Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura polska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 stycznia 2018

"Fake it" Sandra Nowaczyk

Tytuł: Fake it
Autor:  Sandra Nowaczyk
 Wydawnictwo: Feeria
Stron: 288

"Czy poznałaś kiedyś kogoś takiego, kto wydawał się odbiciem twojej duszy? Kogoś, z kim rozumiesz się bez słów i z kim każda chwila nabiera milionów znaczeń? Bez kogo życie stanie się całkiem puste?
 
Sparks postanawia skończyć ze sobą. Jej analityczny umysł nie widzi innego rozwiązania… Życie straciło dla niej sens, gdy wiele lat temu zniknęła jej mama. Wszystko już zaplanowane – do zrobienia zostało już tylko jedno. Idzie w miejsce gdzie będzie mogła bezlitośnie wyszydzić i zdemaskować to, czego nie da się racjonalnie wytłumaczyć: intuicję, zdolność przewidywania, uczucia. 
 
Nie wie jednego: że spotka tam kogoś, kto rzuci jej wyzwanie."

Choć Sandra Nowaczyk ma zaledwie 17 lat to już teraz może pochwalić się dużo większym z dorobkiem pisarskim niż niejeden autor średnim wieku.Udało jej się wydać w  bardzo krótkim czasie  aż dwie książki w dodatku w poważnym, liczącym się na rynku wydawnictwie. Ja również miałam okazję spotkać się z jej twórczością podczas lektury debiutu autorki - powieści "Friendzone". Nie przepadam za polskimi autorami, jednak tym razem z przyjemnością zapoznałam się z kolejną  książką autorki.

Sparks postanawia ze sobą skończyć. Ma dość życia, świata i uważa że nie zostało jej nic, co mogłoby zmienić decyzję. Tuż przed krokiem ostatecznym spotka dziewczynę która prosi, aby dała jej 24 godziny. W ciągu tych godzin chce zmienić wszystko i sprawić, że Sparks znajdzie powód , aby zostać.

"Friendzone" było powieścią romantyczną i niezobowiązująca. "Fake it" to kompletnie inna bajka. Jest poważna, smutna i o wiele bardziej dojrzała. Sama nie wiem czy wolę autorkę w lekkim młodzieżowym wydaniu, czy jako z powieścią która zostawia mnie z pustką w głowie. Z pewnością poprzednią książkę Nowaczyk czytało się o wiele łatwiej i szybciej. Jeżeli zaś chodzi o tę historię, to nie mogę uwierzyć że wyszła na spod ręki 17 latki. Skoro już teraz tworzy takie historie, to co będzie za dziesięć, piętnaście lat? 

Historia opowiada o losach dwóch dziewcząt. Praktycznie nie poznajemy żadnych innych postaci, co najwyżej poprzez opowieści naszych Bohaterek. Nie oznacza to jednak że historia jest nudna. Mamy tutaj mnóstwo dialogów, opisów i przede wszystkim emocji. Historia jest mocno dramatyczna, opisuje problemy nastolatków z gatunku tych bardziej poważnych. To zupełnie inna bajka niz zastanawianie się, co założyć na wieczorną imprezę. 

Kolejną powieść Sandra Nowaczyk udowodniła że jest autorką uniwersalną, pełną nowych pomysłów i jeszcze nie jedno nam pokaże. Będę śledzić jej dalszą, karierę trzymam kciuki, aby nie porzuciła, bo pisania mam przeczucie że zostać jedną z najbardziej poczytnych polskich pisarek.

Ocena: 7/10
 Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:
http://wydawnictwofeeria.pl

czwartek, 6 lipca 2017

"Friendzone" Sandra Nowaczyk

źródło
Tytuł: Friendzone
Autor: Sandra Nowaczyk
Wydawnictwo: Feeria
Stron: 408


"Świetny debiut polskiej nastoletniej autorki! 
 
Tatum i Griffin przyjaźnili się prawie od kołyski. Byli dla siebie jak brat i siostra. Tak zawsze było i tak już miało pozostać.
Jeden taniec na balu maskowym zmienił wszystko.
 
