Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warszawska Firma Wydawnicza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warszawska Firma Wydawnicza. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 maja 2014

"Niewolnica" A.M. Chaudière

źródło
Tytuł: Niewolnica
Autor: A.M. Chaudière
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Stron: 568

"Piękna kobieta i dwaj niebezpieczni, kochający ją do szaleństwa mężczyźni. Arina – zniewolony mag, Azarel – Mag Aszarte i Severio – Gwardzista Akademii Morza Deszczów… Związki, które nie mają prawa przetrwać. Uczucie, które nie powinno się narodzić. Ludzie, którzy nie mogą się spotkać.

„Niewolnica” to napisana z niebywałym rozmachem historia o miłości, zdradzie, sile przyjaźni, kobiecości, magii, nienawiści, seksie, dorastaniu, przeznaczeniu. Czytelnika całkowicie pochłonie świat magów, wampirów, czarownic, a także niewolników i ich panów. To całkiem nowy świat, nowy niewolniczy porządek, uprzedmiotowienie i zniewolenie, ludzkie pragnienie władzy nad drugim człowiekiem, sprawdzenia, na ile można upodlić i jak czerpać z tego przyjemność… To czas zakazanych uczuć i silnych emocji. Niespodziewane zwroty akcji, a także sugestywna fabuła wciągają tak bardzo, że ma się ochotę nieustannie śledzić losy bohaterów. A.M. Chaudiere wykreowała świat, którego nie chce się opuszczać." źródło
 

Kiedy "Niewolnica" pojawiła się na półkach księgarni nie mogłam uwierzyć, że to polska powieść. Pod intrygującą okładką, podpisaną obcojęzycznie brzmiącym nazwiskiem, kryje się dość kontrowersyjna historia w klasycznym stylu fantasy. Tuż po premierze "Niewolnicy" w internecie zawrzało - nie przypominam sobie, kiedy ostatnio rodzimy autor spotkał się z taką sympatią ze strony blogerów. A skoro właśnie ich zdanie najczęściej przekonuje mnie do sięgnięcia po książkę i tym razem postanowiłam spróbować. Pech chciał, że mój egzemplarz najwidoczniej utknął w pocztowym korku, a na lekturę przyszło mi czekać naprawdę długo, bo aż od listopada. Koniec końców moje spotkanie z "Niewolnicą" doszło do skutku, ale czy z efektem równie pozytywnym, jak się spodziewałam?

Rok 2052. Świat układa się na nowo. W środku niego Arina ma własny światek i z całą pewnością nie jest on usłany różami. Od 8 lat przebywa w niewolni, mimo że sama jest magiem. Jej Pan, Azarel należy do magów Aszarte. Jest silny i okrutny, a swoim poddanych poddaje nie tylko torturom psychicznym, lecz również fizycznym. Już na wstępnie dowiadujemy się, w jak ciężkiej sytuacji jest główna bohaterka - to co spotyka ją każdego dnia (i, a może przede wszystkim, każdej nocy) jest nie do opisania.

A.M. Chaudière udowadnia, że nie boi się wyzwań. Choć śmiałe sceny erotyczne w literaturze nie są już czymś co gorszy i zaskakuje czytelnika, jednak autorka posunęła się o krok dalej. Odchodząc od schematu mistrz - szara myszka, w swojej opowieści opisuje relacje pomiędzy mistrzem, a... nałożnicą. I wcale nie chodzi tutaj o (modne, swoją drogą) ogrywanie scenek, ale prawdziwą, zimnokrwistą niewolę. Odważnie, prawda? I bardzo dobrze, tego nam trzeba - pisarzy, którzy zamiast podążać wytartymi ścieżkami wyznaczają swoje własne.

Ariana w milczeniu znosi swoje cierpienie. Wie, że nie ma już dla niej ratunku, próbuje więc stworzyć szanse chociaż dla swojej przyjaciółki. Zobojętnienie, z  jakim bohaterka przyjmuje swój los jest niesamowicie realistyczne - oczyma wyobraźni widziałam jej cierpienie. Ta postać w pewnym stopniu zyskała moją sympatię, z drugiej strony jednak kompletnie jej nie rozumiałam. Z całą pewnością jest jednak interesująca - tego nie można jej odmówić.

