

Nie oznacza to, że powieść mi się nie podobała, wręcz przeciwnie. Interesująco wypadli nie tylko bohaterowie, ale i kontrast pomiędzy nimi. Pearl, która nie od zawsze znała luksus, a jednak jej matka ma naprawdę duże oczekiwania - wszystko albo nic. Boyce, którego rodzice zdecydowanie nie spisali się zbyt dobrze, a jednak, mimo buntowniczego nastawienia radzi sobie bardzo dobrze. Ta dwójka kompletnie do siebie nie pasuje, a jednak od wielu lat pozostają przyjaciółmi. Jedyne, czego mi brakuje to ta chemia, którą dostrzegłam w pierwszej części.

Warto wspomnieć również o postaciach pobocznych - mimo skupienia akcji przede wszystkim wokół Pearl i Boyca, autorka nie zapomniała również innych, drugoplanowych bohaterach. Wypadają barwnie - na uwagę zasługują choćby rodzice głównej dwójki, jednak moją absolutną faworytką jest Sam - dziewczyna, która rozpoczyna pracę w warsztacie samochodowym. W tej dziewczynie po prostu wszystko jest nietypowe. Co prawda poznajemy jej historię w dużym skrócie, a jednak muszę przyznać, że chwyta ona za serce.

Jeśli tak jak ja pokochaliście "Tak blisko" na pewno nie muszę Was namawiać na lekturę i tej części. Nie powtarzajcie jednak mojego błędu i nie stawiajcie poprzeczki zbyt wysoko. To bardzo dobra książka. I tyle.

Ocena: 7/10

Za możliwość poznania tej cudownej historii serdecznie dziękuję wydawnictwu:

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

"Odkąd cię nie ma" Morgan Matson

źródło
Tytuł: Odkąd cię nie ma
Autor: Morgan Matson  
Wydawnictwo: Jaguar
Stron:

"Zanim Emily poznała Sloane nie chodziła na imprezy, nie rozmawiała z chłopakami, nie robiła niczego szalonego. Sloane wtargnęła niczym tornado do jej życia i przewróciła je do góry nogami. Tuż przed rozpoczęciem szalonego lata Sloane nagle zniknęła. Żadnych telefonów, wiadomości. Ani śladu po przyjaciółce. Znaleziono jedynie przypadkową listę rzeczy do zrobienia. A na niej 13 wybranych przez Sloane dziwacznych zadań, których Emily na pewno sama z siebie by nigdy nie zrobiła. Okazuje się jednak, że wykonanie ich naprowadzi na ślad zaginionej przyjaciółki. Dla Emily wyzwanie dopiero się zaczyna!" źródło

"Odkąd cię nie ma" to już trzecia książka Morgan Matson, która trafiła na moją półkę. Poprzednie dwie - "Aż po horyzont" i "Lato drugiej szansy" - bardzo mi się spodobały. Autorka ma talent do tworzenia historii o przezwyciężaniu problemów i nowych początkach. Książki należą do "Serii Pastelowej", którą uwielbiam - wszystkie powieści utrzymane są w podobnym, wzruszającym klimacie.

Emily i Sloane były nierozłączne. Wszystko robiły razem - od siedzenia w jednej ławce zaczynając, a naspędzaniu wspólnie każdej wolnej chwili po szkole kończąc. Aż do czasu, gdy pewnego dnia Sloane po prostu zniknęła. Zanim zdążyło się rozpocząć lato, przepadła jak kamień w wodę - wszystkie ekscytujące letnie plany w jednej chwili legły w gruzach. W końcu w ręce Emily wpada tajemnicza lista - spis 13 zadań, które nasza bohaterka ma wykonać. Podejrzenie, że dzięki temu odnajdzie przyjaciółkę sprawia, że lista staje się jej życiowym priorytetem...

Emily sukcesywnie wykonuje punkty z listy. Jedne są łatwiejsze, inne bardzo trudne, a niektóre kompletnie absurdalne, ale łączy je jedno - wszystkie maja na celu otworzyć Emily. Sprawić, aby coś przeżyła, zrobiła rzeczy, na które nie zdecydowałaby się z własnej woli. To metafora przyjaźni naszych bohaterek. Sloane pokazana zostaje jako przebojowa, pewna siebie dziewczyna, które nie boi się nowych wyzwań. Emily jest dużo bardziej ostrożna, gdyby nie jej przyjaciółka pewnie nawet nie rozmawiałaby z chłopcami, a tym bardziej nie bywała na imprezach. 

Czytelnik może obserwować, jak nasza bohaterka zmienia się postępując zgodnie z listą. Staje się nieco bardziej niezależna, poznaje nowych ludzi, zawiera przyjaźnie, a może nawet uda jej się spotkać prawdziwą miłość? Mimo wszystko bardzo brakuje jej najlepszej przyjaciółki, a i my zaczynamy być coraz bardziej ciekawi, co takiego sprawiło się, że Sloane przepadła bez wieści. I muszę przyznać, że rozwiązanie tej zagadki jest dość zaskakujące.

"Odkąd cię nie ma" to chyba najlżejsza z powieści Morgan Matson, niemniej jednak w niczym nie ustępuje pozostałym książkom autorki. W końcu wcale nie jest powiedziane, że im bardziej traumatyczne są przeżycia głównej bohaterki, tym lepsza lektura, prawda? W tej histor smutek miesza się ze śmiechem, bo nie brak tu dużej dawki dobrego humoru i mnóstwa zabawnych sytuacji. Nie mniej jednak to ciepła i mądra historia, w której nie brak morału, nawet jeżeli śmiejemy się przy niej nieco częściej niż zazwyczaj.

Jeśli nie znacie jeszcze twórczości autorki, to "Odkąd cię nie ma" wydaje się Wam pewnie zwyczajną, niczym nie wyróżniającą się lekturą. Nic bardziej mylnego! Z kolei tych, którzy czytali już inne powieści autorki nie muszę chyba przekonywać? Mogę jedynie dodać, że z pewnością nie będziecie zawiedzeni.

