Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Dolnośląskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Dolnośląskie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 kwietnia 2017

"Ponad wszystko" Nicola Yoon


źródło
Tytuł: Ponad wszystko
Autor: Nicola Yoon  
Wydawnictwo:  Dolnośląskie 
Stron: 329

"Choroba nastoletniej Maddy jest bardzo rzadka. Ma alergię na cały świat. Od siedemnastu lat jest uwięziona w domu. Kontaktują się z nią wyłącznie mama i pielęgniarka. Pewnego dnia Maddy wygląda przez okno i widzi... jego. Jest wysoki, szczupły, ubrany na czarno. Ich spojrzenia się spotykają. Obserwuje go z oddali. Już wie, że jej życie właśnie się zmieniło. Nieodwracalnie. I wie, że to będzie katastrofa. " źródło

Maddy cały swój wolny czas spędza w domu. Właściwie nie tylko wolny, ponieważ tam również się uczy i odrabia pracę  domową. Nie ma przyjaciół, bo gdzie miałaby ich spotkać? Dom dziewczyny jest sterylny i starannie zabezpieczony przed jakimkolwiek kontaktem ze światem zewnętrznym. Jedyne osoby, z którymi ma bezpośredni kontakt to mama i pielęgniarka. Właśnie one stają się najlepszymi przyjaciółkami nastolatki i jedynymi powierniczkami jej tajemnic.

Cały świat Maddy zmienia się, gdy nowi sąsiedzi wprowadzają się do domu obok. Tajemniczy chłopak z naprzeciwka budzi ciekawość dziewczyny i sprawia, że za wszelką cenę chciałaby się z nim skontaktować. Problem w tym, że ona nie może wydostać się na zewnątrz, a on - dostać do środka. W głowie dziewczyny rodzi się myśl, na którą do tej pory nie miała odwagi: czy warto, żyć bezpiecznie w zamknięciu, czy może krótko, lecz intensywnie na zewnątrz.

Choć powieści o śmiertelnie chorej dziewczynie i przystojnym chłopaku było już całe mnóstwo, "Ponad wszystko" to coś nowego. I nie chodzi jedynie o to, że choroba Maddy jest bardzo nietypowa, lecz przede wszystkim o dość zaskakujący rozwój wydarzeń. Bo oprócz dość typowej pointy, ta historia przybiera nieoczekiwany obrót i pokazuje, że czasami dramat jednej osoby dotyka przede wszystkim jej najbliższych. 

Maddy, choć  zamknięta w czterech ścianach, jest uroczą, sympatyczną i przebojową dziewczyną. Gdyby tylko mogła spotykać się z rówieśnikami z pewnością miałaby mnóstwo przyjaciół. Tak więc Nicola Yoon pokazuje nam bohaterkę, wzbudza w czytelniku sympatię, przez co jeszcze ciężej pogodzić nam się z jej ciężką sytuację. Razem z Maddy bardzo chcemy, aby dane jej było przeżyć choćby jeden pełen emocji dzień. 

"Ponad wszystko" to piękna, pełna wzruszających momentów historia o miłości. Zasługuje na uwagę również z uwagi na zaskakujące zakończenie. To jedna z tych powieści, które nadają się dla czytelników w każdym wieku - każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.


Jako ciekawostkę mogę dodać, że "Ponad wszystko" wkrótce doczeka się ekranizacji, która swoją premierę będzie miała za mniej więcej dwa miesiące. Jeśli jesteście zainteresowani, w internecie z pewnością bez trudu znajdziecie zwiastun. Czasu jest wystarczająco dużo i z pewnością zdążycie zapoznać się z lekturą przed kinową premierą!

Ocena: 8/10
Za książkę serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat!
www.publicat.pl

piątek, 31 marca 2017

"Nerve" Jeanne Ryan

źródło
Tytuł: Nerve
Autor: Jeanne Ryan
Wydawnictwo:  Dolnośląskie 
Stron: 296

"JESTEŚ WIDZEM CZY GRACZEM?
Vee, otoczona popularnymi przyjaciółmi, zawsze pozostaje w cieniu. Któregoś dnia postanawia to zmienić i bierze udział w internetowej grze NERVE. Z przystojnym Ianem u boku żadne zadanie nie jest trudne. Początkowo gra wydaje się ekscytująca, jednak wkrótce przybiera zaskakująco niebezpieczny obrót… " źródło

Vee chyba lubi swoje życie, jednak, jak każdy z nas, chciałaby zmienić niektóre rzeczy. Choć ma masę przyjaciół zawsze pozostaje w cieniu, podczas gdy jej najlepsza przyjaciółka jest prawdziwą gwiazdą. Nawet w teatrze, którym się pasjonuje, zawsze pozostaje za kulisami. Nic więc dziwnego, że pewnego dnia ma tego wreszcie dość i postanawia sprawdzić, jakie to uczucie być w centrum uwagi.

