Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bukowy las. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bukowy las. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 października 2018

"To, co widzę bez ciebie" Peter Bognanni

źródło
Tytuł: To, co widzę bez ciebie
Autor: Peter Bognanni  
Wydawnictwo: Bukowy Las
Stron: 296

"Siedemnastoletnia Tess rzuca liceum, ponieważ nie potrafi normalnie funkcjonować, od kiedy dowiedziała się, że nie żyje Jonah – chłopak, z którym od paru miesięcy codziennie wymieniała żartobliwe i czułe SMS-y, tweety i maile.
Nie miała żadnych podstaw, by przypuszczać, że chłopak, którego z wzajemnością pokochała, odbierze sobie życie.
Dziewczyna nadal do niego pisze, radząc sobie w ten sposób z rozpaczą i żałobą. Ku swemu zaskoczeniu pociechę odnajduje w najmniej oczywistym zajęciu: pomagając samotnemu ojcu w prowadzeniu jego nieco szalonej firmy  pogrzebowej.
Tess coraz bardziej angażuje się w to zajęcie i próbuje na nowo ułożyć sobie relacje z ojcem. Jednak miłość, cierpienie i życie to zjawiska o wiele bardziej skomplikowane, niż się spodziewała. Zwłaszcza gdy otrzymuje wiadomość, która stawia 
jej świat na głowie
." źródło 

Bardzo lubię historie z serii "Myśl-nik" - chyba za każdym razem liczę, że okażą się równie dobre co powieści Greena. To prawie nigdy się nie dzieje, jednak lubię ten entuzjazm zabierając się za lekturę ;) "To, co widzę bez Ciebie" również zwiastowało powieść dla młodzieży na poziomie, do jakiego przyzwyczaił nas "Myśl-nik". A to oznacza historię z wyższej póki, pełną uczuć i inteligentnego humoru. 

Tess ma siedemnaście lat i nie wie, jak ma dalej żyć. Chłopak, w którym (jak jej się wydaje) była zakochana nie żyje. Choć tak naprawdę znajomość ta ograniczała się do smsów i innych informacji tekstowych, nasza bohaterka czuje się, jakby umarła jej najbliższa osoba. Nie chce chodzić do szkoły, a jedynym ukojeniem jest wysyłanie wiadomości do chłopaka, który już nigdy ich nie przeczyta. Nie ma też zbyt dużego wsparcie w rodzinie, ponieważ ojciec nastolatki jest zajęty rozkręcaniem szalonego interesu związanego z nietuzinkowym zakładem pogrzebowym.

"To, co widzę bez Ciebie" jest książką przedziwną. Brakuje mi innego słowa, aby ją określić. Tess niesamowicie rozpacza po śmierci ukochanego, mimo że spotkali się na żywo zaledwie raz. Nie do końca jestem w stanie pojąć tę siłę internetowych znajomości, no, ale może to kwestia wieku. Z drugiej strony jednak zrozumiałe jest, że tak wrażliwa osoba nie mogłaby pozostać obojętna na odebranie sobie życie przez tryskającego dobrym humorem (zaledwie chwilę wcześniej) znajomego. 

Koniec końców dziewczyna rzuca szkołę i wraca do domu rodzinnego, gdzie zaczyna pomagać ojcu, który ma dość osobliwą profesję. Ten element miał być tutaj chyba dawką nieco czarnego humoru który znany jest młodym czytelnikom z powieści Green. Tutaj niestety wątek kuleje, bo szczerze mówiąc - kompletnie mnie nie rozbawił. Nie tyle zgorszył, co po prostu... nie uznałam go za zabawny.

Nie uważam tej książki za nieudaną, jednak nie znajdzie się na mojej półce z ulubionymi młodzieżowymi tytułami. Porusza ważne tematy i jest całkiem niegłupia, jednak na tematy te powstało wiele, lepszych i bardziej poruszających tytułów.

Ocena 6/10

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Bukowy Las!
http://bukowylas.pl/

sobota, 18 listopada 2017

"Podtrzymując wszechświat" Jennifer Niven

źródło
Tytuł: Podtrzymując wszechświat  
Autor: Jennifer Niven 
Wydawnictwo: Bukowy Las 
Stron: 408

"Wszystkim się wydaje, że dobrze znają Libby, dziewczynę kiedyś zwaną „najgrubszą nastolatką w Ameryce”. Nikt jednak nie zadaje sobie trudu, żeby dojrzeć cokolwiek poza jej wagą, poznać ją tak naprawdę. Po śmierci mamy Libby zajadała się w czterech ścianach swojego domu w towarzystwie załamanego ojca i własnego smutku. Teraz dziewczyna wraca do szkoły, jest gotowa na nowych przyjaciół, miłość, na wszystko, co życie ma jej do zaoferowania.

Wszystkim się wydaje, że dobrze znają Jacka. Owszem, to popularny i lubiany uczeń, ale i osoba, która nauczyła się nie rzucać w oczy. Nikt nie zna wielkiego sekretu Jacka: chłopak nie rozpoznaje twarzy, nawet rodzeni bracia wyglądają dla niego jak obcy ludzie. Jack potrafi zaprojektować i zbudować niemal wszystko, ale nie jest w stanie zrozumieć, jak działają trybiki jego własnego mózgu.
 
Aż w końcu Jack spotyka Libby. Połączeni okrutną licealną zabawą lądują na szkolnej terapii. Oboje są wściekli, ale wściekłość powoli przeradza się w zaskoczenie. Odkrywają, że im więcej czasu spędzają ze sobą, tym mniej samotni się czują." źródło

Uwielbiam Jennifer Niven. Być może to wiele powiedziane w przypadku autorki, której przeczytałam (do tej pory) zaledwie jedną książkę. To jednak prawda - kocham Jennifer Niven, a "Wszystkie jasne miejsca" kompletnie mnie oczarowały i sprawiły, że na świat patrzę inaczej. Niewiele jest takich książek. Niewiele jest też takich autorów i jestem pewna, że zaliczenie tak udanego debiutu, oprócz tego, że jest oczywiście ogromnym sukcesem, jest też poprzeczką nie do przeskoczenia. Z niecierpliwością czekałam na kolejną powieść Niven i wiedziałam, że będzie dobra, nie spodziewałam się jednak, że okaże się lepsza niż "Wszystkie jasne miejsca". To niemal niemożliwe.

Jack jest sportowcem, którego wszyscy znają. Jest lubiany i popularny, ma piękną dziewczyną i masę kolegów. Jest też ciemna strona, ale o niej przecież nikt nie wie. Jack codziennie musi na nowo odnajdować się w świecie. Cierpi na przypadłość, która nie pozwala mu rozpoznawać twarzy nawet najbliższych osób. Kieruje się wszystkimi możliwymi ułatwieniami - ten jest wysoki, ten nosi rzucającą się w oczy fryzurę, a tamten jest wyjątkowo pulchny. O dziwo jakoś sobie razi, ale i tak zdarzają się wpadki. Życie Jack to wieczna walka z samym sobą. Robi wszystko, aby nikt, nawet rodzice, nie domyślili się, że coś jest nie tak.

Każdy wie, kim jest Libby - to nastolatka, która była zbyt gruba, żeby wydostać się z własnego domu. Nikt jednak nie wie jaka jest Libby, bo nikt nie zadał sobie trudu, aby ją poznać. Dziewczyna wraca jednak do szkoły z podniesionym czołem i zamierza nie zważać na pełne niechęci spojrzenia.  Kiedy Jack i Libby się spotykają znajdują wspólny język. 

Choć przyznaję, że po Niven spodziewałam się prawdziwej bomby, to i tak udało się jej mnie zaskoczyć. Jak napisać książkę o dwójce młodych ludzi, która będzie oryginalna skoro czytaliśmy przecież już wszystko? Właśnie tak!

To przykre, ale prawdziwe - młodzi ludzie łatwiej utożsamiają się z pięknymi bohaterami, których spotyka jakaś kompletnie niezależna od nich tragedia - choćby rak, czy wypadek. Tutaj jest zupełnie inaczej, bo o ile rozumiemy dlaczego Libby zainteresowała się Jackiem, o tyle wszyscy dziwią się, jak on zainteresował się dziewczyną z tak dużą nadwagą. I to smutne, strasznie smutne, że tak trudno nam zrozumieć, jak osoba nie wprasowująca się w promowane przez media kanony piękna może być dla drugiej atrakcyjna. Jeszcze smutniejsze, że wygląd zewnętrzny jest dla wielu z nas wyznacznikiem wartości człowieka.

Muszę być z Wami szczera - przeczytam wszystko, co wyjdzie spod ręki tej autorki, nawet gdyby była to instrukcja obsługi pralki. I tak, może "Wszystkie jasne miejsca" podobały mi się bardziej niż "Podtrzymując wszechświat", jednak obie książki są świetne. Ta historia najlepsza książka skierowana do młodzieży i chyba jedna z lepszych, które w ogóle miałam okazję przeczytać w tym roku.