Ocena: 8/10
Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:

niedziela, 27 marca 2016

"Biała róża" Amy Ewing

źródło
Tytuł: Biała róża
Autor: Amy Ewing
Wydawnictwo: Jaguar
Stron:

"Violet ucieka. Po tym, jak Diuszesa przyłapała ją z Ashem, dziewczyna nie ma innego wyjścia, jak uchodzić z Klejnotu, inaczej i ją i jej ukochanego czeka śmierć. Jednak opuszczenie najpiękniejszego kręgu Samotnego Miasta nie jest łatwe. Violet i Ashowi towarzyszy Raven, na której eksperymenty hrabiny odcisnęły piętno. Listy gończe za Ashem wiszą na każdej ulicy. Gwardziści niestrudzenie polują na zbiegów. Gdzieś tam, na Farmie, jest obiecany przez Luciena Azyl, a w nim ktoś, kto wstrząśnie całym światem Violet. Już niebawem dziewczyna odkryje, że jej Augurie są o wiele bardziej potężne niż myślała i że całe Samotne Miasto dojrzało do buntu. Czy Violet znajdzie w sobie dość odwagi, by dołączyć do Sprzysiężenia Czarnego Klucza i wystąpić przeciwko wszystkiemu, co dotąd znała?" źródło

"Klejnot" jest jednym z tytułów, które na nowo rozbudziły w nas miłość do antyutopii. Od sukcesu "Igrzysk śmierci" minęło już trochę czasu i w księgarniach pojawia się coraz mniej książek tego typu. Może i dobrze, bo dzięki temu częściej trafiam na tytuły naprawdę warte uwagi. Pierwsza część serii napisanej przez Amy Ewing bardzo mi się spodobała, więc oczywistym było, że zechcę dowiedzieć się, jak zakończy się ta opowieść. Całe szczęście szata graficzna została utrzymana w podobnym (przecudnym!) klimacie - świetnie wygląda na półce tuż obok "Rywalek":)

Poprzednia część zakończyła się naprawdę dramatycznie - romans Violet i Asha ujrzał światło dzienne, powodując skandal, o którym arystokracja nieszybko zapomni. Dziewczynie udaje się jednak uciec z Klejnotu, w dodatku w towarzystwie ukochanego i najlepszej przyjaciółki, Raven, która zdecydowanie najgorzej zniosła to, co spotkało ją po aukcji. Cała trójka stara się dotrzeć na Farmę, jednak nie jest to proste skoro Violet i Ash są przecież poszukiwani w całym mieście i każdy z łatwością może ich rozpoznać.

Amy Ewing wykreowała przedziwny świat, w którym żaden młody człowiek nie może czuć się bezpiecznie. Dziewczęta zostają sprzedawane jako surogatki, aby rodzić dzieci swoim "Paniom", a w międzyczasie spełniają wszystkie ich zachcianki - grają na instrumentach, tańczą i śpiewają. Młodzi chłopcy z kolei zostają Towarzyszami, czyli mówiąc krótko - dżentelmenami do towarzystwa. Taki właśnie los spotkał Violet i Asha - tę dwójkę spotkał okropny los, jednak postawili wszystko na jedną kartę i razem próbują uciec.

"Biała róża" utrzymana jest w klimacie "Klejonotu". Niewiele się tu zmienia, poza miejscem akcji - pierwsza cześć toczy się przede wszystkim w posiadłości Diuzesy, natomiast kontynuacja to jedna wielka podróż, a właściwie ucieczka.  Akcja toczy się, więc szybko, a czytelnik nie ma chwili na nudę. Trochę brakowało mi jednak dworskich intryg tajemnic i pięknych sukien, bo tworzyły one klimat, który tak pokochałam.

W tej serii najbardziej spodobał mi się pomysł na wykreowanie świat. Arytstokraci, którzy za pieniądze mogą mieć praktycznie wszystko to bardzo popularny motyw w literaturze antyutopijnej i dystopijnej. Towarzysze kojarzą mi się z Finnckiem z "Igrzysk śmierci", jednak o surogatki to świeży i oryginalny pomysł, szczególnie, kiedy posiadają tak niezwykłe zdolności.

Jeśli polubiliście "Klejnot", to śmiało sięgajcie również po "Białą różę" - może nie będzie to najlepszy tom tej trylogii jednak czyta się go naprawdę przyjemnie, a zakończenie zwiastuje wyborny finał serii.

Ocena: 7/10

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:

wtorek, 19 stycznia 2016

"Królowa i Faworytka" Kiera Cass

źródło
Tytuł: Królowa i Faworytka
Autor: Kiera Cass
Wydawnictwo: Jaguar 
Stron: 208

"Dwa opowiadania, osadzone w urzekającym świecie Rywalek, niezwykle popularnej powieści Kiery Cass, która zajęła pierwsze miejsce na liście bestsellerów „New York Times”, są teraz po pierwszy dostępne w druku! Królowa i Faworytka ukazują nieznane wydarzenia z życia dwóch ulubionych przez czytelniczki bohaterek Rywalek. Zanim zaczęła się opowieść o Americe Singer, inna dziewczyna przyjechała do pałacu, by rywalizować o rękę innego księcia. W Królowej możemy śledzić losy przyszłej matki księcia Maxona, Amberly, podczas Eliminacji, dzięki którym została ukochaną przez wszystkich królową. Marlee Tames przybyła do pałacu, by zdobyć serce księcia Maxona – ale jej własne serce miało inne plany. Faworytka pokazuje sceny ze wspólnego życia Marlee i Cartera, od pamiętnej nocy, gdy ich sekret wyszedł na jaw, aż po wydarzenia z finału Jedynej." źródło

Uwielbiam "Rywalki" i wszystko, co z nimi związane. Od pierwszego tomu, który pokochałam całym sercem, mam na ich punkcie totalnego fioła. Na wieść o kolejnej części cieszę się, jak dziecko - nieważne czy to nowelki, czy przedłużenie serii. W swoim zbiorze mam nawet "Dziennik Kreatywny". 