Nerve to gra przypominająca Prawdę czy Wyzwanie. Z tą różnicą, że do wyboru pozostaje jedynie wyzwanie.  Prawda nikogo już nie obchodzi, ponieważ tajemniczy Organizatorzy wiedzą o Tobie wszystko i z pewnością tę wiedzę wykorzystają. Nie trudno się domyślić, że wyzwania stają się coraz śmielsze, a im dłużej uczestnicy są w stanie im sprostać, tym większą popularność zdobywają. Nie bez znaczenia są oczywiście również nagrody, coraz droższe i bardziej kuszące. Vee chce jedynie pokazać, że się nie boi. No cóż, przynajmniej na początku... Szybko okazuje się jednak, że raz rozpoczętą grę bardzo trudno przerwać.

Aż wstyd się przyznać, jednak "Nerve" trafiło w moje ręce głównie z uwagi na film. Najpierw ujrzałam zwiastun filmowej premiery, później dopiero dowiedziałam się, że jest to ekranizacja. I tak też, w myśl zasady "najpierw książka, później film", zrezygnowałam z seansu kinowego i postanowiłam zrobić sobie prywatny pokaz na dvd, a w międzyczasie przeczytać wersję książkową.

Muszę przyznać, że pomysł na tę historię jest genialny w swej prostocie. Już niejednokrotnie trafiałam na historie, w których ludzie próbowali sprostać niezwykłym wyzwaniom, choćby znana pewnie większości z Was "Panika". W powieści Jeanne Ryan jest jednak coś takiego, że wciąga już od pierwszych stron. Vee się po prostu lubi (choć muszę przyznać, ze wyobrażałam ją sobie jak okładkową Emmę Roberts). Z jednej strony zdajemy sobie sprawę z niebezpieczeństwa Nerve, z drugiej jednak odruchowo kibicujemy głównej bohaterce. Szczególnie, kiedy nagrody z zwykłych zachcianek zmieniają się w naprawdę wartościowe, takie którym bardzo trudno się oprzeć.

"Nerve" ma wszystko, co musi mieć dobra powieść - akcję, która rozpoczyna się już od pierwszych stron i trzyma w napięciu aż do końca, świetną główną bohaterkę, wątek miłosny i niemalże kryminalny. To historia, która warto przeczytać, szczególnie, jeśli seans filmowy jeszcze przed Wami - koniecznie zacznijcie od książki!

Ocena: 7/10

Za książkę serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat!
www.publicat.pl

wtorek, 9 sierpnia 2016

"Życie i śmierć. Zmierzch opowiedziany na nowo" Stephenie Meyer

źródło
Tytuł: Życie i śmierć. Zmierzch opowiedziany na nowo
Autor: Stephenie Meyer
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie  
Stron: 792

"Od dnia, w którym Beaufort Swan przeprowadza się do miasteczka Forks i spotyka tajemniczą Edythe Cullen, jego życie przybiera niesamowity obrót. Chłopak nie potrafi oprzeć się fascynującej Edythe, obdarzonej alabastrową cerą, złocistymi oczami i nadprzyrodzonymi umiejętnościami. Nie wie, że im bardziej się do niej zbliża, tym większe grozi mu niebezpieczeństwo. Być może jest za późno, by się wycofać…

Z okazji 10. rocznicy wydania Zmierzchu Stephenie Meyer stworzyła Życie i śmierć – zupełnie nową, zdumiewająco śmiałą wersję legendarnej już powieści, wersję, która z pewnością zaskoczy i zachwyci czytelników. To podwójne wydanie jubileuszowe zawiera słowo wstępne autorki oraz pierwotną powieść.
" źródło

Choć aktualnie niewielu moli książkowych się do tego przyznaje, kiedyś mnóstwo z nas uwielbiało "Zmierzch". Sama doskonale pamiętam, jak z wypiekami na twarzy zaczytywałam się we wszystkich czterech tomach sagi, a potem z niecierpliwością wyczekiwałam na ekranizacje kolejnych części. Faktem jest, że seria Stephanie Meyer to jeden z pierwszych paranormal romance, jaki miałam okazje czytać i do tej pory miło go wspominam.