Kiedy tylko skończyła się era wampirów, przyszedł czas antyutopii, a zaraz za nim - erotyków (ominęłam coś?). Gdzieś pomiędzy tym wszystkim znajduje się "Niewolnica". Bo i wampira tutaj znajdziemy, ale zbyt wiele brutalności w tej historii, żeby nazwać ją paranormal romance. Świat przyszłości jest obecny, ale zupełnie innej formie, niż jesteśmy przyzwyczajeni. Wątki erotyczne również się znajdą, ale zdecydowanie nie przyćmiewają fabuły i nie wysuwają się na pierwszy plan.  Czym więc jest "Niewolnica"? Jak dla mnie po prostu nietuzinkową fantastyką.

Powieść jest debiutem A.M. Chaudierem, jednak nie jest to zbyt odczuwalne. Wręcz przeciwnie... Autorka ma własny styl i posługuje się bardzo specyficznym językiem - pomiędzy proste zwroty wplecione są starodawne (?) słowa, które może by mnie nie drażniły, gdyby nie fakt, że akcja toczy się w 2052 roku. Do stylu autorki zdecydowanie trzeba się przekonać - w moim przypadku nastąpiło to po przeczytaniu co najmniej 1/4 powieści. Swoją drogą, gdyby czas akcji nie został określony, podejrzewałabym, że książka przenosi nas co najmniej kilka lat wstecz (tak, tak, wiem, że to Nowy Świat).

Debiutancka książka A.M. Chaudière jest warta polecenia - to oryginalna opowieść, w której większość czytelników powinna znaleźć coś dla siebie. Ja po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że warto sięgać po książki rodzimych autorów.

Ocena: 8/10

Recenzja dla portalu A-G-W.info

sobota, 14 września 2013

"Przeznaczenie. Moc żywiołów" Marta Baranowska

źródło
Tytuł: Przeznaczenie. Moc żywiołów
Autorka: Marta Baranowska
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Stron: 180

"Czy wiecie, że tuż obok nas jest świat pełen magii? To przestrzeń przepełniona miłością i zazdrością. Miejsce, w którym żyje rudowłosa piękność Avilla… Czy uda jej się pokonać wszelkie  przeciwności i połączyć z ukochanym? Przeznaczenie. Moc żywiołów to napisana z rozmachem historia miłosna, to niezwykle barwnie wykreowany świat, to książka, która pochłania Czytelnika od samego początku niemal bez reszty. Zatem siadajcie wygodnie i poznajcie rzeczywistość, której nie będziecie chcieli opuszczać…" źródło

Wiecie, co najbardziej lubię w książkach wydawanych przez Warszawską Firmę Wydawniczą? Okładki! "Niewolnicy snów", "Kroniki ciemności", "Niewolnica" i właśnie "Moc żywiołów" - to tylko niektóre tytuły, które mam ochotę kupić, zanim jeszcze przeczytam opis fabuły. I tutaj zachwyciłam się okładką - jest magiczna i całkowicie w moim guście. Któż mógł przypuszczać, że oprawa graficzna będzie jedną mocną stroną tej książki?

Grafik zasługuje na podwójne gratulacje - stworzył okładkę pasującą do powieści, w której kompletnie nie wiadomo, o co chodzi. Lądujemy w bliżej nieokreślonym czasie i bliżej nieokreślonym miejscu, autorka wrzuca nas na głęboką wodę. Dawno, dawno temu, na kółko literackim uczyłam się, że powieść powinniśmy zaczynać w środku sceny - wtedy bardziej wciągnie czytelnika. Marta Baranowska chyba jednak wzięła sobie tę radę za bardzo do serca - zaczynamy w przedziwnym punkcie, gdzie zamiast imion pojawiają się bardzo nie jasne określania "on", "ona", "ja". Kto, co i dlaczego? Tego już musimy się domyślać.

Kuleje również narracja - jest pierwszoosobowa, ale zmienia się osoba, z punktu widzenia której poznajemy historię. Nie wraz ze zmianą rozdziału, czy jakąkolwiek inną logiczną zasadą - po prostu zmienia się narrator. Raz w środku rozdziału, raz na początku, jednak zawsze z zaskoczenia. Nie mamy żadnej sygnału na temat tego, w czyjej głowie aktualnie siedzimy. Jeśli historię opowiada nam Avilla - nie jest tak źle, bo szybko możemy się domyśleć, że to dziewczyna. Jeśli jednak narratorem staje się, któryś z chłopców - jest problem, ponieważ obaj żywią do niej ciepłe uczucia i myślą w podobny sposób.