Jestem ogromnie wdzięczna wydawnictwu Jaguar za to, że zdecydowali się na wydanie nowelek w formie papierowej. To miła niespodzianka od autorki, szczególnie w długiej przerwie między wyczekiwaniem na kolejne tomy. Spora część pisarzy decyduje się na napisanie takiego umilacza dla swoich fanów, a zauważyłam, że ostatnio również polscy wydawcy zaczynają udostępniać, je swoim czytelnikom - czasami w formie papierowej, a czasami jako ebook.

Poprzednie nowelki od Kiery Cass czytałam z przyjemnością, nie nastawiając się na zbyt wiele. Głównie dlatego, że fajnie jeszcze raz przenieść się w świat bohaterów, jednak w dalszym ciągu kręcimy się wokół wydarzeń, które już znamy. Poza tym, Aspen nigdy nie należał do moich ulubionych bohaterów, więc jego historia dużo mniej mnie interesowała. Z dużo większym entuzjazmem podeszłam do "Królowej i Faworytki". Uwielbiam Amberly i bardzo chciałam dowiedzieć się, jak doszło do tego że poślubiła człowieka, który zdaje się być jej kompletnym przeciwieństwem. Całkiem zapowiadała się również opowieść o Marlee - to ciekawa postać, o której niewiele wiem.

Dokładnie tak, jak się spodziewałam, te nowelki okazały się o wiele bardziej interesujące niż poprzednie. Przede wszystkim, nie zawiodłam się na "Królowej" - domyślam się, jak ciężko było stworzyć przeszłość tej postaci. Jest dobra i pełna ciepła, jednak fakt, że zakochała się Królu jakoś tu nie pasuje. Ich wspólna opowieść to prawdziwe wyzwanie, a jednak Kiera Cass sprostała temu zadaniu. Pokazała nam, że nie wszystko jest takie, jak się wydaje, a charakter człowiek kształtują jego przeżycia - nic nie dzieje się bez przyczyny. Całkiem nieźle wypada również historia Marlee, jednak do niej mam kilka zastrzeżeń. Nie wszystkie zachowania bohaterki uznaję za logiczne, jednak zakładam, że miała to być po prostu bardzo romantyczna opowieść. Moją ulubioną nowelką zostaje więc "Królowa"!

Oprócz dwóch opowiadań, książka zawiera kilka bonusów, w postaci opowieści co stało się z dziewczętami, które brały udział w Eliminacjach oraz "Jedyna po epilogu" i kilka odpowiedzi Kiery Cass na pytania od czytelników. "Królowa i Faworytka" to świetny dodatek do serii i pozycja absolutnie obowiązkowa dla wszystkich czytelników, którzy kochają "Rywalki" równie mocno, jak ja. 

Ocena: 7/10
Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:

niedziela, 17 stycznia 2016

"YOLO for fun" Margaret Okeey

źródło
Tytuł: YOLO for fun  
Autor: Margaret Okeey 
Wydawnictwo: Jaguar 
Stron: 224

"Oto twoje YOLO. Wklejaj, wydzieraj, maż, ciap, polewaj, posypuj. Stwarzaj własne światy. Wyrażaj siebie. Kreuj swoją rzeczywistość. Nawiązuj nowe znajomości. Okaż waleczne serce i pokaż jaki jesteś naprawdę. Rób rzeczy ciekawe, dziwne, dziwaczne i szalone. Baw się dobrze! Don’t worry, be happy :) i zachowaj zasady BHP." źródło

Po sukcesie dzienników do zniszczenia, księgarnie zalała fala przeróżnych książek, mających na celu pobudzanie kreatywności. Od typowych notatników mających na celu "kreatywną destrukcję" po kolorowanki antystresowe. Spotkałam się nawet z zaawansowaną wersją "Połącz kropki"! Sceptycznie podchodziłam do tego typu zabaw, jednak za namową innych blogerów postanowiłam sama sprawdzić, o co tyle szumu...

"YOLO" autorstwa Margaret Okeey to dziennik, składający się z 224 stron. Na (prawie) każdej z nich zapisane są zadania, do wykonania. Pomysły są raczej zróżnicowane, nie powtarzają się. Jeżeli chodzi o ich stopień absurdu - z tym już bywa różnie :) Znajdziemy tutaj te bardziej typowe pomysły, takie jak kolorowanie, wklejanie zużytych biletów, ozdabianie, dorysowywanie, czy wycinki z gazet, to jednak nie wszystko. Nie zabrakło również tych bardzo nietypowych - wylewanie na książkę sosów i innych płynów, czy choćby rysunki stworzone trawą. Niektóre zadania mnie zainteresowały i wciągnęły - inne natomiast po prostu odrzuciły. Nie mam zamiaru bazgrać po mojej książce błotem, choćby nie wiem co!

Mimo sceptycznego nastawienia, muszę przyznać, że "YOLO" spełnia swoją funkcję. Z czasem zamiast iść po najmniejszej linii oporu, zaczynamy coraz bardziej dokładnie i ambitnie wypełniać zadania. Co za tym idzie pobudzamy naszą kreatywność! Oprócz tego, zgodnie z założeniem "YOLO" jest tak wciągające, że działa odstersowywująco, a jednocześnie zapewnia kupę dobrej zabawy. Niektórych zadań nie zamierzam wykonywać - nikt nie jest w stanie namówić, mnie żebym pluła na dziennik - jednak nie oznacza to, że nie będę w stanie wykonać zadania. Wystarczy jednie wysilić umysł i potraktować polecenie nieco mniej dosłownie.