Aż trudno uwierzyć, że od premiery "Zmierzchu" minęło już 10 lat! Z tej okazji Stephanie Meyer przygotowała dla swoich fanów specjalną niespodziankę - pierwsza z części jej sagi zostanie opowiedziana na nowo. Przez dłuższy czas myślałam, że poznamy tę samą historię, tyle że opowiedzianą z punktu widzenia Edwarda. Autorzy bardzo często decydując się przecież na wydanie tego typu książek jako uzupełnienie, szczególnie w przypadku romansów (tak było m.in. z powieścią "50 twarzy Greya". Meyer przygotowała dla nas jednak coś zupełnie innego - zdecydowała się napisać książkę, w której wszystko jest odwrócone!

I tak też Bella stała się Beaufortem, a Edward - Edythe, ale to nie wszystko. Niektóre z postaci również zmieniły płeć, tak było choćby z rodzeństwem Edwarda/Edythe. Z kolei rodzice Belli (w tym przypadku Beauforta) pozostawieni zostali bez z zmian. Dlaczego akurat oni zostali w pierwotnej postaci? Tego nie wiemy. Pierwszy raz spotykam się ze zmianą płci bohaterów i nie kojarzę żadnego autora, który zdecydowałby się na tego typu zabieg - jeśli coś takiego wpadło Wam w oko, koniecznie dajcie znać w komentarzach! :)

Pomysł jest intrygujący - to fakt. Nie jestem jednak przekonana, co myślę o wykonaniu. "Zmierzch" był pełen schematów. Edward to silny, opiekuńczy chłopak, który nade wszystko pragnął chronić swoją ukochaną. Bella z kolei przedstawiona została jako krucha i nieco niezdarna, potrzebująca swojego obrońcy dziewczyna. O ile w pierwotnej wersji to się sprawdza (feministki z pewnością przeklną mnie za to stwierdzenie), o tyle, kiedy role się odwróciły - już niekonieczne. Niezdarny Beaufort w niczym nie przypomina bohaterów, do których wzdychają nastolatki, a silna Edythe wzbudza w czytelniku dziwne uczucia.

Fabuła, którą tak lubiłam jako nastolatka, teraz średnio przypada mi do gustu. Nie oszukujmy się - gdyby "Zmierzch" został wydany w 2016, pewnie nie spodobałby mi się tak, jak kiedyś. Książka ma już 10 lat, więc musimy pamiętać, że czytelniczki, które w czasie premiery miały, załóżmy, 15 lat, teraz mają 25. Sięgają po "Życie i śmierć" prawdopodobnie z tego samego powodu, co ja - sentymentu. Ta książka jest dla mnie przypomnieniem powieści, którą kiedyś bardzo lubiłam, tyle że w odwróconej formie. Z uwagi na sentyment do Stephanie Meyer chyba po prostu nie jestem w stanie jej ocenić.

Ocena: brak

Za książkę serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat!
www.publicat.pl

P.S.Dodam jeszcze, że książka "Życie i śmierć", którą posiadam to wydanie podwójne. Po drugiej stronie jest pierwsza część sagi.

poniedziałek, 29 lutego 2016

"Pewnego dnia" David Levithan

źródło
Tytuł: Pewnego dnia
Autor: David Levithan 
Wydawnictwo: Dolnośląskie (Grupa Wydawnicza Publicat)  
Stron: 280

"Kontynuacja "Każdego dnia"

Kiedy Rhiannon spędza cudowny dzień ze swoim chłopakiem, który wreszcie jest taki, jakim go sobie wymarzyła, nie wie jeszcze, że w rzeczywistości to nie był Justin, ale A – szesnastolatek codziennie budzący się w ciele innej osoby.

Zakochany w Rhiannon A zrobi wszystko, żeby codzienna zmiana płci, wyglądu, charakteru i miejsca zamieszkania nie stanowiła przeszkody dla ich miłości. Tylko czy Rhiannon to wystarczy?
" źródło

"Każdego dnia" o pierwsza powieść napisana samodzielnie przez Davida Levithana, którą miałam okazję przeczytać. I choć nie autor nie zachwycił mnie aż tak mocno, jak Green (z którym jest dość często kojarzony), to i tak z przyjemnością przeczytam więcej jego powieści - oczywiście, jeżeli będą wydawane w Polsce. Okazja nadarzyła się szybko - na półkach księgarni pojawiła się drugą część "Każdego dnia", o tytule "Pewnego dnia". Co prawda, książka nie przedstawia dalszych wydarzeń, a akcja skupia się na historii, którą już znamy, tyle, że z innej perspektywy, jednak akurat w przypadku tej powieści, to całkiem niezły pomysł.