Ocena: 9,5/10 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Bukowy Las!
http://bukowylas.pl/

czwartek, 21 stycznia 2016

"Księga wyzwań Lily i Dasha" Rachel Cohn, David Levithan

źródło
Tytuł: Księga wyzwań Lily i Dasha
Autor: Rachel Cohn, David Levithan
Wydawnictwo: Bukowy Las
Stron: 312

"Pełna wdzięku romantyczna historia z książkami, przedświąteczną gorączką i bożonarodzeniowym Manhattanem w tle.
„W środku znajdziesz wskazówki. Jeśli chcesz je poznać, przewróć stronę. Jeśli nie – proszę, odłóż notatnik na półkę”. Zainspirowana przez szczęśliwie zakochanego brata, szesnastoletnia Lily zostawia czerwony notatnik pełen wyzwań na ulubionej półce w swojej ulubionej księgarni. Notes czeka na odpowiedniego chłopaka, który odważy się podjąć grę. Ciekawski, ironiczny, lekko cyniczny Dash nie boi się zagadek - Księga Wyzwań staje się dla niego odskocznią od codzienności, której nieświadomie szukał.
Dash i Lily urządzają podchody na wielką skalę - szukają notesu (i siebie) po całym Manhattanie. Podczas gry zaczyna rodzić się uczucie. Tylko czy na żywo zrobią na sobie równie dobre wrażenie, co na papierze? To może okazać się największym wyzwaniem...
" źródło

David Levithan jest u nas znany przede wszystkim dzięki wspólnej książce z Johnem Greenem. Ostatnio miałam jednak szansę poznać bliżej twórczość autora dzięki jego samodzielnej powieści - "Każdego dnia" okazało się bardzo dobrą lekturą i choć Levithana nie postawię w swoim prywatnym rankingu na równi z Greenem, bardzo chętnie poznam więcej jego książek. "Księga wyzwań Lily i Dasha" jest co prawda napisana we współpracy z Rachel Cohn, ale tę autorkę również już miałam okazję poznać i bardzo miło to spotkanie wspominam. Co więcej, niewiele jest powieści związanych ze Świętami, a nie ma chyba nic lepszego niż taka lektura, gdy za oknem sypie śnieg. Pełna zapału, zaopatrzona w kubek gorącej herbaty (z aromatem drzewa sandałowego, pomarańczą i goździkami - jak nastrój, to na całego!) oraz ciepły koc zabrałam się do lektury.

Lily to bardzo nietypowa nastolatka. Ubiera się w przedziwny sposób i ma niebanalne zainteresowania - nietrudno więc się domyślić, że dziewczyna jest trochę samotna. Szczególnie, kiedy tak rodzinny czas, jak Boże Narodzenie przyjdzie jej spędzić samotnie. Rodzice Lily postanowili udać się w romantyczną podróż, oczywiście nie biorąc ze sobą pociech. Lily została więc w domu, razem z bratem, którego uwielbia. Niestety i on nie ma czasu dla siostry. Wreszcie się zakochał i całe dnie spędza z ukochanym. Razem swoją drugą połówką mają jednak plan jak pomóc Lily - w notesie tworzą tajemniczą Księgę Wyzwań licząc, że znajdzie ją chłopak idealny dla nastolatki. Wreszcie notes trafia w ręce Dasha, chłopaka, który decyduje się podjąć wyzwanie. Od tej pory para wymienia się zwierzeniami i kolejnymi zadaniami zostawiając notes w przeróżnych miejscach. Czy jednak w rzeczywistości okażą się dla siebie równi interesujący jak na kartkach notesu?

"Księga Wyzwań Dasha i Lily" to przeurocza opowieść. Główni bohaterowie są uparci i niebanalni, posiadają mnóstwo cech, dzięki którym nie sposób ich nie polubić. Ani w Lily, ani w Dashu nie ma nic typowego - rozpoczynając od sposobu ubierania, poprzez zainteresowania, aż po dobór przyjaciół. Chcąc nie chcą kibicujemy obojgu, licząc, że w końcu się odnajdą i na żywo również zaiskrzy. Historia jest utrzymana w pozytywnym klimacie, więc nie spodziewany się, że naszym bohaterom może stać się coś złego. Z drugiej jednak strony autorzy dają nam do zrozumienia, że odkładnia spotkania daje nadzieję, że bajka będzie trwać. W końcu, kiedy dojdzie ono do skutku, może okazać się, że nie zaiskrzyło.

Powieść przypomina historię wyrwaną z innej epoki. W czasach, kiedy wszyscy kontaktują się używając internetu i tak też poznają nowych ludzi, Lily i Dash wybrali zupełnie inną drogę. Notatnik, nawet jeżeli nie jest pomysłem żadnego z nich, jest nietuzinkowym sposobem na poznawanie nowych ludzi. A dzięki temu, że bohaterowie kręcą się po całym mieście, a tworzone przez nich zagadki z czasem stają się coraz trudniejsze i dla czytelnika powieść robi się coraz bardziej ciekawa. Zarówno Rachel Cohn, jak i David Levithan piszą dobrze - co do tego nie miałam żadnych wątpliwości, ponieważ spotkałam się już z twórczością obu autorów. Najbardziej cieszy mnie jednak fakt, że ta historia nie przypomina poprzednich powieści pisarzy, bo nie ma chyba nic gorszego, niż odgrzewany kotlet.

Choć od Świąt Bożego Narodzenia minął już miesiąc, za oknem wciąż pełno śniegu. "Księga wyzwań Dasha i Lily" to pozytywna lektura, idealna za zimowy wieczór, kiedy pragniemy tylko schować się pod kocem. Jeżeli lubicie Greena, serię "Myśl-nik" albo świąteczne klimaty nie tylko od święta, nie czekajcie kolejnych 11 miesięcy, bierzcie się za lekturę już dziś!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Bukowy Las!
http://bukowylas.pl/

sobota, 26 grudnia 2015

"Wszystkie jasne miejsca" Jennifer Niven

źródło
Tytuł: Wszystkie jasne miejsca
Autor: Jennifer Niven
Wydawnictwo: Bukowy Las
Stron: 424


"Odważna opowieść o miłości, przeżywaniu życia i dwojgu młodych ludzi, którzy znajdują siebie nawzajem, gdy stoją na skraju przepaści.

Theodore jest zafascynowany śmiercią. Codziennie rozmyśla nad sposobami, w jakie mógłby pozbawić się życia, a jednocześnie nieustannie szuka – znajdując – czegoś, co pozwoliłoby mu pozostać na tym świecie. Violet żyje przyszłością i odlicza dni do zakończenia szkoły. Marzy o ucieczcie od małego miasteczka w Indianie i niemijającej rozpaczy po śmierci siostry.

Kiedy Finch i Violet spotykają się na szczycie szkolnej wieży – sześć pięter nad ziemią – nie do końca wiadomo, kto komu ratuje życie. A gdy ta zaskakująca para zaczyna pracować razem nad projektem geograficznym, by odkryć „cuda” Indiany, ruszają – jak to określa Finch – tam, gdzie poprowadzi ich droga: w miejsca maleńkie, dziwaczne, piękne, brzydkie i zaskakujące. Zupełnie jak życie.

Wkrótce tylko przy Violet Finch może być sobą – śmiałym, zabawnym chłopakiem, który, jak się okazuje, wcale nie jest takim wariatem, za jakiego go uważają. I tylko przy Finchu Violet zapomina o odliczaniu dni, a zaczyna je przeżywać. Jednak w miarę jak świat Violet się rozrasta, świat Fincha zaczyna się gwałtownie kurczyć
." źródło

"Wszystkie jasne miejsca" mignęły mi w zapowiedziach. Wiedziałam, że przeczytam tę książkę, jednak nie znalazła się ona na liście moich czytelniczych priorytetów. Do czasu. Moją uwagę przykuły zdjęcia tatuaży z napisem "All the bright places", które pojawiały się na Facebooku. W końcu nikt nie robi sobie tatuażu z tytułem książki, która nie jest naprawdę poruszająca, prawda? "Wszystkie jasne miejsca" szybko trafiły na pierwsze miejsce mojej listy lektur obowiązkowych.

Chłopak, który uznawany jest za dziwaka. Nie cieszy się popularnością w szkole, ale zdaje się w ogóle tym nie przejmować. Dziewczyna należąca do szkolnej elity, która (po tragicznych przeżyciach, które zmusiły ją do refleksji) zaczyna się zastanawiać, czy w ogóle chce do niej należeć. Theodore i Violet spotykają się na szczycie szkolnej wieży. Oboje zastanawiają się co by było, gdyby wykonali krok w przepaść. Brzmi banalnie? Uwierzcie mi, "Wszystkie jasne miejsca" jest wszystkim, tylko nie banalną książką dla młodzieży.

Powieść przeczytałam kilka tygodni temu. Nie mogła jednak ułożyć sobie w głowie myśli i zebrać się do napisania opinii. Tak już jest z książkami, które kradną nam serce - nie jesteśmy w stanie przekazać innym, jak bardzo są dobre. A ta historia jest naprawdę genialna. Powiem więc krótko: pod koniec roku, kiedy traciłam już nadzieję, że coś w stu procentach skradnie moje serce pojawiła się ona. Panie i panowie... oto najlepsza książka roku 2015!

Finch i Violet to zupełne przeciwieństwa. Oboje jednak znajdują się w bardzo ciemnym miejscu, w którym (jak podejrzewają nikt jeszcze nie był). Nawzajem dają sobie jednak światła. Udowadniają sobie samym, że proste rzeczy mogą dać wiele szczęścia. Czasem jednak miłość, nawet najsilniejsza nie wystarcza, aby rozwiązać wszystkie problemy. Miłość nie wyleczy się z raka, ani z choroby psychicznej. I nawet jeśli będziesz starać się ze wszystkich sił, czasami to nie wystarczy.