Teraz oboje są pełni sprzecznych emocji. Czy będą chcieli za wszelką cenę pozostać przyjaciółmi? Przecież to ona zawsze miała być najważniejsza. Kiedyś sobie to obiecali. I do tego oboje mają partnerów. A co, jeśli tylko jedno z nich będzie chciało… no właśnie, czego?
 
Gdy do głosu dochodzą uczucia, czasami wszystko zdaje się rozpadać… i kiedy nie masz na kim się oprzeć, czujesz, że spadasz i że już nigdy się nie podniesiesz.
 
Przeczytaj pierwszą, pełną emocji książkę polskiej Estelle Maskame!" źródło

Po polskie powieści sięgam niezwykle rzadko. Mimo wielokrotnych prób, żeby przekonać się do naszych rodzimy autorów, dalej mam z tym problem. Niemniej jednak jedna z ostatnich debiutantek bardzo mocno przykuła moją uwagę i ciekawość wzięła górę - rozpoczęłam lekturę.

Mowa o Sandrze Nowaczyk. Nic Wam to nie mówi? Nie martwcie się, z pewnością wkrótce będzie o niej głośno. To młodziutka autorka, która została okrzyknięta polską Estelle Maskame. Miałam okazję czytać jej powieści i to naprawdę przyjemne, odprężające lektury na lato. A jako, że lato właśnie się rozpoczyna, to pomyślałam, że i powieść Sandry Nowaczyk nada się idealnie.

Główni bohaterowie tej historii to Tatum i Griffin (cała historia nie toczy się w Polsce, więc zapomnijcie o polskich imionach). Tak więc ta dwójka to najlepsi przyjaciele od dzieciństwa. Biorąc pod uwagę, że mają już naście lat jest to zażyłość robi się nieco dziwna, jednak nasi bohaterowie czują się świetnie w swoim towarzystwie i nie zamierzają tego zmieniać.

A jednak, jak nie trudno się domyślić, w końcu zdarza się coś, co kończy przyjaźń naszych bohaterów, a tworzy między nimi coś na kształt romansu. Od tej pory każda, dotychczas zwyczajna sytuacja robi się niezręczna, a Tatum i Griffin muszą podjąć najważniejszą decyzję - co dalej?

"Friendzone" to romans - nie będzie to chyba dla Was żadnym zaskoczeniem. Muszę jednak dodać, że ta opowieść jest bardzo, bardzo, bardzo romantyczna. Wiecie, motylki w brzuchu, miłość od pierwszego wejrzenia i dużo lukru. Żeby nie było, że nie ostrzegałam.

Warto dodać, że zawsze oceniam powieści w danym gatunku. A kiedy stawiam Sandrę Nowaczyk w jednej kategorii z autorkami powieści młodzieżowych, to w niczym nie ustępuje on swoim zagranicznym koleżankom - wręcz przeciwnie. Biorąc pod uwagę młody wiek obstawiam, że  jeśli Nowaczyk będzie dalej pisać, to jeszcze nie raz znajdzie się na listach bestsellerów w największych polskich księgarniach. 

Ocena: 7/10

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:
http://wydawnictwofeeria.pl

wtorek, 26 sierpnia 2014

"Dla Ciebie wszystko" Katarzyna Michalak [Przedpremierowo]

źródło
Tytuł: Dla Ciebie wszystko
Autor: Katarzyna Michalak
Wydawnictwo: Literackie
Stron: 304
Premiera: 28.08.2014


"CZY POTĘGA MIŁOŚCI WYSTARCZY,  ABY ODMIENIĆ CZYJEŚ ŻYCIE?

Okaleczony, porzucony przez matkę chłopczyk i ścigany przez policję haker. Los postawi na ich drodze uroczą, młodą i bardzo wrażliwą panią doktor.  Czy tak różni ludzie, mogą w ogóle mieć ze sobą coś wspólnego?

