Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 7/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 7/10. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 października 2018

"Obserwuję cię" Teresa Driscoll

źródło
Tytuł: Obserwuję Cię  
Autor: Teresa Driscoll
Wydawnictwo: SQN
Stron: 352

"Kiedy Elle Longfield spotyka w pociągu dwóch młodych mężczyzn rozmawiających z nastoletnimi dziewczynami, nie widzi w tym nic niepokojącego, dopóki nie dowiaduje się, że właśnie opuścili więzienie. Natychmiast odzywa się w niej instynkt macierzyński, ma syna w podobnym wieku. Ostatecznie przenosi się do innego wagonu, nie chcąc się wtrącać. Nazajutrz okazuje się jednak, że jedna z dziewczyn, Anna, zaginęła. Elle zgłasza się na policję.

Po roku Anna ciągle jest uznana za zaginioną, a Elle zaczyna dostawać anonimowe pogróżki. Tropy prowadzą do matki zaginionej dziewczyny, jednak podejrzenia wynajętego detektywa skupiają się na innych członkach rodziny i przyjaciołach, którzy najwyraźniej mają coś do ukrycia. Za to wszyscy bacznie obserwują Elle.

Świetnie skonstruowana intryga i znakomicie zarysowani bohaterowie, którym mamy okazję zajrzeć na samo dno duszy. Wydarzenia pokazane są z punktu widzenia różnych osób, relacje z toku myślenia powodują, że czytelnik zaczyna się zastanawiać, jak sam postąpiłby w tej sytuacji." źródło
Elle spotykając dwie dziewczyny w pociągu patrzy pobłażliwie na ich zachowanie - ot, typowe nastolatki. Również dwóch mężczyzn, którzy przykuwają zainteresowanie dziewcząt, zwraca na siebie także uwagę naszej bohaterki. To zdecydowanie nie jest dobre towarzystwo dla nastolatek. A kiedy wytężając słuch dowiaduje się, że niepokojący mężczyźni właśnie opuścili więzienie, cierpnie jej skóra...

Nasza bohaterka bije się z myślami - odpuścić czy interweniować. Choć w głowie odtwarza różne scenariusze, ostatecznie decyduje się nie wtrącać w cudze sprawy. Kiedy następnego ranka okazuje się, że jedna z dziewcząt zaginęła nasza bohaterka zaczyna postrzegać sytuację w zupełnie innym świetle. Co więcej wszystko wskazuje na to, że Elle nie pozostanie anonimową kobietą z pociągu, a listy z pogróżkami są na to najlepszym dowodem.

"Obserwuję Cię" to thriller, choć dość nietypowy. Sprowadza się nie tyle do samej zbrodni, co do wpływu na otoczenie - widzimy jak zmienia się życie innych osób wskutek zaginięcia Anny, w tym oczywiście życie z pozoru nie mającej z wydarzeniami nic wspólnego Elle. W niektórych momentach pokusiłabym się wręcz o stwierdzenie, że jest to połączenie thrillera z powieścią obyczajową dramatem. I o dziwo, jak taka hybryda książka sprawdza się znakomicie.

Z thrillerami różnie bywa - "Dziewczyna z pociągu" wywołała ogromny medialny szum, a okazała się płytką, nieskomplikowaną opowiastką. Ma jednak swoje plusy, bo to chyba właśnie gro ludzi sięga po ten gatunek. Nie do końca wiem, czy krzyczące z okładki hasło "Wciąga niczym Dziewczyna z pociągu" powinno mnie do książek zachęcać czy odstraszać, jednak (całe szczęście) do strachliwych nie należą. Sięgam więc po coraz to nowe thrillery i, wierzcie mi, przynajmniej połowa z nich okazuje się warta uwagi. A "Obserwuję Cię" z całą pewnością zalicza się do tej lepszej połowy.

Być może rozwikłanie zagadki nie do końca mnie przekonało, jednak nie zmienia to faktu, że całą powieść czyta się bardzo dobrze - jest wciągająca, wielowymiarowa i najzwyczajniej w świecie ciekawa. Historię poznajemy z punktu widzenia różnych osób, a każda z nich czymś nas zaskakuje. Nie żałuję, że sięgnęłam po tę powieść i myślę, że z czystym sumieniem mogę ją Wam polecić. To z całą pewnością "coś innego".

Ocena: 7/10
Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję:

środa, 18 lipca 2018

"Muszę to wiedzieć" Karen Cleveland

źródło
Tytuł: Muszę to wiedzieć
Autor: Karen Cleveland  
Wydawnictwo: W.A.B.  
Stron: 352

"Thriller, którym zachwycili się Charlize Theron, Lee Child i John Grisham.
Idealny mąż. Idealny ojciec. Idealny kłamca? 

Vivian Miller to kochająca matka czwórki dzieci, szczęśliwa żona idealnego ojca i męża, Matta. Jako analityczka CIA zajmuje się rozpracowywaniem działalności rosyjskich szpiegów w Stanach Zjednoczonych. Pewnego dnia widzi zawartość komputera Jurija Jakowa, podejrzanego o bycie łącznikiem agentów. To, co tam znajduje, zagraża wszystkiemu, co dla niej ważne – jej rodzinie, jej pracy, jej samej…
Vivian obiecała bronić swojego kraju przed wszystkimi wrogami, obcymi i domowymi. Ale teraz stoi przed trudnym wyborem. Rozdarta między lojalnością a zdradą, miłością a podejrzliwością, komu może zaufać?" źródło

Thrillery dla kobiet i o kobietach opanowały rynek. Zaczęło się od "Dziewczyny w pociągu" - choć akurat ta powieść nieszczególnie przypadła mi do gustu, to zapoczątkowała trend, dzięki któremu w moje ręce wpadła cała masa świetnych historii. Teraz, kiedy widzę thriller, w którym główną bohaterką jest kobieta momentalnie odczuwam dreszczyk ekscytacji. Tak właśnie było z powieścią "Muszę to wiedzieć" - od razu przykuła moją uwagę i miałam co do niej bardzo dobre przeczucia.

Nie zdarzyło mi się do tej pory czytać o perypetiach tajnych agentów. CIA na okładce zawsze skutecznie mnie odstraszało, a tego typu powieści wydawały się nieco nudne i jakieś takie... zbyt męskie. Podświadomie jednak dużo łatwiej przekonuję się do historii, w których pierwsze skrzypce gra kobieta i chyba właśnie dlatego po "Muszę to wiedzieć" sięgnęłam bez zastanowienia.

Vivian jest prawdziwą kobietą sukcesu. Doskonale radzi sobie na każdej płaszczyźnie życia. Prywatnie jest matką czwórki wspaniałych dzieci, zawodowo - poważaną agentką CIA. Niestety nawet najbardziej cudowne życie może w jednej chwili rozsypać się niczym domek z kart. Vivian będzie musiała zdecydować co jest dla niej ważniejsze - lojalność wobec kraju, które przysięgała bronić, czy wobec ukochanego męża?

Razem z bohaterką dajemy wplątać się w sieć intryg. Próbujemy odnaleźć prawdą i zadajemy sobie najważniejsze pytanie - komu ufać? Historia jest pełna tajemnic, a dzięki temu niesamowicie wciągająca. Choć spodziewała się czegoś zupełnie innego, może nieco lżejszej opowieści, Karen Cleveland udało się stworzyć dobrą, trzymającą w napięciu powieść. 

Książka rozwija się stopniowo, jest dobrze napisana i łączy w sobie wszystkie elementy będące wyznacznikiem dobrego thrillera. Myślę, że historiia jest dość uniewersalna i przypadnie do gustu większości czytelników. Szczególnie, że wszystko wskazuje na to, że wkrótce będziemy mieć okazję zobaczyć ekranizację tej powieści, a w główną rolę wcieli się Charlize Theron.

Ocena: 7/10
 
Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal!



 


niedziela, 28 stycznia 2018

"Fake it" Sandra Nowaczyk

Tytuł: Fake it
Autor:  Sandra Nowaczyk
 Wydawnictwo: Feeria
Stron: 288

"Czy poznałaś kiedyś kogoś takiego, kto wydawał się odbiciem twojej duszy? Kogoś, z kim rozumiesz się bez słów i z kim każda chwila nabiera milionów znaczeń? Bez kogo życie stanie się całkiem puste?
 
Sparks postanawia skończyć ze sobą. Jej analityczny umysł nie widzi innego rozwiązania… Życie straciło dla niej sens, gdy wiele lat temu zniknęła jej mama. Wszystko już zaplanowane – do zrobienia zostało już tylko jedno. Idzie w miejsce gdzie będzie mogła bezlitośnie wyszydzić i zdemaskować to, czego nie da się racjonalnie wytłumaczyć: intuicję, zdolność przewidywania, uczucia. 
 
Nie wie jednego: że spotka tam kogoś, kto rzuci jej wyzwanie."

Choć Sandra Nowaczyk ma zaledwie 17 lat to już teraz może pochwalić się dużo większym z dorobkiem pisarskim niż niejeden autor średnim wieku.Udało jej się wydać w  bardzo krótkim czasie  aż dwie książki w dodatku w poważnym, liczącym się na rynku wydawnictwie. Ja również miałam okazję spotkać się z jej twórczością podczas lektury debiutu autorki - powieści "Friendzone". Nie przepadam za polskimi autorami, jednak tym razem z przyjemnością zapoznałam się z kolejną  książką autorki.