Powoli zaczynam rozumieć szał na kreatywne dzienniki. "YOLO" wciągnęło mnie i nieźle się przy nim bawiłam. Zostało jeszcze trochę zadań do wykonania, za które z pewnością się wkrótce zabiorę, na tym jednak koniec. Przetestowałam, sprawdziłam i nawet nieźle się bawiłam, ale jednak zostanę przy książkach :)

P.S. A tak wyglądają przykładowe strony z mojego dziennika:


Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:

poniedziałek, 11 stycznia 2016

"Posłaniec strachu" Michael Grant

źródło
Tytuł: Posłaniec strachu
Autor: Michael Grant 
Wydawnictwo: Jaguar 
Stron: 440

"Nowa książka autora bestsellerowej serii GONE.
Przypomniałam sobie moje imię – Mara. Ale, stojąc w tym upiornym miejscu, na przeciw poważnego młodego człowieka w czarnym płaszczu ze srebrnymi czaszkami na guzikach, nie mogłam sobie przypomnieć nic więcej. I wtedy zaczęła się gra…
Posłaniec dostrzega ciemność w młodych sercach. Widzi szkody, jakie młodzi wyrządzają na świecie. Gdy pozostają bezkarni, oferuje im nikczemną grę. Jeśli wygrają, mogą odejść bez konsekwencji. Przegrana oznacza, że będą musieli przeciwstawić się swojej największej fobii.
Co to ma wspólnego z Marą? Wkrótce sama się o tym przekona." źródło

"Posłaniec strachu" nie jest moim pierwszym spotkaniem z Michaelem Grantem. Znam co prawda jednie jeden tom "Gone", ale kolejne części mam w planach już od dłuższego czasu. Bardzo polubiłam bohaterów tej serii i choć pomysł na fabułę wydaje się nieco absurdalny, to w rzeczywistości książka jest naprawdę dobra. Nieco inaczej było z moim kolejnym spotkaniem z autorem - "BZRK" kompletnie nie przypadło mi, nawet mimo pozytywnego nastawienia, z jakim podchodziłam do tej książki. "Posłaniec strachu" zapowiadał się naprawdę interesująco, więc postanowiłam po niego sięgnąć, nie nastawiając się jednak na zbyt wiele, biorąc po uwagę rozczarowanie "BZRK".

Naszą bohaterkę poznajemy, kiedy nie pamięta kompletnie nic, nawet własnego imienia. Wie jedynie, że teraz jest uczennicą mężczyzny, który przedstawia się jako Posłaniec Strachu. Wraz z nim poznaje ludzi, którzy postąpili źle, a teraz czeka ich kara. Mara i Posłaniec znajdują tych, którzy mają nieczyste sumienie, aby złożyć propozycję nie do odrzucenia...

Tajemniczy opis tej historii mówi naprawdę niewiele - ciężko stwierdzić, czy książka jest czymś odpowiednim dla nas. Ja również nie zamierzam zdradzać Wam zbyt wiele, myślę że poprzedni akapit z zupełności wystarczy. Cała magia tej historii kryje się właśnie w tajemnicy - Mara nie pamięta nic, więc i czytelnicy niewiele wiedzą. Razem jesteśmy zagubieni w świecie stworzonym przez Michaela Granta, a wierzcie mi, jest w czym się zagubić! Z czasem jednak dowiadujemy się coraz więcej, ponieważ Mara zaczyna sobie przypominać, kim jest naprawdę.

Na wstępie chciałam zaznaczyć, że ogromny plus należy się wydawcy. W czasach, kiedy inny dzielą oryginalne wydania na dwa tomy, psując lekturę w połowie, Jaguar (po raz kolejny) pozytywnie zaskakuje. Kupując polskie wydanie otrzymujemy 2 tomy w jednym - "Posłaniec strachu" i "Serce w tatuażach". Przyznam szczerze, że nie mam pojęcia, kto wpadł na pomysł, żeby w ogóle je dzielić - nasze wydanie ma 440 stron, więc wcale nie aż tak wiele! Kolejny plus należy się za dołączenie do książki opowiadania z tego cyklu, to naprawdę miła niespodzianka. Nie chciałabym się więc do niczego przyczepiać, jednak gdyby to ode mnie zależało, "Węża" (bo taki jest tytuł opowiadania) umieściłabym pomiędzy pierwszym, a drugim tomem. Zgodnie z oryginalną numeracją, nowela to część numer 1.5.


"Posłaniec strachu" to idealna serialowa historia! Główny wątek, czyli przeszłość Mary oraz Posłańca, przeplata się ich aktualnymi przygodami. Bohaterowie spotykają na swojej drodze mnóstwo osób, poznają ich historie, a każda z nich jest zupełnie niezależną opowieścią. Autor zrobił na mnie naprawdę duże wrażenie - postacie, które Mara spotyka na swojej drodze są naprawdę świetnie wykreowane. Powieść, która z założenia jest fantastyką, stawia przed czytelnikiem typowo moralne dylematy i udowadnia, że świat nie jest po prostu czarno-biały.

Ze wszystkich książek autora, które miałam okazje przeczytać, "Posłaniec Strachu" okazał się moją ulubioną. To wyjątkowa historia, która gorąco Wam polecam, a sama po cichu trzymam kciuki, że ktoś zdecyduje się nakręcić jej serialową ekranizację.

