Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 10/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 10/10. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 grudnia 2017

"Ciemna strona. Mud Vein" Tarryn Fisher

Tytuł: Ciemna strona. Mud Vein
Autor:  Tarryn Fisher  
Wydawnictwo: SQN
Stron: 320

"Mroczna, hipnotyzująca historia, która może się przydarzyć każdemu.
W dniu swoich trzydziestych trzecich urodzin popularna pisarka Senna Richards budzi się uwięziona w obcym domu. Została porwana, ale nie wie przez kogo ani dlaczego. Szybko staje się jasne, że jeśli chce odzyskać wolność, powinna dokładnie przyjrzeć się swojej przeszłości i odczytać pozostawione jej wskazówki. Jednak przeszłość skrywa mroczne tajemnice…

Kobieta uświadamia sobie, że to gra. Wyrafinowana i niebezpieczna. I że tylko prawda może przynieść wyzwolenie.

A jaka jest twoja ciemna strona?"

Pewnie większość z Was, gdyby miała wybrać ulubionego autora, miałaby problem z wymienieniem jednego nazwiska. Ja nie. Jeśli chodzi o współczesnych pisarzy, pewnym tonem mogę przyznać, że Tarryn Fisher to moja ulubienica - przynajmniej, jeśli chodzi o literaturę współczesną. Każda jej książka, po którą sięgam okazuje się strzałem w dziesiątkę.

Senna budzi się w obcym domu. Nie jest to jednak jednorazowa przygoda, a raczej pułapka, tak przedziwna, że ciężko w nią uwierzyć. Chatka zdaje się być odcięta od świata, spiżarnia zaopatdrzwi nie dają się otworzyć, a za krajobraz za oknem sugeruje, że nasza bohaterka jest bardzo daleko od domu. Nie jest też sama, w sąsiednim pokoju czeka na nią mężczyzna, która odegrał ogromną rolę w życiu kobiety i wszystko wskazuje, że odegra ją raz jeszcze.

Górska chata wśród śnieżnych zasp w tej książce nie jest krajobrazem. Nasi bohaterowi pozostają w zamknięciu przez tak długo, że zaczynają czuć się jak zwierzyna. Zapasy się kończą, a przebywanie miesiącami w towarzystwie jednej osoby jest niezwykle męczące, nie wspominając już o traumie, jaką powoduje sam fakt zamknięcia.

Ta opowieść nie dzieje się jednak jedynie jednym budynku. Razem z Senną przenosimy się w przeszłość, a tam również nie jest kolorowo. Nie chcąc zdradzać Wam zbyt wiele nie mogę opisać, szczegółów, jednak przyznam, że wyobraźnia Fisher jednocześnie przeraża mnie i fascynuje. To chyba jedyna autorka, która zaskakuje mnie w każdej książce.

Choć praktycznie przez całą powieść obracamy się wokół dwóch osób, kompletnie nie czuje się nudy. Isaak i Senna to cudownie złożone charaktery, które nawet nic nie mówiąc wywołują w czytelniku całą masę emocji. Nie bez znaczenia jest to, że Fisher po prostu świetnie pisze - książka jest zgrabna, akcja rozkręca się w odpowiednim tempie, wszystko jest tak jak być powinno. Powinnam przejść teraz do wad, ale cóż... kiedy jakieś znajdę to na pewno dam Wam dać znać.

Wszystkie powieści tej autorki, choć zupełnie różne mają jedną wspólną cechę - tu po lekturze uważam, że to ta, to właśnie ta powieść jest moją ulubioną książką autorki. Tak było z "Margo", z "Bad Mommy" i tak też jest z "Mud vein". Uwielbiam tę historię i choć kompletnie złamała mi serce, to polecam ją każdemu. Nawet jeśli Wasze serca też będą złamane, polecam ją bardzo gorąco.
 
Ocena: 10/10
 
Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję:





środa, 18 stycznia 2017

"Margo" Tarryn Fisher

źródło
Tytuł: Margo
Autor: Tarryn Fisher
Wydawnictwo: SQN

Stron: 320
 
"W Bone jest dom. W domu mieszka dziewczyna. 
W dziewczynie mieszka ciemność…

Margo nie jest jak inne nastolatki. Żyje w ponurym miasteczku Bone, które przejezdni omijają szerokim łukiem. Swój dom nazywa „pożeraczem”. Jej cierpiąca na depresję matka nie odzywa się do niej i traktuje niczym służącą.
Dziewczyna trzyma się na uboczu, dni spędza w samotności. Wszystko nieoczekiwanie się zmienia, kiedy poznaje Judaha – starszego chłopaka z sąsiedztwa. Sparaliżowany, na wózku inwalidzkim, odkrywa przed Margo świat, jakiego dotąd nie znała.
Kiedy w okolicy ginie siedmioletnia dziewczynka, dwójka osobliwych przyjaciół rozpoczyna prywatne śledztwo. W głowie Margo pojawia się desperackie pragnienie, aby wytropić morderców. I przykładnie ukarać… „Oko za oko. Krzywda za krzywdę. Ból za ból”. Rozpoczynając bezlitosne polowanie na zło, dziewczyna nie zdaje sobie sprawy, jaką cenę przyjdzie jej za to zapłacić.
Najbardziej brutalna prawda to ta o nas samych." źródło

Niewiele jest okładek idealnych. Nie wiele opisów potrafi w trzech zdaniach, dwunastu słowach przekonać mnie, że lektura po prostu musi być dobra. A jednak "Margo" zachwyciła mnie już w zapowiedziach - oczywista w swej prostocie oprawa bardzo dobrze obrazuje historię, którą znajdziemy w środku. Chyba nigdy nie widziałam grafiki, która tak dobrze przedstawiałaby mrok wewnątrz nas. Wystarczyły trzy pierwsze zdania, które zdobią tył okładki, a byłam kupiona. Moje oczekiwania wobec tej powieści były wręcz ogromne - tylko czy słusznie?

Tarryn Fisher jest znana przede wszystkim dzięki serii "Mimo moich win" oraz "Never, nerver" - powieści napisanej wspólnie z Colleen Hoover. Co prawda nie miałam okazji przeczytać wspomnianych tytułów, ale słyszałam o nich wiele dobre. Jeśli mam być kompletnie szczera to do autorki, przekonał mnie już fakt napisania książki wspólnie z Hoover, a "Margo" nie jest pierwszą powieścią jej autorstwa, która znajduje się na mojej półce. Teraz jednak sięgnę wiem, że sięgnę po nie o wiele szybciej niż planowałam...

Bone to miasto bez nadziei. Przypomina mi trochę Xenię z filmu "Gummo" (jeśli mieliście okazję go oglądać z pewnością wiecie, co mam na myśli, jeśli nie - absolutnie nie polecam). Alkohol, to jeszcze nic - tutaj na porządku dziennym są również narkotyki, prostytuacja, czy przemoc wobec dzieci. Magro każdego dnia ogląda swoich sąsiadów i napawa się coraz większym obrzydzeniem. Nie musi daleko szukać - już jej matka każdego dnia przedstawia obraz upadku człowieka.

Nie nastawiajcie się na banał - tytułowa Margo wcale nie jest uroczą dziewczyną, która uśmiechem radzi sobie z przeciwnościami losu. Bone i na niej odcisnęło swoje piętno. z kolei Judah, drugi z głównych bohaterów, wcale nie jest niegrzecznym, bogatym chłopcem. Jego matka, choć dużo bardziej troskliwa niż rodzicielka dziewczyny, również ma swoje wady (o ile hodowle marihuany nazwać możemy wadą)... A jednak nastolatka z nieciekawą twarzą i lekką nadwagą oraz chłopiec na wózku są w stanie znaleźć odrobinę słońca w tym pełnym mroku miasteczku.

Cały czas w pobliżu czai się jednak zło. Kiedy mała dziewczyna z sąsiedztwa znika bez śladu w Magro rodzi się żądza krwi. Jej myśli stają się coraz bardziej mroczne, a po głowie krąży bardzo niebezpieczne pytanie - czy lepiej nie robić nic, czy może zrobić to, na co mamy ochotę.

Tak ciężko mi sklasyfikować tę historię. To chyba thriller, jednak w żadnym stopniu nie przypomina tych, które czytywałam do tej pory. Tu nie ma tych dobrych i tych złych, nic nie jest oczywiste. A najsmutniejszy jest moment, kiedy zdajemy sobie sprawę, że dla większości bohaterów nie ma szans na szczęśliwe zakończenie, nieważne, jak bardzo będą się starać.

Nie wierzę, że mówię to teraz, zaledwie w połowie pierwszego miesiąca, nie mogę się jednak powstrzymać. Wszystko wskazuje na to, że już teraz znalazłam swoją ulubioną książkę roku! Premiery, które będą miały miejsce w ciągu najbliższych 11 i pół miesiąca mają wysoko postawioną poprzeczkę!

Ocena: 10/10

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję:


piątek, 18 listopada 2016

"Co mnie zmieniło na zawsze" Amber Smith

źródło
Tytuł: Co mnie zmieniło na zawsze
Autor: Amber Smith
Wydawnictwo: Feeria
Stron: 380

"Bestseller New York Timesa!
To nie liceum ją zmieniło.
To gwałt.
Pewnego wieczoru najlepszy przyjaciel jej brata – niemal członek rodziny – sprawia, że świat Eden wywraca się do góry nogami. To, co kiedyś wydawało się proste, teraz jest skomplikowane. To, co kiedyś wydawało się prawdą, teraz jest kłamstwem.  Ci, których kiedyś kochała, teraz budzą tylko jej nienawiść. Nic już nie ma sensu. Wie, że powinna powiedzieć komuś o tym, co się stało, ale nie może tego zrobić. Więc ukrywa to w sobie, głęboko. Ukrywa też to, kim kiedyś była – bo teraz jest już inna. Na zawsze.
 
Czy znajdzie w sobie siłę, by przetrwać?" źródło

Mam czytelniczy kryzys. Ostatnio z dystansem sięgam po większość tytułów, chyba raczej z rozpędu, niż dlatego, że faktycznie mam na nie ochotę. Nawet mój niezawodny instynkt książkoholika nie wyczuwa ostatnio ciekawych powieści. W końcu mamy już połowę listopada, a ja raptem jednej książce dałam 10 gwiazdek. Aż wreszcie... serce zabiło mi szybciej! W plebiscycie na najlepszą książkę prowadzonym na portalu Goodreads wpadł mi w oko tytuł, który po prostu musiał być genialny. Przed Wami "Co mnie zmieniło na zawsze"!