Sparks postanawia ze sobą skończyć. Ma dość życia, świata i uważa że nie zostało jej nic, co mogłoby zmienić decyzję. Tuż przed krokiem ostatecznym spotka dziewczynę która prosi, aby dała jej 24 godziny. W ciągu tych godzin chce zmienić wszystko i sprawić, że Sparks znajdzie powód , aby zostać.

"Friendzone" było powieścią romantyczną i niezobowiązująca. "Fake it" to kompletnie inna bajka. Jest poważna, smutna i o wiele bardziej dojrzała. Sama nie wiem czy wolę autorkę w lekkim młodzieżowym wydaniu, czy jako z powieścią która zostawia mnie z pustką w głowie. Z pewnością poprzednią książkę Nowaczyk czytało się o wiele łatwiej i szybciej. Jeżeli zaś chodzi o tę historię, to nie mogę uwierzyć że wyszła na spod ręki 17 latki. Skoro już teraz tworzy takie historie, to co będzie za dziesięć, piętnaście lat? 

Historia opowiada o losach dwóch dziewcząt. Praktycznie nie poznajemy żadnych innych postaci, co najwyżej poprzez opowieści naszych Bohaterek. Nie oznacza to jednak że historia jest nudna. Mamy tutaj mnóstwo dialogów, opisów i przede wszystkim emocji. Historia jest mocno dramatyczna, opisuje problemy nastolatków z gatunku tych bardziej poważnych. To zupełnie inna bajka niz zastanawianie się, co założyć na wieczorną imprezę. 

Kolejną powieść Sandra Nowaczyk udowodniła że jest autorką uniwersalną, pełną nowych pomysłów i jeszcze nie jedno nam pokaże. Będę śledzić jej dalszą, karierę trzymam kciuki, aby nie porzuciła, bo pisania mam przeczucie że zostać jedną z najbardziej poczytnych polskich pisarek.

Ocena: 7/10
 Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:
http://wydawnictwofeeria.pl

środa, 22 listopada 2017

"Zdobyć Rosie. Czas próby" Kirsty Moseley

Tytuł: Zdobyć Rosie
Autor:  Kirsty Moseley
Wydawnictwo: Harper Collins
Stron: 304

"Kontynuacja historii najlepszego przyjaciela bohaterów powieści „Nic do stracenia”.
Nate nie ma wątpliwości, że Rosie to ta jedyna. Niepostrzeżenie zmienia się z podrywacza w odpowiedzialnego mężczyznę. W ich związku robi się coraz bardziej poważnie, oboje już wiedzą, że to nie jest przelotny romans. Także synek Rosie, mały DJ, staje się dla Nate’a bardzo ważny.
Rosie jednak wstrzymuje się od deklaracji. Trudno powiedzieć: „Kocham Cię”, kiedy przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć.
Czeka ich ciężka próba, w której stawką jest życie. Czy ją przetrwają?" źródło

To już druga część opowieści o perypetiach Rosie i Nate'a. Jak dowiedzieliśmy się w poprzedniej części Rosie jest młodą mamą. Jej uroczy synek, DJ, to owoc poprzedniego związku. Josh, jego ojciec, nie należy jednak do najbardziej odpowiedzialnych facetów i problem sprawia mu nie tylko płacenie alimentów na czas, ale nawet dotrzymywanie słowa danego synowi odnoście obiecanych mu spotkań. Zarówno DJ, jak i jego mama są bardzo delikatni, a ostatnie czego im trzeba to złamane serce po raz kolejny.

Ta powieść jest trochę współczesną historią o Kopciuszku. Główna bohaterka została mocno skrzywdzona przez los, jednak stara się z uśmiechem na ustach patrzeć w przyszłość. Nagle pojawia się on - idealny rycerz na białym rumaku. Jest przystojny i szarmancki, a w dodatku nie przeszkadza mu bagaż doświadczeń dziewczyny.

Wydaje mi się, że te dwie części mogłyby być jedną książką, tym bardziej, że "Czas próby" ma stosunkowo niewiele stron. Nie ukrywam jednak, że tę część czyta się ciekawiej, ale tak jest chyba zawsze - najwięcej frajdy mam przy czytanie w momencie, kiedy akcja na dobre się rozkręci.

Druga część "Zdobyć Rosie" jest równie urocza jak pierwsza. Całość kręci się oczywiście wokół romansu, ale trudno się dziwić - ten gatunek rządzi się swoimi prawa. Podoba mi się jednak to, jak przedstawiony został wątek samotnej matki. Uczucie Rosie do syna jest ogromne i miło patrzy się na ich relacje.

Tak jak większość powieści Kirsty Moseley, ta również jest po prostu lekkim romansem. Jednak w swojej kategorii książka wypada naprawdę znakomicie - jest urocza, wciągająca i czyta się ją z przyjemnością.

Ocena: 7/10

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu:
http://harpercollins.pl/

poniedziałek, 20 listopada 2017

"Wróć, jeśli masz odwagę" Estelle Maskame

źródło
Tytuł: Czy wspominałam, że za Tobą tęsknię?
Autor: Estelle Maskame
Wydawnictwo: Feeria
Stron: 352

"Czasami wydaje ci się, że twoje życie jest poukładane - masz przyjaciół, odnosisz sukcesy w szkole, nie narzekasz na brak powodzenia u chłopaków. Mimo to czujesz, że coś jest nie tak. Jakby na twoim życiu ciążyła skaza… I jeszcze to poczucie winy, że nie było cię przy bliskich, gdy tak bardzo potrzebowali wsparcia. Szczególnie on, z którym zaczynało cię coś łączyć… zanim jedno tragiczne zdarzenie niespodziewanie zakończyło wszystko. 

A kiedy już myślisz, że jesteś na dobrej drodze i w końcu będzie idealnie, dzieje się coś nieoczekiwanego, co odziera cię ze złudzeń. Co robisz? Najłatwiej się schować, ukryć albo odejść. Wiesz o tym, bo robiłaś to już wiele razy. Ale czy tamto uczucie pozwoli o sobie zapomnieć? Los znów krzyżuje wasze drogi, a ty musisz wybrać!
Nie uciekniesz już przed samą sobą, ale teraz jest jeszcze trudniej. Na drodze do szczęścia piętrzą się przeszkody. Czy masz odwagę, by wrócić?" źródło
 
Estelle Maskame to fenomen na rynku wydawniczym. Młodziutka autorka ma zaledwie 20 lat, jednak na koncie już cztery powieści. Pierwsze trzy należą do serii DIMILY uwielbianej przez (szczególnie nastoletnie) czytelniczki na całym świecie. Ja również, z czystej ciekawości postanowiłam sięgnąć po pierwszy tom i... całkowicie przepadłam. Mimo wad, książka miała jedną, ogromną zaletę - była piekielnie wciągająca. Oczywiście nie mogłam odmówić sobie sięgnięcia po kontynuację i tak też, z wypiekami na twarzy, przeczytałam całą trylogię.

Dani i Jaden to rodzeństwo, które przeszło traumę, kiedy ich rodzice zginęli w wypadku. Jeszcze niedawno mieli pełną rodzinę, teraz mieszkają z dziadkami, pogrążeni w żałobie. Kenzie była ich najlepszą przyjaciółką, a dla Jadena nawet czymś więcej niż tylko przyjaciółką. Kiedy jednak świat rodzeństwa legł w gruzach, nasza przerażona bohaterka również się odsunęła. 
 
Kenzie też problematyczną przeszłość, która nie daje o sobie zapomnieć. Trauma sprzed kilku lat sprawiła, że rodzina nastolatki po dziś dzień nie może się pozbierać. Niestety nie udźwignęła bagażu swoich przyjaciół i w najtrudniejszych chwilach nie mogli liczyć na jej wsparcie. Teraz ma okropne wyrzuty sumienia i za wszelką cenę chce wynagrodzić przyjaciołom swoje zachowanie.

Historia jest o tyle ciekawa, że nie skupia się jedynie na romansie. Mamy tutaj zarówno trudne relacje między przyjaciółkami, jak i dwie rodziny z problemami, a nawet wątek prawie kryminalny. Każdy z bohaterów ma wyraźnie zarysowany charakter, postacie są bardzo dobrze wykreowane i to zdecydowanie mocna strona tej historii. 
 
Jest dokładnie tak, jak się spodziewałam - być może "Wróć, jeśli masz odwagę" nie jest literaturą najwyższych lotów, jednak zapewnia masę rozrywki i jest naprawdę wciągająca. Z przyjemnością poznawałam Kenzie, Dani i Jadena. Muszę przyznać, że tych bohaterów uważam za o wiele lepiej wykreowanych niż znanych nam z DIMILY.
 