 Rudowłosa Ania Kraska, która w Imię miłości przybyła do Jabłoniowego Wzgórza jako drobna, wystraszona 10-latka, w kolejnej części opowieści staje się piękną, pewną siebie młodą lekarką. Jednak nie tylko ona będzie tu główną bohaterką - na jej drodze stanie przerażony, bezbronny, porzucony w szpitalu czterolatek. Ania jest gotowa poświęcić bardzo wiele, żeby mu pomóc. I nie tylko ona… Być może okaże się, że jej upór połączony z urokiem osobistym potrafi zmiękczyć niejedno serce i sprawi, że odmieni się los wielu osób. To nie koniec niespodzianek - losy Ani z Jabłoniowego Wzgórza dziwnym trafem  splotą się z losami bohaterów Wiśniowego Dworku. Wszystkie miłośniczki przystojnego Ariela i tajemniczego Daniela będą mogły spotkać ich ponownie…

Najnowsza powieść Katarzyny Michalak,  oferuje wszystko to, za co autorkę cenią czytelnicy:  siłę prawdziwej miłości i wartość marzeń, potężną dawkę emocji i skrywane tęsknoty. Nie zabraknie również bardzo dynamicznych zwrotów akcji, połączonej umiejętnie z wątkiem sensacyjnym.
" źródło

Z twórczością Katarzyny Michalak spotkałam się już niejednokrotnie. Szybko porzuciłam sceptyczne nastawienie do autorki, ponieważ książki czyta się bardzo przyjemnie. Niektóre podobają mi się bardziej, inne mniej. Ze wszystkich jednak najbardziej zapadła mi w pamięć "W imię miłości" (recenzja) - opowieść o skrzywdzonej przez los małej dziewczynce. Z radością przyjęłam więc wiadomość, że najnowsza powieść autorki opowiadać będzie o... dalszych losach Ani z Jabłoniowego wzgórza.

Ania Kraska odnalazła wreszcie szczęście. Ma rodzinę - choć w niektórych przypadkach przyszywaną, jednak kochającą. Dziewczyna wreszcie nie musi się martwić niczym, oprócz własnego życia. W tej części przenosimy się do momentu, kiedy nasza bohaterka kończy studia - oczywiście medycynę. Świeżo upieczona pani doktor musi podjąć decyzję odnośnie stanowiska, jakie chce objąć - dziadek za wszelką cenę chciałby zatrzymać ją blisko siebie. Przystojny młody doktor, do którego wzdycha Ania, miałby z kolei ochotę widzieć ją w Gdańsku, w szpitalu, w którym sam odbywa staż. A co z marzeniami dziewczyny? Skrycie liczy na praktykę u lekarza ze Stanów, który uratował jej matkę.

Życie pisze własne scenariusze. Szybko okazuje się, że podjęcie decyzji o przyszłości, to najmniejszy z problemów, z jakim będzie musiała się zmagać Ania. Na pierwszy plan wysuwa się 10-letni chłopiec porzucony w szpitalu. Kaleki malec nie ma realnych szans na adopcję, a wszystko wskazuje na to, że nikt nie zamierza go odebrać. Wrażliwa pani doktor postanawia pomóc mu za wszelką cenę! To jednak nie wszystko - Ania w bardzo niekonwencjonalnych okolicznościach poznaje Daniela, który (jak się okazuje) równie desperacko potrzebuje jej pomocy. Czy bohaterka będzie w stanie unieść to wszystko? Czy znajdzie siłę, aby odnaleźć własne szczęście?

"Dla Ciebie wszystko" potwierdza, że pani Michalak najlepiej odnajduje się we wzruszających opowieściach. Osobiście najbardziej lubię, kiedy pisze o dzieciach i tak jest też tutaj. Historia Piotrusia to bezapelacyjnej najmocniejsza część książki  - autorce doskonale udaje się uchwycić dziecięce cierpienie i wywołać w czytelniku lawinę emocji. Nieszczęścia, które dotykają chłopca są tak okropne, że (razem z główną bohaterką) uznajemy za słuszne każde rozwiązanie, byleby tylko pomóc maluchowi. I nie ważne, czy zgodne z prawem, bądź etyką lekarską - cierpienie, z jakim zmaga się chłopiec jest po prostu nie do przyjęcia. Część powieści, która opowiadała o losach Piotrusia czytałam z wypiekami na twarzy i łzami w oczach. Dla mnie to on tworzy historię i niczego więcej nie potrzeba, aby powieść ta była udana.

Drugim, równie ważnym wątkiem jest historia Ani i Daniela. Niestety, ta część była mi niemalże obojętna. Choć bardzo lubię tę bohaterkę, jej zachowanie w stosunku do Daniela nie do końca mnie przekonuje. Nieszczególnie polubiłam wątek miłosny - młoda inteligenta dziewczyna tak szybko traci zdrowy rozsądek, kiedy w grę wchodzi uczucie.