Na wstępie muszę wspomnieć, że strasznie mi szkoda oryginalnej okładki. Zawsze wolałam metaforyczne grafiki niż dość banalne twarze na okładce. Nie do końca pasuje mi również tytuł - wydaje się dość długi i po prostu brzmi dziwnie. Nic jednak nie było w stanie zepsuć mojego pozytywnego nastawienia. 

Nastoletnia Eden właśnie rozpoczyna liceum. Ma jedną, jedyną najlepszą przyjaciółkę i ciężko powiedzieć, że dziewczyny gdziekolwiek przynależą. Ale to nic. Mają siebie nawzajem i nawet, jeśli nie są najpopularniejszymi dziewczynami w szkole, to i tak na swój sposób są szczęśliwe. Eden ma również starszego brata, z którym łączy ją bardzo silna więź. A on z kolei ma najlepszego przyjaciela, który od wielu lat jest niemalże częścią rodziny. Spędza bardzo dużo czasu (w tym noce) w domu swojego kumpla, a dla Eden jest bohaterem, w którym chyba nawet skrycie się trochę podkochuje. Aż do pewnej nocy, kiedy Kevin niespodziewanie pojawia się w jej pokoju...

Wiele jest powieści, które opowiadają o molestowaniu i gwałcie. To trudny, jednak ważny temat, (niestety) nawet dla rówieśników głównej bohaterki. Ważne jest, abyśmy wiedzieli, że trzeba o tym mówić. Eden wie. Jednak, kiedy ma okazję, jeżyk staje jej w gardle. A my, czytelnicy, zaczynamy naprawdę rozumieć, że być może wyznanie prawdy jest dla ofiary o wiele, wiele trudniejsze niż wydawać by się mogło postronnemu obserwatorowi.

"Co mnie zmieniło na zawsze" to obraz autodestrukcji inteligentnej i sympatycznej dziewczyny, która na naszych oczach bardzo się zmienia. Zmienia się w kogoś, kim wcale nie chce być i naprawdę ciężko się na to patrzy. Jednak jakkolwiek nielogiczne decyzje podejmuje, ja i tak w pewnym stopniu ją rozumiem. Amber Smith świetnie nakreśliła psychologiczny portret bohaterki, której świat legł w gruzach, a ona potrafi jedynie coraz głębiej się zapadać.

Ciężko jest mi przypomnieć sobie, kiedy ostatnio uroniłam łzę na książce. Tutaj "uronić" to raczej lekkie niedomówienie. Bo nawet jeżeli nie wzruszy Was pierwsza scena, nawet jeśli powstrzymacie łzy podczas dramatów w środku powieści, to musielibyście mieć serce z kamienia, aby pozostać obojętni na zakończenie tej historii.

Oprócz dramatu jest tutaj też miłość. Uczucie niesamowicie piękne i na tyle silne, na ile to w ogóle możliwej w tego typu opowieści. On, jest o wiele bardziej wyrozumiały niż to przewidujemy, wręcz idealny. Nawet w złe dni jest światełkiem w tunelu i chyba przez to jeszcze trudniej pogodzić nam się z faktem, że Eden już nigdy nie będzie uroczą nastolatką, która mogłaby cieszyć się z trzymania za rękę i dzielić z przyjaciółką sekretem dotyczącym pierwszego pocałunku.
Ta powieść stanie na mojej półce z ulubionymi, najbardziej wzruszającymi historiami, tuż obok "Gwiazd naszych wina", "Wszystkich jasnych miejsc" i "Morza spokoju". Myślę, że każdy powinien przeczytać tę książkę, niezależnie od wieku. Gwarantuję, że tej karuzeli uczuć długo nie zapomnicie. 

Ocena: 10/10

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:
http://wydawnictwofeeria.pl


środa, 21 września 2016

"Twoim śladem" Meredith Walters

Tytuł: Twoim śladem
Autor: Meredith Walters
Wydawnictwo: YA!
Stron: 386

"Aubrey, studentka psychologii, jest koordynatorką w grupie uzależnień. Mieszka z koleżanką w wynajętym mieszkaniu. Pewnego razu koleżanka trafia do "latającego" klubu Kompulsja, oferującego narkotyki i alkohol. Prymuska Aubrey nigdy by się tam nie wybrała, ale trzeba było ratować przyjaciółkę. Miejsce wydało jej się odpychające i magnetycznie przyciągające zarazem… Poznaje tam tajemniczego Maxxa Demelo, który wzbudza jej zachwyt nieprzeciętną urodą i charyzmą. Aburey nic nie wie o drugim życiu Maxxa. Czy podąży jego śladem?"  źródło

Kiedy chodziłam jeszcze do gimnazjum wszyscy zaczytywaliśmy się w powieściach o problemach z uzależnieniem od narkotyków. Książki takie jak "Ćpun" czy "Dzieci z dworca ZOO" przekazywane były z rąk do rąk (choć nie wiem, czy to akurat odpowiednie lektury dla tak młodych czytelników). Później jednak temat narkotyków przestał być chyba na topie i zastąpiły go mieniące się w słońcu wampiry. Młodzi czytelnicy, a przynajmniej Ci w moim otoczeniu, zaczęli skupiać się przede wszystkim na fantastyce.

Nie wiem, czy temat narkotyków przestał być poruszany z uwagi na fakt, że problem ten występuje obecnie coraz rzadziej, jednak taką mam właśnie nadzieję. Opis "Twoim śladem" bardzo szybko wpadł mi jednak w oko - wszystko wskazywało na to, że książka opisywać będzie właśnie problemy z uzależnieniami, a ja w ciągu ostatnich kilku lat nie miałam okazji trafić na ani jedną książkę o tej tematyce. 

Aubrey studiuje psychologię. Podczas praktyk będzie uczestniczyć w terapii przeznaczonej dla osób uzależnionych. To trudne zadanie nie tylko dlatego, że większość z jej podopiecznych nie bierze udziału w sesjach z własnej woli, lecz również z przyczyn prywatnych. Nasza bohaterka zetknęła się z narkotykami nie tylko w podręcznikach - jedna z bardzo bliskich jej osób sama zmagała się z uzależnieniem.

Instynkt opiekuńczy Aubrey zmusza ja do chronienia najbliższych. Kiedy najlepsza przyjaciółka dziewczyny wpada w tarapaty, dziewczyna rzuca się jej na pomoc. I tak trafia do przedziwnego klub, w którym alkohol i narkotyki są na porządku dziennym. Poukładana Aubrey odczuwa dziwne przyciąganie nie tylko do klubu, lecz również tajemniczego chłopaka, którego poznaje w tym przedziwnym miejscu. Nawet jeżeli doskonale wie, że oznacza on tylko kłopoty...

Co to dużo mówić - połączenie New Adult i narkotykowego uzależnienia w tym przypadku sprawdziło się doskonale. Powieść jest cudownie wciągająca, jednocześnie surowa i bardzo delikatna. Wzbudza w czytelniku mnóstwo uczuć od ogromnego oburzenia, po zachwyt nad siłą miłości. To wszystko sprawdziło, że po prostu zakochałam się w "Twoim śladem", a więc... Panie i Panowie - oto moja ulubiona książka wydana w 2016 roku!!!

Uwielbiam Aubrey. Być może nie zabrzmiało to zbyt oryginalnie, jednak nie potrafię inaczej opisać uczuć, jakie we mnie wzbudziła. Co ciekawe, w tym przypadku sama usprawiedliwiałam błędy dziewczyny. Zazwyczaj przeklinam bohaterów za ich nieodpowiedzialność i lekkomyślność, jednak nie zależnie od tego co robiła Aubrey, uparcie jej kibicowałam. Trudno myśleć inaczej kiedy mamy do czynienia z dziewczyną o tak wielkim sercu.

"Twoim śladem" to przepiękna historia o miłości. Miłości trudnej i niewygodniej, ale tak wielkiej, że zachwyci każdego czytelnika. To jednak również opowieść o sile uzależnienia, z którym niesamowicie trudno zerwać, mimo najszczerszych intencji. Gorąco polecam Wam tę historię, nawet, jeżeli nie jesteście największymi fanami New Adult, bo ta książka to o wiele, wiele więcej.

Ocena: 10/10

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję: 

sobota, 26 grudnia 2015

"Wszystkie jasne miejsca" Jennifer Niven

źródło
Tytuł: Wszystkie jasne miejsca
Autor: Jennifer Niven
Wydawnictwo: Bukowy Las
Stron: 424


"Odważna opowieść o miłości, przeżywaniu życia i dwojgu młodych ludzi, którzy znajdują siebie nawzajem, gdy stoją na skraju przepaści.

Theodore jest zafascynowany śmiercią. Codziennie rozmyśla nad sposobami, w jakie mógłby pozbawić się życia, a jednocześnie nieustannie szuka – znajdując – czegoś, co pozwoliłoby mu pozostać na tym świecie. Violet żyje przyszłością i odlicza dni do zakończenia szkoły. Marzy o ucieczcie od małego miasteczka w Indianie i niemijającej rozpaczy po śmierci siostry.

Kiedy Finch i Violet spotykają się na szczycie szkolnej wieży – sześć pięter nad ziemią – nie do końca wiadomo, kto komu ratuje życie. A gdy ta zaskakująca para zaczyna pracować razem nad projektem geograficznym, by odkryć „cuda” Indiany, ruszają – jak to określa Finch – tam, gdzie poprowadzi ich droga: w miejsca maleńkie, dziwaczne, piękne, brzydkie i zaskakujące. Zupełnie jak życie.

Wkrótce tylko przy Violet Finch może być sobą – śmiałym, zabawnym chłopakiem, który, jak się okazuje, wcale nie jest takim wariatem, za jakiego go uważają. I tylko przy Finchu Violet zapomina o odliczaniu dni, a zaczyna je przeżywać. Jednak w miarę jak świat Violet się rozrasta, świat Fincha zaczyna się gwałtownie kurczyć
." źródło

"Wszystkie jasne miejsca" mignęły mi w zapowiedziach. Wiedziałam, że przeczytam tę książkę, jednak nie znalazła się ona na liście moich czytelniczych priorytetów. Do czasu. Moją uwagę przykuły zdjęcia tatuaży z napisem "All the bright places", które pojawiały się na Facebooku. W końcu nikt nie robi sobie tatuażu z tytułem książki, która nie jest naprawdę poruszająca, prawda? "Wszystkie jasne miejsca" szybko trafiły na pierwsze miejsce mojej listy lektur obowiązkowych.