Ocena: 7/10
 
 Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:
http://wydawnictwofeeria.pl

sobota, 21 października 2017

"Zdobyć Rosie. Początek gry" Kirsty Moseley

Tytuł: Zdobyć Rosie. Początek gry
Autor: Kirsty Moseley
Wydawnictwo: Harper Collins
Stron: 320
 
"Poznaj losy najlepszego przyjaciela bohaterów powieści „Nic do stracenia”.
Nate Peters, niepoprawny podrywacz i łamacz serc, lubi swoje życie pełne przelotnych romansów. Patrząc jednak na szczęśliwe małżeństwo Anny i Ashtona, coraz częściej zastanawia się, jak by to było, gdyby miał dziewczynę na stałe. Uznaje, że jeszcze do tego nie dorósł. Aż do czasu, kiedy poznaje Rosie. To zdecydowanie kobieta na całe życie, nie na krótki romans. Absolutnie wyjątkowa i niestety całym sercem oddana komuś innemu. Rosie nie jest zainteresowana znajomością z Nate’em, co tylko mobilizuje go do działania" 

Ciężko trafić na dobre romansidło. Jesień jest idealną porą na taką lekturę - kiedy za oknem zimno i szaro, a nam nic się nie chce. Ostatnio robiłam nawet kilka podejść, ale jakość ciężko jest znaleźć lekki, niezobowiązujący, a jednocześnie dobry romans. Są jednak autorki, na które zawsze mogę liczyć - jedną z nich jest właśnie Kirsty Moseley

W "Zdobyć Rosie" spotykamy bohaterów, których już znamy Annę i Ashtona. To właśnie o nich opowiadała powieść "Nic do stracenia". Bardzo polubiłam tę historię, jak chyba każdą, która wyszła spod ręki Kirsty Moseley. Z przyjemnością sięgnęłam więc również po "Zdobyć Rosie" - lubiana autorka i nowi główni bohaterowie? Czego chcieć więcej w deszczowe jesienne popołudnie!

Mamy więc Nate'a, który jest najlepszym przyjacielem Ashtona. Jest też okropnym podrywaczem, a jego stosunek do kobiet jest dość rozwiązły. Mamy też Rosie, najlepszą przyjaciółkę Anny, bardzo delikatną, piękną dziewczynę. Rosie nie szuka mężczyzny, a tym bardziej przygodnego romansu. Podrywy Nate'a jednak nieco ją bawią. Choć ta dwójka ma zupełnie inne podejście do życia i miłości, to ku zaskoczeniu przyjaciół nawiązuje się między nimi nić porozumienia.

Kirsty Moseley po raz kolejny mnie nie zawiodła. Powieści dla kobiet rządzą się swoimi prawami, nie oznacza to jednak, że wszystkie są kiepskie. A w tym przypadku to naprawdę urocza, pełna ciepła lektura. Z przyjemnością poznawałam perypetie bohaterów, a książka bardzo mnie wciągnęła - pochłonęłam ją w dwa dni.

Bohaterowie tej historii są sympatyczni, a czytelnik, chcąc, nie chcąc zaczyna kibicować im, aby wszystko się udało. Fabuła jest akurat w tym wypadku dość typowa - przystojny podrywacz i skromna dziewczyna. A jednak książka ma w sobie "to coś", co sprawia, że czyta się ją z ogromną przyjemnością. Jest kilka zwrotów akcji, nieoczekiwanych sytuacji i miłosnych zawirowań. Mówiąc krótko - jestem na tak i po raz kolejny nie zawiodłam się na autorce. Polecam!
 
Ocena: 7/10
Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu:
http://harpercollins.pl/
 
 

środa, 31 maja 2017

"Uwięzione" Natasha Preston

źródło
Tytuł: Uwięzione 
Autor: Natasha Preston 
Wydawnictwo: Feeria
Stron: 397
"Pewnego wieczoru Summer idzie sama na imprezę. Nigdy na nią nie dociera.
 
Lewis, jej chłopak, później nie może sobie wybaczyć, że nie było go przy niej.
 
W jednej chwili szczęśliwa nastolatka traci kochającego chłopaka, rodziców i brata. Traci całe swoje życie, trafiając w miejsce, z którego nie ma ucieczki.
Od tej pory nie będzie już sobą, Summer. Wraz z trzema innymi dziewczynami będzie musiała znosić życie w zamknięciu, codzienny strach i ból i… o wiele więcej.
W tej sytuacji nie ma dobrych zakończeń.
 
Przeczytaj tę książkę, a nigdy już nie będziesz chciała dostawać kwiatów." źródło

Nastoletnia Summer szykuje się na imprezę. Jej chłopak nieco obawia się, że ma wyjść sama o tak późnej porze, ale dziewczyna zbywa go śmiechem. Pewnie nie jeden raz wspomni w pamięci tę sytuację, ponieważ to wyjście okazało się najgorszą decyzją w jej życiu. Summer nigdy nie dociera na imprezę. Podczas, gdy jej bliscy odchodzą od zmysłów dziewczynę spotyka to, czego najbardziej boją się rodzice.

"Uwięzione" przypomina nieco film "Pokój". Choć opowieści o przetrzymywanych wbrew własnej woli kobietach było już sporo, zazwyczaj są to  thrillery, które kręcą się przede wszystkim wokół śledztwa. Tutaj owszem, dowiadujemy się nieco o śledztwie oraz jak reagują bliscy Summer, jednak to wątek poboczny. Najważniejszy wśród nich jest chłopak dziewczyny, jego reakcje i próby poradzenia sobie ze zniknięciem ukochanej. Ile czasu potrzeba, żeby ktoś przestał nas szukać?

Ciężko sklasyfikować tę historię jako jeden gatunek. To połączenie powieści psychologicznej, dramatu, thrillera, a nawet romansu. Co ciekawsze, odnoszę wrażenie, że akurat ta historia trafi również do młodzieży - rówieśniczek Summer. Może to i dobrze, bo choć porwanie jest zawsze winą tylko i wyłącznie porywacza, to ostrożność nie zaszkodzi. Kto wie, ilu psychopatów chodzi po świecie?

Co podobało mi się najbardziej? Zmiany w psychice Summer i uwięzionych wraz z nią dziewcząt. Najgorsze okazały się nie ból i upokorzenie zadawane przez Clovera, lecz rany psychiczne - te goją się jeszcze dłużej. Nie tylko główna bohaterka ma swoją historię. Pozostałe z dziewcząt, a nawet ich oprawca również swoje w życiu przeszli. Z ciężkim sercem obserwowałam jak dziewczęta tracą wolę walki i przyzwyczajają się do zaistniałej sytuacji, jakby była czymś normalnym.

"Uwięzione" nie są książką idealną. Jednak ciężka tematyka uniemożliwiła mi racjonalną ocenę tej historii. Przestałam zwracać uwagę na mankamenty takie jak język, za bardzo przejmując się losem bohaterki. 

Ocena: 7/10

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:
http://wydawnictwofeeria.pl

piątek, 31 marca 2017

"Nerve" Jeanne Ryan

źródło
Tytuł: Nerve
Autor: Jeanne Ryan
Wydawnictwo:  Dolnośląskie 
Stron: 296

"JESTEŚ WIDZEM CZY GRACZEM?
Vee, otoczona popularnymi przyjaciółmi, zawsze pozostaje w cieniu. Któregoś dnia postanawia to zmienić i bierze udział w internetowej grze NERVE. Z przystojnym Ianem u boku żadne zadanie nie jest trudne. Początkowo gra wydaje się ekscytująca, jednak wkrótce przybiera zaskakująco niebezpieczny obrót… " źródło

Vee chyba lubi swoje życie, jednak, jak każdy z nas, chciałaby zmienić niektóre rzeczy. Choć ma masę przyjaciół zawsze pozostaje w cieniu, podczas gdy jej najlepsza przyjaciółka jest prawdziwą gwiazdą. Nawet w teatrze, którym się pasjonuje, zawsze pozostaje za kulisami. Nic więc dziwnego, że pewnego dnia ma tego wreszcie dość i postanawia sprawdzić, jakie to uczucie być w centrum uwagi.

Nerve to gra przypominająca Prawdę czy Wyzwanie. Z tą różnicą, że do wyboru pozostaje jedynie wyzwanie.  Prawda nikogo już nie obchodzi, ponieważ tajemniczy Organizatorzy wiedzą o Tobie wszystko i z pewnością tę wiedzę wykorzystają. Nie trudno się domyślić, że wyzwania stają się coraz śmielsze, a im dłużej uczestnicy są w stanie im sprostać, tym większą popularność zdobywają. Nie bez znaczenia są oczywiście również nagrody, coraz droższe i bardziej kuszące. Vee chce jedynie pokazać, że się nie boi. No cóż, przynajmniej na początku... Szybko okazuje się jednak, że raz rozpoczętą grę bardzo trudno przerwać.

Aż wstyd się przyznać, jednak "Nerve" trafiło w moje ręce głównie z uwagi na film. Najpierw ujrzałam zwiastun filmowej premiery, później dopiero dowiedziałam się, że jest to ekranizacja. I tak też, w myśl zasady "najpierw książka, później film", zrezygnowałam z seansu kinowego i postanowiłam zrobić sobie prywatny pokaz na dvd, a w międzyczasie przeczytać wersję książkową.

Muszę przyznać, że pomysł na tę historię jest genialny w swej prostocie. Już niejednokrotnie trafiałam na historie, w których ludzie próbowali sprostać niezwykłym wyzwaniom, choćby znana pewnie większości z Was "Panika". W powieści Jeanne Ryan jest jednak coś takiego, że wciąga już od pierwszych stron. Vee się po prostu lubi (choć muszę przyznać, ze wyobrażałam ją sobie jak okładkową Emmę Roberts). Z jednej strony zdajemy sobie sprawę z niebezpieczeństwa Nerve, z drugiej jednak odruchowo kibicujemy głównej bohaterce. Szczególnie, kiedy nagrody z zwykłych zachcianek zmieniają się w naprawdę wartościowe, takie którym bardzo trudno się oprzeć.