Najgorzej wypada jednak wątek sensacyjny. Tym razem jednak moje sceptyczne nastawienie okazało się uzasadnione. To, co powinno wciągnąć nas najbardziej, wywołać ekscytację i emocje okazało się po prostu... nudne. Bardzo rzadko sięgam po kryminały - to po prostu nie jest gatunek dla mnie (choć czasami zdarzają się wyjątki) i może, po części, ma to wpływ na mój odbiór powieści. Nie można jednak zaprzeczyć, czy afera rządowa, w której w grę wchodzą tak duże pieniądze, najzwyczajniej w świecie nie pasuje do Jabłoniowego Wzgórza. 

Choć nie wszystkie wątki w "Dla Ciebie wszystko" przypadły mi do gustu, historia nieszczęśliwego chłopca okazała się tak porywająca, że książkę oceniam jako całkiem niezłą. Myślę, że fani autorki nie powinni być zawiedzeni - jeśli pokochaliście mieszkańców Jabłoniowego Wzgórza i Wiśniowego Dworku, to idealna okazja, aby spotkać się z nimi po raz kolejny.

Ocena: 7/10

Za możliwość poznania tej niesamowitej historii serdecznie dziękuję wydawnictwu:

niedziela, 18 maja 2014

"Niewolnica" A.M. Chaudière

źródło
Tytuł: Niewolnica
Autor: A.M. Chaudière
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Stron: 568

"Piękna kobieta i dwaj niebezpieczni, kochający ją do szaleństwa mężczyźni. Arina – zniewolony mag, Azarel – Mag Aszarte i Severio – Gwardzista Akademii Morza Deszczów… Związki, które nie mają prawa przetrwać. Uczucie, które nie powinno się narodzić. Ludzie, którzy nie mogą się spotkać.

„Niewolnica” to napisana z niebywałym rozmachem historia o miłości, zdradzie, sile przyjaźni, kobiecości, magii, nienawiści, seksie, dorastaniu, przeznaczeniu. Czytelnika całkowicie pochłonie świat magów, wampirów, czarownic, a także niewolników i ich panów. To całkiem nowy świat, nowy niewolniczy porządek, uprzedmiotowienie i zniewolenie, ludzkie pragnienie władzy nad drugim człowiekiem, sprawdzenia, na ile można upodlić i jak czerpać z tego przyjemność… To czas zakazanych uczuć i silnych emocji. Niespodziewane zwroty akcji, a także sugestywna fabuła wciągają tak bardzo, że ma się ochotę nieustannie śledzić losy bohaterów. A.M. Chaudiere wykreowała świat, którego nie chce się opuszczać." źródło
 

Kiedy "Niewolnica" pojawiła się na półkach księgarni nie mogłam uwierzyć, że to polska powieść. Pod intrygującą okładką, podpisaną obcojęzycznie brzmiącym nazwiskiem, kryje się dość kontrowersyjna historia w klasycznym stylu fantasy. Tuż po premierze "Niewolnicy" w internecie zawrzało - nie przypominam sobie, kiedy ostatnio rodzimy autor spotkał się z taką sympatią ze strony blogerów. A skoro właśnie ich zdanie najczęściej przekonuje mnie do sięgnięcia po książkę i tym razem postanowiłam spróbować. Pech chciał, że mój egzemplarz najwidoczniej utknął w pocztowym korku, a na lekturę przyszło mi czekać naprawdę długo, bo aż od listopada. Koniec końców moje spotkanie z "Niewolnicą" doszło do skutku, ale czy z efektem równie pozytywnym, jak się spodziewałam?

Rok 2052. Świat układa się na nowo. W środku niego Arina ma własny światek i z całą pewnością nie jest on usłany różami. Od 8 lat przebywa w niewolni, mimo że sama jest magiem. Jej Pan, Azarel należy do magów Aszarte. Jest silny i okrutny, a swoim poddanych poddaje nie tylko torturom psychicznym, lecz również fizycznym. Już na wstępnie dowiadujemy się, w jak ciężkiej sytuacji jest główna bohaterka - to co spotyka ją każdego dnia (i, a może przede wszystkim, każdej nocy) jest nie do opisania.