"Moc żywiołów" to bardzo krótka książka - liczy zaledwie 180 stron, w dodatku czcionka jest ogromna i odstępy między rozdziałami zajmują momentami całą stronę. Czyta się szybko, jednak jest to spowodowane małą ilością tekstu, a nie ciekawą historią. Bo sama opowieść w najmniejszym stopniu nie wciąga - kiedy już wśród tych chaotycznych zdań, czytelnikowi udaje się odkryć sens fabuły, okazuje się, że nie jest ona ani interesująca, ani w najmniejszym stopniu realistyczna. Przypomina raczej opowiadanie pisane do szuflady przez gimnazjalistkę i udowadnia, że dzisiaj każdy może wydać książkę.

Z przykrością muszę stwierdzić, że to najgorsza książka i jednocześnie największe rozczarowanie, jakie miałam (nie)przyjemność przeczytać w tym roku. Choć zazwyczaj tego nie robię i decyzję pozostawiam Wam, w tym wypadku zdecydowanie odradzam tę książkę. Jest mnóstwo zdolnych polskich autorów i nie ma sensu, żebyście zrażali się do nich przez nieporozumienie, jakim jest "Przeznaczenie. Moc żywiołów". Okładka jest piękna, to jednak jedyna zaleta tej książki.

Ocena: 1/10

Recenzja dla portalu A-G-W.info!

środa, 11 września 2013

"Kroniki ciemności. Łowca Demonów" Agnieszka Michalska

źródło
Tytuł: Kroniki ciemności. Łowca Demonów
Autorka: Agnieszka Michalska
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Stron: 200

"Łowca demonów – trudno sobie wyobrazić bardziej ekscytujące zajęcie, prawda? A jednak piętnastoletnia Katy ma wątpliwości, czy chce nim zostać. Mimo że przecież wszystko jej sprzyja – ma dar dający jej przewagę nad innymi czarodziejkami, jest ambitna i uparta, nie boi się podejmować trudnych decyzji. A poza tym wizja przyszłości jasno wskazuje, że nie ma innego wyjścia… Zostać Łowcą jednak to znaczy tyle, co poświęcić osobiste szczęście dla ratowania świata. Czy dziewczyna jest na to gotowa?
Świat tej powieści jest gęsty jak ciemność w bezgwiezdną noc i intensywny jak zapach krwi w czasie wojny. Fantasy pióra młodej autorki zapewnia zarówno przekraczające znane wymiary czasu i przestrzeni wypadki, soczyste sceny pojedynków, jak i zabawne dialogi."
źródło

"Czarodziejki" to serial, który powstał pod koniec lat 90. Liczył sobie aż 8 sezonów, a i w polskiej telewizji, jeszcze nie tak dawno, można było go zobaczyć. Opowiadał o losach trzech sióstr, które walczyły z demonami. Niestety jakoś nigdy nie miałam okazji bliżej przyjrzeć się tej produkcji. Wydawało mi się, że wiem przynajmniej, kto wciela się w główne role, jednak okazało się, że i tutaj coś pomieszałam. Kiedy jednak dowiedziałam się, że "Kroniki Ciemności" nawiązują do tej popularnej produkcji, postanowiłam zapoznać się chociaż ze streszczeniem fabuły. Jak się okazało, trzy bohaterki serialu - Piper, Phoebe i Paige - opiekują się główną bohaterką powieści.

Katy to sympatyczna piętnastolatka. Ma dwóch najlepszych przyjaciół i trzy kuzynki, które się nią opiekują. Kiedy zbliżają się urodziny dziewczyny, zachowanie rodziny wzbudza jej podejrzenia - wszystko wskazuje na to, że ukrywają jakąś tajemnicę. W dzień urodzin okazuje się, że przypuszczenia nastolatki były słuszne - Katy ma ukrytą moc, które właśnie ma ujrzeć światło dzienne. Katy, Chris i Wyatt rozpoczynają walkę z demonami, a na ich drodze staje tajemniczy Łowca. Jedno jest pewne: nic już nie będzie takie, jak kiedyś...