"Nerve" ma wszystko, co musi mieć dobra powieść - akcję, która rozpoczyna się już od pierwszych stron i trzyma w napięciu aż do końca, świetną główną bohaterkę, wątek miłosny i niemalże kryminalny. To historia, która warto przeczytać, szczególnie, jeśli seans filmowy jeszcze przed Wami - koniecznie zacznijcie od książki!

Ocena: 7/10

Za książkę serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat!
www.publicat.pl

środa, 22 marca 2017

"Fatalna lista" Siobhan Vivian

źródło
Tytuł: Fatalna lista
Autor: Siobhan Vivian
Wydawnictwo:  Feeria 
Stron: 336

"Piękno i brzydota nie zawsze są kwestią wyglądu.
 
Wyobraź sobie, że gdy przychodzisz do szkoły, oczy wszystkich są wbite w jeden punkt.
W listę.
Czy znajdziesz na niej swoje nazwisko? A jeśli tak, to w której kategorii?
 
Co roku ktoś - nie wiadomo, kto - wybiera dwie dziewczyny z każdego rocznika. Jedna zostaje okrzyknięta najpiękniejszą, druga - najbrzydszą.
O tych spoza listy natychmiast się zapomina. Wybrane nagle znajdują się w centrum uwagi całej szkoły. 
Na liście są nazwiska ośmiu dziewcząt. W świecie po liście ich życie już nigdy nie będzie takie samo." źródło
 
Chyba w każdym liceum spotykamy się ze swoistym konkursem piękności. W niektórych szkołach wybiera się Królowe Balu. W innych jest to nieco bardziej subtelne i choć nikt o nie organizuje zawodów i tak wiadomo, kto by je wygrał. Gdzieniegdzie można spotkać nawet wybory Miss Szkoły. Siobhan Vivian w swojej powieści posunęła się o krok dalej. Mount Washington High ma swoją własną tradycję...

Co roku na szkolnych korytarzach, w niezliczonej ilości egzemplarzy pojawia się piekielna lista. Nie sposób jej nie zauważyć, bo jest po prostu wszędzie. Na liście znajdują się nazwiska dziewcząt, które przez najbliższe dni, a może nawet miesiące znajdą się na językach wszystkich. Z każdego rocznika wybrane zostają dwie dziewczyny – ta najpiękniejsza i... najbrzydsza. Jakby tego było mał o, twórca nie omieszkał uzasadnić swojego wyboru zgryźliwym komentarzem.

Nikt nie wie, kto jest autorem listy, ani jak to możliwe, że z roku na rok informacja jest przekazywana tak dyskretnie, że tajemnica nie wyszła na jaw. To temat kontrowersyjny – ma zarówno swoich fanów, jak i przeciwników. Do tych drugich należy przede wszystkim dyrektora szkoły, która za wszelką cenę stara się przerwać wieloletnią tradycję. Mimo tego, całe tabuny dziewcząt marzą, aby ich nazwisko znalazło się na liście najpiękniejszych. Inne z kolei liczą na to, że nigdy nie znajdą się w rankingu najmniej urodziwych.

Miałam przeczucie, że Siobhan Vivian bardzo ciekawie podejdzie do tematu przywiązywania wagi do wyglądu zewnętrzne i muszę przyznać, że się nie pomyliłam. Autorka, z którą miałam już okazję się spotkać urzekła mnie właśnie tym, że potrafi w bardzo różnorodny sposób kształtować charaktery swoich bohaterek. I nie pomyliłam się, bo na „Fatalnej liście” mamy chyba każdy możliwy typ bohaterki.

Laurem właśnie rozpoczęła naukę w prawdziwej szkole z rówieśnikami, po latach domowej edukacji. Abby jest w rodzinie „tą ładną” i kompletnym przeciwieństwem swojej starszej siostry, której przypadła rola prymuski. Bridget z kolei obsesyjnie chce zmieścić się w coraz mniejszy rozmiar, a miejsce na liście jedynie utwierdza ją w przekonaniu, że powinna jeszcze bardziej schudnąć. Dalej mamy Jennifer – od kilku lat przypada jej miejsce na mniej pożądanej części listy i zdaje się, że już się z tym pogodziła. Jej ex-przyjaciółka, Margo to typowa szkolna królowa balu, która nie chce być widziana z nikim, kto nie jest dość popularny. Nieco przypomina Cadance, która zamierza czerpać wszelkie możliwe profity z własnej urody. Sara jest jej kompletnym przeciwieństwem – to outsiderka, która woli się trzymać z boku. Ostatnią z dziewcząt jest Danielle, sportsmenka, jeszcze do niedawna w szczęśliwym związku. Jak się jednak okazuje, lista może zepsuć wszystko.

Historia może wydawać się z pozoru dość prosta. Jest jednak zupełnie inaczej – temat z pozoru płytki okazuje się mieć bardzo duży wpływ na życie naszych bohaterów. Nawet jeśli większość z nas nie chce tego przyznać wygląda zewnętrzny ma w życiu ogromne znaczenie. Szczególnie, gdy ma się naście lat i codziennie ktoś chce nas oceniać. Czy jesteśmy wystarczająco ładni, szczupli, inteligentni? A najgorsze w tym wszystkim jest, gdy nasi bliscy podzielają opinię otoczenia.

„Fatalna lista” wypada naprawdę ciekawie. Czasami proste wątki, jak choćby właśnie zestawienie najpiękniejszych dziewczyn, poprowadzone w odpowiedni sposób, wypadają świetnie.

Ocena: 7/10

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:
http://wydawnictwofeeria.pl

środa, 14 grudnia 2016

"Spójrz na mnie" Nicholas Sparks

źródło
Tytuł: Spójrz na mnie
Autor: Nicholas Sparks 
Wydawnictwo: Albatros
Stron: 512

"Nowa powieść króla prozy obyczajowej, który
tym razem umiejętnie myli tropy, a zakończenia
nie domyśli się nawet wielbicielka powieści
detektywistycznych!
 
Będziesz wiedziała, co się wtedy czuje.

Taką wiadomość, wraz z bukietem róż, otrzymuje Maria Sanchez, młoda prawniczka, która niedawno wróciła do rodzinnego miasta i rozpoczęła pracę w renomowanej kancelarii. Kolejnemu liścikowi towarzyszą przebite opony w samochodzie. Maria doskonale wie, że jest ofiarą stalkingu. Tylko kto ją prześladuje? Szef, którego względy odrzuciła? A może dogoniła ją przeszłość? Czy to dobry moment na angażowanie się w związek z mężczyzną, który ma problemy z własną przeszłością? Prawdopodobnie nie, podpowiada jej rozsądek. Ale uczucia mówią coś zupełnie innego.
" źródło
 
Mój stosunek do Sparksa jest dość dziwny - chyba sama nie potrafię go określić. Parę ładnych lat temu zaczytywałam się w "Pamiętniku" (który do tej pory uważam za prawdziwy hit!) oraz "Jesiennej miłości". Z czasem jednak przestałam sięgać po powieści autora, dostrzegając w nich coraz więcej wad. Nie potrafię sobie jednak odmówić obejrzenia ekranizacji. Choć w książkach mam ogromne braki, to nich filmowe adaptacje widziałam chyba wszystkie. Jedne są lepsze, inne gorsze, jednak nie potrafię ich sobie darować.
 
Dlaczego sięgnęłam akurat po "Spójrz na mnie"? Powodów jest kilka. Po pierwsze - zdecydowanie przemówił do mnie argument, że książka spodoba się również fankom powieści detektywistycznych. To znak, że historia może być czymś więcej niż tylko romansem! Po drugie -  czas wreszcie znaleźć "swój gatunek", więc jakiś czas temu zdecydowałam się jeszcze w tym roku sięgnąć po skrajnie odmienne powieści i tak też po thrillerze o seryjnym mordercy i młodzieżowym melodramacie nastał czas na typowy romans. Nie ukrywam jednak, że decyzja, aby była to właśnie ta, a nie inna książka autora zapadła również dlatego, że po prostu właśnie ten tytuł został ostatnio wydany - nowości chyba zawsze kuszą najbardziej!

Było mniej więcej tak, jak się spodziewałam. Choć książki Sparksa są kompletnie różne, łączy je jedno - jest tutaj cała masa dramatycznych wydarzeń. Bohaterowie bywają w różnym wieku, czasami są zupełnie młodzi, innym razem - młodość mają już za sobą. Czasami dopiero wkraczają w dorosłe życie, a czasami to ludzie po przejściach, którzy chcą zacząć na nowo. I zastanawiam się, czy fani (a raczej fanki) autora nie są masochistkami, skoro tak zgrabnie manipuluje on czytelnikiem. Najpierw pozwala nam polubić swoich bohaterów, po czym zsyła na nich wszystkie możliwe nieszczęścia świata.