A.M. Chaudière udowadnia, że nie boi się wyzwań. Choć śmiałe sceny erotyczne w literaturze nie są już czymś co gorszy i zaskakuje czytelnika, jednak autorka posunęła się o krok dalej. Odchodząc od schematu mistrz - szara myszka, w swojej opowieści opisuje relacje pomiędzy mistrzem, a... nałożnicą. I wcale nie chodzi tutaj o (modne, swoją drogą) ogrywanie scenek, ale prawdziwą, zimnokrwistą niewolę. Odważnie, prawda? I bardzo dobrze, tego nam trzeba - pisarzy, którzy zamiast podążać wytartymi ścieżkami wyznaczają swoje własne.

Ariana w milczeniu znosi swoje cierpienie. Wie, że nie ma już dla niej ratunku, próbuje więc stworzyć szanse chociaż dla swojej przyjaciółki. Zobojętnienie, z  jakim bohaterka przyjmuje swój los jest niesamowicie realistyczne - oczyma wyobraźni widziałam jej cierpienie. Ta postać w pewnym stopniu zyskała moją sympatię, z drugiej strony jednak kompletnie jej nie rozumiałam. Z całą pewnością jest jednak interesująca - tego nie można jej odmówić.

Kiedy tylko skończyła się era wampirów, przyszedł czas antyutopii, a zaraz za nim - erotyków (ominęłam coś?). Gdzieś pomiędzy tym wszystkim znajduje się "Niewolnica". Bo i wampira tutaj znajdziemy, ale zbyt wiele brutalności w tej historii, żeby nazwać ją paranormal romance. Świat przyszłości jest obecny, ale zupełnie innej formie, niż jesteśmy przyzwyczajeni. Wątki erotyczne również się znajdą, ale zdecydowanie nie przyćmiewają fabuły i nie wysuwają się na pierwszy plan.  Czym więc jest "Niewolnica"? Jak dla mnie po prostu nietuzinkową fantastyką.

Powieść jest debiutem A.M. Chaudierem, jednak nie jest to zbyt odczuwalne. Wręcz przeciwnie... Autorka ma własny styl i posługuje się bardzo specyficznym językiem - pomiędzy proste zwroty wplecione są starodawne (?) słowa, które może by mnie nie drażniły, gdyby nie fakt, że akcja toczy się w 2052 roku. Do stylu autorki zdecydowanie trzeba się przekonać - w moim przypadku nastąpiło to po przeczytaniu co najmniej 1/4 powieści. Swoją drogą, gdyby czas akcji nie został określony, podejrzewałabym, że książka przenosi nas co najmniej kilka lat wstecz (tak, tak, wiem, że to Nowy Świat).

Debiutancka książka A.M. Chaudière jest warta polecenia - to oryginalna opowieść, w której większość czytelników powinna znaleźć coś dla siebie. Ja po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że warto sięgać po książki rodzimych autorów.

Ocena: 8/10

Recenzja dla portalu A-G-W.info

środa, 9 kwietnia 2014

"Brudny świat" Agnieszka Lingas-Łoniewska

źródło
Tytuł: Brudny świat

Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska
Wydawnictwo: Novae Res
Stron: 296

"JEDEN Z NAJPOPULARNIEJSZYCH FAN FICTION, w 2010 roku wydany w USA pod tytułem Dirty World doczekał się polskiej premiery! Wstrząsająca opowieść o miłości, demonach przeszłości i głęboko skrywanych tajemnicach. Wichrowe wzgórza miały swoich Cathy i Heathcliffa, Brudny świat pokazuje zagmatwane i tragiczne losy Kati i Tommy’ego.

„Pozostań przy mnie na zawsze – przybierz, jaką chcesz, postać – doprowadź mnie do obłędu, tylko nie zostawiaj mnie samego w tej otchłani, gdzie nie mogę cię znaleźć! Nie mogę żyć bez mojego życia. Nie mogę żyć bez mojej duszy!”"
źródło

Z "Brudnym światem" wiąże się niesamowita historia. Słyszeliście kiedyś, żeby polska autorka wydała książkę w ojczystym kraju 4 lata po jej premierze w Stanach?! Ja też nie! Ta informacja wystarczyła, żeby mnie przekonać - zaintrygowana powieścią postanowiłam po nią sięgnąć, choć opis niezupełnie mnie przekonał. Okazało się to znakomitą decyzją, a sama książka - najlepszą polską powieścią, jaką przeczytałam w tym roku.