Choć opis powieści brzmi zachęcająco, Łowcy Demonów to motyw dość oklepany. Najpopularniejsza jest oczywiście seria "Dary anioła" (którą ubóstwiam!), ale można go spotkać również w kilku innych historiach, np. "Wizjach" Danieli Sacerdoti. Co więcej świat przedstawiony w "Kronikach ciemności" bazuje na historii przedstawionej w serialu. Nie mam do niego jakichś szczególnych zastrzeżeń, jednak nie sposób oceniać utwór przez pryzmat świata przedstawionego, skoro nie został on w całości wymyślony przez autorkę.

Głównej bohaterce udało się zaskarbić moją sympatię. Jest dość poukładana, jak na nastolatkę, jednak czasami potrafi być przekorna. Nie zirytowała mnie, a to przecież najważniejsze. Szczerze mówiąc, spodziewałam się, że będzie to cicha myszka, która spotka na swojej drodze mrocznego przystojniaka. Każde odstępstwo od tego schematu, już jest zaskoczeniem. Polubiłam również przyjaciół głównej bohaterki, nie mogę się jednak przekonać do jej kuzynek. Wiem, są tutaj elementem kluczowym i łącznikiem z serialem, ale dla osoby, która całkowicie nie orientuje się w fabule produkcji, to istny koszmar. Ich imiona są do siebie zbyt podobne - oczywiście miałam problem, żeby zapamiętać, która jest która. W końcu najzwyczajniej w świecie skupiłam się na Katy i to chyba była najlepsza decyzja.

Najsłabszą stroną powieści jest niestety język. Bardzo szybko można zorientować się, że powieść została napisana przez debiutantkę - zabrakło mi konsekwencji, dojrzałego podejścia do bohaterów i ich odczuć. Akcja nie ma stałego tempa, a cała masa wydarzeń została upchnięta na ledwo 200 stronach. Mimo wszystko czyta się dość szybko i przyjemnie, a jeśli ktoś lubi takie historie, może przymknąć oko na niedociągnięcia.

Ocena: 6/10

Za książkę serdecznie dziękuję autorce!

środa, 17 lipca 2013

"Niewolnicy Snów" Dominika Budzińska

źródło
Tytuł: Niewolnicy Snów
Seria: Niewolnicy Snów, tom: I
Autor: Dominika Budzińska
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Stron: 322

„Niewolnicy Snów” Dominiki Budzińskiej to pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji i zaskakujących zdarzeń historia młodej dziewczyny, którą zaczynają nawiedzać dziwne sny i mrożące krew w żyłach koszmary. Jej dotychczas poukładany świat burzą nagłe zmiany, a wokół zaczynają dziać się rzeczy, których nie potrafi wytłumaczyć i zrozumieć. Pomagają jej nowi przyjaciele, a wśród nich tajemnicza Sofie i Scott, któremu przychodzi odegrać szczególną rolę w życiu młodej bohaterki. Okazuje się, że głęboko skrywana rodzinna tajemnica musi wreszcie wyjść na jaw, a kolejne sny stają się istotnym tropem w mozolnym dążeniu do odkrycia prawdy." www.wfw.com.pl

"Niewolnicy snów"... Interesujący tytuł, prawda? Do tego świetna okładka, ciekawa kolorystyka. Opis średni, jednak mimo wszystko książka zdaje się być intrygująca. Sny, a właściwie mieszanie ich z rzeczywistością to motyw dość popularny (patrz: kultowe i uwielbiane przeze mnie "Nevermore"), jednak na tyle uniwersalny, że pozostawia autorom duże pole do popisu. Dlaczego więc "Niewolnicy Snów" nie stali się jeszcze hitem, a moje próby znalezienia jakiejkolwiek recenzji spełzły na niczym? Z przykrością stwierdzam, że przede wszystkim z uwagi na uprzedzenie do polskich autorów. Moi drodzy: czas pozbyć się stereotypów! Rodzimych powieści mamy całe mnóstwo, a ja wcale nie twierdzę, że wszystkie są świetne, jednak myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Ja znalazłam i są to "Niewolnicy snów".