W tym przypadku pierwsze skrzypce grają Maria i Collin. Ona jest dość typową, sympatyczną dziewczyną, on z kolei to raczej zły chłopiec, jednak, przewrotnie, jest dość nietuzinkowy. Collin bardzo szybko przyznaje się do swojej (niezbyt chlubnej) przeszłości i jest w tym rozbrajająco szczery. Uczucie rodzące się między tą dwójką jest dość oczywiste dla czytelnika. Szybko również możemy się domyślić, że nad szczęściem naszych bohaterów czyha niebezpieczeństwo. Wszystko wskazuje na to, że Marię ktoś prześladuje, a niemiłe niespodzianki, które na nią czekają stają się coraz bardziej niebezpieczne...

Niestety nie postawię "Spójrz na mnie" na równi z "Jesienną miłością" czy "Pamiętnikiem". Zabrakło mi przede wszystkim chemii między głównymi bohaterami i magii, na którą szczerze liczyłam. Będąc szczera muszę przyznać, że wstęp nieco mnie znudził. Rekompensuje to jednak wątek kryminalny - autor wypadł całkiem nieźle, choć zupełnie się tego nie spodziewałam.

Ocena: 7/10
Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję:
www.wydawnictwoalbatros.com/
 

niedziela, 13 listopada 2016

"Czy wspominałam, że za Tobą tęsknię?" Estelle Maskame

źródło
Tytuł: Czy wspominałam, że za Tobą tęsknię?
Autor: Estelle Maskame
Wydawnictwo: Feeria
Stron: 330

"Eden i Tyler po raz ostatni widzieli się rok temu. W Nowym Jorku wiele się między nimi wydarzyło, a ich płomienny romans zakończył się rodzinną awanturą. I wtedy Tyler zniknął. Eden sama musiała stawić czoła wściekłej rodzinie, żyć z etykietką niemoralnej pannicy w oczach bliskich i całego Santa Monica, a później z trudem przyjąć do wiadomości, że pomiędzy nią i Tylerem wszystko skończone. Aż w końcu cała miłość, jaką czuła, wyparowała. Zamiast niej pojawił się gniew. Gdy Tyler znów pojawia się na horyzoncie, nic nie jest takie jak dawniej. Czy Eden mu wybaczy? Czy dla niej i Tylera jest jeszcze w ogóle jakaś szansa? Czy ich rodzina się ostatecznie nie rozpadnie?
Ostatni tom bestsellerowej serii." źródło

"Czy wspomniałam, że za Tobą tęsknię?" to już trzeci i ostatni tom serii "DIMLY". Pozostałe okazały się pozytywnym zaskoczeniem - w naszym kraju wydaje się chyba niewiele książek o romansie pomiędzy przyrodnim rodzeństwem (a przynajmniej ja na takie nie trafiam). Pomimo lekkich kontrowersji, powieści Estelle Maskame okazały się naprawdę uroczym romansem pomiędzy dwójką młodych ludzi.

Ciężko sięga się po ostatni tom - uczucie, że będziemy musieli pożegnać się z bohaterami raz na zawsze sprawia, że mamy ochotę odwlec lekturę. I tak też zrobiłam z "Czy wspomniałam, że za Tobą tęsknię?" W końcu jednak ciekawość wzięłam górę i chęć poznania dalszych losów Eden i Tylera okazała się silniejsza. Jedno jest pewne - taka lektura potrafi umilić nawet najbrzydszy jesienny wieczór.

Estelle Maskamme napisała książkę, która stała się hitem zanim jeszcze została wydana. Autorka zamiesiłam powieść na Wattpad i już wtedy zaskarbiła sobie sympatię mnóstwa czytelniczek. Wspominam o tym nie bez powodów. Spotkałam się już z kilkom powieściami, które zasłynęły właśnie dzięki tej platformie i widzę pewną zależność, która sprawdza się również w tym przypadku. Mówiąc w skrócie - książka może i ma swoje wady, jednak nie bez powodu jest uwielbiana przez rzesze młodym kobiet. Po prostu piekielnie wciąga. Do tego stopnia, że przestajemy się zastanawiać, czy cokolwiek nas irytuje - czerpiemy przyjemność z lektury i tyle!

Poprzedni tom zakończyłam z lekką antypatią w stosunku do Tylera. Teraz, rozpoczynając trzecią część, mogłam wręcz powiedzieć, że go nie lubię. I nie tylko ja, bo wszystko wskazuje na to, że Eden już się wyleczyła z nieszczęśliwej miłości do przyrodniego brata. Ten rok był niesamowicie trudny, a dziewczyna musiała sama radzić sobie ze wszystkim. Czy jednak będzie w stanie zachować zimną krew, gdy Tyler w końcu wróci?

Tutaj również nie brakuje akcji i emocji. Autorka przez wszystkie części skupia się przede wszystkim na romansie między dwójką głównych bohaterów i nie można zaprzeczyć, że on jest najważniejszy. Jeśli nie lubicie miłosnych historii, "DIMLY" z pewnością nie przypadnie Wam do gustu. Jeśli je kochacie i tak seria przypadnie Wam do gustu. Mogłabym zacząć teraz wyliczać wady powieści Eselle Maskame, jednak w tym przypadku po prostu nie ma to sensu. Jak już wspomniałam - książka wciąga, a my kibicujemy gorąco głównym bohaterom, a rzeczy takie jak choćby schematyczne zachowania zwyczajnie przestajemy zauważać.

Myślę, że tych z Was, którzy czytali "Czy wspomniałam, że Cię kocham?" oraz "Czy wspomniałem, że Cię potrzebuję?" nie muszę przekonywać, aby sięgnęli i po tę książkę.  Finał tej romantycznej przygody po prostu trzeba poznać!

Ocena: 7/10

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:
http://wydawnictwofeeria.pl

czwartek, 10 listopada 2016

"Ogień za ogień" Jenny Han, Siobhan Vivian

Tytuł: Ogień za ogień
Autor: Jenny Han, Siobhan Vivian
Wydawnictwo: Feeria
Stron: 488

"Plan Lilli, Mary i Kat był idealny. Wspólnie, w najgłębszej tajemnicy, ukarały swoich wrogów. Sprawiły, by cierpieli. Sprawiedliwości w końcu stało się zadość.
Ale Bal Absolwentów nie potoczył się tak, jak sobie tego życzyły. Wszystko wymknęło się spod kontroli.
Teraz, choć nęka je poczucie winy, dziewczyny muszą po prostu się pozbierać i zapomnieć o tym, co się wydarzyło, i o umowie, którą zawarły. Ale z cichą, łagodną Mary jest naprawdę źle. Przepełnia ją gwałtowny gniew, który może sprawić, że komuś stanie się krzywda.
Raz rozpalonego ognia nie da się ugasić…" źródło

Lillia, Kat i Mary nie mają ze sobą zbyt wiele wspólnego. Lillia to popularna księżniczka, która siedzi przy tym najważniejszym stoliku i trzyma się z tymi, z którymi trzymać chcą się wszyscy. Kat to rockowa buntowniczka, która robi co ma ochotę, kiedy ma ochotę. A Mary? Nieśmiała i wyciszona samotniczka, która chciałaby tylko gdzieś przynależeć. Co łączy tę niezwykłą trójkę? Jeszcze nieco ponad miesiąc temu odpowiedź na to pytanie brzmiałaby: nic. Teraz jednak dziewczęta mają wspólny sekret, który nigdy nie powinien ujrzeć światła dziennego, a przecież wszyscy doskonale wiemy, że nic nie łączy tak, jak tajemnice.

Gdybym miała porównać serię napisaną wspólnie przez Jenny Han i Siobhan Vivian do książek, które już znam było to Pretty Little Liars. Brak tu wątków fantastycznych, jednak historia pełna jest intryg, tajemnic i nieczystych zagrań. Tutaj też z pozoru niewinne zagrania nastolatek wymykają się spod kontroli i niosą za sobą poważne skutki.

Wszystkie trzy bohaterki wzbudziły sympatię czytelników, kiedy poznaliśmy je w pierwszym tomie. Tutaj już od pierwszych stron mamy wątpliwości, kto tak naprawdę jest ofiarą, a kto oprawcą. Motywy przestają być oczywiste, a zemsta adekwatna do przewinień. Wydaje mi się, że moc tej historii polega na tym, że z pozoru banalna i naiwna powieść, szybko okazuje się być czymś o wiele poważniejszym. Historię poznajemy naprzemiennie z punktu widzenia wszystkich trzech bohaterek, dzięki czemu lektura jest urozmaicona.

Bardzo dużym plusem tej powieści jest fakt, że piekielnie wciąga. Podczas lektury pierwszego tomu obgryzałam paznokcie zastanawiając się, że zaplanowana przez dziewczyny zemsta się powiedzie i w jaki sposób przebiegnie. Teraz z kolei zastanawiamy się, czy prawda wyjdzie na jaw i jakie będą tego konsekwencje. Z jednej strony, czytelnik jest przecież w stanie obiektywnie ocenić sytuację, z drugiej jednak historia opisana jest w taki sposób, że nie sposób nie wczuć się w sytuację bohaterek i nie podzielać ich lęku.

Jeżeli chodzi o minusy - jedna z dziewczyn jest niesamowicie irytująca. Rozumiem, że założeniem autorki było pokazanie możliwie najbardziej urozmaiconych postaci, aby pokazać kontrast między nimi, jednak o ile w przypadki Lillii i Kat się to sprawdza, o tyle ostatnia z dziewczyn kompletnie mi nie pasuje. W pierwszej części myślałam, że to po prostu nieśmiała samotniczka, teraz jednak uważam, że momentami staje się zwyczajnie absurdalna

"Ogień za ogień" to godna kontynuacja książki "Ból za ból". Jest równie, o ile nie bardziej wciągająca. Seria jest w moim odczuciu miłą odmianą od powtarzalnych historii o nadprzyrodzonych zdolnościach, antyutopii oraz New Adult.