Chłopak, który uznawany jest za dziwaka. Nie cieszy się popularnością w szkole, ale zdaje się w ogóle tym nie przejmować. Dziewczyna należąca do szkolnej elity, która (po tragicznych przeżyciach, które zmusiły ją do refleksji) zaczyna się zastanawiać, czy w ogóle chce do niej należeć. Theodore i Violet spotykają się na szczycie szkolnej wieży. Oboje zastanawiają się co by było, gdyby wykonali krok w przepaść. Brzmi banalnie? Uwierzcie mi, "Wszystkie jasne miejsca" jest wszystkim, tylko nie banalną książką dla młodzieży.

Powieść przeczytałam kilka tygodni temu. Nie mogła jednak ułożyć sobie w głowie myśli i zebrać się do napisania opinii. Tak już jest z książkami, które kradną nam serce - nie jesteśmy w stanie przekazać innym, jak bardzo są dobre. A ta historia jest naprawdę genialna. Powiem więc krótko: pod koniec roku, kiedy traciłam już nadzieję, że coś w stu procentach skradnie moje serce pojawiła się ona. Panie i panowie... oto najlepsza książka roku 2015!

Finch i Violet to zupełne przeciwieństwa. Oboje jednak znajdują się w bardzo ciemnym miejscu, w którym (jak podejrzewają nikt jeszcze nie był). Nawzajem dają sobie jednak światła. Udowadniają sobie samym, że proste rzeczy mogą dać wiele szczęścia. Czasem jednak miłość, nawet najsilniejsza nie wystarcza, aby rozwiązać wszystkie problemy. Miłość nie wyleczy się z raka, ani z choroby psychicznej. I nawet jeśli będziesz starać się ze wszystkich sił, czasami to nie wystarczy.

Jennifer Niven porusza niesamowicie ważne kwestie, zazwyczaj pomijane, ponieważ są nieoczywiste. Ludziom łatwiej zrozumieć proste choroby, namacalne. Choroby psychiczne dużo łatwiej ignorować. Jeśli czegoś nie widać gołym okiem, możemy po prostu udawać, że tego nie ma prawda? Musimy jednak zdać sobie sprawę, że psychika człowieka jest równie słaba jak jego ciało. Maltretowanie psychiczne może mieć równie tragiczne skutki, jak maltretowanie fizyczne, a rany na duszy wcale nie goją się łatwiej niż rany na ciele.

Wielowymiarowa - tak określiłabym jednym słowem tę opowieść. Inne refleksje towarzyszyły mi podczas czytania, inne tuż po przeczytaniu zakończenia, a jeszcze inne po dwóch tygodniach. Jedno jest pewne - tej lektury nie można wyrzucić z głowy. A im dłużej o niej myślimy, tym więcej dostrzegamy. Wywołuje w nas uśmiech, smutek, złość. Wściekamy się na bohaterów, zarzucając, że mogli starać się bardziej. Ale czy my, na ich miejscu, wiedzielibyśmy co robić?

"Wszystkie jasne miejsca" udowadniają, że kocha się za wszystko. I za te piękne chwile, które na zawsze zapiszą się w naszej pamięci i za najgorsze momenty, które tak bardzo chcielibyśmy zapomnieć. Być może nie zdajemy sobie sprawy, ale może i ja (i ty, jeżeli też kochasz takie smutne historie), tak emocjonalnie podchodzimy do życia, bo nasz umysły pragną skrajności?

Tyle cudownych wątków, zachowań i cytatów jest w tej powieści. Tyle pięknych słów. Nie muszę chyba dodawać, ze bardzo gorąco ją Wam polecam?

Ocena: 10/10

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Bukowy Las!
http://bukowylas.pl/

niedziela, 8 lutego 2015

"Baśnie braci Grimm dla dorosłych i młodzieży" Philip Pullman

źródło
Tytuł: Piękna Katastrofa
Autor: Jamie McGuire
Wydawnictwo: Albatros
Stron: 464

"Dawno, dawno temu... 
 W dalekich krainach, w których wiatr snuł najdziwniejsze opowieści... 

W dalekich krainach zamieszkanych przez wiedźmy, królewny i morderców…

W dalekich krainach, w których niebezpiecznie znaleźć się po zmroku...

…ludzkim losem rządziła magia

 50 na nowo opracowanych baśni o zaklętych księżniczkach, odważnych dzieciach, nikczemnych królach i niewiernych żonach.

Jeden mały krok dzieli Cię od wyjścia z bezpiecznej codzienności. 

Nie zwlekaj dłużej i poddaj się magii opowieści... 

Spośród najsłynniejszych europejskich baśni mistrz fantastycznych opowieści, Philip Pullman, wybrał 50, aby zaprezentować je w nowej odsłonie. Od klasycznych historii o Roszpunce, Królewnie Śnieżce i Kopciuszku, aż po mniej znane, pełne grozy „Trzy wężowe liście”, „Narzeczoną mordercy” i „Śmierć ojcem chrzestnym”. Wszystkie zostały przypomniane z całym ich okrucieństwem i odwagą obyczajową, a także opatrzone krótkim i fascynującym komentarzem." źródło


Świat baśni na magiczne miejsce. Tylko tutaj, mimo przeciwności losu, na koniec dobro zawsze triumfuje. Od zawsze kocham takie opowieści, jednak największą słabość mam do tych autorstwa braci Grimm. To historie, z których po prostu się nie wyrasta, więc wydanie wersji "Dla dorosłych i młodzieży" było strzałem w dziesiątkę. To idealna okazja, żeby przypomnieć sobie ukochane baśnie, bez cenzury, która narzucana jest w dzisiejszych czasach. Książka Philipa Pullmana to zbiór 50 (jego zdaniem) najważniejszych historii, w nieco odświeżonej wersji. Nie zabrało oczywiście "Królewny Śnieżki" czy "Kopciuszka", ale znalazły się tutaj i takie baśnie, które z trudem sobie przypominałam.

Książka Philipa Pullmana przypomina nam, jak bardzo nowoczesne wersji historii napisanych przez słynnych braci różnią się od ich pierwowzorów. A opowieści te, to nie tylko piękne suknie, książęta na białych koniach i miłość od pierwszego wejrzenia. Owszem, dobro wygrywa, ale bohaterowie tych opowieści musieli bardzo dużo wycierpieć, zanim spotkał ich happy end. Pamiętacie, że siostry Kopciuszka obcinały sobie części stóp, żeby zmieścić się w pantofelek? Kojarzycie króla, który za wszelką cenę chciał poślubić własną córkę, ponieważ była najpiękniejszą panną w królestwie? Właśnie taki wątków tutaj nie brakuje!

Brutalność to nie jedyny powód, dla którego książka przeznaczona jest dla dorosłych (ewentualnie młodzieży). Nawet nie jeżeli nie zauważymy pewnych podtekstów, zapiski Philipa Pullmana, które znajdują się pod każdą z baśni, szybko zwrócą naszą uwagę na istotne kwestie. Przyznam, że niektóre z ukrytych symboli zauważyłam dopiero po komentarzu autora, a przecież tak bardzo rzucają się w oczy! Pullman zwraca również naszą uwagę na pewne nieścisłości w fabule, czy choćby podaje alternatywne wersje tej samej historii, które w końcu zmieniały się nieco z biegiem lat.

Całość napisana jest znakomicie. Książkę czytam się równie lekko, jak bajki przeznaczone dla dzieci. Philip Pullman bazuje na historiach, które doskonale znam i z przyjemnością poznaję je na nowo. Wprowadza jednak elementy, o istnieniu których nie miałam pojęcia, dzięki czemu czytając każdą czuję dreszczyk emocji, niczym podczas lektury trzymającego w napięciu kryminału.

"Baśnie braci Grimm dla dorosłych i młodzieży" to cudowna książka. Jeżeli naprawdę kochacie braci Grimm w tej prawdziwej, surowej, a nie ugrzecznionej wersji, to powinniście być zachwyceni równie mocno, jak ja.

Ocena: 10/10

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję:
www.wydawnictwoalbatros.com/

poniedziałek, 17 marca 2014

"Morze spokoju" Katja Milay [przedpremierowo]

Tytuł: Morze spokoju
Autorka:  Katja Milay
Wydawnictwo: Jaguar
Stron: 460
Premiera: 19.03.2014

"Najlepsza książka 2013 roku według "School Library Journal"! Historia, która złamie ci serce i sklei je na nowo. 

Żyję w świecie, pozbawionym magii i cudów. W tym miejscu nie ma jasnowidzów ani zmiennokształtnych, nie przybędą ci na pomoc anioły ani chłopcy, obdarzeni ponadnaturalnymi mocami. W tym miejscu ludzie umierają, muzyka rozpada się i generalnie wszystko jest do dupy. Czasami rzeczywistość tak mocno przyciska mnie do ziemi, że dziwię się, jakim sposobem nadal jestem w stanie oderwać od niej stopy.
Dwa i pół roku - tyle minęło od tragedii, która zamieniła Nastyę w cień samej siebie. Dziewczyna właśnie przeprowadziła się do innego miasta i chce za wszelką cenę ukryć swoją przeszłość. Nastya jest mistrzynią w trzymaniu ludzi na dystans. Ale jej plan działa tylko do momentu, w którym spotyka kogoś równie odizolowanego jak ona.
Historia Josha nie jest tajemnicą. W wieku siedemnastu lat został zupełnie sam. Kiedy twoje imię wydaje się być synonimem śmierci, ludzie zazwyczaj dają ci święty spokój. Tylko Nastya przekracza niepisaną granicę i stara się za wszelką cenę poznać każdy aspekt jego życia. Gdy trudna przyjaźń powoli przeradza się w uczucie, Josh zaczyna się zastanawiać, czy kiedykolwiek pozna sekret dziewczyny - i czy w ogóle tego pragnie.
"Morze spokoju" to poruszająca i pięknie napisana historia o samotnym chłopaku, kruchej emocjonalnie dziewczynie i cudzie drugiej szansy."

Powiedzmy to sobie szczerze - mam szósty zmysł odnośnie genialnych książek. Ja to wiem, czas najwyższy, żebyście i Wy się dowiedzieli. Czasami zawodzi i jest dość ograniczony - działa tylko w przypadku najlepszych książek. Z przyjemnością informuję, że "Morze spokoju" jest właśnie jedną z nich!