A wędrują między ciałami. Codziennie budzi się jako ktoś inny i stara się najlepiej jak może odgrywać swoją rolą. Wszystko zmienia się, gdy poznaje Rhinnon. Dziewczyna jest dla niego kotwicą - pierwszy raz w życiu, każdego dnia ma jakiś punkt zaczepieni. Wie, kogo chciałby spotkać  i gdzie chciałby się znaleźć kolejnego dnia.

Rhinnon kocha Justina, choć czasami można pomyśleć, ze go nienawidzi. Czasami ją ignoruje, czasami jest po prostu wredny, ale bohaterka za wszelką cenę chce pamiętać tylko te dobre chwile i kurczowo się ich trzyma. I wreszcie nadchodzi idealny dzień. Taki, który zostaje w pamięci na bardzo długo. Justin jest cudowny, spełnia życzenie Rhinnon bez mrugnięcia okiem i wreszcie zdaje się jej słuchać. Tyle, że to nie Justin, a A, który właśnie tego dnia trafił w ciało krnąbrnego nastolatka. Rhinnon nie jest jedyną osobą, która nie zapomni tego popołudnia - A jest w stanie postawić wszystko na jedną kartę, nawet jeżeli będzie to oznaczało wyjawienie tajemnicy, którą nie dzielił się z nikim przez całe życie...

Naprawdę rzadko sięgam po powieści opowiedziane na nowo, przez drugiego z głównych bohaterów. Jednak, jak już wspomniałam, w przypadku "Pewnego dnia" to naprawdę strzał w dziesiątkę. Po pierwsze dlatego, że pierwsza połowa historii wygląda zupełnie inaczej z różnych punktów widzenia. A wciela się w różne życia i za wszelką cenę chce dotrzeć do dziewczyny, która skradła jego serce. Ona z kolei nie ma o niczym zielonego pojęcia - w jej odczuciu nie spotyka ciągle A, a różne, coraz to nowe osoby. Po drugie, czytelnika od początku intryguje toksyczny związek Rhinnon i Justina. Teraz wreszcie możemy dowiedzieć się, co tak naprawdę widzi ta sympatyczna dziewczyna w gburowatym rówieśniku.

O dziwo, nie nudziłam się czytając tę część historii. Mimo, że nie minęło zbyt wiele czasu, od kiedy w moich rękach trzymałam pierwszy tom, a wydarzenia pamiętałam dość dobrze, "Pewnego dnia" mnie wciągnęło i bardzo miło spędziłam czas z tą powieścią. Momentami wydawało mi się nawet, że książka jest nieco lepsza od poprzedniczki, choć sama nie jestem w stanie określić dlaczego. Może autor z czasem staje się coraz lepszym pisarzem i chodzi warsztat? A może po prostu wolę powieści, których pierwsze skrzypce gra dziewczyna. 

Jeżeli czytaliście i polubiliście "Pewnego dnia", śmiało sięgajcie i po tę część. A może ktoś z Was ma serię dopiero w planach i postanowi rozpocząć lekturę na odwrót - najpierw I, a potem II tom? Z pewnością byłoby to ciekawe doświadczeni!

Ocena: 7/10 
Za książkę serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat!
www.publicat.pl

sobota, 9 stycznia 2016

"Każdego dnia" David Levithan

źródło
Tytuł: Każdego dnia
Autor: David Levithan 
Wydawnictwo: Dolnośląskie (Grupa Wydawnicza Publicat)  
Stron: 264

"Każdego dnia w innym ciele i w innym życiu
Każdego dnia zakochany w tej samej dziewczynie

Każdego dnia tak samo – bez ostrzeżenia – A nie wie, kim dzisiaj będzie i gdzie się znajdzie. A pogodził się ze swoim wyjątkowym losem, ustalił nawet zasady, których stara się przestrzegać: Nie angażować się. Nie rzucać się w oczy. Nie mieszać w cudzym życiu.
Aż do pewnego poranka, kiedy A budzi się w ciele Justina i poznaje jego dziewczynę, Rhiannon. Od tej chwili przestają obowiązywać wszelkie zasady, bowiem A wreszcie znalazł kogoś, z kim pragnie być – kazdego dnia, bez wyjątku.
" źródło

David Levithan kojarzy mi się (jak pewnie większości z Was) z Johnem Greenem. Pierwsze spotkanie z autorem przeżyłam właśnie przy lekturze duetu tej dwójki - "Will Grayson, Will Grayson" to książka bardzo kontrowersyjna, jednak moim zdanie zdecydowanie udana. Wspólna powieść to jednak nie jedyna rzecz, która łączy tych dwóch pisarzy. Obaj cechują się niekonwencjonalnym poczuciem humoru i ciętym językiem. Bardzo ucieszyła mnie więc wiadomość, że wreszcie będę miała okazję przeczytać książkę napisaną w 100% przez Davida Levithana.