Ocena : 7/10
 
Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:
http://wydawnictwofeeria.pl

niedziela, 29 maja 2016

"W dziczy" Fiona Wood

źródło
Tytuł: W dziczy
Autor: Fiona Wood
Wydawnictwo: Jaguar
Stron: 376

"Szesnastoletnia Sib wybiera się na zieloną szkołę – wraz z klasą ma cały semestr spędzić w spartańskich warunkach zagubionego w górach obozu, gdzie poza mnóstwem nauki czeka ją mnóstwo wysiłku fizycznego i groza wspólnego mieszkania z rówieśnikami. Tego wszystkiego Sib mogła się oczywiście spodziewać. Czy jednak  poradzi sobie, gdy do tych problemów dojdzie głęboki kryzys w przyjaźni i coraz bardziej skomplikowana historia miłosna?
Natomiast Lou – nowa dziewczyna w klasie – ani myśli się integrować i dostosowywać do nowych kolegów i koleżanek. Wciąż przeżywa dramat, który rozegrał się w jej życiu prawie rok wcześniej i chce jedynie, by wszyscy dali jej święty spokój. Do świata żywych wraca dopiero, gdy nie może dłużej znieść intryg, których sieć coraz mocniej oplata Sib i jej najlepszą przyjaciółkę Holly." źródło

"W dziczy" przywodzi na myśl powieści dla młodzieży, które czytałam kilka lat temu. Nie wiem skąd wzięło się to skojarzenie, jednak coś w tej książce przyciąga uwagę. Przyznam szczerze - kompletnie nie wiedziałam, czego się spodziewać, jednak bardzo interesująca okładka i zwyczajne przeczucie sprawiły, że zapragnęłam dowiedzieć się, co tak naprawdę kryje się w środku.

Sib i Lou uczęszczają do dość niezwykłej szkoły. Właśnie rozpoczynają całosemestralny wyjazd do górskiego obozu. Czekają je iście spartańskie warunki, bez jakichkolwiek udogodnień, do których przyzwyczajona jest dzisiejsza młodzież. Historię poznajemy z punktu widzenia dwóch głównych bohaterek - Sib, która jest typową nastolatką, której zależy na opinii rówieśników oraz Lou, której przestało zależeć na czymkolwiek po tragedii, która ją dotknęła. Okazuje się, że te dwie, z pozoru zupełnie inne nastolatki, łączy dużo więcej niż moglibyśmy się tego spodziewać, a dzicz ułatwia nie tylko im, lecz wszystkim bohaterom tej historii pokazać swoje prawdziwe oblicze.

Powieść Fiony Wood okazała się o wiele poważniejszą historią niż się tego spodziewałam. Sibilla wydaje się postacią dość powierzchowną - bardzo zależy jej na akceptacji otoczenia. Szybko okazuje się jednak, że granica, po której stąpa jest dość cienka, a niektórych decyzji nie da się cofnąć. Mówiąc w skrócie - robi głupoty, jak każda nastolatka, jednak, gdy poznajemy ją bliżej okazuje się mądrą i sympatyczną dziewczyną, po prostu nieco zagubioną.

Historia Sibilli to jednak dopiero połowa tej powieści. Drugą z głównych ról gra tutaj Lou. Ta bohaterka, w przeciwieństwie do Sib, ma kompletnie gdzieś zdanie otoczenia. Obóz traktuje jako zło konieczne, rówieśników - również. Dziewczyna przeżywa własny dramat - rok temu cały jej świat legł w gruzach i nic nie jest w stanie go naprawić. W dziczy uczy się jednak, że nawet po najgorszej burzy może przyjść słońce i nie da się pozostać na wszystko obojętnym.

Największym zaskoczeniem okazało się skupienie na psychice bohaterów. Autorka pokazuje nam, jak różne problemy mogą dotykać nastolatków oraz że każdy z nich jest inny i inaczej radzi sobie z problemami. Widzimy choćby okrucieństwo i intrygi, które mogą doprowadzić do załamania nerwowego czy granice, jakie mogą przekroczyć młodzi ludzie, aby tylko sprostać oczekiwaniom rówieśników. Myślałam, że będzie to lekka opowiastka o wakacjach w obozie - nic bardziej mylnego. Nasi bohaterowie zmagają się z prawdziwymi problemami.

Myślę, że naprawdę warto sięgnąć po tę książkę. Wiem, że wiele z Was odrzuciło ją, myśląc, że jest przeznaczona dla młodszych czytelników, jednak uważam, że może spodobać się każdemu, niezależnie od wieku.

Ocena: 7/10

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu:

wtorek, 17 maja 2016

"Tak słodko..." Tammara Webber

źródło
Tytuł: Tak słodko... 
Autorka: Tammara Webber
Wydawnictwo: Jaguar
Stron: 398

"On jest miłością jej życia, chociaż o tym nie wie. Ona  jest jego chwilą wytchnienia w tym wymagającym przetrwania życiu. Był zraniony i dziki, ale potrafił się dostosować. Ona zawsze była posłuszna. Teraz jest niespokojna. Pearl Torres Frank spędzając lato w domu nauczyła się dwóch rzeczy: Boyce Winn jest ucieleśnieniem wszystkiego, od czego powinna trzymać się z dala i wszystkim tym, co sprawia, że chce być blisko. Zbuntowany i głośny. Nie dbający o to, co myślą o nim ludzie. Namiętny. Silny. Niebezpieczny. I jest jeszcze jedna cecha, którą chowa przed wszystkimi, ale nie przed nią: Słodki." źródło

New Adult jest aktualnie gatunkiem, po który sięgam chyba najczęściej. Doskonale pamiętam jednak czas, kiedy bardzo ciężko było znaleźć powieść, w której główni bohaterowie są studentami. Wiecznie trafiałam na historie, które toczyły się za murami liceum oraz takie, których bohaterki były po trzydziestce, miały męża oraz dzieci. Aż wreszcie... trafiłam na "Tak blisko". Wreszcie udało mi się znaleźć powieść, gdzie postacie były w wieku 20+! Ale to jeszcze nie wszystko - książka Tammary Webber kompletnie mnie zauroczyła, skradła moje serce i na zawsze zapisała się w pamięci, jako jedna z ulubionych - w końcu nie często trafia się na swoje 10/10.

Do Tammary Webber chyba zawsze będę miała słabość. Z radością sięgnęłam nawet po "Tak krucho", choć z reguły unikam powieści opowiadających na nowo znaną mi już historię, tyle, że z punktu widzenia innego bohatera. Nie mniej jednak tę książkę przeczytałam i nawet nieźle się przy tym bawiłam. Oczywiste było również, że i po "Tak słodko" sięgnę - wręcz nie mogłam się doczekać premiery. Muszę jednak przyznać, że po książce spodziewałam się naprawdę wiele, być może zbyt wiele, bo bardzo rzadko trafia się na książki równie dobre, co pierwsza powieść autorki.

Dawno, dawno temu mały chłopiec ocalił jeszcze mniejszą dziewczynkę. Od tej pory stał się jej osobistym obrońcą. Teraz oboje już dorośli, a ich drogi nieco się rozeszły. Pearl jest poukładana i grzeczna, a jej plan na życie już dawno został ustalony. Tyle tylko, że choć i rodzice, i chłopak uważają, że wiedzą, co będzie dla niej najlepsze, sama bohaterka ma poważne wątpliwości. W końcu, ten jeden, jedyny, raz postanawia postawić na swoim i... zostaje sama. Na szczęście z pomocą przychodzi Boyce - zbuntowany chłopak, który nie pochodzi z dobrej rodziny, a i jego ścieżka kariery (przynajmniej wg matki Pearl) pozostawia wiele do życzenia. On jednak jest osobą, która słucha i stara się zrozumieć naszą bohaterkę.

Tej powieści postawiłam poprzeczkę bardzo wysoko i być może to jest główny problem. "Tak blisko" było pierwszym New Adult, jakie przeczytałam. I choć nie da się zaprzeczyć, że książka jest świetna, to z pewnością nie bez znaczenia jest fakt, że wcześniej nie znałam tego gatunku - pewnie dlatego mam do niej taką słabość. Pamiętam magię, jaka towarzyszyła mi lekturze, byłam  po prostu zachwycona. Przede wszystkim zachwyciła mnie chemia pomiędzy bohaterami - autorce udało się stworzyć po prostu zachwycający związek. Jeżeli jednak chodzi o "Tak słodko", to tej chemii właśnie najbardziej mi brakowało.

Nie oznacza to, że powieść mi się nie podobała, wręcz przeciwnie. Interesująco wypadli nie tylko bohaterowie, ale i kontrast pomiędzy nimi. Pearl, która nie od zawsze znała luksus, a jednak jej matka ma naprawdę duże oczekiwania - wszystko albo nic. Boyce, którego rodzice zdecydowanie nie spisali się zbyt dobrze, a jednak, mimo buntowniczego nastawienia radzi sobie bardzo dobrze. Ta dwójka kompletnie do siebie nie pasuje, a jednak od wielu lat pozostają przyjaciółmi. Jedyne, czego mi brakuje to ta chemia, którą dostrzegłam w pierwszej części.