Nastya właśnie rozpoczyna naukę w nowej szkole. Obojętność i izolację przed innymi opanowała do perfekcji. Za wszelką cenę próbuje utrzymać w tajemnicy to, co się jej przytrafiło. Dziewczyna jest bardzo zamknięta, a czytelnik (dokładnie tak, jak jej nowi znajomi ze szkoły) nie wie, co jest tego powodem. Bunt dziewczyny wobec otaczającego ją świata objawia się w naprawdę nietuzinkowy sposób. W głębi serca Nastya jest jednak kruszą dziewczyną, okrutnie skrzywdzoną przez los.

Josh nie lubi ludzi. Jest sam na świecie i uparcie stara się sprawić, aby inni uwierzyli, że taki stan rzeczy mu odpowiada. Mur, który wokół siebie zbudował ma jednak szczeliny i najwidoczniej ktoś zaczyna go burzyć. Czy jest w nim miejsce na szczęśliwe zakończenie?

Bardzo ciężko jest mi opisać fabułę "Morza spokoju" nie zdradzając zbyt wiele. Wszystko w tej powieści jest owiane tajemnicą. Autorka stopniowo odkrywa przed nami świat bohaterów i zaskakuje praktycznie od pierwszych stron. Historia toczy się naprzemiennie z punktu widzenia Josha i Nastyi, jednak wcale nie odznacza to, że otrzymamy odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Wręcz przeciwnie....

Czytając "Morze spokoju" czułam się, jakbym jednocześnie poznawała dwie zupełnie odrębne historie. Jedna z nich to tocząca się na naszych oczach znajomość Nastyi i Josha. Druga z kolei polega na stopniowym odkrywaniu tajemnic dziewczyny. Autorka jest mistrzynią budowania napięcia - stworzyła opowieść tak nieprzewidywalną, tak niezwykłą i tak wciągającą, że zwyczajnie nie sposób ją odłożyć przed zakończeniem. Ja czytałam tę książkę jednym tchem, pierwszy raz od bardzo długiego czasu zarwałam noc dla książki. Choć liczy sobie aż 460 stron, po prostu musiałam poznać zakończenie, nawet jeśli miało to skutkować totalnym niewyspaniem. I wiecie co? Opłacało się!

"Historia, która złamie ci serce i sklei je na nowo" - informuje nas okładka, a ja... sama nie ujęłabym tego lepiej. "Morze spokoju" to przepiękna, wzruszająca opowieść, która naprawdę złamała mi serce. i choć napawa smutkiem, to paradoksalnie daje nadzieję. Pokazuje tragedie dotykające bohaterów, aby po chwili przenieść ukojenie w najbardziej niespodziewanych momentach. Wzrusza, aby chwilę później rozśmieszyć absurdalnym, czarnym humorem. Łamie serce, a potem skleja je na nowo.
 
Książka porównywana jest do powieści "Tak blisko" i właśnie to sprawiło, że pokładałam w niej tak duże nadzieje. Bohaterowie "Morze spokoju" są jednak młodsi - w "Tak blisko" mamy do czynienia ze studentami, z kolei tutaj z uczniami szkoły średniej. Doskonale jednak rozumiem, dlaczego te dwie książki postawione zostały na tej samej półce. Nie ma znaczenia, czy Nastya ma 17, czy 25 lat - jej historia jest na tyle wstrząsająca. Dziewczyna przeszła dużo więcej niż większość młodych kobiet. Myślę, że ta opowieść spodobać się może nie tylko młodzieży, ale również tym nieco starszym. Z "Tak blisko" łączy ją jedno - to przepiękne, wzruszające historie niezwykłych miłości.

Panie i Panowie - mamy dopiero marzec, a ja już teraz wybrałam swoją ulubioną książkę tego roku. Wszystkie zapowiedzi mają niesamowicie wysoko postawioną poprzeczkę, czy muszę dodawać coś jeszcze? Jestem zachwycona "Morzem spokoju" i polecam Wam tę książkę bardzo gorąco! Warto!

Ocena: 10!/10

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:

piątek, 21 lutego 2014

"Mechaniczna Księżniczka" Cassandra Clare

źródło
Tytuł: Mechaniczna Księżniczka
Autorka: Cassandra Clare
Seria: Diabelskie Maszyny 
Wydawnictwo: MAG
Stron: 544

"Mroczna sieć zaczyna się zaciskać wokół Nocnych Łowców z Instytutu Londyńskiego. Mortmain planuje wykorzystać swoje Piekielne Maszyny, armię bezlitosnych automatów, żeby zniszczyć Nocnych Łowców. Potrzebuje jeszcze tylko ostatniego elementu, żeby zrealizować swój plan. Potrzebuje Tessy Gray, Charlotte Branwell, szefowa Instytutu Londyńskiego, rozpaczliwie stara się znaleźć Mortmaina, zanim ten zaatakuje. Ale kiedy Mortmain porywa Tessę, chłopcy, którzy roszczą sobie równe prawa do jej serca, Jem i Will, zrobią wszystko, żeby ją uratować. Bo choć Tessa i Jem są zaręczeni, Will jest zakochany w niej jak zawsze." źródło

Ostatnie tomy naszych ukochanych serii zawsze wzbudzają mieszane uczucia. Z jednej strony nie możemy się ich doczekać - przecież każdy chce dowiedzieć się, jak zakończą się losy jego ulubionych bohaterów. Z drugiej jednak, ostatnia część jest jednoznaczna z końcem historii, a my wcale nie chcemy opuszczać tego niezwykłego świata. Dokładnie tak było z "Mechaniczną Księżniczką" - patrząc na nią, stojącą na półce nie mogłam zdecydować, czy faktycznie chcę zakończyć przygodę z "Diabelskimi Maszynami". Ciekawość jednak zwyciężyła i... stało się dokładnie to, czego się spodziewałam - "Księżniczka" zniszczyła mnie emocjonalnie.

Zaręczyny Jema i Tessy totalnie wytrąciły mnie z równowagi. Uwielbiam go, ale przecież to zupełnie nie tak miało być! Tessa jest jednak rozdarta, pomiędzy uczuciem do obu chłopców. Fakt, że jeden z nich jest umierający, a drugi wreszcie wyjawia swoje uczucia, zdecydowanie nie ułatwia sprawy. Mimo uczuć do Willa, Tessa jest już zaręczona z Jemem, a złożonej obietnicy zamierza dotrzymać...

Mieszkańcy Instytutu szykują się do ostatecznego starcia z Mortmainem. On natomiast potrzebuje już tylko jednego - Tessy. Kiedy dziewczyna wreszcie wpada w jego ręce, Charlotte jest załamana. Jem z kolei jest zbyt chory, aby odbić ukochaną. Prosi więc o pomoc jedyną osobę, której może zaufać - swojego prabratai.

"Mechaniczna Księżniczka" stanowi idealne zakończenie tej historii. Choć to dość opasłe tomisko, z przyjemnością przeczytałabym jeszcze jeden czy dwa tomy. Całe szczęście, że autorka planuje wydać jeszcze inne książki opowiadające o losach Nocnych Łowców. Nie jestem jednak pewna, czy cokolwiek jest w stanie zachwycić mnie tak bardzo jak losy Tessy i pozostałych mieszkańców Instytutu.

Wszystkie wątki, które nie dawały mi spokoju po przeczytaniu dwóch pierwszych tomów zostały zgrabnie poprowadzone, a my poznaliśmy ich zakończenie. Bohaterowie nie tylko pozostają równie realistyczni, co w poprzednich częściach. Oni rozwijają się wraz z biegiem stron, dojrzewają i zmieniają się pod wpływem swoich doświadczeń. Naprawdę rzadko zdarza się, że żadna z postaci mnie nie irytuje! Tutaj nie dość, że nie mam nic przeciwko Tessie i uwielbiam zarówno Jem, jak i Willa, to jeszcze autentycznie rozumiem niezdecydowanie dziewczyny. Sama nie umiem zdecydować, którego z nich bardziej lubię!

Największym atutem "Mechanicznej Księżniczki" jest zakończenie - chyba każdy, kto czytał tę książkę się ze mną zgodzi? Ja byłam przekonana, że wiem, jak zakończy się. Wymyśliłam nawet nieskończoną liczbę alternatywnych zakończeń, jednak nigdy, nigdy, nigdy w życiu nie spodziewałam się czegoś takiego! Cassandra Clare po raz kolejny udowodniła, że potrafi zaszokować czytelnika nawet kiedy wydaje się to niemożliwe. Wow!

Jedyne, czego brakowało mi w książce to drzewo genealogiczne Nocnych Łowców. Wiem, że w oryginalnym wydaniu można było je znaleźć, jednak ktoś, zupełnie niefortunnie, umieścił je na początku książki, zrzucając istną bombę spojlerową. Ja oczywiście poradziłam sobie bez drzewa i po zakończeniu lektury po prostu je sobie wygooglowałam, jednak fajne byłoby, gdyby również w polskim wydaniu znalazł się tak gadżet. Na końcu, oczywiście.

"Mechaniczna Księżniczka" jest łamaczem serc, zapewne zgodnie z zamysłem autorki. Mimo ilości stron, po prostu pochłonęłam tę książkę i z czystym sumieniem mogę ją Wam naprawdę gorąco polecić. To historia idealna!