A nie wie kim jest naprawdę, wie jedynie kim jest dziś. Kim będzie jutro? Może nastoletnią królową popularności, a może zakompleksionym nerdem? Nie ma pojęcia, dlaczego tak się dzieje, ale robi co może, aby się dostosować. Ludzie, którymi się staje mają przecież swoje (mniej lub bardziej) poukładane życie. A nie wiem, jak zachowują się na co dzień, jednak stara się nie namieszać. Do czasu, kiedy (jako Justin) poznaje Rhiannon, dla której jest gotów złamać wszystkie swoje zasady... 

Muszę przyznać, że czytając opis tej powieści najwyraźniej nie zrobiłam tego wystarczająco uważnie lub po prostu co nieco dopowiedziałam. Mówiąc krótko - założyłam, że będzie to historia chłopaka, cierpiącego na osobowość mnogą. Nie wiem, skąd ten pomysł, jednak, kiedy wreszcie rozpoczęłam lekturę, szybko zdałam sobie sprawę, że jestem w kompletnym błędzie. Główny bohater DOSŁOWNIE budzi się codziennie w innym ciele. Pamięta co zdarzyło się wcześniej, a jednocześnie wie, jako kto obudził się w tej chwili. 

Może pokochacie "Każdego dnia", a może znienawidzicie, ale jedno jest pewne - tej historii nie można odmówić oryginalności. David Levithan w konkursie na najbardziej wyjątkowy pomysł bije na głowę wszystkich innych. Ciężko nawet zaklasyfikować tę książkę, jak jakikolwiek z gatunków literackich. Z jednej strony, możemy stwierdzić, że to fantastyka - w końcu podróż między ciałami innych osób nie jest czymś, co przydarza się każdemu z nas. Z drugiej jednak, powieść jest naładowana emocjami i codziennymi problemami, mniej lub bardziej nietypowymi. 

Historia A ma jeszcze jednak ogromny plus - jest piekielnie wciągająca. Może nie powala na kolana tak, jak niektóre książki wspomnianego już wcześniej Greena, jednak jego fani z pewnością nie będą zawiedzeni. Levithan pisze naprawdę dobrze, strony znikają niepostrzeżenie, a fabuła naprawdę zaskakuje. Cieszę się, że wreszcie miałam okazję poznać samodzielną twórczość Davida Levithana i z przyjemnością sięgnę po kontynuację tej powieści - już nie mogę się doczekać!

Ocena: 7/10 

Za książkę serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat!
www.publicat.pl

poniedziałek, 28 grudnia 2015

"Paragraf 5" Kristen Simmons

Tytuł: Paragraf 5
Autor: Kristen Simmons
Wydawnictwo: Dolnośląskie (Grupa Wydawnicza Publicat) Stron: 312

"Pierwszy tom trylogii.

Przyszłość. Nowy Jork, Los Angeles oraz Waszyngton to opuszczone miasta. Nie ma policji – są żołnierze. Nie mandatów, są aresztowania i procesy. Ci, których aresztowano, zwykle już nie wracają.

Nastoletnia Ember wraz z matką zostają uwięzione za złamanie Paragrafu Piątego. Aresztowania dokonuje bliski przyjaciel Ember – jedyny, jakiego kiedykolwiek kochała…
" źródło

Szał na antyutopie już minął, choć jeszcze nie tak dawno gościły na wystawach wszystkich księgarni. Ja też coraz rzadziej sięgam po ten gatunek, choć bardzo go lubię. Jesienią trafiłam jednak na kilka powieści, które przypomniały mi, dlaczego powieści osadzone w katastrofalnej przyszłości są tak fascynujące -  "Plaga samobójców", "Aplikacja" i "Klejnot" to naprawdę godne polecania lektury. Premiera "Paragrafu 5" jakoś mi umknęła, w końcu jednak dojrzałam ją w nowościach i postanowiłam dać jej szansę licząc, że okaże się równie udaną lekturą, jak te wspomniane wyżej.