Warto wspomnieć również o postaciach pobocznych - mimo skupienia akcji przede wszystkim wokół Pearl i Boyca, autorka nie zapomniała również innych, drugoplanowych bohaterach. Wypadają barwnie - na uwagę zasługują choćby rodzice głównej dwójki, jednak moją absolutną faworytką jest Sam - dziewczyna, która rozpoczyna pracę w warsztacie samochodowym. W tej dziewczynie po prostu wszystko jest nietypowe. Co prawda poznajemy jej historię w dużym skrócie, a jednak muszę przyznać, że chwyta ona za serce.

Jeśli tak jak ja pokochaliście "Tak blisko" na pewno nie muszę Was namawiać na lekturę i tej części. Nie powtarzajcie jednak mojego błędu i nie stawiajcie poprzeczki zbyt wysoko. To bardzo dobra książka. I tyle.

Ocena: 7/10

Za możliwość poznania tej cudownej historii serdecznie dziękuję wydawnictwu:

niedziela, 15 maja 2016

"Labirynt na ciebie poluje" Rainer Wekwerth

źródło
Tytuł: Labirynt na ciebie poluje
Autor: Rainer Wekwerth  
Wydawnictwo: YA! 
Stron: 416
 
"León, Jenna, Jeb, Mary i Misza – piątka ocalałych nastolatków, którzy przemierzają tajemniczy labirynt światów, by móc odzyskać wolność i ocalić własne życie. Żeby ktoś się wydostał z labiryntu, ktoś inny musi w nim zostać. Podejmując się nieludzkich wyzwań
i prób, docierają do krain, jakich wcześniej nie widzieli, albo takich, które nazbyt przypominają im rodzinne strony. Zostają sam na sam z prześladującą ich przeszłością, własnymi lękami i koszmarami. Kto z nich ocaleje i dotrze do końca piekielnego labiryntu?
Książka dla fanów Więźnia labiryntu." źródło

Uwaga: Recenzja zawiera spojlery z pierwszej części.

Niedawno miałam przyjemność sięgnąć po "Przebudzenie labiryntu". O dziwo, mimo wszelkich obaw, książka okazała się świetna i, co najważniejsze, wcale nie miała wiele wspólnego z inną powieścią z "labiryntem" w tytule, a miałam niepokojące przeczucie, że tak właśnie będzie. W rzeczywistości polubiłam bohaterów i z wypiekami na twarzy, razem z uczestnikami przedziwnej gry, przemierzałam kolejne światy. To, że sięgnę po "Labirynt na ciebie poluje" było oczywiste - pewnie nawet gdybym uznała pierwszą część za średniaka i tak zdecydowałabym się przeczytać kontynuację. Choćby po to, żeby dowiedzieć się, kogo tym razem postanowi uśmiercić Rainer Wekwerth.

Powieść rozpoczyna się w momencie, gdy nasi bohaterowie przekroczyli już drugą bramę. Została ich już tylko piątek - Leon, Jenna, Jeb, Mary i Misza (i nie jest to żaden spojler, bo dokładnie taka informacja zawarta jest w opisie książki). Tym razem trafiają do kolejnego świata, który w niczym nie przypomina poprzednich. Przepowiednia, którą przeczytał Jeb, coraz bardziej zaczyna mieć odzwierciedlenie w rzeczywistości. Nasi bohaterowie przekonują się również, że najlepiej działają w grupie. Ale jak to zrobić, skoro bram jest zawsze o jedną mniej niż uczestników gry? Kto tym razem nie będzie mógł przekroczyć drzwi do kolejnego ze światów?

Tak, jak się spodziewałam, ta część w niczym nie ustępuje poprzedniej. Ma wszystko, czego oczekiwałam - napięcie, które trzyma nas do ostatnich stron i akcję, która wciąga na długie godziny. Ogromnym plusem jest to, że naprawdę nie wiedziałam czego się spodziewać ani jeżeli chodzi o światy, w których przebywają nasi bohaterowie, ani jeżeli chodzi o typowanie, któremu z nich uda się przekroczyć bramę. Jedyne, co mogę zdradzić, to że Rainer Wekwerth niejednokrotnie zaskakuje.

Tak, jak się spodziewałam, w kontynuacji wątki romantyczne nabierają tempo. Już w pierwszej części nietrudno było się domyślić, że Jeb i Jenna mają się ku sobie. Pozostaje również Leon oraz Mary, który co prawda na początku pałali do siebie niechęcią, ale przecież nie od dziś wiadomo, że od miłości do nienawiści niedługa droga. Do tego pozostaje jeszcze Misza, który... No właśnie.

Ogromnym plusem jest oczywiście to, że żadna z postaci nie jest najważniejsza. Naprzemiennie poznajemy historię z punktu widzenia każdego z nich, a co za tym idzie nie jesteśmy w stanie przewidzieć, kto przejdzie przez bramę. Zazwyczaj w tego typu powieściach drogą dedukcji możemy dojść do wniosku, że osoba, która pojawia się najczęściej wygra, a ta, o której czytamy rzadko - zginie jako pierwsza. W tym przypadku wszystko jest wielką niewiadomą.

Jestem pewna, że wszyscy, którzy tak jak ja pokochali "Przebudzenie labiryntu" nie będą zawiedzeni również tą częścią. A mnie nie pozostaje nic innego, jak czekać na III tom, aby wreszcie dowiedzieć się, jak to wszystko się skończy.

Ocena: 7/10
Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję: 

sobota, 7 maja 2016

"Przebudzenie labiryntu" Rainer Wekwerth

źródło
Tytuł: Przebudzenie labiryntu
Autor: Rainer Wekwerth
Wydawnictwo: YA!  
Stron: 352

"Siedem osób, sześć bram, trzy dni i niezliczona ilość pułapek. Grupa nastolatków nie ma pojęcia, jak znalazła się w innym wymiarze. Otaczają ich ściany wyimaginowanego labiryntu. Jeden fałszywy krok może zmienić ich los, błędny wybór zaprowadzić w ślepy zaułek. Kto z nich przetrwa i zdąży wydostać się z labiryntu, który zdaje się śledzić każdy ich ruch? Labirynt nie daje odpowiedzi, stawia tylko pytania…
Czas ucieka, a żadne z nich nie czuje, aby udało się mu zbliżyć do rozwiązania mrocznej zagadki. Autor książki Rainer Wekwerth dostał w 1999 roku Krajową Nagrodę dla dzieci i młodych dorosłych Literatura Badenii-Wirtembergii.
" źródło

Siedmioro nastolatków budzi się w nieznany miejscu. Niczego nie pamiętają, są nadzy, a dopóki nie odnajdą siebie nawzajem - sami. Jeb, Jenna, Leon, Kathy, Mary, Misza i Tian - wszyscy mają naście lat, ale to zdaje się być jedynym, co ich łączy. Nasi bohaterowie wiedzą co muszą zrobić - dotrzeć do bramy, przejść przez nią i tak kolejne siedem razy. Problem polega na tym, że choć nastolatków jest siódemka, to bram będzie jedynie sześć, a w każdym z kolejnych światów - o jedną mniej. 

"Przebudzenie labiryntu" skojarzyło mi się (jak chyba większości z Was) z "Więźniem labiryntu". Już po kilku stronach zdajemy sobie jednak sprawę, że te książki mają niewiele wspólnego. Poza faktem, że w obu powieściach bohaterowie nie wiedzą gdzie i dlaczego się znajdują, praktycznie nic ich nie łączy. Powieść Rainer Wekwerth to raczej historia utrzymana w klimacie "Igrzysk śmierci" czy "Gone" - fani tych serii na pewno nie będą zawiedzeni.

Powieść skupia się na siódemce głównych bohaterów. To sporo, szczególnie kiedy przyzwyczajeni jesteśmy, że akcja toczy się wokół jednej - dwóch osób. Tutaj jednak sprawdza się to doskonale - mamy mnóstwo zupełnie różnych charakterów, indywidualne jednostki. Jedni dobrze radzą sobie z logicznymi zagadkami, inni z kolei wykazują się w momencie, gdy potrzeba siły fizycznej. Co więcej - nie jesteśmy w stanie przewidzieć kto odpadnie w kolejnym świecie. Gdybyśmy poznawali akcję oczami jednego bohatera, byłoby niemal oczywiste, że to dla niego wędrówka skończy się pomyślnie. W przypadku siódemki nic nie jest pewne.

Tytułowy "labirynt" sugeruje, że celem jest odnalezienie prawidłowej z krzyżujących się dróg. W rzeczywistości wygląda to nieco inaczej. Nasi bohaterowie poruszają się pomiędzy światami, a labirynt jest raczej metaforą. Mówiąc w skrócie - muszą dotrzeć do bramy. W międzyczasie pojawiają się rozmaite przeszkody. Takie, które są realnym zagrożeniem dla wszystkich i wszystkich przerażają tak samo. Są jednak też te, które dotykają lęków poszczególnych osób i mają na celu wytrącić z równowagi konkretną osobę. Kto okaże się najsilniejszy?