Jennifer Niven porusza niesamowicie ważne kwestie, zazwyczaj pomijane, ponieważ są nieoczywiste. Ludziom łatwiej zrozumieć proste choroby, namacalne. Choroby psychiczne dużo łatwiej ignorować. Jeśli czegoś nie widać gołym okiem, możemy po prostu udawać, że tego nie ma prawda? Musimy jednak zdać sobie sprawę, że psychika człowieka jest równie słaba jak jego ciało. Maltretowanie psychiczne może mieć równie tragiczne skutki, jak maltretowanie fizyczne, a rany na duszy wcale nie goją się łatwiej niż rany na ciele.

Wielowymiarowa - tak określiłabym jednym słowem tę opowieść. Inne refleksje towarzyszyły mi podczas czytania, inne tuż po przeczytaniu zakończenia, a jeszcze inne po dwóch tygodniach. Jedno jest pewne - tej lektury nie można wyrzucić z głowy. A im dłużej o niej myślimy, tym więcej dostrzegamy. Wywołuje w nas uśmiech, smutek, złość. Wściekamy się na bohaterów, zarzucając, że mogli starać się bardziej. Ale czy my, na ich miejscu, wiedzielibyśmy co robić?

"Wszystkie jasne miejsca" udowadniają, że kocha się za wszystko. I za te piękne chwile, które na zawsze zapiszą się w naszej pamięci i za najgorsze momenty, które tak bardzo chcielibyśmy zapomnieć. Być może nie zdajemy sobie sprawy, ale może i ja (i ty, jeżeli też kochasz takie smutne historie), tak emocjonalnie podchodzimy do życia, bo nasz umysły pragną skrajności?

Tyle cudownych wątków, zachowań i cytatów jest w tej powieści. Tyle pięknych słów. Nie muszę chyba dodawać, ze bardzo gorąco ją Wam polecam?

Ocena: 10/10

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Bukowy Las!
http://bukowylas.pl/

niedziela, 25 października 2015

"Byłam tu" Gayle Forman

źródło
Tytuł: Byłam tu
Seria: Myśl-nik
Autor: Gayle Forman 
Wydawnictwo: Bukowy Las
Stron: 328

 "Najnowsza powieść autorki bestsellerów Zostań, jeśli kochasz i Wróć, jeśli pamiętasz.
Ta przejmująca do głębi powieść jest historią Cody Reynolds, zmagającej się z samobójstwem najlepszej przyjaciółki. 

Poszukiwanie odpowiedzi na pytanie: "czemu Meg odebrała sobie życie?" rzuci Cody w wir podróży tropem przyjaciółki, która z zapyziałego miasteczka wyjechała na prestiżowe studia, ale też do granic samopoznania i na spotkanie z wielkim niebezpieczeństwem.  Bohaterka będzie zmuszona zakwestionować wszystko, co dotąd uważała za pewnik. Nie tylko swoją relację z wspaniałą, charyzmatyczną Meg – ale i znaczenie takich pojęć, jak życie, miłość, śmierć i przebaczenie.
Gayle Forman w najwyższej formie znów pisze o najistotniejszych życiowych problemach – nie tylko młodych ludzi" źródło

Gayle Forman poznałam dzięki powieści "Zostań, jeśli kochasz" (lub też "Jeśli zostanę") - jak pewnie każdy z Was. Choć zdania na jej temat są podzielone, mi zarówno książka, jak i ekranizacja przypadły do gustu na tyle, aby sięgnąć po kolejne książki autorki. Choć ostatnio na półkach księgarni pojawiły się dwie z nich, ja zdecydowałam się na "Byłam tu". Głownie dla tego, że powieść należy do bardzo lubianej przeze mnie serii "Myśl-nik".

Meg i Cody były najlepszymi przyjaciółkami. Teraz Meg nie żyje, a Cody nigdy nie było tak ciężko. Małomiasteczkowa mentalność daje się we znaki wszystkim w ich otoczeniu. Z jednej strony samobójstwo, które wywołuje skandal, z drugiej z kolei smutek z uwagi na śmierć tak młodej dziewczyny. A przecież wszystko szło dobrze, Meg dostała się na interesujący kierunek studiów, mieszkała w wielkim mieście, miała przed sobą przyszłość. To Cody ma na głowie mnóstwo problemów. To on została tutaj. Sama. 

Jak wszystkie powieści tej serii, "Byłam tu" jest niespieszna, nostalgiczna i (w przeważającej większości) smutna. Nietrudno się domyślić - w końcu tak to już bywa z książkami, których akcja toczy się wokół czyjejś śmierci. Tutaj jednak oprócz udzielającego się czytelnikowi smutku głównej bohaterki, dochodzi przeczucie, że za chwilę zdarzy się coś złego. A przecież już się zdarzyło, Meg nie żyje, czy może być jeszcze gorzej?

Ciekawy pomysłem było wplecenie w fabułę tajemnicy - wątku nawet nieco kryminalnego. Odnalezienie powodu, dla którego Meg postanowiła się zabić staje się dla głównej bohaterki sensem w życiu. Cały jej świat staje na głowie i robi rzeczy, których nie normalnie by się nie odważyła. My obserwujemy tę przemianę i, z czasem, tajemnica śmierci Meg intryguje nas równie mocno, co bohaterów powieści. Nie ma innego wyjścia, tę książkę po prostu trzeba jak najszybciej przeczytać do końca.

W "Zostań, jeśli kochasz" nieco przeszkadzał mi język i muszę przyznać, że w "Byłam tu" jest dużo lepiej. Niemniej jednak autorka w bardzo prosty sposób pisze o sprawach bardzo trudnych. Lekki język i przytłaczający klimat to naprawdę zaskakujące połączenie. Musze Was jednak ostrzec - choć morał z tej historii jest oczywisty i z pewnością każdy z Was domyśli się, co chciała przekazać autorka, uczucie smutku nie mija tak szybko. Często sięgam po przytłaczające powieści, jednak ta wyjątkowo mnie poruszyła.

"Byłam tu" to książka, która na stałe zapisze się w mojej pamięci. Polecam ją przede wszystkim fanom autorki oraz serii "Myśl-nik", lecz również tym, którym nie straszny cięższy klimat.

Ocena: 7/10
Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Bukowy Las!
http://bukowylas.pl/

niedziela, 28 czerwca 2015

"Pod kloszem" Meg Wolitzer

źródło
Tytuł: Pod kloszem
Seria: Myśl-nik
Autor: Meg Wolitzer
Wydawnictwo: Bukowy Las
Stron: 288

"Gdyby życie było sprawiedliwe, Jam Gallahue nadal mieszkałaby w rodzinnym New Jersey ze swoim uroczym chłopakiem z Wielkiej Brytanii – Reevem Maxfieldem. Oglądaliby razem stare skecze i całowali się między regałami szkolnej biblioteki. Z pewnością nie byłaby teraz w Wooden Barn, szkolnym ośrodku terapeutycznym w Vermoncie, i nie chodziłaby na przeznaczone tylko dla wybranych uczniów (rzekomo odmieniające życie) lekcje pt. „Specjalne zagadnienia z literatury angielskiej” poświęcone wyłącznie twórczości Sylvii Plath.
Życie jednak nie jest sprawiedliwe. Reeve’a nie ma już od ponad roku, a Jam wciąż nie może otrząsnąć się po stracie. Kiedy zadanie domowe polegające na pisaniu pamiętnika otwiera Jam i pozostałym uczniom drogę do innego świata, nazwanego przez nich Belzharem, dziewczyna odkrywa rzeczywistość, w której czas staje w miejscu, a ona znów może poczuć obecność Reeve’a. Jednak zapełniając kolejne strony dziennika, Jam musi zmierzyć się z prawdą i zdecydować, jak wiele jest gotowa poświęcić, by odzyskać to, co utraciła.
Zapierająca dech w piersiach i zaskakująca historia o pierwszej miłości, głębokim cierpieniu i sile, jaką daje pogodzenie się ze swoim losem.
" źródło

Seria „Myśl-nik” powstała stosunkowo niedawno, a już mogę zaliczyć ją do jednej z moich ulubionych. To specyficzne powieści – niespieszne i sentymentalne, w których akcja odsuwa się na drugi plan, aby ustąpić miejsca emocjom. Wiem, że mogę spodziewać się nietuzinkowej, inteligentnej historii – i taką też dostałam tym razem.

W przeciwieństwie do Tima Tharpa, o Meg Wolitzer nie słyszałam wcześniej ani słowa. Opis „Pod kloszem” bardzo szybko przypadł mi do gustu. Historia opowiada losy nastoletniej Jam, która trafia do niezwykłego miejsca. Niektórzy pewnie powiedzieliby, że to szkoła dla młodzieży z problemami... Jam, tak jak pozostali uczniowie ma za sobą traumatyczne przeżycia, które sprawiły, że nie jest w stanie dłużej radzić sobie z nimi na własną rękę. Jedyne co czuje po zmianie otoczenia to obojętność. Mimo tego, trafia na najbardziej elitarne zajęcia. Co roku, kilku (wybranych w bliżej nieokreślony sposób) uczniów uczęszcza na "Specjalne zajęcia z literatury angielskiej".

Nie trzeba być mistrzem spostrzegawczości aby zauważyć, że nasza bohaterka jest zagubiona. Nie wierzy, że nowa szkoła, nowi znajomi, a już na pewno nowa nauczycielka literatury są w stanie jej pomóc. Jest zakochana w chłopcu, którego już nie ma i wierzy, że nic nie jest w stanie uśmierzyć tego bólu. Powieść przepełniona jest cierpieniem głównej bohaterki i nie sposób pozostać jest wobec niego obojętnym. Mimo tego, gdzieś w tym wszystkim kryje się iskierka nadziei, dzięki czemu po zakończeniu lektury wcale nie czujemy smutku.