Stany Zjednoczone po wojnie wyglądają zupełnie inaczej. Każdy ruch, każde, nawet najdrobniejsze, przewinienie może zostać surowo ukarane. Prawo Obyczajowe jest egzekwowane przez tak zwaną Straż Obyczajową. Jak nie trudno się domyślić, granice tego co jest moralnie poprawne, a co nie są bardziej niż surowe. Na tych, którzy się nie dostosują czeka proces, jednak mało kto z niego wraca...

Ember poznajemy właśnie wtedy, gdy do jej drzwi puka Straż Obywatelska. To oczywistego, że taka wizyta skończy się tragicznie. Matka dziewczyny zostaje zatrzymana za złamanie tytułowego paragrafu 5. Ember przeżywa szok, tym bardziej, że jednego ze strażników zna bardzo dobrze, jednak on zdaje się to ignorować. Bohaterka trafia do placówki dla dziewcząt i szybko zdaje sobie sprawę, co tak naprawdę staje się z tymi, którzy "zniknęli".

Po "Paragrafie 5" spodziewałam się naprawdę wiele. Moja miłość do antyutopii właśnie narodziła się na nowo, więc pełna entuzjazmu podchodziłam do lektury. Nawet przedstawienie "świata po wojnie", od którego zaczyna się przecież opis co drugiej młodzieżowej postapokalipsy mnie nie zraził. Niestety, nawet pozytywne nastawienie nie pomogło - "Paragraf 5" to książka po prostu schematyczna. Nie jest szczególnie zła, jednak nie jest również dobra. To lektura, po którą możemy sięgnąć, kiedy nic ciekawszego nie czeka na półce. Podejrzewam jednak, że już kilka tygodni po lekturze będę miała problemy z przypomnieniem sobie fabuły.

Autorka pisze całkiem nieźle i to chyba największa zaleta tej powieści. Akcja jest dość szybko, znajdziemy nawet kilka zwrotów. Koniec końców powieść czytałoby się naprawdę świetnie, gdyby nie fakt, że to wszystko już było. Nie jestem w stanie nawet ocenić bohaterów, ponieważ nie wzbudzili oni we mnie ani sympatii, ani niechęci. Dodatkowo, jestem nieco rozczarowana, ponieważ Kristen Simmons mogła nieco podratować tę opowieść, wzbogacając ją o bardziej rozbudowany obraz świata przedstawionego. Niestety informacje na jego temat są znikome, a czytelnik odczuwa niedosyt.

"Paragraf 5" poleciłabym fanom gatunku. Jeżeli jednak antyutopie i dystopie czytacie tylko okazjonalnie radziłabym odpuścić - jest na rynku wiele ciekawszych tytułów.

Ocena: 5/10

Za książkę serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat!
www.publicat.pl





środa, 15 października 2014

"Wirusy" Kathy Reichs

Tytuł: Wirusy
źródło
Autor: Kathy Reichs
Wydawnictwo: Dolnośląskie (Grupa Wydawnicza Publicat)
Stron: 384

"Co kryje laboratorium na małej wyspie? Kathy Reichs ukazuje nowe oblicze medycyny sądowej.

Młodzi ludzie znajdują ludzkie szczątki na małej wysepce w Karolinie Południowej, nieświadomie uruchamiając całą lawinę zdarzeń. W toku podjętego śledztwa odkrywają niewyjaśnioną zbrodnię sprzed lat. Kiedy wspólnie ratują chorego psa z laboratorium mieszczącego się na wyspie, żadne z nich nie ma już wątpliwości, że te dwie sprawy coś ze sobą łączy. Nie wiedzą jednak, że zwierzę jest nosicielem bardzo niebezpiecznego wirusa…
Tory Brennan, główna bohaterka powieści, jest zafascynowana kośćmi i martwymi ciałami równie mocno, co jej słynna ciotka, uznana antropolog sądowa, Temperance Brennan. Tory mieszka wraz z ojcem w odizolowanym od świata ośrodku badawczym, spędzając czas w towarzystwie dzieci innych naukowców. Dotychczas nie miała zbyt wielu okazji do wykazania się niezwykłą wiedzą, Aż do tej pory. Ona i czwórka jej przyjaciół są w śmiertelnym niebezpieczeństwie!
" źródło