Nie zdradzając zbyt wiele mogę dodać, że pierwszej części wędrujemy wraz z bohaterami przez dwa światy. I chyba sprawdzi się tutaj moja teoria, że skoro są trzy tomy, a światów dwa razy więcej, to w każdym tomie uczestnicy dwa razy przekraczać będą światy. Kto zakończy tę wędrówkę pomyślnie? Muszę przyznać, że nie mam pojęcia. Mam pewne przypuszczenia, ale czy okażą się słuszne? To zapewne okaże się w kolejnych częściach.

"Przebudzenie labiryntu" pozytywnie mnie zaskoczyło. Spodziewałam się kolejnej historii bardzo przypominającej te, które już znam. Okazało się jednak, że powieść Rainer Wekwerth jest oryginalna, wciągająca i dobrze napisana. A zakończenie ciekawi nas tak bardzo, że po prostu nie sposób nie przeczytać kolejnych dwóch części.

Ocena: 7/10

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję: 

wtorek, 26 kwietnia 2016

"Wszystkimi zmysłami" Rebecca Yarros

źródło
Tytuł: Wszystkimi zmysłami
Autor: Rebecca Yarros 
Wydawnictwo: Amber
Stron: 320

"Gdy stracisz wszystko, zawsze zostanie ci miłość…
„Mama wiedziała. Dlatego nie poszła otworzyć. Kiedy tylko zapukali do drzwi, wiedziała, że tata nie żyje…”
Dwudziestoletnia Ember też wiedziała. Wizyta dwóch oficerów oznaczała, że jej tata nie wróci do domu. Ale nie wiedziała, jak ma znaleźć siłę, żeby zaopiekować się swoją rozpadającą się rodziną, kiedy mama pogrąży się w rozpaczy. I kiedy ona sama stanie na skraju rozpaczy.
Wtedy pojawił się Josh. Jej dawna miłość z liceum, gwiazda hokeja, mężczyzna, który teraz chce jej pomóc – wbrew jej samej. Wystarczy jego jedno spojrzenie, jeden dotyk i ból znika. Kiedy on jest przy niej, Ember zaczyna wierzyć – w siebie i w nich razem. Dopóki to, co ukrywa Josh, znów nie roztrzaska jej świata…
źródło

Bardzo lubię powieści New Adult. Wiele z nich łączy podobny schemat, jednak każda zaskakuje na swój sposób. Cenię te historie na romantyzm, ale też surowość - bardzo często bohaterki zmagają się ze strasznymi przeżyciami i demonami z przeszłości. Jedną z moich ulubionych serii jest "New adult" od wydawnictwa Amber - mimo, że nie potrafię zapamiętać tytułów i okładek (wszystkie wydają mi się strasznie podobne), to same powieści są najczęściej świetne. Moją ulubioną jest "Zaczekaj na mnie" J.Lynn - chyba pierwsza z książek tej serii, po które sięgnęłam. Być może to sentyment, jednak od czasu poznania tej historii, żadna również mocno nie zawładnęła moim sercem. Być może "Wszystkimi zmysłami" się uda?

Książka uderza nas już od pierwszych stron. Znacie to uczucie, kiedy jest tak źle, że dzwonek do drzwi lub dźwięk telefonu jest niemal równoznaczny z tragedią? Ember i jej mama wie. Tego pamiętnego dnia, była pewna. A jednak... ktoś musi otworzyć te drzwi, zmierzyć się z tym, co nieuniknione. I tak właśnie Ember dowiaduje się, że jej ojciec nie żyje, a świat nigdy już nie będzie taki sam.

W czasie, gdy nic dobrego zdarzyć się nie może pojawia się Josh. Chłopak, którego Ember skrycie darzyła uczuciem. Właśnie on potrafi choć na chwilę odwrócić uwagę dziewczyny, od czarnej otchłani, w której się znalazła. A przecież jasne jest, że chwytamy się czegoś, co pomaga nam zapominać o bólu. I tak też Ember znajduje swoją bezpieczną przystań. W żadnym razie nie jest przygotowana na to, co ukrywa przed nią Josh.

"Wszystkimi zmysłami" wzrusza od samego początku. Pierwsza scena jest niesamowicie ważna, a w tym przypadku wprowadza czytelnika w smutny nastrój. Nie oznacza to jednak, że cała ta historia jest jedynie depresyjna. To raczej opowieść o zaczynianiu od nowa, radzeniu sobie z traumatycznymi wydarzeniami i sile ducha, jaką każdy z nas nosi w głębi siebie.

Powieść napisana przez Rebeccę Yarros jest bardzo udaną książką, jednak należy pamiętać, że to New Adult, a ten gatunek rządzi się swoimi prawami. Po pierwsze główną bohaterką jest młoda dziewczyna, która mimo wyjątkowej wrażliwości musi znaleźć w sobie siłę. Po drugie - fantastyczny przystojniak, który akurat na nią zwrócił swoją uwagę. Mówiąc krótko - mężczyzna idealny, przynajmniej do czasu, gdy na światło dzienne wychodzą jego tajemnice. Całość doprawiona jest szczyptą erotyki i codziennych problemów, a kończy się mimo wszystko happy endem. Jeżeli tego typu historie do Was nie przemawiając, możecie dać sobie spokój, ponieważ "Wszystkimi zmysłami" to New Adult pełną gębą. Jeżeli jednak jesteście fanami gatunku, ta powieść na pewno przypadnie Wam do gustu, a może nawet zaskoczy.

Ocena: 7/10

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję: 
http://www.amber.sm.pl

wtorek, 12 kwietnia 2016

"Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno" Kirsty Moseley

Tytuł: Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno
Autor: Kirsty Moseley
Wydawnictwo: Harper Collins
Stron: 352

"Od zawsze unikam jakiegokolwiek fizycznego kontaktu. Dotykać może mnie tylko mama, mój brat Jake i... Liam. Od ośmiu lat co wieczór chłopak z domu naprzeciwko zakrada się przez okno do mojej sypialni i zasypiamy niewinnie przytuleni. Gdyby Jake wiedział, że Liam spędza u mnie każdą noc, chyba by go zabił. Liam to największe szkolne ciacho. Szaleją za nim wszystkie dziewczyny, a on zmienia je jak rękawiczki. Nie mogę go rozgryźć. W dzień zachowuje się jak megadupek, a w nocy jest ciepły i kochany. Wiem, że nie mogę się w nim zakochać – związki Liama nie trwają dłużej niż kilka nocy..."

"Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno" ma w sobie to bliżej nieokreślone "coś", co sprawiło, że z niecierpliwością czekałam na jej premierą. I nawet nie do końca pozytywne opinie, nie zdołały zniechęcić mnie do lektury. Zakładałam co prawda, że bohaterowie będą trochę starsi,  a powieść okaże się typowym New Adult. Amber i chłopcy chodzą jednak do liceum, a książka Kirsty Moseley to typowa powieść dla nastolatków.

Amber mieszka z mamą i bratem - Jake'iem. Jej ojciec, który znęcał się nad rodziną, odszedł. Teraz, kiedy rodzicielka ma na głowie utrzymanie rodziny i prawie nie ma jej w domu, rodzeństwo praktycznie mieszka we dwójkę. A może raczej w trójkę, bo Liam, sąsiad i najlepszy przyjaciel Jake'a, spędza u nich całe dnie i... noce. Choć Amber i Liam w ciągu dni nie szczędzą sobie docinków, w nocy, mają swoisty rytuał. Od dzieciństwa, chłopak zakrada się przez okna i spędza noce w łóżku bohaterki. Nigdy do niczego między nimi nie doszło, jednak przez lata przyzwyczaili się do swojego towarzystwa i praktycznie nie potrafią spać oddzielnie. Jedynie bliskość chłopaka jest w stanie uchronić Amber przed koszmarami.

"Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno" to typowa, niemal filmowa, amerykańska opowieść. Główna bohaterka jest piękną dziewczyną z problemami. Jej brat i jego najlepszy przyjaciel wzbudzają zachwyt szkolnych koleżanek, choć to łamacze serc, którzy wolą jednorazowe przygody niż związek. Zupełnie inaczej zachowują się oczywiście wobec Amber - dla niej obaj chłopcy potrafią zmienić się w naprawdę słodkich i opiekuńczych.

Książka to przede wszystkim romans z lekką nutką dramatu. Bardzo ważnym wątkiem jest znęcający się nad rodziną ojciec, który z pewnością zrobiłyby jeszcze poważniejszą krzywdę głównej bohaterce, gdyby nie jej obrońcy. Niemniej jednak historia jest dość cukierkowa, a czytelnikowi przez cały czas towarzyszy uczucie, że nic złego tak naprawdę zdarzyć się nie może i jesteśmy skazani na happy end. Mimo tego, książkę czyta się naprawdę przyjemnie, a słodki klimat nie jest jakoś szczególnie drażniący.Trochę zirytowała mnie jedynie końcówka, jednak oprócz tego powieść czyta się naprawdę przyjemnie i z pewnością można się przy niej odprężyć.

Być może ta historia nie zapisze się w mojej pamięci na zawsze, jednak ma w sobie coś, co sprawia, że bardzo miło wspominam lekturę. Jest dobrze napisana, wciągająca, ot, miła, lekka i przyjemna lektura na wiosnę.

Ocena: 7/10

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu:
http://harpercollins.pl/

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...