Bardzo spodobało mi się, że oprócz historii głównej bohaterki, poznajemy kilka innych ciekawych opowieści. Jam zbliża się przede wszystkim do uczniów, którzy uczęszczają razem z nią na zajęcia z literatury, dzięki czemu i czytelnik może poznać ich bliżej. A wierzcie mi, jest co poznawać, bo żadna z postaci nie znalazła się w tej szkole bez przyczyny. Wszystkie historie są dramatyczne, jednak w niczym nie przypominają typowych problemów, z jakimi zmierzają się bohaterowie powieści dla nastolatków. Nie dodam nic więcej, aby nie psuć Wam przyjemności z lektury, ale wierzcie mi - będziecie zaskoczeni.

Mówiąc o zaskoczeniu, nie sposób nie wspomnieć o jeszcze jednej kwestii - zakończeniu. Wszystkie spekulacje okazały się błędne. Żadne z moich podejrzeń nie było trafne. Nie będę owijać w bawełnę - historia Jam po prostu zwaliła mnie z nóg. I wiecie co? Was też zwali. Nie sposób bowiem domyślić się zakończenia, a jednak kiedy je poznajemy wszystko zaczyna układać się w logiczną całość. Tak... to właśnie zakończenie zrobiło na mnie największe wrażenie.

Stało się dokładnie tak, jak podejrzewałam - "Pod kloszem" to powieść, która z dumą może reprezentować "Myśl-nik". Polecam Wam więc tę powieść, choćby po to, aby poznać najbardziej zaskakujące z możliwych zakończenie.

Ocena: 7/10

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Bukowy Las!
http://bukowylas.pl/

 

piątek, 19 czerwca 2015

Konkurs: "Pod kloszem"!

Witajcie! W związku z premierą kolejnej świetnej książki z uwielbianej przeze mnie serii Myś-link przygotowałam dla Was kolejny konkurs. Tym razem do wygrania będzie „Pod kloszem” Meg Wolitzer – książka, z którą spędziłam weekend. Więcej informacji na jej temat znajdziecie tutaj. 

Najpierw kilka krótkich zasad:
1. Organizatorem konkursu i jednocześnie jednoosobowym jury jestem ja - autorka bloga.
2. Nagrodą w konkursie jest książka "Pod kloszem" Meg Wolitzer.
2. Fundatorem nagrody jest Wydawnictwo Bukowy Las, za co serdecznie dziękuję w imieniu swoim i przyszłego laureata konkursu :)
3. Konkurs trwa od dziś (19.06.2015) do 03.07.2015, do godziny 20.00.
4. Na wyłonienie zwycięzcy jury (czyli ja:) potrzebuje trochę czasu. Wyniki poznacie więc do dnia 09.07.2015.
5. Nie wysyłam nagrody za granicę, musicie więc podać adres w Polsce. Nagroda zostanie wysłana listem poleconym.
5. Aby wziąć udział w konkursie należy pod tym postem zostawić swój adres e-mail oraz odpowiedź na pytanie konkursowe. Wygrywa jedna osoba, której komentarz uznam za najciekawszy.
6. Lajki i tym podobne - mile widziane, ale niewymagane (fanpage Better Version of the Truth i fanpage Wydawnictwa Bukowy Las). Byłoby mi również miło, gdybyście umieścili gdzieś banner konkursowy.



Zadanie konkursowe:
Dobierz piosenkę, która Twoim zdaniem najlepiej pasuje do "Pod kloszem". Możesz inspirować się okładką i opisem. Link to utworu (najlepiej umieszczonego na portalu youtube.com) umieść w komentarzu.
Powodzenia!

wtorek, 16 czerwca 2015

"Cudowne tu i teraz" Tim Tharp

źródło
Tytuł: Cudowne tu i teraz
Autor: Tim Tharp
Wydawnictwo: Bukowy Las
Stron: 368

"Czy życie chwilą ma sens?
Sutter Keely to zabawowy gość, który rozrusza największego sztywniaka. W szkole nie jest orłem, kończy właśnie liceum, ale nie planuje studiów i prawdopodobnie spędzi większość życia, składając koszule w sklepie z męską odzieżą.
 
Trudno. Ważne, że miasto jest pełne dziewczyn, a dzięki alkoholowi życie potrafi być absolutnie fantastyczne. Poza tym napędza go wielkie pragnienie, by pomagać wszystkim, którzy pomocy potrzebują. Jak każdy, o kim mówią „prawdziwa dusza towarzystwa”, Sutter jest też niezwykle czarujący. Ma tyle zalet, że łatwo przegapić fakt, ile i jak często pije.
Pewnego ranka po nocnej balandze Sutter budzi się na obcym trawniku i poznaje Aimee. Aimee nie wie, o co chodzi w życiu. Aimee to towarzyska porażka. Aimee potrzebuje pomocy, więc bohaterski Sutterman podejmuje wyzwanie. Ma plan: pokaże jej, na czym polega dobra zabawa i puści ją wolno, gdy będzie gotowa żyć pełnią życia.
Okazuje się  jednak, że Aimee to dziewczyna inna niż wszystkie, które poznał do tej pory. Nie wiedząc kiedy i jak, Sutter zakochuje się po uszy. Do tego czuje, że po raz pierwszy w życiu ma wpływ na kogoś innego – może mu pomóc, ale może też go zniszczyć…
Szczera, prawdziwa, pełna humoru powieść wciąga tak, że czytelnik nie zdaje sobie nawet sprawy, jak głęboko zanurza się w świat Suttera. Otrzeźwienie i refleksja przychodzą dopiero z zamknięciem książki
." źródło

Dawno, dawno temu obejrzałam pewien film... No, może nie tak dawno, ale za to dwa razy. Był nietypowy, subtelny i skradł moje serce do tego stopnia, że po prostu musiałam zobaczyć go jeszcze raz. „Cudowne tu i teraz” przeszło jednak bez echa – obejrzałam go zupełnie przypadkiem i kiedy chciałam przedyskutować fabułę ze znajomymi, okazało się, że nikt go nie widział. No, ale dlaczego? Przecież jest świetny!

„Cudowne tu i teraz” rozbudziło moją ciekawość. Po seansie postanowiłam sprawdzić, czy fabuła aby nie została zaczerpnięta z jakiejś powieści i... bingo! Film oparty jest na książce Tima Tharpa o tym samym tytule. Cały problem polegał na tym, że historia nie została przetłumaczona na język polski. Minęło 1,5 roku, jednak ja nie zapomniałam o „The spectacular now”... Możecie sobie wyobrazić moją minę, kiedy po tak długim czasie wreszcie doczekałam się lektury, którą tak bardzo chciałam przeczytać!

Głównym bohaterem jest Sutter – popularny chłopak, którego zna każdy. Sutter chodzi do liceum i przeżywa najlepsze lata swojego życia. Swoje własne „Cudowne tu i teraz”. Jest bohaterem każdej imprezy i niczego nie traktuje na poważnie. Jeśli chcesz się dobrze zabawić, to jest chłopak, z którym powinieneś spędzić czas. Kiedy jednak zaczynasz myśleć o przyszłości, to ostatnia osoba, która przyjdzie Ci do głowy. Wiedzą o tym wszyscy, nawet dziewczyna Suttera i nawet ona wreszcie ma dość. W wyniku ciągu nieoczekiwanych (choć dość typowych dla naszego bohatera) wydarzeń, chłopak zasypia na trawniku, a nad ranem spotyka Aimee – dziewczynę, która jest jego kompletnym przeciwieństwem. Nieśmiała i delikatna fanka fantastyki to kto wyjątkowo potrzebuje dowiedzieć się, o co tak naprawdę chodzi w życiu. A altruistyczny Sutter zamierza jej pokazać...

„Cudowne tu i teraz” to książka co najmniej równie niezwykła, co jej ekranizacja. Opowiada o historii z pozoru typowej – popularny chłopak dostrzega szarą myszkę. Tutaj jednak nic nie wygląda tak, jak w powieściach, które znamy. Popularny chłopak nie jest uosobieniem marzeń. Choć dobrze się z nim zabawisz, szybko okazuje się, że oprócz tej zabawy nie zaoferuje Ci niczego więcej. Z kolei nieśmiała dziewczyna może okazać się wartościową i inteligentną osobą, która po prostu za bardzo daje sobą pomiatać. Książka uczy, że wszystko ma swoją cenę.

Uwierzcie mi, że przyznaję to z wielkim żalem, ale podejrzewam, że większość z Was nie pokocha „Cudownego tu i teraz” równie mocno jak ja. Patrzę jednak na tę książkę z perspektywy czasu i przypominam sobie własne priorytety sprzed kilku lat... Myślę o priorytetach rówieśników Suttera i o momencie, w którym zaczynają się zastanawiać się nad przyszłością. Bohaterowie mają swoje problemy, mimo że są zupełnie różne, pomagają im znaleźć wspólny język. A czytelnikom przypominają, że można stworzyć nastoletnich bohaterów, którzy mają dużo bardziej poważne zmartwienia brak pieniędzy na cichy i gry komputerowe.

Uwielbiam nostalgiczny, powolny klimat „Cudownego tu i teraz”. Uwielbiam szczerych i prawdziwych bohaterów, nawet z ich (oczywistymi) wadami. A najbardziej ze wszystkiego uwielbiam zakończenie tej historii, które, choć wkurza czytelników, nie mogłoby być bardziej prawdziwe.