Ocena: 10/10

Za możliwość poznania przygód Nocnych Łowców z całego serca dziękuję Wydawnictwu MAG!
http://www.mag.com.pl

środa, 19 lutego 2014

"Mechaniczny Książę" Cassandra Clare

źródło
Tytuł: Mechaniczny Książę
Autorka: Cassandra Clare
Seria: Diabelskie Maszyny
Wydawnictwo: MAG
Stron: 528

"W magicznym podziemnym świecie wiktoriańskiego Londynu Tessa znalazła bezpieczne schronienie u Nocnych Łowców. Jednakże bezpieczeństwo okazuje się nietrwałe, kiedy grupa podstępnych członków Clave zaczyna spiskować, żeby odsunąć jej protektorkę Charlotte od kierowania Instytutem. Gdyby Charlotte straciła stanowisko, Tessa znalazłaby się na ulicy… jako łatwa zdobycz dla Mistrza, który chce wykorzystać jej moc do własnych celów.
Z pomocą przystojnego i autodestrukcyjnego Willa oraz zakochanego w niej Jema Tessa odkrywa, że wojna Mistrza z Nocnymi Łowcami wynika z osobistych pobudek. Mistrz obwinia ich o spowodowanie tragedii, która zniszczyła mu życie. Żeby poznać tajemnice przeszłości, cała trójka odbywa podróże do mglistego Yorkshire, do rezydencji, w której kryją się nieopisane okropieństwa; do londyńskich slumsów i zaczarowanej sali balowej, gdzie Tessa odkrywa, że prawda o jej pochodzeniu jest bardziej złowieszcza, niż przypuszczała. Kiedy troje przyjaciół spotyka mechanicznego demona, który przekazuje Willowi ostrzeżenie, uświadamiają sobie oni, że Mistrz wie o każdym ich kroku… i że ktoś ich zdradził. Tessa zaczyna zdawać sobie sprawę, że jej serce bije coraz mocniej dla Jema, choć nadal dręczy ją tęsknota za Willem, mimo jego mrocznych nastrojów. Coś jednak zmienia się w Willu, kruszeje mur, który wokół siebie zbudował. Czy odnalezienie Mistrza uwolni Willa od  sekretów i da Tessie odpowiedzi na pytania, kim jest i dlaczego się urodziła?
Kiedy poszukiwania Mistrza i prawdy narażają przyjaciół na niebezpieczeństwo, Tessa odkrywa, że połączenie miłości i kłamstw może zdeprawować nawet najczystsze serce
." źródło

"Diabelskie maszyny" totalnie zawładnęły moim sercem. Sięgając po "Mechanicznego Księcia" z zaskoczeniem stwierdziłam, że... nie jestem w stanie wybrać swojej ulubionej książki napisanej przez Cassandrę Clare. Ba! Nawet ulubionej serii! Jest coś niezwykłego w jej powieściach. Coś, co mimo podobieństwa bohaterów, nie pozwala oderwać się od książki. Na szczęście - miałam możliwość przeczytania od raz wszystkich trzech tomów "Diabelskich maszyn", w dodatku w nowych pięknych okładkach i szczerze współczuję osobom, które czytały wszystkie tomy na bieżąco, czekając na ich wydanie.

Mieszkańcy Instytutu jak zwykle muszą radzić sobie z całą masą problemów. Tym razem są jednak naprawdę poważne - Charlotte może stracić swoje stanowisko. Tessa jest jedną z osób, która po odejściu Charlotte również musiałaby odejść. Nie ma jednak gdzie się podziać, tym bardziej, że wreszcie zaczęła traktować Instytut jak dom. Nie bez znaczenia jest tu obecność Jema - ciepłego i dobrodusznego chłopaka, którego los doświadczył zbyt ciężko. To dzięki niemu, Tessa jest w stanie znosić obecność Willa i jego cięte komentarze. Nigdy jednak nie będzie w stanie całkowicie zapomnieć, jak potraktował ją młody Herondale.

"Mechanicznego Anioła" oceniłam na maksymalne 10 gwiazdek. Ciężko jest mi więc ocenić "Mechanicznego Anioła, ponieważ jest on... jeszcze lepszy! Choć rzadko zdarza się, że kontynuacje zachwycają bardziej niż pierwsze części, Cassandra Clare po raz kolejny udowadnia, że ma w nosie wszystkie schematy. W tej powieści nie ma bowiem nic schematycznego - akcja jest zaskakująca, ale jednocześnie bardzo realistyczna. Już od pierwszych stron, zostajemy wplątani w wir wydarzeń, które trzymać nas będą w napięci, aż do samego końca.

Wątek miłosny? Will, Jem, Will, Jem, Will... Jak to możliwe, żeby obaj byli tak cudowni? Choć w I części byłam zdecydowaną fanką zgorzkniałego Willa, w tym tomie... nie jestem w stanie wybrać! Will odkrywa swoje tajemnice (dokładnie tak, jak przypuszczałam) i staje się jeszcze bardziej zachwycającą postacią niż był wcześniej. Pod twardą powłoką sarkazmu kryje się bowiem wrażliwy chłopiec. Z kolei Jem odgrywa tutaj rolę "tego dobrego", zdawać by się mogło, że nie ma nic wspólnego z cynicznym Willem, jednak łączy ich niezwykłe pokrewieństwo dusz. Trójkąty miłosne w literaturze cieszą się złą sławą - autorzy najczęściej po prostu psują je wprowadzają tego drugiego, jednak kompletnie mdłego chłopaka. Jednego jest pewne - Jem nie jest mdły, a ogień, który w sobie nosi, mimo choroby jeszcze się tli.

Choć niezwykły związek Will-Tessa-Jem najbardziej przykuł moją uwagę, cała reszta również zasługuje na pochwałę. Choćby historia Mistrza, o której dowiadujemy się coraz więcej. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się właśnie takiego rozwoju wydarzeń. Bardzo przywiązałam się również do wątku Charlotte i jej niezwykłego męża, jednak historia głównego trójkąta miłośnego porwała mnie tak bardzo, że całą resztę traktuję jako tło

"Mechaniczny Książę" to pozycja obowiązkowa. Myślę, że fanów "Diabelskich Maszyn", nie trzeba namawiać, jednak pozwolę sobie Was zachęcić mówią krótko: ta część jest jeszcze lepsza! A jeśli jest wśród Was jeszcze ktoś, kto nie zna książek Cassandry Clare - polecam gorąco!

Ocena: 10/10

Za możliwość poznania przygód Nocnych Łowców z całego serca dziękuję Wydawnictwu MAG!
 http://www.mag.com.pl



sobota, 15 lutego 2014

"Mechaniczny Anioł" Cassandra Clare

źródło
Tytuł: Mechaniczny Anioł
Autorka: Cassandra Clare
Seria: Diabelskie Maszyny
Wydawnictwo: MAG
Stron: 528 

"Magia jest niebezpieczna, ale miłość jeszcze bardziej. Kiedy szesnastoletnia Tessa Gray pokonuje ocean, żeby odnaleźć brata, celem jej podróży jest Anglia za czasów panowania królowej Wiktorii. W londyńskim Podziemnym Świecie, w którym po ulicach przemykają wampiry, czarownicy i inne nadnaturalne istoty, czeka na nią coś strasznego. Tylko Nocni Łowcy, wojownicy ratujący świat przed demonami, utrzymują porządek w tym chaosie. Porwana przez Mroczne Siostry, członkinie tajnej organizacji zwanej Klubem Pandemonium, Tessa wkrótce dowiaduje się, że sama jest Podziemną z rzadkim darem zmieniania się w inną osobę. Co więcej, Mistrz - tajemnicza postać kierująca Klubem - nie zatrzyma się przed niczym, żeby wykorzystać jej moc. Pozbawiona przyjaciół, ścigana Tessa znajduje schronienie w londyńskim Instytucie Nocnych Łowców, którzy przyrzekają, że znajdą jej brata, jeśli ona wykorzysta swój dar, żeby im pomóc. Wkrótce Tessę zaczynają fascynować dwaj przyjaciele: James, którego krucha uroda skrywa groźny sekret, i niebieskooki Will, zniechęcający do siebie wszystkich swym sarkastycznym humorem i zmiennymi nastrojami… wszystkich oprócz Tessy. W miarę jak w trakcie swoich poszukiwań, zostają wciągnięci w intrygę, grożącą zagładą Nocnych Łowców, Tessa uświadamia sobie, że będzie musiała wybierać między ratowaniem brata a pomaganiem nowym przyjaciołom, którzy próbują ratować świat… i że miłość potrafi być najbardziej niebezpieczną magią." źródło

Cassandry Clare nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Wykreowany przez nią świat Nocnych Łowców zachwycił czytelników. Choć sama bardzo długo wzbraniałam się przed sięgnięcie po jej książki, w końcu udało mi się przełamać i... przepadłam. Pokochałam "Dary Anioła" równie mocno, jak wszyscy, którzy tak gorliwie mi je polecali. Do prequela podeszła jednak z pewną dozą niepewności - obawiałam się, że historia okaże się wymuszona, a autorka próbuje odcinać kupony od sławy "Miasta kości". Jak się okazało - zupełnie niepotrzebnie. "Diabelskie Maszyny" okazały się znakomitą serią!
16-letnia Tessa znajduje się w naprawdę nieciekawej sytuacji. Aby odnaleźć brata udaje się w podróż aż do Londynu. Kiedy jednak dociera na miejsce, zamiast niego czekają Mroczne Siostry. Przetrzymują one dziewczynę, twierdząc, że posiada niezwykły dar, z którego najwyższy czas zrobić pożytek. Tessa jednak, nie ma pojęcia o czym mówią i jest coraz bardziej przerażona. Więziona dziewczyna za wszelką cenę próbuje zrobić to, czego wymagają od niej porywaczki - przemienić się w inną osobę. Czy jednak naprawdę posiada taką moc? Wykorzystanie niezwykłych zdolności, to dopiero początek wielkiego planu, do którego Mroczne Siostry chcą wykorzystać dziewczynę...

Cassandra Clare po raz kolejny zaskoczyła mnie już od pierwszych stron. Bez zbędnego przedłużania wprowadza nas w fabułę. Tessa zostaje porwana, a czytelnik z wypiekami na twarzy może śledzić jej losy. Bardzo szybko poznajemy również mieszkańców Instytutu, a przede wszystkim Willa i Jema, którzy zdecydowanie wysuwają się na pierwszy plan. Również w tym cyklu nie zabrakło fantastycznych stworzeń, do których przyzwyczaiła nas Clare. Znajdziemy więc tutaj wampiry, wilkołaki, czy faerie, jednak tym razem dostajemy coś więcej. Książka nosi tytuł "Mechaniczny Anioł" nie bez powodu - maszyny odgrywają bowiem ogromną rolę w powieści. Muszę przyznać, że wypadło to wręcz doskonale!

Najciekawszym wątkiem w powieści jest dla mnie... trójkąt miłosny. Tak, dobrze przeczytaliście. To wręcz niewiarygodne, w końcu jest to jeden z motywów, który (poprowadzony w nieudolny sposób) jest w stanie położyć nawet najciekawszą historię. Tutaj jednak rzecz ma się zupełnie inaczej, fabuła jest o wiele bardziej rozbudowana, a w grę wchodzi coś więcej niż uczucia bohaterów. To ciąg wydarzeń z przeszłości zmusza naszych bohaterów do podejmowania takich, a nie innych decyzji. A my, czytelnicy, możemy jedynie wylewać łzy, odkrywając coraz to nowe tajemnice postaci.