Kathy Reich to słynna amerykańska antropolog. Oprócz kariery naukowej, znana jest również ze swojej kariery pisarskiej. Zasłynęła przede wszystkim dzięki kultowej serii "Kości". Na chwilę obecną liczy ona 18 tomów (w oryginale, w Polsce ukazało się 15) i doczekała się ekranizacji w postaci serialu o tym samym tytule. Choć cieszy się on ogromną popularnością, do tej pory nie miała okazji zobaczyć ani jednego odcinka. Podobnie ma się sytuacja z książkami - z nimi również nie było mi po drodze. Kiedy jednak ujrzałam zapowiedź "Wirusów" wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Ta książka dużo lepiej wpasowuje się w mój gust niż "Kości". I choć bohaterowie obu serii są ze sobą powiązani, nic nie stoi na przeszkodzie, aby zacząć swoją przygodę z Kathy Reichs właśnie od "Wirusów". 

Tory to nastolatka, która od niedawna zmuszona jest mieszkać z ojcem. Warunki są bardzo nietypowe, ponieważ dom Brennanów znajduje się w ośrodku badawczym na wyspie odizolowanej od świata. To jednak nie wszystko, co odróżnia naszą bohaterkę od typowych nastolatków. Dziewczyna ma bowiem nietypowe hobby - fascynuje się antropologią i wszystkim, co związane jest z kośćmi. Z pewnością ogromny wpływ miała na to postać jej cioci, która jest właśnie antropologiem sądowym. Tory oraz jej przyjaciele, którzy również mieszają na wyspie, dokonują niezwykłego odkrycia. Odnajdują szczątki, które prowadzą do zagadki sprzed wielu lat. Wszystko wskazuje na to, że komuś bardzo zależy, aby prawda nie wyszła na jaw. Czy grupa nastolatków jest w stanie rozwikłać tę zagadkę?

 "Wirusy" to niezwykle oryginalna historia. Nie jestem nawet w stanie przypisać jej do żadnego gatunku literackiego! To z pewnością powieść przeznaczona dla młodzieży, jednak i starsi czytelnicy znajdą tutaj coś dla siebie. Książka zawiera elementy kryminału (zagadkowe morderstwo), thrillera i fantastyki. Akcja toczy się szybko i zupełnie nieprzewidywalnie, dzięki czemu wciąga czytelnika i nie pozwala o sobie zapomnieć. Powieść jest naprawdę złożona, a rozwiązanie zagadki - niespodziewane. Jestem pozytywnie zaskoczona, ponieważ spodziewałam się, że autorka (pisząc dla młodzieży) postawi na proste rozwiązania. Nic z tych rzeczy - tutaj naprawdę dużo się dzieje! Warto również wspomnieć o wątku miłosnym, który również występuje w powieści. Jest on jednak zsunięty na dalszy plan, a w dodatku w niczym nie przypomina standardowego miłosnego trójkąta, do którego przyzwyczaili nas autorzy młodzieżówek.

Polubiłam tę historię również na sprawą głównej bohaterki, ponieważ jest ona naprawdę wyjątkowa. W niczym nie przypomina zainteresowanych jedynie modą i chłopakami dziewcząt. Ona ma wyjątkowo nietuzinkowe hobby i wyróżnia się wyjątkową inteligencją. To bardzo odważna dziewczyna - taka, z którą większość z nas chciałaby się zaprzyjaźnić. Czasami daje się ponieść emocjom, ale tylko wtedy, gdy uważa, że stawka jest naprawdę wysoka. Przy pracy nad powieścią pomagał autorce jej syn i podejrzewam, że dzięki połączeniu jej talentu z młodzieńczą świeżością udało się stworzyć tak udaną bohaterkę!

"Wirusy" naprawdę pozytywnie mnie zaskoczyły. To inteligentna, pełna zwrotów akcji powieść, pełna dynamiki i nie dająca się zaszufladkować. Jeśli poszukujecie oryginalnej lektury, na pewno się nie zawiedziecie.

Ocena: 8/10

Za książkę serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat!

sobota, 11 października 2014

"Magia krwi" Tessa Gratton

źródło
Tytuł: Magia krwi
Autor: Tessa Gratton
Wydawnictwo: Dolnośląskie (Dom Wydawniczy Publicat)
Stron: 392

"Silla otrzymuje tajemniczą książkę z zaklęciami spisanymi ręką ojca. Gdy próbuje ożywić liść, zauważa ją spacerujący nieopodal chłopak. Oboje są sobą zauroczeni. Wkrótce Silla wtajemnicza w arkana magii swego brata, a później także Nicka. Pojawiają się problemy, gdy okazuje się, że ktoś odwiedził groby jej zmarłych rodziców i nakreślił na nich runy – znak, że sztuka
magiczna nie jest mu obca…"
źródło

Na "Magię krwi" czekałam długo. Tytuł widniał w zapowiedziach już jakiś czas, zanim ustalona została data premiery. Choć tajemniczych i mrocznych romansów jest ostatnio na rynku coraz mniej, ja (jako największa fanka "Nevermore") mam do takich powieści ogromną słabość. W "Magii krwi" pokładałam więc ogromne nadzieje - szczerze liczyłam, że powieść okaże się świetną lekturą. Czy spełniła moje oczekiwania?