Ocena: 9/10
Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Bukowy Las!
http://bukowylas.pl/


niedziela, 14 czerwca 2015

Zapowiedź: "Pod kloszem" Meg Wolitzer

Już w za kilka dni - 17 czerwca - w księgarniach pojawi się nowa powieść ze świetnie zapowiadającej się serii "Myśl-nik"wydawnictwa Bukowy Las. "Pod kloszem" to książka, z którą spędziłam niedzielne popołudnie i już teraz mogę Wam ją gorąco polecić. Zainteresowani?
  
Data publikacji: 17 czerwca 2015
Cena: 34,90 zł
Liczba stron: 288
Oprawa: broszurowa ze skrzydełkami
Gatunek: lit. młodzieżowa, współczesna

"Gdyby życie było sprawiedliwe, Jam Gallahue nadal mieszkałaby w rodzinnym New Jersey ze swoim chłopakiem z Wielkiej Brytanii – Reevem. Oglądaliby razem stare skecze i całowali się między regałami szkolnej biblioteki. Z pewnością nie byłaby teraz w Wooden Barn, szkole z internatem dla młodzieży z depresją, i nie chodziłaby na lekcje do ekscentrycznej nauczycielki poświęcone wyłącznie twórczości Sylvii Plath. Życie jednak nie jest sprawiedliwe. Reeve’a nie ma już od ponad roku, a Jam wciąż nie może otrząsnąć się po stracie. Kiedy nauczycielka zadaje swoim podopiecznym pisanie pamiętnika, przed Jam i pozostałymi uczniami otwiera się drogę do innego świata, nazwanego przez nich Belzharem. Dziewczyna odkrywa rzeczywistość, w której czas staje w miejscu, a ona znów może poczuć obecność Reeve’a. Jednak zapełniając kolejne strony dziennika, Jam musi zmierzyć się z prawdą i zdecydować, jak wiele jest gotowa poświęcić, by odzyskać to, co utraciła."

Jeśli Wam również "Pod kloszem" wydaje się interesującą lekturą to bądźcie czujni - jeszcze w tym tygodniu na blogu pojawi się konkurs, w którym do wygrania będzie świeżutki egzemplarz tej powieści!

niedziela, 17 maja 2015

"Will Grayson, Will Grayson" John Green, David Levithan

źródło
Tytuł: "Will Grayson, Will Grayson"
Autor: John Green, David Levithan
Wydawnictwo: Bukowy Las
Stron: 368

"Pewnego zimnego wieczoru w Chicago przecinają się ścieżki dwóch Willów Graysonów. Nazywają się tak samo, ale do tej chwili żyli w zupełnie różnych światach. Teraz ich życie rusza w całkiem nowym i nieoczekiwanym kierunku. Po drodze jest miejsce na przyjaźń i miłość, muzykę i futbol, a emocjonalna plątanina znajduje kulminację w najbardziej szalonym i spektakularnym musicalu, jaki kiedykolwiek wystawiono na deskach licealnych scen." źródło

Książki Greena mają swoją stałą grupę odbiorców. Oprócz „Gwiazd naszych wina”, która jest powieścią dość uniwersalną i trafi do ogromnej grupy czytelników, pozostałe mają sporo elementów wspólnych. Główny bohater to nietypowy i nie do końca rozumiany przez rówieśników nastolatek, który ma jednak wiernego najlepszego przyjaciela – postać bardzo istotną i (najczęściej) przezabawną. Ważny jest również motyw podróży. Czasami dosłownej, a czasami chodzi bardziej o przemianę głównych bohaterów. Nie oznacza to jednak, że wszystkie książki Greena są takie same – zawsze z przyjemnością zagłębiam się w lekturę i jestem pod wrażeniem nie oczekiwanych zdarzeń. „Will Grayson, Will Grayson” to jednak z książek, które posiadają cechy wymienione powyżej. A może raczej – posiadają w połowie, ponieważ Willów Graysonów jest dwóch!

Mottem Willa Graysona nr 1 jest „siedź cicho”. I tak ma wystarczająco dużo problemów... Jego najlepszy przyjaciel to Kruchy Cooper – pulchny gej, spełniający wszystkie wymogi, aby być stereotypowym, a jednocześnie to postać wyjątkowo urocza. Niestety, nie ułatwia to Willowi zdobycia popularności – chłopak obraca się jedynie wokół Paczki Przyjaciół. Jego znajomi to w większości homoseksualiści, a Will nie ma z tym żadnego problemu, gdyby nie fakt, że nie ułatwia to zdobycia dziewczyny. I gdyby tak jeszcze Kruchy Cooper mógł stać się mniej zauważalny, przez co nie utrudniałby Willowi wiecznego trzymania się na uboczu...

Drugi Will Grayson nie ma nic wspólnego z Greenowskimi bohaterami. To samotny, niezrozumiany chłopak, który pogrąża się w mroku. Gdyby chciał, mógłby mieć wszystko, na czym zależy jego rówieśnikom – popularność, oddanych przyjaciół i piękną dziewczynę. Will chce jednak czegoś zupełnie innego, jednak brakuje mu odwagi. Obu chłopców o tym samym imieniu i nazwisku spotyka się w nocy w sex shopie. Pech chciał, że zostali sami, wystawieni przez bliskie im osoby. Zaskoczeni zaczynają ze sobą rozmawiać, mimo iż nie spodziewają się, że znajomość rozwinie się w coś więcej niż tylko historię, którą można opowiadać znajomym.

Muszę przyznać, że schematyczność powieści Greena zaczyna mnie męczyć. Lubię je, ale brakuje mi odmiany. Już przed sięgnięciem po książkę wiem, że główny bohater okaże się nietypowym młodym człowiekiem, a ja będę oczarowana jego najlepszym kumplem. Nie jest to jednak zarzut, który chce postawić tej właśnie historii, a raczej twórczości autora. Jestem oddaną czytelniczką, po każdą jego książkę sięgam z przyjemnością, jednak byłabym zachwycona, gdyby raz jeszcze postanowił zaskoczyć mnie tak, jak to miało miejsce przy „Gwiazd naszych wina”. Tutaj właśnie takie zaskoczenie się wreszcie pojawiło...

Jeżeli chodzi o Davida Levithana jest to nasze pierwsze spotkanie. Nie ukrywam jednak, że niejednokrotnie przeglądałam zagraniczne strony internetowe i już po tytułach powieści byłam przekonana, że te książki do mnie trafią. Tak też było – zakochana w smutnych i nierozumianych bohaterach, po prostu musiałam zakochać się w Willu Levithana. Bardzo cieszę się, że wreszcie miałam okazję przeczytać jakąś książkę autora, nawet jeżeli w połowie została ona napisana przez Greena. Jeszcze bardziej cieszy mnie fakt, że wszystko wskazuje na to, że wkrótce będę mogła przeczytać kolejne jego powieści.

Przejdźmy jednak to najważniejszego - „Will Grayson, Will Grayson” to książka znakomita, ale nie nadaje się dla każdego czytelnika. Aby w pełni poczuć jej urok musicie mieć naprawdę otwarty umysł. Zdać sobie sprawę, że autorzy mają tyle dystansu, że potrafią stworzyć postacie wręcz groteskowe, jednak nie chcą nikogo urazić. Jasne jest, że choćby Kruchy Cooper został przerysowany w pełni świadomie. On cały jest metaforą. Zaśmiewając się do rozpuku, jednocześnie płynęły mi łzy, bo kiedy zdałam sobie sprawę, o co tak naprawdę chodzi w tej książce, nie mogła pozostać niewzruszona.

„Will Grayson, Will Grayson” to przepiękna historia. Mimo podobieństw do innych książek Greena, naprawdę warto po nią sięgnąć. I pamiętajcie o najważniejszym – otwórzcie swój umysł!

Ocena: 9/10

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Bukowy Las!
http://bukowylas.pl/


czwartek, 16 kwietnia 2015

„Misja 100” Kass Morgan

źródło
Tytuł: Misja 100
Autor: Kass Morgan
Wydawnictwo: Bukowy Las
Stron: 264

"PRZEZ STULECIA NIKT NIE POSTAWIŁ STOPY NA ZIEMI. AŻ DO TERAZ.Trzysta lat po spustoszeniu Ziemi przez kataklizm ludzie mieszkają w stacji kosmicznej, dryfującej z dala od toksycznej atmosfery ojczystej planety. Zasoby kurczą się dramatycznie, dlatego liczebność populacji jest ściśle kontrolowana, a wykroczenia karane śmiercią. Czasu jest jednak coraz mniej. Władze kolonii decydują więc o wysłaniu setki młodocianych przestępców na Ziemię, żeby przekonać się, czy planeta nadaje się do zamieszkania. Czy dla grupy wyrzutków będzie to szansa na nowe życie? A może przeciwnie – pewna śmierć?
Zesłańcy lądują na pięknej, dzikiej planecie, gdzie czają się niebezpieczeństwa, o jakich nikomu się nie śniło. W obliczu zagrożenia rodzą się konflikty, mające podłoże w tajemnicach z przeszłości. W domu nikt nie uważał ich za bohaterów, jednak dla całej ludzkości są teraz ostatnią nadzieją na przetrwanie.
Fascynująca, mrożąca krew w żyłach dystopia, na podstawie której powstał serial „The 100".
"źródło

 „Misja 100” znalazła się na mojej liście „Must read” na długo przed zapowiedzią polskiej premiery. Wszystko za sprawą serialu „The 100”, którego każdy odcinek, przez kilkanaście tygodni śledziłam z zapartym tchem. Historia opowiada o losach setki "małoletnich przestępców", którzy zesłani zostają na Ziemię, aby sprawdzić, czy ludzie są w stanie na niej przeżyć. Warto dodać, że „przestępcy” nie oznacza tutaj morderców i złodziei – na Arce zasoby są ograniczone, więc nawet drobne przewinienie wystarcza, aby zostać uznanym za niegodnego korzystania z nich. Nasza setka nastolatków zostaje więc odesłana, aby zaludnić Ziemię, a przede wszystkim przekonać się, czy ludzie są w stanie na niej przeżyć

Celowo starałam się opisać fabułę serialu w taki sposób, żeby pokryła się ona z fabułą książki. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że serial nie jest ekranizacją, a jedynie luźną adaptacją. Ogólny zarys akcji się zgadza, jednak szczegóły – już nie. Fani serialu mogą czuć się naprawdę podłamani, ponieważ zabrakło tutaj jednej z kluczowych (i uwielbianych przed sporą część widzów) postaci – Finna. Całe szczęście pozostali najważniejsi bohaterowie – Clarke, Bellamy i Octavia są obecni w powieści. Dużo ważniejszą rolę odgrywa również Wells, choć akurat dla niego nie przeszkadzało mi dramatyczne zakończenie, które przewidzieli scenarzyści serialu.