"Mechaniczny Anioł" to naprawdę wyśmienita lektura. Aż wstyd się przyznać, że podejrzałam Cassandrę Clare o stworzenie kiepskiego sequela... Nie mam jej naprawdę nic do zarzucenia, jednak warto pamiętać, że to dopiero wprowadzenie do historii, która odkryje przed nami jeszcze wiele tajemnic.

Ocena: 10/10

Za możliwość poznania przygód Nocnych Łowców z całego serca dziękuję Wydawnictwu MAG!
http://www.mag.com.pl

niedziela, 22 września 2013

"Alicja w Krainie Zombie" Gena Showalter [przedpremierowo]

źródło
Tytuł: Alicja w Krainie Zombie
Autorka:
Seria: Kroniki Białego Królika, tom: I
Wydawnictwo: Mira
Stron: 512
Premiera: 25.09.2013

"Żałuję, że nie mogę się cofnąć w czasie i postąpić inaczej w wielu sprawach.
Powiedziałabym swojej siostrze: nie.
Nigdy nie błagałabym matki, by porozmawiała z ojcem.
Zasznurowałabym usta i przełknęła te nienawistne słowa.
Albo chociaż uściskałabym siostrę, mamę i tatę po raz ostatni.
Powiedziałabym, że ich kocham.
Żałuję... tak, żałuję

Jej ojciec miał rację. Potwory istnieją...

By pomścić śmierć rodziny, Alicja musi się nauczyć, jak walczyć z zombi.

Nie spocznie, dopóki nie odeśle każdego żywego trupa z powrotem do grobu. Na zawsze.
" źródło

Całkiem niedawno obiły mi się o uszy szydercze komentarze sceptyków paranormal romance jakoby wampiry i wilkołaki już dawno straciły swoją twarz, jedynie zombie jakoś się trzymają. Choć "Alicja w Krainie Zombie" nie jest ani jedynym, ani nawet pierwszym tytułem o tych nieumarłych istotach, po raz pierwszy mam z nimi styczność w literaturze młodzieżowej. Zaintrygował mnie pomysł na przedstawienie znanej baśni w tak oryginalnej wersji, jednak pojawiła się pewna obawa. Kiedy tylko ujrzałam okładkę pomyślałam: "Alicjo, proszę, tylko na zakochuj się w zombie!" Na szczęście - posłuchała! ;)

Ostatnie książkowe premiery uparcie mnie rozczarowują - nie mogę przypomnieć sobie, kiedy przeczytałam książkę, po której nie spodziewałabym się czegoś więcej. Czytam już po trzy książki jednocześnie ciągle licząc, że fabuła jeszcze się rozkręci, ale większość najchętniej odrzuciłabym ponownie na półkę. Mniej więcej między jednym rozczarowaniem, a drugim wpadła mi w ręce "Alicja...". Wydana jest naprawdę nieźle, ma zachęcającą okładkę, przyzwoitą ilość stron i (co ostatnio rzadkie) nie odstrasza ceną. Bez zastanowienia porzuciłam więc wszystko, co aktualnie czytałam na rzecz tego tytułu. Czy warto było?

Mało jest książek, które potrafią skraść serce czytelnika już samym początkiem. "Alicji..." się to udało - wstęp do historii jest niezwykle udany! Nastolatka mieszka z siostrą, Emmą, oraz rodzicami. W niczym nie przypominają jednak typowej rodziny. Ojciec nie pozwala bowiem swoim bliskim opuszczać domu po zmroku ani choćby zbliżyć się do cmentarza w obawie przed potworami, których nikt nie widział. Ali może więc zapomnieć o wieczornych wyjściach ze znajomymi, randkach czy choćby zajęciach pozalekcyjnych, które późno się kończą. W dniu urodzin, dziewczyna upiera się jednak, aby wreszcie postawić na swoim. Wymusza na zapominalskich rodzicach wyjazd na występ młodszej siostry - nie jest to proste, bo kończy się po zmroku. Wyjście okazuje się mieć katastrofalne skutki...

Po mocnym początku, mamy coś na styl klasycznego paranormal romance - nastolatka po przejściach, nowa szkoła i mroczny przystojniak. Z jednym małym wyjątkiem - w książce nie ma nic, co mogłoby czytelnika nużyć! Alicji bardzo szybko udało się zdobyć chlubny tytuł mojej ulubionej bohaterki, dziewczyna ma charakterek. Moje sceptyczne nastawienie bardzo szybko zmieniło się w entuzjastyczne, a powieści po prostu nie byłam w stanie odłożyć. Ali bardzo daleko jest od mdłych nastolatek, które jak ciche myszki przemykają korytarzami. To postać, którą absolutnie uwielbiam! Warto również dodać, autorka w ciekawy sposób przedstawiła ból po utracie bliskich osób. Często autorzy popadają w skrajność - postaci albo nadmiernie przeżywają żałobę, albo kompletnie ją ignorują. Alicja natomiast zachowuje się realistycznie, żyje dalej, ale kiedy nachodzi ją smutek i mnie zakręca się łezka w oku. Moje sympatia do Alicji jest oczywiście silnie związana z odbiorem całej książki - bohaterka jest narratorką i bardzo spodobało mi się, w jaki sposób opowiada nam swoją historię.

Powinnam przejść teraz do wad. Cały problem polega na tym, że ich... nie ma. A może po prostu, zaślepiona sympatią do bohaterów, nie jestem w stanie ich dostrzec? Polubiłam bowiem w książce chyba wszystkich - Kat, rozśmieszała mnie do łez, Szron jeszcze bardziej, a Cole... Można stwierdzić, że "mroczny przystojniak", to element tak oklepany, że może stać się jedynie wadą. Cole jednak obala tą teorię - o jakikolwiek schemat by się nie otarł i tak będę go uwielbiać! Analizują przyczynowo-skutkowe zależności, nietrudno się domyślić, że wątek miłosny również przypadł mi do gustu. Wspominałam już, jak dużą role odgrywał w powieści?

Wbrew pozorom, inspiracja baśnią nie jest tak oczywista. Owszem, inspiracja jest widoczna, ale całość jest raczej luźno powiązana z klasyką, a nie jej nową wersją. Co więcej, jest to zrobione w inteligentny, nieoczywisty sposób - brawo! Chyba jedynym powiązaniem, które od razu rzuca się w oczy jest biały królik... Żałuję, że nie przypomniałam sobie "Alicji w Krainie Czarów", zanim sięgnęłam po lekturę. Może odnalazłabym wtedy więcej powiązań?

Bardzo dawno nic nie oczarowało mnie tak jak "Alicja w Krainie Zombie". Nie mam do niej żadnych zastrzeżeń i z czystym sumieniem mogę Wam polecić tę historię pod każdym względem - nawet z uwagi na okładkę i stosunek ceny do objętości. Przeklinam osobę, która uświadomiła mi, że nie jest to pierwsza powieść Geny Showalter, wydana w Polsce i powoli odkładam fundusze, żeby umilić sobie czas oczekiwania na kolejną część.

Ocena: 10/10

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu:

poniedziałek, 22 lipca 2013

"Król Kruków" Maggie Stiefvater

źródło
Tytuł: Król Kruków
Autor: Maggie Stiefvater
Wydawnictwo: Uroboros (Grupa Wydawnicza Foksal)
Stron: 490 

"Pierwszy tom magicznej sagi.

Jedna dziewczyna i trzech chłopaków.

Blue pochodzi z rodziny wróżek, jest medium do kontaktów ze światem zmarłych. Gansey, Adam i Ronan, trzej przyjaciele w elitarnej szkoły dla chłopców, obsesyjnie poszukują tajemniczych linii mocy legendarnego Króla Kruków - Glendowera. Z ich powodu pozornie ciche i spokojne miasteczko staje się scenerią niezwykłych wydazeń.

Gdy razem z Blue trafią do magicznego lasu, gdzie czas płata figle, nic już nie będzie takie samo...

Przerażające tajemnice, mroczne rytuały, stare przepowiednie, wizje, duchy, ofiary, a to dopiero początek tej historii..." http://sklep.gwfoksal.pl/krol-krukow.html

Maggie Stiefvater, mimo młodego wieku, ma na koncie mnóstwo popularnych tytułów. W Polsce znana jest przede wszystkim z Trylogii "Wilki z Mercy Falls". Choć serię tę mam jeszcze przed sobą, pokochałam autorkę dzięki powieści "Wyścig Śmierci", która na stałe zapisała się w moim sercu, a z czasem mam niej coraz większy sentyment. "Król Kruków" przykuł moją uwagę jeszcze przed premierą - przypadkiem znalazłam go na goodreads i razem z Abigail uparcie trzymałyśmy kciuki, aby książka została wydana również w naszym kraju. Kiedy wreszcie ukazała się zapowiedź, wiedziałam jedno - "Król Kruków" to najbardziej wyczekiwana przeze mnie premiera tego roku!

Wszystkie kobiety w rodzinie Blue to wróżki, oprócz... niej samej. Kiedy dziewczyna jest w pokoju, każde medium widzi wyraźniej, jednak sama nie potrafi nic zdziałać. Zdaniem matki i ciotek przyszłość nastolatki jest jasna - zabije miłość swojego życia. Dziewczyna postanowiła więc unikać wszystkich przedstawicieli płci przeciwnej. Jednak los uparcie pacha ją w stronę chłopców z krukami, akurat kiedy słyszy drugą część przepowiedni: w tym roku się zakocha.

Chłopcy z krukami to uczniowie Aglionby, elitarnej szkoły dla młodych mężczyzn. Poznajemy Gansey'a , Adama, Ronana, a także Noah i Declana. Bardzo szybko możemy się jednak domyślić, że to ten pierwszy jest tutaj spoiwem i to właśnie on stworzył paczkę. Seria przypadkowych zdarzeń doprowadza do ich spotkania z Blue. Jednak, wbrew temu, czego się spodziewałam, autorka zaserwowała nam dużo bardziej skomplikowane relacje. Nie mam tu oczywistego romansu między bohaterami i nic nie jest banalne. Dzięki temu całość staje się nieprzewidywalna, a postacie żyją swoim życiem, zupełnie nie zwracając uwagi na przewidywania czytelnika.