Fabuła jest z pozoru banalna. Tommy to rockman, zły chłopiec i pies na baby. Kati nie mogłaby się od niego bardziej różnić. To poukładana, nieco zamknięta w sobie i nieśmiała młoda kobieta, która bardzo dużo przeszła. Łączy ich jedno - artystyczna dusza. Ich drogi przecinają się właśnie dzięki muzyce - Kati ma pisać teksty, dla zespołu, w którym gra Tommy. Ich choć z początku jedynie działają sobie na nerwy, z czasem okazuje się mają ze sobą więcej wspólnego niż się wydaje. Choć oboje nie chcą się do tego przyznać, chemia między nimi jest nie do zignorowania.

"Brudny świat" to po protu piękna historia. Poznajemy ją zarówno z punktu widzenia Kati, jak i Tommy'ego, co jest znakomitym posunięciem. Dzięki temu, możemy lepiej poznać i zrozumieć bohaterów. Duża cześć powieści skupia się wokół przeżyć wewnętrznych tej dwójki, a czytelnik jest w stanie doskonale zrozumieć ich postępowanie. Tommy przyzwyczajony do całonocnych imprez i jednorazowych przygód nie wie, jak poradzić sobie z rodzącym się uczuciem, a my doskonale rozumiemy jego zagubienie. Z kolei Kati nie wspomina dobrze poprzedniego związku (delikatnie mówiąc), a ostatnie, czego jej potrzeba to facet będący gwiazdą rocka. W rozdziałach, w których narratorem jest dziewczyna stopniowo odkrywamy jej historię, patrzymy jak uczy się ufać na nowo...

Największą zaletą książki są emocje. Powieść jest nimi wręcz napakowana! Podpowiedź, aby zaopatrzyć się w karton chusteczek, nie jest bezpodstawna - to niezwykle wzruszająca historia, a niebanalne zakończenie roztopi chyba nawet najtwardsze serce. Akcja skupia się przede wszystkim wokół dwójki głównych bohaterów, ale za to są idealnie wykreowani. Oboje sprawiają wrażenie ludzi z krwi i kości, z własną historią, demonami przeszłości i niesamowicie wykreowaną wrażliwością. A ich relacja? Coś niesamowitego!

Agnieszka Lingas-Łoniewska cieszy się w Polsce niesłabnącą popularnością. Pozytywne recenzje jej książek sprawiły, że postanowiłam sięgnąć po "Obrońcę nocy". Książkę wspominam miło, jednak (w przeciwieństwie do "Brudnego Świata") nie postawiłabym jej na półce z ulubionymi lekturami. Nie ulega jednak wątpliwości, że autorka potrafi odnaleźć się w niejednymi gatunku. Najwyższy czas, żebyśmy zaczęli doceniać polskich pisarzy!

Ocena: 9/10

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:

niedziela, 26 stycznia 2014

"Faceci z sieci" Katarzyna Gubała

źródło
Tytuł: "F@ceci z sieci"  
Autorka: Katarzyna Gubała
Wydawnictwo: Czarna Owca
Stron: 328

"Dowcipna opowieść, a zarazem dokładny przepis na to, jak znaleźć ukochanego.

Trzydziestoletnia Karolina postanawia rzucić wyzwanie losowi i… zakochać się w odpowiednim mężczyźnie przez Internet. Nie w pijaku, łajdaku, brzydalu czy fajtłapie. W kimś nieidealnym, ale odpowiednim. Do zadania podchodzi metodycznie, jak do najprawdziwszego biznes planu – w końcu chodzi o jej przyszłość!
W sposób zabawny i ze zmysłem praktycznym opisuje swoje zaskakujące przygody z kolejnymi facetami poznanymi w sieci. Jak nie spaprać sobie życia z napotkanym facetem i nie związać się z życiowym nieudacznikiem? To dopiero wyzwanie!
Czy mężczyzna prawie idealny istnieje? Czy Szarlotka go odnajdzie? Czy można szukać miłości za pomocą rozumu i jasno sprecyzowanych kryteriów? Przeczytajcie, a dowiecie się sami! Książka w swym założeniu ma być nie tylko lekturą łatwą i przyjemną. Ma także pełnić rolę przewodnika dla osób, które szukają miłości i chcą ją znaleźć. To podręcznik po świecie Internetu i wirtualnych portali randkowych" źródło