Ocena: 8/10

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:

poniedziałek, 16 listopada 2015

"Klejnot" Amy Ewing

źródło
Tytuł: Klejnot
Autor: Amy Ewing  
Wydawnictwo: Jaguar
Stron: 380

"Otoczone dzikim oceanem Samotne Miasto podzielone jest na pięć położonych koncentrycznie dzielnic. Najbiedniejszy, zewnętrzny krąg to Bagno. Centralny, zamieszkały przez elitę, nosi dumną nazwę Klejnot.
Mieszkanki Klejnotu, które pragną mieć zdrowego potomka, kupują na dorocznych Aukcjach surogatki – obdarzone nadzwyczajnymi Auguriami dziewczęta, pochodzące z uboższych kręgów miasta.
Violet Lasting jest jedną z nich. Kupiona przez Diuszesę Jeziora dziewczyna trafia do pięknego pałacu i szybko przekonuje się, że za olśniewającą fasadą kryje się świat dalece bardziej okrutny, niż mogłaby sobie wyobrazić. Odziana w piękne suknie lecz pozbawiona wszelkich praw Violet jest tylko zabawką w rękach okrutnej szlachcianki, która nie cofnie się przed niczym, by osiągnąć cel.
Jedyną nadzieją Violet jest niespodziewana przyjaźń, która wkrótce przerodzić się ma w zakazany romans. A w Klejnocie za nieposłuszeństwo grozi śmierć…" źródło

Kiedy w zapowiedziach zobaczyłam "Klejnot" skojarzył mi się z "Rywalkami", jak chyba większości z Was. Okładka, a nawet czcionka, przypominają serię Kiery Cass. Opis również zwiastuje opowieść w podobnym stylu - antyutopię z pałacem w tle. Jednak zgodnie z zapewnieniami wydawcy, ta powieść ma być nieco bardziej brutalna. Czy jednak Amy Ewing udało się powtórzyć sukces Cass i stworzyć równie udaną książkę, która zaskarbi sobie sympatię czytelników?


Mają pieniądze i wpływy, ale przecież nie wszystko można kupić... Arystokracji nie jest dane przedłużenie rodu - ich dzieci są za słabe, aby przeżyć, bądź niepełnosprawne. Szybko okazuje się jednak, że i na to jest rada, pod warunkiem, że wydadzą wystarczającą ilość pieniędzy. Młode dziewczęta z najuboższych kręgów  to idealne rozwiązanie - są piękne, zdrowe i posiadają niezwykłe talenty, a co najważniejsze - mogą rodzić dzieci. Zaczynają być traktowane jak przedmioty, zostają wystawiane na aukcje, a potem sprzedawane arystokracji, aby zostać ich surogatkami.

Violet jest jedną z "tych" dziewcząt. Razem z najlepszą przyjaciółką, przygotowywane były do wzięcia udziału w aukcji, aby wreszcie zostać rozdzielone i trafić do swoich nowych domów. Nasza bohaterka zostaje kupiona przez Diuszesę Jeziora. Ma piękne stroje, zamieszkuje w pałacu i uczestniczy w przyjęciach - szczyt marzeń, zdawać by się mogło. Z tą różnicą, że dziewczyna traktowana jest przez swoją Panią jak zwierzątko - ma tańczyć jak jej zagra. W dodatku piękna pałacowe życie, widziane od wewnątrz, okazuje się zepsute do szpiku kości.

Pomysł na fabułę jest zdecydowanie niebanalny. Surogatki to dość ciężki temat, jak na literaturę młodzieżową, co więcej wpisanie do w antyutopijną rzeczywistość wydaje się być nieco absurdalne. O dziwo, wszedł z tego całkiem niezły miks. Główna bohaterka jest przerażona, a jej uczucia, chcąc, nie chcąc, udzielają się czytelnikowi. Kto z nas nie byłby przerażony mając urodzić cudze dziecko w tak młodym wieku.

"Klejnot" ma jednak jedną poważną wadę - wątek romantyczny jest kompletnie oderwany od rzeczywistości. Jest raczej poboczny i przyznaję, że podczas lektury nie przywiązywałam do niego większej uwagi. Nie sposób jednak nie zauważyć, że pojawia się nagle i od samego początku jest absolutnie przewidywalny. Dużo lepiej przedstawiony został chociażby wątek przyjaźni - lojalność i oddanie Violet jest naprawdę godne podziwu.

Ta powieść to, oprócz "Rywalek", jedyna czytana przeze mnie historia, której akcja toczy się w pałacu (nie liczą książek historycznych, po które z reguły i tak nie sięgam). Wystawne kolacja, sekretne przejścia, piękne, balowe suknie i mnóstwo tajemnic - cudowanie czyta się chyba każdą historię, która toczy się w takim miejscu. Amy Ewing zadbała, żeby książkę po prostu dobrze się czytało - jest napisana prostym językiem, a jednocześnie akcja toczy się na tyle szybko, że czytelnik nie zdąży się znudzić.

Spodziewałam się, że "Klejnot" okaże się świetną książką i miałam rację. To oryginalna powieść z naprawdę niebanalną fabułą, a jednocześnie utrzymana w podobnym klimacie, co seria Kiery Cass - jeśli jesteście jej fankami, z pewnością i ta historia przypadnie Wam do gustu.

Ocena: 8/10

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:

czwartek, 23 lipca 2015

"Sanktuarium" Sarah Fine

źródło
Tytuł: Sanktuarium
Autor: Sarah Fine
Wydawnictwo: Jaguar  
Stron: 344

"Tydzień temu 17-to letnia Nadia, przyjaciółka Leli Santos, popełniła samobójstwo. Dziś, w wyniku pożegnalnego obrzędu, który wymknął się spod kontroli , Lela stoi w raju patrząc na widniejące w oddali ogrodzone miasto- Piekło. Nikt rozsądny z własnej woli nie przekracza Bramy Samobójców, nie wchodzi do miejsca spowitego w mroku, opanowanego przez zdeprawowane istoty. Lela nie jest rozsądna, jest zdecydowana ratować duszę przyjaciółki , nawet za cenę własnego życia wiecznego" źródło

Nastoletnia Lela nigdy nie miała łatwego życia. Tułając się po rodzinach zastępczych, z których żadna nie zapewniła jej miejsca na dłużej, nie mogła być przecież szczęśliwa. W końcu trafia do domu, w którym (zdawać by się mogło), ma wreszcie szanse osiąść na stałe. Znajduje również bratnią duszę - Nadia jest szkolną królową popularności, zupełnym przeciwieństwem naszej wyobcowanej bohaterki. Jej świat jednak również nie jest tak różowy,  jak mogłoby się wydawać. Nadia pozując na idealną nastolatkę traci kontrolę nad swoim życiem, coraz częściej sięga po używki, aż wreszcie popełnia samobójstwo.