Akcja toczy się w Wielkiej Brytanii. Główna bohaterka, Martika, właśnie przeprowadziła się ze Szkocji na południe Anglii. Mimo wszystkich obaw, przeprowadzka okazuje się całkiem niezłą decyzją. Dziewczyna już pierwszego dnia przeżywa zauroczenie tajemniczym Scott - uczucie spada na nią jak grom z jasnego nieba. Do tego, poznaje całe mnóstwo sympatycznych nastolatków i bardzo szybko zawiera nowe przyjaźnie. W chwilach słabości może liczyć nie tylko na nich, lecz również na kochających rodziców - perfekcyjną w każdym calu Emily oraz wiecznie zapracowanego, jednak kochającego Adama.

Życie Martiki nie jest jednak tak perfekcyjne, jak mogłoby się wydawać. I tu właśnie zaczyna się najbardziej interesująca część - dziewczynę dręczą przerażające koszmary. Nie byle jakie, bo bardzo rzeczywiste. Z czasem przestaje odróżniać rzeczywistość od fikcji. Nastolatka wie, że musi rozwiązać zagadkę tajemniczych postaci, które pojawiają się w jej snach, inaczej nie zazna spokoju. Jakby tego było mało, jej ukochany zdaje się wiedzieć dużo więcej niż chce się przyznać. Całość dopełnia Sofie - dziewczyna o wyglądzie anioła i diabelskim talencie, której nikt nie jest w stanie rozgryźć.

Muszę przyznać, że "Niewolnicy snów" bardzo pozytywnie mnie zaskoczyli. Wątki snów (bo to jest tutaj najważniejsze), zostały doskonale poprowadzone. Wraz z główną bohaterką stopniowo dowiadujemy się prawdy i snujemy przypuszczenia. Dodatkowo tajemnica, którą poznaje to naprawdę coś mocnego, więc nie spotkałam się z rozczarowaniem kolejną ugrzecznioną wersją dla nastolatków. Powiedziałabym nawet, że zagadka jest rodem z iście dobrego kryminału. Nie wszystkie wątki zostały wyjaśnione, niektórych musimy się jedynie domyślać. Podejrzewam jednak, że był to zabieg celowy, dzięki czemu autorka zostawiła sobie otwartą furtkę do kolejnych tomów. Wszystko więc jeszcze przed nami - oby jak najszybciej.

Jeśli mam się do czegoś przyczepić, będzie to (standardowo) wątek miłosny. Jak to zwykle bywa, miłość spada na naszych bohaterów jak grom z jasnego nieba. Wystarczy jedno spotkanie i ... bum! Miłość aż po grób! Jedyne co usprawiedliwia tutaj naszą bohaterkę, to świadomość niedorzeczności całej sytuacji. Martika doskonale zdaje sobie sprawę, że podejrzanie szybko obdarzyła Scotta tak gorącym uczucie. Jest więc jeszcze nadzieja, że autorka jakoś sensownie nam to wytłumaczy. Mam szczerą nadzieję, że w kolejnych tomach dowiemy się, że było to coś więcej niż miłość od pierwszego wejrzenia. Nic już niestety nie można poradzić na to, że ich uczucie jest przesłodzone, przez co związek nastolatków staje się najsłabszym elementem powieści.

"Niewolnicy snów" to dobrze napisana powieść, nietrudno zauważyć, że język jest dostosowany do głównej grupy odbiorców - młodzieży. Czyta się szybko i przyjemnie, bez zbytniego wysiłku. Za najlepsze fragmenty uważam oczywiście sny Martitki. Mają w sobie coś mrocznego, wprowadzają niepokojącą atmosferę i muszę przyznać, że momentami (odrobinkę) się bałam. Nie mam również zastrzeżeń do bohaterów. Przede wszystkim na pochwalę zasługuje postać Sofie - najbardziej tajemniczej bohaterki opowieści. Do końca nie poznaliśmy w pełni jej historii, jednak mam nadzieję, że wątek ten zostanie kontynuowany, a sama historia okaże się co najmniej tak przerażająca, jak ta Martiki.

Debiutancka powieść Dominiki Budzińskiej to z całą pewnością książka, na którą warto zwrócić uwagę. Zgrabnie łączy ze sobą wątki paranormalne z rzeczywistymi - samotnością, rodzinnymi tajemnicami, niezrozumieniem, czy choćby ucieczką w świat używek. Warto zwrócić uwagę na tę pozycje, być może tak jak i mnie pozytywnie Was zaskoczy? Polecam!

Ocena: 7,5/10

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję portalowi A-G-W.info oraz Warszawskiej Firmie Wydawniczej!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...