Ciężko ocenia się książkę, której widzieliśmy ekranizację – to żadne odkrycie. Czasem jednak nie sposób inaczej podejść o sprawy, szczególnie, gdy książka jest po prostu niedostępna. W tym przypadku nie mogę patrzeć na tę historię inaczej, niż przez pryzmat alternatywnej wersji, którą znam z serialu. Na plus działa z całą pewnością fakt, że powieść czyta się bardzo dobrze. Język jest przystępny, a autorka postarała się, aby akcja toczyła się na tyle szybko, żeby nie znudzić czytelników.

Całość poznajemy z punktu widzenia czterech bohaterów - Clarke, Bellamy'go, Wells i Glass. Ich losy łączą się ze sobą, ale każda z postaci ma swoją własną historię. Bardzo spodobał mi się wątek rodziców Clarke - jest surowy, drastyczny i pełen dylematów moralnych. Choć jeszcze przed rozpoczęciem lektury byłam pełna sympatii dla Bellamy'ego, to najbardziej zainteresowała mnie historia Glass, może dlatego, że jest to bohaterka zupełnie nowa. Losy dziewczyny naprawdę mnie zainteresowały, ponieważ kompletnie nie wiedziałam, czego mam się spodziewać.

"Misja 100" to bardzo przyjemna lektura. Jako fanka serialu uznaję ją za lekturę absolutnie obowiązkową, jednak nie mogę z pełnym przekonaniem stwierdzić, że wolę książkę niż jej telewizyjną adaptację. Jest jednak wielce prawdopodobne, że jeśli swoją przygodę z Clarke, Bellamym i pozostałymi bohaterami rozpoczniecie od lektury, to do niej będziecie mieć większą słabość.

Ocena: 7/10
 Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Bukowy Las
http://bukowylas.pl/

środa, 26 listopada 2014

"W śnieżną noc" John Green, Lauren Myracle i Maureen Johnson

[źródło]
Tytuł: W śnieżną noc
Autor: John Green, Lauren Myracle i Maureen Johnson
Wydawnictwo: Bukowy Las
Stron: 336
 
"Trzy gwiazdy literatury młodzieżowej, z kultowym pisarzem Johnem Greenem na czele, napisały na czas Gwiazdki trzy połączone ze sobą opowiadania. Punktem wyjścia jest burza śnieżna, która w Wigilię kompletnie zasypuje miasteczko Gracetown. 

Na tle lśniących białych zasp pięknie prezentują się prezenty przewiązane wstążeczkami i kolorowe światełka połyskujące w nocy wśród wirujących płatków śniegu. Śnieżyca zamienia małe górskie miasteczko w prawdziwie romantyczne ustronie. A przynajmniej tak się wydaje... Bo przecież przedzieranie się z unieruchomionego pociągu przez mroźne pustkowia zazwyczaj nie kończy się upojnym pocałunkiem z czarującym nieznajomym. I nikt nie oczekuje, że dzięki wyprawie przez metrowe zaspy do Waffle House uda się odkryć uczucie do wieloletniej przyjaciółki. Albo że powrót prawdziwej miłości rozpocznie się od nieprzyzwoicie wczesnej porannej zmiany w Starbucksie. Jednak w śnieżną noc, kiedy działa magia Świąt, zdarzyć może się wszystko…" [źródło]
 
W poprzednim poście dzieliłam się z Wami swoimi Wigilijnymi wspomnieniami i radością z nadchodzących Świąt. W radiu co prawda nie grają jeszcze "Last Christmas", ale póki co cieszą mnie nawet reklamy z Mikołajem w roli głównej. Prawdziwie zimowy klimat zapewniła mi jednak książka "W śnieżną noc", w która, zgodnie z moimi oczekiwaniami, sprawiła, że nie mogę doczekać się grudnia.

Większość z Was zainteresowała się pewnie tym tytułem z uwagi na jedno z nazwisk na okładce. Chodzi oczywiście o Johna Greena, który zdobył w naszym kraju popularność dzięki powieści "Gwiazd naszych wina", a kolejne jego historie jedynie utwierdziły czytelników w przekonaniu, że to jeden z najlepszych współczesnych pisarzy. Opowiadanie Greena to jednak jednie 1/3 powieści - pozostałe dwa opowiadania napisane zostały przez Lauren Myracle i Maureen Johnson. Muszę przyznać, że te nazwiska nic mi do tej pory nie mówiły, jednak fakt, że pisarki napisały powieść wspólnie z moim ulubionym autorem jest wystarczającym argumentem, aby sporo po nich oczekiwać. 

"W śnieżną noc" to jednocześnie i jedna historia, i trzy zupełnie odrębne. Jak to możliwe? W pierwszej opowieści w Wigilijną noc przenosimy się do Gracetown i... tam już pozostajemy do końca książki. Bohaterowie poszczególnych opowiadań (jak to w małych miejscowościach bywa) się znają. Każdy autor skupia się co prawda przede wszystkim na innym z nich, jednak gdzieś w tle ciągle przewijają się ci sami bohaterowie. Szczególnie wyraźnie widać to w pierwszym i ostatnim opowiadaniu. Postacie są równie wyraziste i wszystkie wzbudzają sympatię, jednak jest to o tyle ciekawe, że każdego widzimy oczami innego autora. Myracle i Johnson przedstawiają nam losy dziewcząt, natomiast Green skupia się na nastoletnim chłopcu. Kto wypada najlepiej? To chyba zależy od indywidualnych preferencji czytelnika.
 
Green przyzwyczaił nas do specyficznego poczucia humoru, a ja obawiałam się, że innym autorom będzie ciężko się do niego dostosować. Ku mojemu zaskoczeniu, już pierwsze kilka stron powieści pokazało, że przeczucia te były kompletnie bezpodstawne. Choć słowo "bystry" nie do końca nadaje się do określenia zbioru opowiadań, to pierwsze, co przychodzi mi do głowy. Bohaterom historii daleko do głupiutkich nastolatków, które interesują się jedynie imprezami i nowymi iPhonami.
 
Jako pierwszą poznajemy Jubilatkę (tak, to jest imię), której grożą samotne święta, ponieważ jej rodzice zostali aresztowani za wyjątkowo nietypowe przewinienie. Dziewczyna wsiada więc w pociąg, żeby dotrzeć do dziadków. Niestety, nie udaje jej się dojechać zbyt daleko - śnieżyca uniemożliwia dalszą jazdę. Na nastolatkę czeka jednak niezwykła, pełna świąteczne magii przygoda. Kolejny jest Tobin, który wraz z dwójką przyjaciół próbuje dostać się do Waffle House (czyli miejsca, w którym wcześniej spędzała czas bohaterka poprzedniej historii). Dlaczego ciągnie go do oddalonej szmat drogi restauracji w taką pogodę? Powód jest prosty: grupa cheerleaderek! Trzecia historia opowiada losy Addie. Ta część jest najmniej dynamiczna i najtrudniej określić o czym opowiada nie zdradzając zbytnio fabuły. Mówiąc w skrócie: Addie rozpacza po utracie ukochanego. Tutaj również najwyraźniej widać, jak mocno powiązane są ze sobą wszystkie historie.
 
Trochę mi przykro, że "W śnieżną noc" przeczytałam tak szybko. Nie mogę się doczekać śniegu i choinki, a za oknem tylko deszcz. Jeśli poszukujecie zimowej lektury, które pomoże na jesienną chandrę i przypomni, że Święta tuż, tuż, "W śnieżną noc" to coś w sam raz dla Was! A może zdecydujecie się zostawić tę powieść pod choinką dla kogoś z bliskich? Już niedługo będzie ku temu okazja - jeszcze w tym tygodniu będziecie mogli wygrać tę książkę - śledźcie bloga na bieżąco! :)
 
Ocena: 8/10
 Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Bukowy Las
http://bukowylas.pl/
 

wtorek, 18 listopada 2014

Zapowiedź: Coraz bliżej Święta - "W śnieżną noc" John Green, Lauren Myracle i Maureen Johnson


Pamiętacie magię odliczania dni do Wigilii? Strojenie choinki i wieszanie skarpet na kominku (tudzież w innych miejscach, jeżeli ktoś takowego nie posiada)? Oczekiwanie na Mikołaja, który, jak na złość, zawsze pojawia się wtedy, gdy śpimy?