W powieści występuje dość spora liczba bohaterów i to tych pierwszoplanowych, istotnych. Maggie Stiefvater poradziła sobie jednak znakomicie i nie sposób ich ze sobą pomylić. Każdy bohater ma własny, specyficzny charakter, każdy posiada własną historię, problemy i kieruje się innymi pobudkami, nawet jeśli cel mają ten sam - obudzić linie mocy. Trudno jest mi nawet wybrać swoją ulubioną postać, książka jest napisana w taki sposób, że nie przyszło mi do głowy kwestionowanie wyborów bohaterów. Traktowałam ich raczej jak prawdziwych ludzi. Jestem pełna podziwu, nie łatwo jest przecież stworzyć postacie tak rzeczywiste, jakby miały za chwilę stanąć obok mnie.

Nawet nie wiem kiedy pokochałam tę opowieść tak bardzo, że stała się jedną z moich ulubionych książek. Ma wszystko czego oczekuję od powieści. Jest tajemnica, której rozwikłanie trwa 500, a mimo to nie nudzi czytelnika. Jest oryginalność, bo przecież magicznych opowieści jest na rynku całe mnóstwo i choć wydaje się, że było już wszystko, autorce udało się wprowadzić powiew świeżości. Jest wątek miłosny, ale nie banalny i oczywisty, a przede wszystkim nie przyspieszony, jak to zazwyczaj bywa. Raczej zaskakujący, ciekawy i piękny. Jest jeszcze coś, przez co moja skromna osoba ma przeogromną słabość do tejże lektury - kruki. Do wszystkich opowieści, w których te ptaki odgrywają kluczową rolę nigdy nie trzeba mnie długo przekonywać (patrz: mój nick, czy choćby uwielbienie do Nevermore). Całości doprawił fragment uwielbianego przeze mnie "Kruka" Edgara Allana Poe, zamieszczony przed prologiem. Czy ta historia została napisana specjalnie dla mnie?! ;)

Język autorki urzekł mnie już w "Wyścigu Śmierci", a i tym razem nie jestem rozczarowana. Stiefvater pisze w specyficzny sposób i tak też prowadzi akcje. Wszystko dzieje się pozornie niespiesznie, fabuła rozwija stopniowo... a jednak. Warto czytać między wierszami i myśleć, tylko wtedy rozwinięcie akcji nie wbije nas w fotel. Na powieść warto spojrzeć z perspektywy czasu, ochłonąć. Ja, pisząc to po kilku dniach od skończenia lektury, wiem jedno: kocham "Króla Kruków"!

Cóż więcej mogę powiedzieć? To opowieść znakomita, zaskakująca i nietuzinkowa, którą gorąco polecam każdemu z Was. Nie widzę w niej nic, do czego mogłabym się przyczepić. Doszłam również do trzech, bardzo ważnych wniosków. Primo: "Drżenie" czeka na mojej półce już o wiele za długo. Secundo: Uroboros miał naprawdę mocne wejście (ciekawe, jak z pozostałymi pozycjami?). Tertio: kocham "Króla Kruków" (tak, tak, wiem, że to już pisałam, ale nie zaszkodzi powtórzyć, w razie, gdyby ktoś nie zauważył).

Polecam!!!

Ocena: 10/10


Za możliwość poznania tej niesamowitej powieści serdecznie dziękuję:

piątek, 14 czerwca 2013

"Tak blisko..." Tammara Webber

Tytuł: Tak blisko... 
Autorka: Tammara Webber
Wydawnictwo: Jaguar
Stron: 336

"Kiedy Jacqueline przyjechała za swoim chłopakiem, do college’u, nie spodziewała się, że po dwóch miesiącach Kennedy zakończy wieloletni związek. Teraz musi odnaleźć się w zupełnie obcej rzeczywistości – jest singielką, studiuje ekonomię zamiast muzyki, a byli znajomi traktują ją jak powietrze.
Pewnej nocy, tuż po wyjściu z imprezy, Jacqueline zostaje zaatakowana przez Bucka, przyjaciela jej eks-chłopaka. Ocalona przez nieznajomego, Lucasa, który wydaje się być przypadkowo we właściwym miejscu i o właściwym czasie, dziewczyna chce tylko zapomnieć o koszmarnym wydarzeniu. Szybko okazuje się jednak, że Buck nie odpuszcza, a fałszywie pojmowana lojalność między studentami pozwala mu działać bezkarnie. Tylko od Jacqueline zależy, czy pozostanie ofiarą, czy odważy się przyjąć pomoc Lucasa, który wyraźnie nie jest z nią szczery, i mówić głośno o tym, o czym wolałaby milczeć."

Kiedy z Jackie zerwał chłopak wydawało jej się, że skończył się świat. Właściwie tak właśnie było, bo Kennedy był całym jej światem. Dziewczyna próbuje się pozbierać, rezygnując ze wszystkiego co łączyło ją z ex-chłopakiem, nawet przezwiska, które jej nadał. Na nowo staje się Jacqueline. Zanim jednak cokolwiek zaczyna się układać, przeżywa traumatyczną sytuację - próbę gwałtu. Buck, bo tak ma na imię oprawca, jest przyjacielem Kennedy'ego. Bohaterka nigdy nie przypuszczała, że taki popularny i mający powodzenie chłopak, mógłby dopuścić się tego typu napaści. Na szczęście z pomocą przychodzi jej tajemniczy Lucas. Jednak nawet jeśli do niczego nie doszło, w psychice dziewczyny pozostaje trwały uraz. Teraz wie, że ani ona, ani inne dziewczyny z kampusu nie są bezpieczne. Czy uda jej się przezwyciężyć wstyd i powiedzieć głośno o całym zajściu? I kim właściwie jest jej wybawca?

Książki obyczajowe to paradoksalnie dziwny gatunek. Choć autorzy mają tutaj największe pole do popisu i milion pomysłów na fabułę do wykorzystania, książki są często bliźniaczo podobne. I już na tej płaszczyźnie, "Tak blisko..." to opowieść wyjątkowa, która zdecydowanie się wyróżnia. Co więcej, to pierwsza książka, jaką spotkałam, w której główna bohaterka jest studentką i... jak studentka się zachowuje. Szukacie książki, której akcja toczy się w liceum? Bardzo proszę, tego znajdziecie całe mnóstwo! A może macie ochotę na bohaterki w wieku ok. 30 lat? Tutaj też jest w czym wybierać. Ale kiedy macie ochotę przeczytać opowieści o dwudziestokilkuletnich studentach zaczynają się problemy. Całkiem serio, dziewczyny w tym wieku, wbrew temu, co twierdzą autorzy, wcale nie mają jeszcze męża, dziecka i dziesięcioletniego stażu pracy. One po prostu się uczą! I tak właśnie, jestem przeszczęśliwa, bo wreszcie udało mi się znaleźć historię, która nie jest kompletnie oderwana od rzeczywistości. Jacqueline dzieli swój czas między naukę, spotkania ze znajomymi z uczelnie i dorabianie sobie do studenckiego budżetu.

W powieści występują dwa równoważne wątki - miłosny oraz wątek napaści na główną bohaterkę. Nie jestem w stanie wybrać, który z nich jest ważniejszy. Tym bardziej nie wiem, który spodobał mi się bardziej - oba to istne kopalnie emocji. Zacznijmy więc może od tego nieco bardziej drastycznego. Jak łatwo możecie się domyślić, problemy z Buckiem wcale nie kończą się na jednorazowej napaści. Autorka poruszyła niesamowicie dużo aspektów psychiki ofiary - strach, zaprzeczanie, wstyd, obwinianie samej siebie. Jacqueline przebywa bardzo długą drogę zanim udaje jej się racjonalnie ocenić sytuację. Całość poprowadzona jest w taki sposób, że razem z bohaterką przeżywamy wszystkie rozterki. Co ważniejsze, możemy wysnuć z tej opowieści bardzo ważny morał, o którym oczywiście nie napiszę ani słowa, żeby nie zdradzać Wam za dużo fabuły :)

"Tak blisko..." to jednak również romans - i to jaki! Muszę przyznać: jestem troszeczkę zazdrosna, bo całkowicie zakochałam się w Lucasie. Już na wstępie stał się jednym z moich ulubionych bohaterów ever. Z biegiem stron moje uczucie jedynie się pogłębiało. Chłopak ma bardzo złożony charakter, jest absolutnie wielowymiarowy, a do tego ma własnego demony, z którymi musi się zmierzyć. Jakie? Tego również nie dowiecie się od razu, ponieważ autorka postanowiła potrzymać nas w niepewności nieco dłużej. Nie mam żadnych zastrzeżeń odnośnie wątku miłosnego - jest bardzo dobrze poprowadzony, nic nie dzieje się zbyt nagle, a całość to ciąg przyczynowo-skutkowych zależności. Czego chcieć więcej?

Na koniec mogę dodać tylko, że książkę czyta się świetnie, jest niesamowicie wciągająca i dobrze napisana. Ale wiecie co? Prawdopodobnie nawet jeśli język byłby nieco kulawy, nawet bym tego nie zauważyła. Książka jest tak pasjonująca, że nie mogła się od niej oderwać. Ostrzegam więc, sięgnijcie po nią jedynie, jeżeli macie wystarczająco dużo czasu, aby przeczytać ją w całości. W innym przypadku grozi to zaniechaniem wszelkich czynności, które czytaniem nie są ;)

"Tak blisko..." to cudowna, wzruszająca opowieść, po którą naprawdę warto sięgnąć. Polecam ją każdemu, ponieważ to książka, której nie mam nic do zarzucenia. Jestem pewna, że wrócę do niej niejednokrotnie. Kochane wydawnictwo: więcej książek pani Webber w Polsce, bardzo proszę :)

Ocena:10/10

Za możliwość poznania tej cudownej historii serdecznie dziękuję wydawnictwu:

środa, 20 marca 2013

"Baśniarz" Antonia Michaelis

źródło
Tytuł: Baśniarz
Autorka: Antonia Michaelis
Wydawnictwo: Dreams
Stron: 400
"JEGO USTA BYŁY ZIMNE JAK ŚNIEG,
ale biło z nich ciepło jedwabnej czerwonej tkaniny, tkaniny z pokładu statku. Poczuła jego język i pomyślała o wilku. „A jeśli to prawda? Jeśli ta baśń jest prawdziwa? Pocałunek i śmiertelne ugryzienie w kark. Wszystko się zgadza. Co, jeśli właśnie całuję mordercę?”.
Anna i Abel – historia miłości, rozwiewająca wszelkie wątpliwości.
ABEL TANNATEK, outsider, wagarowicz, handlarz narkotykami. Mimo to Anna zakochuje się w nim do szaleństwa, gdyż wie, że Abel ma jeszcze inne oblicze: łagodnego, smutnego baśniarza, opiekującego się młodszą siostrą. Niezwykła opowieść, którą snuje Abel, fascynuje Annę do tego stopnia, że dziewczyna nie może o niej zapomnieć. Granica między rzeczywistością a fantazją stopniowo się rozmywa. A jeśli jej fabuła wcale nie jest fikcją i obawy Anny są uzasadnione? Ten, którego kocha, może okazać się równocześnie jej największym wrogiem…" www.dreamswydawnictwo.pl

Grzeczna dziewczynka i zły chłopiec w zupełnie nowej wersji...