Nadia nie może poradzić sobie ze stratą. Zagubiona dziewczyna sama ulega wypadkowi. Nie oznacza to jednak, że będzie jej dane spotkać Nadię "po drugiej stronie". Na samobójców czeka bowiem inny los - Brama Samobójców. Zdesperowana dziewczyna robi coś, na co zazwyczaj nikt inny się nie decyduje - przekracza Bramę z własnej woli. Jakie koszmary czekają na nią po drugiej stronie?

Muszę przyznać, że nie pokładałam zbyt wielkich nadziei w "Sanktuarium". Ani okładka, ani opis jakoś szczególnie nie przykuły mojej uwagi. Z fantastycznych nowości tego roku, najwięcej spodziewałam się po "Próbie Ognia", jednak, choć książka całkiem mi się podobała, już teraz mam problem z przypomnieniem sobie fabuły. Po "Sanktuarium" sięgnęłam raczej z rozpędu, na zasadzie: "a niech będzie, jeszcze to". Byłam więc bardzo, ale to bardzo zaskoczona, kiedy okazało się, że książka wciąga już od pierwszych stron!

Po pierwsze - oryginalny pomysł na fabułę. Być może wydaje Wam się (bo jeśli mam być szczera, to mi tak właśnie się wydawało), że fantastyczna powieść o Piekle i Niebie jest nieco absurdalna. Jednak nie w tym wypadku! Sama jestem zaskoczona, jednak w praktyce ten pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Warto również dodać, że powieść absolutnie nie ma religijnego wydźwięku, jeśli ktoś z Was się tego obawia - taka była po prostu koncepcja autorki. 

Miejsce, do którego przenoszą się bohaterki zostało znakomicie wykreowane. Wyobraźcie sobie świat pełen ludzi, którzy, nie radząc sobie z rzeczywistością, postawili odejść. Samobójstwo, to jedyne co łączy mieszkańców świata wykreowanego. Pochodzą z różnych krajów i różnych epok. Ich problemy są (a może raczej - były) mniej lub bardziej. Przykład? Jeden z bohaterów był mieszkańce obozu koncentracyjnego i zanim trafił do Piekła, przeżył na Ziemi... prawdziwe piekło.

Jestem również pod wrażeniem głównej bohaterki. Z przyjemnością mogę Wam oznajmić, że Lela zasłużyła sobie na tytuł jednej z moich ulubionych bohaterek powieści dla młodzieży. Mimo wielu problemów (prawdziwych, a nie wyimaginowanych), które spotkały ją w życiu, radzi sobie znakomicie. Jest prawdziwa i dobra, nawet jeśli za wszelką cenę chce uchodzić za twardą. Posiada również cechę, którą uważam za niesamowicie ważną - jest bezgranicznie wierna swoim przyjaciołom. Potrafi poświęcić naprawdę dużo dla swoich najbliższych, mimo że nie spotkało jej w życiu zbyt wiele dobrego ze strony innych ludzi.

"Sanktuarium" to przedziwna koncepcja życia po śmierci, a jednak sprawdza się znakomicie. Ma wszystko, co lubię w książkach - świetną bohaterką, wciągającą fabułę, wątek miłosny, a także pokazuje, czym jest prawdziwa przyjaźń. Jeśli tak, jak ja, nie zwróciliście zbytniej uwagi na "Sanktuarium", namawiam Was gorąco - dajcie tej książce szansę, bo naprawdę warto!

Ocena: 8,5/10

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:

niedziela, 19 lipca 2015

"Następczyni" Kiera Cass

źródło
Tytuł: Następczyni
Seria: Rywalki, tom: IV
Autor: Kiera Cass
Wydawnictwo: Jaguar  
Stron: 360

"Dwadzieścia lat temu America Singer wzięła udział w Eliminacjach i zdobyła serce księcia Maxona. Teraz nadszedł czas, by swoje Eliminacje zorganizowała księżniczka Eadlyn. Eadlyn nie oczekuje, że jej Eliminacje będą choć odrobinę przypominać bajkową historię romansu jej rodziców. Jednak gdy rozpoczyna się rywalizacja, dziewczyna odkrywa, iż znalezienie szczęśliwego zakończenia nie jest tak niemożliwe, jak zawsze się spodziewała" źródło

Nie będzie chyba żadnym zaskoczeniem, kiedy powiem, że uwielbiam "Rywalki". Jeśli da się pokochać jakąś serię, jeszcze przed jej przeczytaniem, to w moim przypadku tak właśnie było z powieściami Kiery Cass. Przecudna okładka, połączona z antyutopijnym światem i księciem z bajki to coś, co po prostu musiało mi się spodobać. Oczywiście, pokochałam "Rywalki" całym sercem.

Wszystko ma jednak swój koniec. Tak też było w przypadku historii Americi i Maxona. Po wzlotach i upadkach, wreszcie nadszedł koniec. Nie jestem zwolenniczką przeciągania historii i niekończących się, kilkunastotomowych opowieści. Mimo wszystko, było mi bardzo przykro, że muszę już pożegnać z bohaterami "Rywalek". Byłam więc zachwycona, kiedy dowiedziałam się, że seria będzie miała kolejne tomy, jednak będą one miały nową główną bohaterkę. Czy Eadlyn okazała się równie ciekawą postacią, co America?