Nie jestem w stanie wybrać swojego ulubionego świątecznego wspomnienia. Dlaczego? Ponieważ staram się, aby każde Boże Narodzenie było moim ulubionym. Każde wspomnienie z biegiem lat nabiera zabawnego charakteru. Mogę tu przytoczyć choć dzień, w którym podczas przedwigilijnych porządków zakręciłam kabel odkurzacza wokół stojaka z choinką (około dwumetrową z szklanymi bombkami!), a drzewko runęło przygwożdżając mnie do ziemi. Całości dopełnił rozbijający się wprost na moim czole czubek :) Choć w tym momencie nie było mi do śmiechu, po latach to wspomnienie bawi mnie do łez! A Wy? Macie swoje zabawne świąteczne historie?
Mam nadzieję, że tak jak ja nie tracicie świątecznego ducha z biegiem lat, a wręcz przeciwnie. Dzisiaj nie wyobrażam sobie Gwiazdki bez zapachu prawdziwej choinki i 12 potraw na stole. Szkoda tylko, że Święta trwają jednie trzy dni... Staram się jednak jak najszybciej rozpocząć przygotowania i coraz wcześniej wpadać w świąteczny nastrój. W tym roku o listopadowym śniegu możemy zapomnieć - przynajmniej w moich okolicach. Nie przeszkadza mi to jednak w przyspieszeniu świętowania. Moje mieszkanie okupują już czekoladowe Mikołaje, a wieczorami buszuję w internecie poszukując bombek, które zawisną na mojej (żywej!) choince. Nie obędzie się oczywiście bez kolęd, świątecznych filmów i książek. Poniżej mam dla Was zapowiedź jednej z pozycji, która idealnie wprowadza w świąteczny nastrój.

źródło
Trzy gwiazdy literatury młodzieżowej, z kultowym pisarzem Johnem Greenem na czele, napisały na czas Gwiazdki trzy połączone ze sobą opowiadania. Punktem wyjścia jest burza śnieżna, która w Wigilię kompletnie zasypuje miasteczko Gracetown. 

Na tle lśniących białych zasp pięknie prezentują się prezenty przewiązane wstążeczkami i kolorowe światełka połyskujące w nocy wśród wirujących płatków śniegu. Śnieżyca zamienia małe górskie miasteczko w prawdziwie romantyczne ustronie. A przynajmniej tak się wydaje... Bo przecież przedzieranie się z unieruchomionego pociągu przez mroźne pustkowia zazwyczaj nie kończy się upojnym pocałunkiem z czarującym nieznajomym. I nikt nie oczekuje, że dzięki wyprawie przez metrowe zaspy do Waffle House uda się odkryć uczucie do wieloletniej przyjaciółki. Albo że powrót prawdziwej miłości rozpocznie się od nieprzyzwoicie wczesnej porannej zmiany w Starbucksie. Jednak w śnieżną noc, kiedy działa magia Świąt, zdarzyć może się wszystko… [źródło]

Premiera: 19.11.2014 (już jutro!)

Ja mam już za sobą jedno z trzech opowiadań i muszę przyznać, że jest naprawdę dobrze! Maureen Johnson serwuje dużą dawkę dobrego humoru w stylu Greena, czyli to, co lubię najbardziej. Mam nadzieję, że pozostałe dwie historie okażą się równie udane. Niedługo może spodziewać się więc mojej opinii i... konkursu z nietrudną do odgadnięcia nagrodą (tak, zamierzam zabawić się w Mikołaja!:))

sobota, 19 lipca 2014

"19 razy Kathrine" John Green

źródło
Tytuł: 19 razy Kathrine
Autor: John Green
Wydawnictwo: Bukowy Las
Stron: 304

"Katherine V uważała, że chłopcy są odrażający.
Katherine X chciała się tylko przyjaźnić.
Katherine XVIII rzuciła go drogą mailową.
K-19 złamała mu serce 

Colin Singleton gustuje wyłącznie w dziewczętach o imieniu Katherine. A te zawsze go rzucają. Gwoli ścisłości, stało się tak już dziewiętnaście razy.
Ten uwielbiający anagramy, zmęczony życiem cudowny dzieciak wyrusza w podróż po Ameryce ze swoim najlepszym przyjacielem Hassanem, wielbicielem reality show Sędzia Judy. Chłopcy mają w kieszeni dziesięć tysięcy dolarów, goni ich krwiożercza dzika świnia, ale za to nie towarzyszy im ani jedna Katherine. Colin rozpoczyna pracę nad Teorematem o Zasadzie Przewidywalności Katherine, za pomocą którego ma nadzieję przepowiedzieć przyszłość każdego związku, pomścić Porzuconych tego świata i w końcu zdobyć tę jedyną.
Miłość, przyjaźń oraz martwy austro-węgierski arcyksiążę składają się na prawdziwie wybuchową mieszankę w tej przezabawnej, wielowarstwowej powieści o poszukiwaniu samego siebie.
" źródło

Greena nie trzeba nikomu przedstawiać - prawdopodobnie połowa z Was wie o nim więcej niż ja. Muszę się jednak przyznać, że tym razem i mnie dosięgnął szał na autora. Choć,  w przeciwieństwie do większości bestsellerów, jeszcze przed pojawieniem się w kinach ekranizacji. Autor potrafi oczarować czytelnika już po kilku stronach powieści - podczas lektury "Gwiazd naszych wina" pierwsza łezka zakręciła się w moim oku około 16 strony (ktoś mnie przebije?). Od tamtej pory w ciemno sięgam po powieści autora. Kiedy zobaczyłam w zapowiedziach "19 razy Kathrine" piszczałam z radości i krzyczałam, że muszę ją mieć jeszcze przed spojrzeniem na opis powieści. I to właśnie jest zaufanie do autora - biegłabym do księgarni w dniu premiery jego książki nawet, jeśli byłby to słownik!

Green, jako niekwestionowany mistrz tworzenia unikatowych bohaterów, i tym razem zaskakuje. Colin do zwyczajnych bowiem nie należy - w przeszłości był cudownym dzieckiem. Już jako mały brzdąc wyróżniał się nieprzeciętną inteligencją, zna kilka języków, a przyswajanie informacji przychodzi mi bardzo szybko. Cudowne dzieci mają potencjał na dorosłych geniuszy, jednak Colin ma poważne obawy, że nie zostanie jednym z nich. Raczej nie wynajdzie lekarstwa na raka, ani nie sklonuje człowieka i... chłopakowi naprawdę trudno się pogodzić z tym, że powoli przestaje być cudowny. Czy jego poświęcenie dla nauki czytanie 400 stron dziennie ma w ogóle sens?

Główny bohater wyróżnia się od innych nastolatków jeszcze jedną, dość nietypową kwestią. Tak jak jego rówieśnicy przeżywa pierwsze miłości. W jego przypadku jest ich dość sporo, jednak to jeszcze nie jest tak zaskakujące - w końcu młodzi ludzie nierzadko są kochliwi. Colin jednak gustuje w pewnym typie dziewcząt. Nie wyróżnia ich kolor włosów, oczu, czy wzrost, lecz... imię. Chłopak umawia się jedynie z dziewczynami o imieniu Kathrine, a dziewiętnasta z nich właśnie go rzuciła. Zrozpaczony postanawia choć raz zachować się inaczej niż się tego po nim spodziewano i wyrusza w podróż życia.

"19 razy Kathrine" to paradoksalnie typowo greenowska książka, a jednocześnie zupełnie inna niż wszystkie. Nie płakałam na niej, nie uroniłam nawet łezki. Tragedia nie wisiała w powietrzu, a po zakończeniu lektury nie czułam, że życie już nigdy nie będzie takie samo. Bardzo szybko zdałam sobie jednak sprawę jak mądrą i wyjątkową lekturą jest ta książka. Morałów trzeba po prostu... poszukać trochę głębiej. Obracamy się więc w typowej dla Greena tematyce - poszukiwaniu własnego ja i odnalezieniu odpowiedzi na pytania "kim jestem?", po prostu w nieco mnie tragicznej otoczce niż zawsze.

Z pozostałymi książkami autora łączy tę historie jeszcze jedno - genialny warsztat. Absurdalny humor Greena, który potrafi żartować z rzeczy, które w wykonaniu kogokolwiek innego byłby zapewne niesmaczne, trafia do mnie jak żadne inny. Przykład? Colin trafia do fabryki produkującej sznureczki do tamponów... Serio? Czy może być coś bardziej abstrakcyjnego? Koniec końców, powieść to jednak nie komedia. Porusza dużo poważniejsze kwestie, jednak w dość zabawny sposób.

Tuż po przeczytaniu "19 razy Kathrine" stwierdziłam, że książka mi się podobała. Jednak dopiero pisząc tę recenzję zdałam sobie sprawę, że tak bardzo! Warto jednak podejść do niej z neutralnym nastawieniem - nie spodziewajmy się kolejnego "Gwiazd naszych wina", bo ta historia została już opowiedziana. Nie spodziewajmy z góry skazanego na śmierć bohatera - nawet, gdyby autor uległ namowom czytelników zarzucono by mu powtarzalność. "19 razy Kathrine" to niezwykła opowieść i zasługuje na to, by spojrzeć na nią z szerszej perspektywy.