Zaczyna się całkiem nieźle... Silla, główna bohaterka, znajduje się w ciężkiej sytuacji. Każdego dnia jest obiektem plotek. Wszystko za sprawą tragicznej śmierci rodziców. Ślady wskazują, że jej ojciec zabił matkę, a potem sam popełnił samobójstwo. Pech sprawił, że pierwszą osobą, która ujrzała zwłoki była właśnie nasza bohaterka. Ciężko jednak uwierzyć, że ukochani rodzice Silli mogli zginąć w ten właśnie sposób. Dziewczyna ciężko znosi szepty za plecami, zaczyna się coraz bardziej izolować. Nie trudno się jednak domyślić, że szybko znajdzie się ktoś, komu zaufa.

Nick i Silla spotkają się w wyjątkowych okolicznościach. Przebywając na cmentarzu, dziewczyna doświadcza niezwykłego zdarzenia. Nie da się tego wytłumaczyć w żaden logiczny sposób i wszystko wskazuje, że ma do czynienia z... magią. I właśnie w tym momencie natyka się na naszego bohatera, który niedawno wprowadził się do domu obok. Całe to spotkanie, choć bardzo nietypowe, całkiem mi się spodobało. Właściwie właśnie do momentu, którym Silla i Nick zobaczyli się po raz pierwszy, miałam bardzo dobre przeczucia. Z przykrością muszę jednak stwierdzić, że później było już tylko gorzej.

Chyba najbardziej ze wszystkiego nie lubię zmarnowanych pomysłów. Z bólem serca czytałam więc "Magię krwi", ponieważ jest to idealny przykład niewykorzystanego potencjału. Choć książka zaczęła się tak ciekawie, z czasem zdałam sobie sprawę, że ogarnęła mnie fala przeróżnych uczuć. I nie były to uczucia pozytywne. Po pierwsze - znużenie. Oryginalny wstęp nie przeważył szali, a cała reszta powieści okazała się do bólu sztampowa. Wszystko to już było... Po drugie - przewidywalność. Zabrakło mi zaskakujących zwrotów akcji i przygryzania palców z niepewności. I jako ostatnie - irytacja. Główna bohaterka jest tak bezbarwna, że aż przezroczysta, ale to nie przeszkadza, aby nowy przystojniak zwrócił na nią uwagę. Litości!

Jesteśmy już przy Silli (ach, zapomniałabym! To skrót od imienia Drusilla), niedaleko więc do Nicholasa i wątku miłosnego. Jak się pewnie domyślacie - tutaj też bez fajerwerków. Nick jest jednak nieco ciekawszy, niż główna bohaterka. On przynajmniej ma tajemnice, które mogą nas zainteresować. Kiedy jednak ta dwójka zaczyna darzyć się uczuciem, całość robi się zbyt przerysowana. Między nastolatkami rodzi się miłość od pierwszego wejrzenia (a jakżeby inaczej), a czytelnika po raz kolejny ogarnia przedziwne uczucie deja vu....

Równolegle do pierwszoplanowej historii poznajemy zapiski Josephine. Ku mojemu zaskoczeniu, to właśnie było najmocniejszym elementem powieści. Bohaterka uratowała książkę! Niezmiernie żałuję, że informacji na jej temat było tak nie wiele - z przyjemnością właśnie tę opowieść poznała bym z detalami. Przede wszystkim dlatego, że świat Josephine nie był z założenia czarno-biały, a mogliśmy poddawać wątpliwości kto jest tutaj tym dobry, a kto złym!

"Magia krwi" jest po prostu średnią książką. Może spodobać się czytelnikom, którzy nie znają zbyt wiele paranormalnych romansów. Fani gatunku będą jednak rozczarowani, ponieważ tak naprawdę powieść nie wnosi nic nowego. Ot, niezobowiązująca lektura na jesienne popołudnie...

Ocena: 5/10 
 
Za książkę serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...