Po pierwsze, muszę przyznać, jest po raz kolejny jestem  zachwycona pomysłem Kiery Cass. Obawiałam się, że kolejne tomy będą pisane na siłę. Autorka wpadła jednak na pomysł genialny w swej prostocie - odwróciła Eliminacje. Tutaj to Księżniczka wybiera wśród kandydatów. Okazuje się, że zmienia to bardzo wiele. W przypadku Americi, było jasne, że to właśnie ją Książę darzy uczuciem. Tutaj jednak główną bohaterką jest Eadlyn, a my nie mamy pojęcia, który z chłopców jest najbliższy jej sercu. 

Dla "Następczyni" zrobiłam wyjątek. Zazwyczaj nie czytam recenzji przed lekturą jakiejś powieści. Powód jest bardzo prosty - spojlery są wszędzie. W przypadku tej powieści nie mogłam się powstrzymać. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy w opiniach innych czytelników to fakt, że większość z nich nie lubi Eadlyn. Faktem jest, że niewiele ma ona wspólnego ze swoją matką, jednak ja bardzo polubiłam tę postać. Warto pamiętać, że wychowana jest ona w pałacu i przyzwyczajona do rzeczywistości, w której nigdy nie była zwyczajna. Myślę, że autorka nie tylko celowo stworzyła tę postać jako pełną wad, lecz również chciała pokazać, jak Eadlyn zmienia się (na dobre!) dorastając.

"Następczyni" w niczym nie ustępuje poprzednim tomom powieści. Dalej jesteśmy w pałacu, w dalszym ciągu trwają Eliminacje, a całość doprawiona jest szczyptą politycznych dylematów. Nowych bohaterów jest całe mnóstwo i uważam, że są oni równie udani, jak postaci, które znaliśmy do tej pory. Ostatnim powodem, dla którego ta powieść skradła moje serce jest wielka niewiadoma - nie mam pojęcia, kogo wybierze Księżniczka. Wśród kandydatów jest kilka naprawdę uroczych młodych mężczyzn.

Bardzo cieszę się, że Kiera Cass zdecydowała się przedłużyć "Rywalki". "Następczyni" rozwiała wszystkie moje obawy i utwierdziła w przekonaniu, że uwielbiam wszystko, co napisze autorka. Nie będzie więc chyba żadnym zaskoczeniem, kiedy napiszę, że z niecierpliwością czekam na kolejne tomy, a Wam gorąco polecam lekturę!

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:

 

piątek, 17 lipca 2015

"Akademia Dobra i Zła" Soman Chainani

źródło
Tytuł: Akademia Dobra i Zła
Seria: Akademia Dobra i Zła, tom: I
Autor: Soman Chainani
Wydawnictwo: Jaguar  
Stron: 416

"Tego roku, najlepsze przyjaciółki Sophie i Agatha dowiedzą się dokąd trafiają po skończeniu trzynastu lat wszystkie zaginione dzieci. Do legendarnej Szkoły Dobra i Zła, w której zwyczajni chłopcy i zwykłe dziewczynki są szkolone by zostać albo bajkowymi bohaterami, albo wielkimi złoczyńcami. Sophie, najładniejsza dziewczyna w całym Gavaldonie całe dotychczasowe życie marzyła żeby zostać już porwaną i trafić do zaczarowanego świata. Ze swoimi różowymi sukienkami, dobrymi stopniami i skłonnością do dobrych uczynków, wie, że ma szansę dostać się do szkoły Dobra i w efekcie zostać księżniczką z bajek. Z kolei Agatha gustująca się w mrocznych strojach i czarnych kotach, pełna niechęci do wszystkich napotkanych na jej drodze istot, myśli, że trafi do szkoły Zła. Tymczasem staje sie zupełnie inaczej…" źródło

Baśnie to jedna z najczęściej występujących w literaturze i filmie inspiracji. Nie jestem w stanie zliczyć, ile "nowoczesnych wersji Kopciuszka" już widziałam lub czytałam. Historie wzorowane na baśniach braci Grimm, czy Andersena atakują nas na każdym kroku, a czasami nawet ich nie zauważamy. Walka dobra ze złem (i zwycięstwo tego pierwszego) ma jednak tylu fanów, że historie tego typu wcale nie odchodzą do lamusa, wręcz przeciwnie. 

Czy świat baśni jest nas jeszcze w stanie zaskoczyć? Ja niejednokrotnie przekonałam się, że tak. Podobnie było w przypadku "Akademii Dobra i Zła". Autor powołuje się na postaci, które dobrze znam, a jednak nawiązuje do nich w zupełnie wyjątkowy sposób. Soman Chainani przekonuje nas, że bohaterowie baśni uczęszczają do Szkoły Dobra i Zła. Tam właśnie uczą się, jak zostać słynnym czarnym charakterem lub wręcz przeciwnie - księciem lub księżniczką z bajki.

Agatha i Sophia mieszkają w Gawoldonie. Co roku z tego małego i spokojnego miasteczka porywana jest dwójka dzieci. Jedno piękne i dobre, a drugie brzydkie i złośliwe. Jak nie trudno się domyślić, umieszczone zostają w wyjątkowych szkołach - jedno w Akademii Dobra, drugie natomiast w Akademii Zła. Jedna z głównych bohaterek - Agatha - to niezbyt urodziwa młoda dama, mieszkająca na cmentarzu. Zadziwiającym zdaje się być więc fakt, że jej najlepszą przyjaciółką zostaje śliczna Sophia. Choć mieszkańcy Gawoldonu mogą się dziwić, Sophia wie lepiej - celowo wybrała na najbliższą koleżankę swoje kompletne przeciwieństwo. Jest przekonana, że ona i Agatha wkrótce zostaną porwane do Akademii, więc nikt jej lepiej nie zrozumie...

Soman Chainani miał świetny pomysł na fabułę. Dobro i zło to w końcu motyw, którzy lubi niemal każdy. Autor doprawił to dużą dawką dobrego humoru i szkołą, która uczy, jak zostać bajkowym bohaterem. Nie wiem skąd czerpał inspiracje, jednak jestem pod wrażeniem, aby właśnie w taki sposób pokazać nam, jak powstają baśniowi bohaterowie.