Ocena: 8/10
Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Bukowy Las
http://bukowylas.pl/

sobota, 22 marca 2014

"Tak wygląda szczęście" Jennifer E. Smith

źródło
Tytuł: Tak wygląda szczęście
Autorka:  Jennifer E. Smith
Wydawnictwo: Bukowy Las
Stron: 400

"Czy odpowiada się na maile, które przysyła los?
Czerwiec to według siedemnastoletniej Ellie O”Neill najgorszy miesiąc w roku. W tym czasie jej rodzinne miasteczko przeżywa  najazd turystów, a na dodatek w tym roku do inwazji przyłączyła się ekipa filmowa. Nawet przyjazd idola z Hollywoodu nie może poprawić dziewczynie humoru.
Ale jest jednak COŚ, co uszczęśliwia Ellie. Od kiedy przed kilkoma miesiącami trafił do niej przez przypadek pewien e-mail, koresponduje z tajemniczym nieznajomym. Dzielą się ze sobą szczegółami z życia, żartują, ale też piszą o nadziejach i lękach. Jednak nie mówią sobie wszystkiego. On nic nie wie o tajemnicy ukrytej w jej drzewie genealogicznym, ona zaś nie ma pojęcia, kim tak naprawdę jest jej korespondencyjny przyjaciel. Kiedy wreszcie ich znajomość przeniesie się do rzeczywistości, sprawy skomplikują się jeszcze bardziej. Czy dwoje tak bardzo różnych ludzi, którzy spotkali się przez przypadek, ma szansę pokonać przeciwności?
Nowa powieść Jennifer E. Smith, która rozgrywa się w ciągu jednego pamiętnego lata, dowodzi, że życie jest pełne nieoczekiwanych spotkań i szczęśliwych pomyłek.
" źródło

Z twórczością Jennifer E. Smith zetknęłam się już dość dawno, przy lekturze "Serca w chmurach", które bardzo polubiłam. Nietrudno zauważyć, że twórczość autorki różni się od innych książek przeznaczonych dla młodzieży. Zarówno "Serce w chmurach", jak i "Tak wygląda szczęście" ze spokojnym sumieniem możemy sprezentować kilkunastoletniej dziewczynie - nie ma w nich nic, co moglibyśmy uznać za niestosowne.

Ellie bardzo potrzebuje pieniędzy. Dostała się na prestiżowy kurs, tylko dla najlepszych uczniów. Aby spełnić to marzenie potrzeba mnóstwo determinacji, całe szczęście - nasza bohaterka ma w sobie dużo samozaparcia. Biegając od jednego miejsca pracy do drugiego, zostaje jej bardzo mało czasu dla siebie. Zawsze znajduje jednak chwilkę, że wymieć maile z przypadkowym znajomym z internetu. Choć nigdy się nie spotkali, Ellie wie, że łączy ich niezwykła więź.

Gdybym miała określić "Tak wygląda szczęście" jednym słowem, byłoby to: "przyjemna". Książkę czytało się szybko i przyjemnie, bohaterowie byli sympatyczni. Choć mieli swoje problemy, podczas czytania towarzyszyło mi uczucie, że tak naprawdę nic złego nie może im się przytrafić. Ta lektura od początku skazana była na happy end. Choć może to i dobrze, nie pogardziłabym odrobiną dramatyzmu.

Obie książki Jennifer E. Smith, które przeczytałam łączy jedno - lekkość pióra. Autorka posiada niezwykły talent, który pozwala jej stworzyć z pozoru banalnej historii naprawdę uroczą opowieść. Sam zarys fabuły nie powala na kolana - nietrudno odgadnąć, jak potoczą się losy bohaterów i w zasadzie już na początku możemy domyślić się zakończenia. Rekompensuje nam to jednak cała masa emocji, jakimi kierują się wykreowane przez autorkę postaci, jak również cudowne, malownicze opisy. Nie sposób również nie docenić niezwykłego poczucie humoru, które idealnie wpasowało się w mój gust.

Smith udowadnia, że nie trzeba wznosić się na wyżyny oryginalności, żeby stworzyć dobrą historię. Ostatnimi czasy autorzy prześcigają się w pomysłach tworząc coraz to dziwniejsze opowieści. Wampiry i wilkołaki już dawno ustąpiły miejsca coraz to nowym, niezwykłym stworom. Jak się okazuje nie trzeba udziwniać powieści, żeby stworzyć książkę wartą uwagi.

Ocena: 7/10

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Bukowy Las
http://bukowylas.pl/



niedziela, 29 grudnia 2013

"Szukając Alaski" John Green

źródło
Tytuł: "Szukając Alaski"
Autor: John Green
Wydawnictwo: Bukowy Las
Stron: 320

"Życie Milesa Haltera było totalną nudą aż do dnia, gdy zaczął naukę w równie nudnej szkole z internatem. Wtedy spotkał Alaskę Young.
Piękną, inteligentną, zabawną, seksowną, szaloną i do bólu fascynującą. Alaska owinęła sobie Milesa wokół palca, wciągając do swojego świata i kradnąc mu serce. Czy dzięki niej chłopak odnajdzie  to, czego szuka? Wielkie Być Może – najintensywniejsze i najprawdziwsze doświadczenie rzeczywistości.
Głęboko poruszający debiut Johna Greena, porównywany z przełomowym Buszującym w zbożu J.D. Salingera, to powieść o myślących i wrażliwych młodych ludziach. Zbuntowanych, szukających intensywnych wrażeń i odpowiedzi na najważniejsze pytania: o miłość, która wywraca świat do góry nogami, o przyjaźń, której doświadcza się na całe życie."
źródło

"Szukając Alaski" potraktowałam jako pewniak. John Green dokonał przecież rzeczy niemożliwej - skradł moje serce już po przeczytaniu jednej powieści. Postanowiłam jednak w żadnym wypadku nie porównywać "Szukając Alaski" do "Gwiazd naszych wina" - w końcu nie ma szans, żeby cokolwiek dorównało mojej ulubionej powieści! Co więcej, "Alaska" jest debiutem autora, przez co powinnam ją nieco inaczej potraktować. Jak się okazało, Green nie potrzebuje taryfy ulgowej - ta historia broni się sama, niezależnie od nastawienia z jakim do niej podeszłam.

Życie Milesa nie należy do najciekawszych. Wszystko zmienia się, kiedy przenosi się do szkoły z internatem. Nowi przyjaciele, wrogowie, a przede wszystkim... Alaska. Chłopak szybko zdaje sobie sprawę, że jego codzienność w niczym nie będzie przypominać tej, którą znał do tej pory. Nudne lekcje, przeplatają się z tymi, które naprawdę zmienią jego światopogląd. Wolny czas, spędzany do tej pory w samotności, tutaj wypełniają mu próby zdobycia alkoholu, spotkania ze znajomymi, wcinanie numerów. Najważniejszą częścią jego życia jest jednak Alaska i to ona najbardziej zmienia życie chłopca.

Gdybyś, zupełnie przypadkiem, stwierdzili, że jest to historia o banalnej miłości nastolatków mogę Was uspokoić - nic bardziej mylnego. Nie znajdziecie tutaj romantycznych randek i słodkich spojrzeń w oczy. Relacja Milesa z Alaską jest dużo bardziej skomplikowana - jak z resztą wszystkich bohaterów tej opowieści. Green posiada niezwykłą umiejętność kreowania złożonych, rzeczywistych charakterów. Choć jest to debiut autora, nigdy nie bym się tego nie domyśliła.

Choć Miles jest teoretycznie  głównym bohaterem, to Alaska przykuwa uwagę czytelnika. Jej autodestrukcja wysuwa się na pierwszy plan bardzo szybko i sprawia, że razem z przyjaciółmi dziewczyny bardzo chcemy, aby udało się ją ocalić. Może rozwiązanie zagadkowej historii dziewczyny zajmuje chłopcom trochę za długo, nie mniej jednak uparcie trzymałam kciuki, że ta historia ma jeszcze szanse na happy end. Ale czy kochalibyśmy Greena równie mocno, gdyby jego powieści kończyły się słowami "...i żyli długo i szczęśliwie"?

"Szukają Alaski" porównywane jest do "Buszującego w zbożu", a ja muszę przyznać, że również muszę przyznać, że wyczuwalne jest lekkie podobieństwo, przede wszystkim jeżeli chodzi o klimat, w jakim utrzymane są obie historię. Jeżeli natomiast obawiacie się, że ta opowieść przypominać Wam będzie kultowe "Gwiazd naszych wina", mogę zaręczyć, że nie widzę powtarzalności w historiach Greena. W "Gwiazd naszych wina", a autor podcina nam nogi już na starcie, a przez fabułę możemy jedynie "pełznąć", a oczekiwanie na nieuniknione jest gorsze, niż to, co naprawdę nadchodzi. W "Szukając Alaski" natomiast, Green przez chwilę pozwala nam wierzyć, że to po prostu jakaś obyczajowa opowieść dla młodzieży, a kiedy uśpi naszą czujność, daje nam w twarz swoim sposobem poprowadzenia fabuły. Boleśnie.

Nie muszę chyba nawet pisać, że polecam Wam tę książkę. To cudowna historia, a Green z każdą kolejną powieścią zyskuje w moich oczach. Nie mam mu nie do zarzucenia oprócz faktu, że moim skromnym zdaniem, napisał zbyt mało powieści ;) Gdyby jednak ktoś z Was nie wszedł tutaj, aby czytać recenzję, a jednie zerknąć na ocenę końcową, pozwolę sobie napisać wyraźnie: POLECAM!

Ocena: 9/10

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Bukowy Las
http://bukowylas.pl/



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...