Anna ma kilkanaście lat, chodzi do szkoły i jest zwyczajną dziewczyną. Powoli dociera do niej jednak, że wszystko wokół się zmienia, a otoczenie uważa ją za niedojrzałą. Najlepsza przyjaciółka ma w głowie głównie chłopaków i imprezy, a do Anny zwraca się protekcjonalnie - "dziecko". Jednak nawet tak poukładana dziewczyna, jak nasza bohaterka może postawić całe swoje życie na głowie, kiedy w grę wchodzą uczucia. Anna poznaje, a raczej zaczyna zauważać, Abela - polskiego handlarza pasmanterią. Chłopak , któremu do szkoły nie zawsze jest po drodze, handluje narkotykami, jest opryskliwy i niemiły dla wszystkich wokół, nie wydaje się być najlepszą partią. Jednak Abel ma też inne oblicze - to odpowiedzialny chłopiec, który mimo młodego wieku zastępuje ojca swojej siostrzyczce - Michi. A Anna to właśnie w nim dostrzega.

źródło
Wszystko zaczyna się od szmacianej lalki, którą znajduje Anna, a potem, w mgnieniu oka, dziewczyna na każdym kroku próbuje zbliżyć się do polskiego handlarza pasmanterią i poznać jego prawdziwą historią. Środkiem do celu wydaje się być mała dziewczynka w różowej kurteczce. Anna zaprzyjaźnia się więc z Michi i wraz z nią wysłuchuje opowiadanej przez Abela baśni o przygodach Małej Królowej. Mała Królowa to Michi - Anna nie ma żadnych wątpliwości. Powoli docierają do niej jednak powiązania baśniowej opowieści i rzeczywistości. A co jeśli wszystko jest prawdą?

 Opis powieści na okładce został ograniczony do minimum. Ciężko jest więc domyślić się o czym opowiada "Baśniarz". Ja podejrzewałam po cichu, że będzie to historia o wilkołakach, ewentualnie innych paranormalnych stworach. Nic bardziej mylnego! Ciężko wsadzić tę książkę do jednego worka z jakimkolwiek gatunkiem literackim, jednak jedno jest pewne - to nie fantastyka. Wręcz przeciwnie, opowieść jest do bólu prawdziwa. Lubię utwory szokujące, zaskakujące, a nawet te z nieszczęśliwym zakończeniem, jednak czytając "Baśniarza" cały czas miałam nadzieję na happy end. Powieść wyzwala w czytelniku dziwaczną naiwność, nawet jeśli nic na to wskazywało, ja w dalszym ciągu liczyłam, że wszystko będzie dobrze. Ale wiecie co? Choć tytuł brzmi "Baśniarz", książce daleko do bajeczki do dzieci.

źródło
Ciężko jest mi powiedzieć, czy polubiłam bohaterów tej powieści. Dlaczego? Ponieważ, nawet nie przyszło mi do głowy, aby w jakimkolwiek stopniu oceniać ich zachowanie. Choć działania Anny w prawdziwym życiu uznałabym za niedopuszczalne i absurdalne, czytając książkę nawet nie przyszło mi to do głowy. To wielka sztuka wykreować bohaterów w taki sposób, że czytelnik nawet nie próbuje negować, czy krytykować ich zachowania, a jednocześnie całym sercem przeżywa wraz z nimi przygodę.

Książka Antonii Michaelis to głęboko zapadający w pamięć i ciężki utwór. Mimo łatwego w odbiorze i przystępnego języka, jakim został napisany, z całą pewnością nie jest to lekka lektura. To opowieść o tym, ile można wybaczyć drugiej osobie i ile zła można uczynić w imię uczucia. Historia, która zaburza narzucany od lat czarno-biały schemat wartości wprowadzając niezliczone odcienie szarości. Ile Ty jesteś w stanie zaakceptować? Boleśnie daje czytelnikowi nadzieję, że jednak nie będzie musiał odpowiadzać na to pytanie, że może jednak wszystko nie jest tak złe jak się wydaje, aby potem zakończeniem dać mu w twarz.

"Baśniarz" jest dla mnie absolutnym fenomenem, książką bez wad. Na stałe zajmie w moim sercu miejsce przeznaczone dla tych najukochańszych lektur, do których będę wielokrotnie będę wracać i polecać wszystkim wokół. Tak więc i Wam - polecam!

Ocena: 10!/10

P.S. Napisanie tej recenzji było dla mnie bardzo trudne, ponieważ książka wywołała falę uczuć, które nie do końca była w stanie przelać na papier (ekran?). Odeślę więc Was do recenzji, która  doskonale oddaje moje uczucia :) Zapraszam tutaj [klik].

piątek, 15 marca 2013

"Nevermore 2: Cienie" Kelly Creagh

źródło
Tytuł: Nevermore 2: Cienie
Autorka: Kelly Creagh
Wydawnictwo: Jaguar
Stron: 391

"Drugi tom książki “Nevermore: Kruk”, gotyckiego romansu opartego na twórczości Edgara Allana Poego.
Varen zniknął. Schwytany w pułapkę koszmarnej rzeczywistości, gdzie chore sny Edgara Allana Poego stają się jawą, znajduje się poza zasięgiem żywych i umarłych. Ale Isobel nie zgadza się go porzucić. Rusza do Baltimore, by odnaleźć Reynoldsa, tajemniczego mężczyznę, który co roku spełnia toast na grobie pisarza i który w ciągu ostatnich miesięcy oszukiwał ją i zwodził. Tylko on ma klucz do innego świata...
Kiedy Isobel znajduje wreszcie przejście, odkrywa, że miejsce, w którym przebywa Varen zdążyło się zmienić. Pełen bólu i przerażających istot świat zamieszkują teraz również stworzenia, które zrodziły się w pełnym gniewu umyśle chłopaka. Miłość przemienia się w nienawiść, radość w smutek, śmiech w płacz. Stając naprzeciw Varena, Isobel zaczyna rozumieć, że jej ukochany stał się jej największym, śmiertelnym wrogiem." www.wydawnictwo-jaguar.pl

Druga część "Nevermore", od kiedy tylko pojawiła się w zapowiedziach, była najbardziej wyczekiwaną przeze mnie premierą 2012 r. Niestety, było nam jakoś nie po drodze, a za lekturę zabrałam się dopiero w tym tygodniu, oczekując świetnej powieści na miarę pierwszego tomu. Czy "Cienie" sprostały tak wysoko postawionej poprzeczce?

źródło
Varen w dalszym ciągu przebywa w krainie snów, a Isobel nie dając za wygraną próbuje sprowadzić go do rzeczywistego świata. Na tym właśnie skupia się powieść - zdesperowana dziewczyna decyduje się na dramatyczne rozwiązanie. Mimo wyrzutów sumienia, które dręczą ją po pamiętnej nocy Halloween, postanawia raz jeszcze okłamać rodziców i namówić na podróż do Baltimore, rzekomo z uwagi na zainteresowanie tamtejszym uniwersytetem. W rzeczywistości, ma nadzieję, że uda jej się spotkać z Reynoldsem - ostatnią nadzieją na odnalezienie Varena i swoistym łącznikiem między światami...

W "Cieniach" Isobel gra pierwsze skrzypce, głównie z uwagi na fakt, że Varena po prostu... nie ma. Muszę przyznać, że przy każdym rozdziale liczyłam, że jednak się pojawi, w końcu to jedna z moich ulubionych postaci literackich. Skupienie się głównie na cheerleaderce zadziwiająco zbliża do niej czytelnika. Sama, zamiast tak jak w poprzednim tomie kwestionować decyzje bohaterki, wczułam się w jej postać i uparcie kibicowałam, aby udało się jej odnaleźć ukochanego, a nawet po cichu liczyłam na happy end. Całkowicie zapomniałam o wszystkich jej cechach, które mnie jeszcze niedawno drażniły, aby w końcu niesamowicie polubić bohaterkę doceniając jej upór i wolę walki o zielonookiego gota.

źródło
Pozostałych postaci (oprócz Gwen i ojca Isobel) już tutaj niewiele. Za to wielbiciele Noków powinni być zachwyceni - w tej części lepiej poznajemy Pinfeathersa, a nawet dowiadujemy się nieco o przerażającym Scrimshaw. Na plus zaliczam też rozwinięcie historii Lilith. Postać została wprowadzona do powieści dużo wcześniej, jednak tutaj dowiadujemy się o niej nieco więcej. Powiązanie Lilith z żydowską mitologią również oceniam na plus - z surrealistycznej postaci stała się bowiem rzeczywistym zagrożeniem, którego obawiano się od wieków. Isobel (a my wraz z nią) poznała również jej historię, zdolności oraz dowiedziała się do czego jest zdolna. Zabawne, bo myślałam, że w literaturze było już wszystko i nic mnie nie zdziwi, ale kobieta-demon z żydowskich wierzeń? Tego się nie spodziewałam! Jeśli chcecie dowiedzieć się o tej postaci więcej, odsyłam tutaj.

Druga część cyklu "Nevermore" to w dalszym ciągu cudowna lektura, genialnie napisana i niesamowicie wciągająca. Nie jest to powieść, co do której nie mam żadnych zastrzeżeń (Dlaczego tak mało Varena? Jak można zakończyć książkę w takim momencie?!), a mimo to w pełni zasługuje na 10 gwiazdek, a kontynuacji wyczekiwać będę z zapartym tchem.

Ocena: 10/10

Za możliwość ponownego przeniesienia się w świat ponurych snów Edgara Allana Poego dziękuję wydawnictwu:

W cyklu Nevermore ukazały się:
Nevermore. Kruk | Nevermore 2. Cienie

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...