Oprócz ciekawego pomysłu i nietuzinkowego poczucia humoru, "Akademia Dobra i Zła" ma jeszcze jedną, bardzo dużą zaletę. Czym był byłby baśnie bez morału? No, właśnie! Ta powieść, tak jak historie, które posłużyły autorowi, jako inspiracje posiada morał, który utkwi w głowie czytelnika po zakończeniu lektury. Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała jeszcze o oprawie graficznej. Bo choć liczy się wnętrze, to nie sposób zaprzeczyć, że często właśnie estetyka sprawia, że sięgamy po książkę. "Akademia Dobra i Zła" oprócz uroczej okładki, ma również śliczne, drobne ilustracje wewnątrz. Niby mała rzecz, a cieszy!

Niestety, mimo wielu zalet nie jest to powieść idealna - ma też kilka wad. Akcja toczy się bardzo szybko, momentami... zbyt szybko. Mnogość wydarzeń i bohaterów wprowadza chaos. Chwilamipo prostu nie mogłam połapać się w fabule. Poza tym, choć autor nie zapomniał o morale, postacie bywają tutaj naprawdę płytkie. Chociaż akurat to jestem w stanie wytłumaczyć, jako celowe pokazanie bohaterów w sposób nieco groteskowy. Nie zapominajmy również, że jest to powieść przeznaczona dla młodszych czytelników.

"Akademia Dobra i Zła" ma swoje wady i zalety. W ogólnym rozrachunku wypada jednak naprawdę nieźle. Jeśli, tak jak ja, uwielbiacie wszelkiego rodzaju baśnie, to dla Was pozycja absolutnie obowiązkowa!

Ocena: 6/10

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:

wtorek, 23 czerwca 2015

"Geek Girl. Modelka z przypadku" Holly Smale

Tytuł: . Modelka z przypadku
źródło
Seria: Geek Girl
Autor: Holly Smale
Wydawnictwo: Jaguar
Stron: 318

"Harriet Manners ma piętnaście lat i szeroką wiedzę na rozmaite tematy. Wie na przykład, że w kocim uchu są 32 mięśnie, przeciętny człowiek śmieje się piętnaście razy dziennie, a opuszczające jaskinię nietoperze zawsze skręcają w lewo. Wie również, że nikt w szkole jej nie lubi. Harriet Manners jest kujonką, a tacy jak ona mają zazwyczaj ciężkie życie…" źródło

Harriet to dziewczyna, którą z pewnością bym polubiła. Wie rzeczy, o których przeciętna nastolatka nie ma zielonego pojęcia. I, choć historyczne fakty, czy biologiczne ciekawostki nikogo innego nie obchodzą, to właśnie czyni ją wyjątkową. Niestety, większość kolegów i koleżanek zdaje się nie dostrzegać, jak niezwykłą postacią jest Harriet. Na szczęście ma wierną przyjaciółkę, która pomaga jej przetrwać szkolny chaos. Na nieszczęście - niezbyt urodziwego adoratora, która uważa, że skoro oboje są geekami, to wystarczy, aby połączyła ich niezwykła więź. Harriet jednak nie podziela jego opinii.

Przygoda naszej bohaterki rozpoczyna się na jednej z modowych imprez. Być dostrzeżonym przez agencję modelek to marzenie nie jednej dziewczyny. Właśnie to jest pragnieniem przyjaciółki Harriet, jednak jej samej - niekoniecznie. Przewrotny los sprawia, że to właśnie nasza szczupła i nietuzikowa bohaterka dostaje propozycje podpisania kontraktu z agencją. I choć w normalnych okolicznościach nigdy nie byłabym tym zainteresowana, to ciąg upokorzeń sprawia, że decyduje się podjąć wyzwanie. Nie bez znaczenia jest również pewien przystojny model, który staje jej na drodze...

"Geek Girl" to jedna z tych książek, o których słyszałam jeszcze przed polską premierą. Było więc oczywiste, że sięgnę po tę serię choćby po to, aby przekonać się, o co tyle szumu. Choć nigdy nie przepadałam za komediami i jestem zdecydowanie melodramatycznym typem, ostatnio coraz bardziej przekonuję się do tego gatunku. Głównie za sprawą fenomenalnej "Duff" (nie mylić z kiepską ekranizacją). Nie myliłam się co do jednego - "Geek Girl" jest zabawną lekturą, która będzie świetną odskocznią od tych wzruszających powieści, po które tak często sięgam.

Główna bohaterka, Harriet, jest uroczą dziewczyną. Nie mogę się jednak pozbyć wrażenia, że wszystko jest tutaj zbyt groteskowe i przesadzone. Nastolatka jest kompletnie nieprzystosowana do społeczeństwa i choć najczęściej jest to zabawne, to momentami staje się wręcz irracjonalne. Szczerze liczyłam, że gdzieś w tym wszystkich będzie krył się głębszy morał. Że pomiędzy zabawnymi sytuacjami znajdziemy coś głębszego, jednak nic z tego - "Geek Girl" to po prostu komedia.

Powieść przypomina mi książki Meg Cabot, które czytałam, będą chyba jeszcze w podstawówce. Kojarzy mi się nawet trochę z "Pamiętnikiem księżniczki", gdzie nastoletnia niezdara musi radzić sobie z sytuacjami, w których bardzo trudno jest jej się odnaleźć. Jedno jest pewne - "Modelka z przypadku" została napisana prostym językiem i jest wciągająca. To wszystko, wymieszane z kupą dobrego humoru, wystarczy, aby zapewnić rozrywkę na kilka wieczorów, szczególnie w te stresujące dni. Ta powieść nie zmieniła mojego życia, ale z przyjemnością sięgnę po kolejne tomy, ponieważ jestem przekonana, że wywołają u mnie równie dużo uśmiechu.

Ocena: 6/10

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...