30-letnia Karolina postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Staje się Szarlotką - użytkowniczką internetowych serwisów randkowych i postanawia (choć to nie do końca kwestia wyboru) znaleźć miłość swojego życia. Po umieszczeniu ogłoszenia na portalu spotyka mnóstwo mężczyzn, a każdy typ dokładnie opisuje. Oprócz opowieści o randkach, mamy więc tutaj internetowe czaty z nieznajomymi, a nawet pewnego rodzaju poradnik. Panom, których spotyka, przylepia łatkę i analizuje ich charaktery. Czy w natłoku spotkań i dobie internetu ma jeszcze szansę na prawdziwą miłość?

"Faceci z sieci" to lekka i niezobowiązująca lektura. Język, jakim posługuję się autorka jest bardzo prosty, trudno jednak się dziwić, skoro mowa tutaj o znajomościach internetowych. Wszyscy przecież wiemy, że język, którym posługujemy się w sieci jest dużo prostszy. W tym wypadku jestem więc skłonna wybaczyć autorce tę kwestię - podejrzewam, że taki właśnie był zamysł. Jednak nie tylko język czyni tę lekturę niezobowiązującą. Z uwagi na fakt, że Karolina poznaje coraz to nowych mężczyzn nie jesteśmy w stanie przywiązać się do żadnego z bohaterów (z resztą większość jest na tyle pokręcona, że to nawet lepiej). Owszem, czekałam aż kobieta pozna wreszcie jakiegoś mężczyznę, który skradnie jej serce, jednak gdyby nie to, książka mogłaby się zakończyć w dowolnym momencie i nawet bym tego nie zauważyła.

Największą zaletą "Facetów z sieci" jest poczucie humoru. Książka wielokrotnie mnie rozbawiła i choć może nie był to najbardziej wyrafinowany humor, to spędziłam z nią kilka miłych chwil. Z pewnością nie powinnyście jej brać zbyt poważniej lub, o zgrozo, traktować jako poradnik. Dlaczego? Główna bohaterka wielokrotnie zachowuje się nieodpowiedzialnie - wsiada do obcych samochodów po krótkiej rozmowie, bardzo szybko decyduje się na wyjazdy we dwoje czy spotyka w podejrzanych miejscach. Nigdy nie wiadomo, kto siedzi po drugiej stronie i w internetowych znajomościach powinniśmy dmuchać na zimne. Wiadomo - to tylko książka i powinniśmy traktować ją z przymrużeniem oka, jednak w rzeczywistości polecam zachować szczególną ostrożność.

Główna bohaterka nie do końca mnie do siebie przekonała. Absolutnie popieram wysoko postawioną poprzeczkę dla kandydata, w końcu w miłości nie powinno się iść na ustępstwa. Czasami jednak skreślała mężczyzn z błahych powodów, aby za chwilę próbować wskoczyć do łóżkach komuś, z kim ewidentnie się nie zwiąże. Odrzuciła również mojego ulubieńca - "Pan Prąd" został jedynie przyjacielem bohaterki, ale to mogę jej wybaczyć, w końcu serce nie sługa.

"Faceci z sieci", mimo wszystkich minusów, okazali się zafundować mi naprawdę przyjemny wieczór. Choć jest to lekka lektura, mogę nazwać ją oryginalną - w tego typu powieściach spotykamy przecież zazwyczaj mężczyznę i kobietę, który zakochują się w sobie, a potem żyją długo i szczęśliwie. Tutaj mamy kobitę i... wielu, wielu mężczyzn. Jeśli potrzebujecie sympatycznego czytadła na jesienny, deszczowy wieczór, śmiało sięgajcie po tę książkę!

Ocena: 6/10

Recenzja dla portalu Sztukater.pl!

wtorek, 10 grudnia 2013

"Obrońca Nocy" Agnieszka Lingas-Łoniewska

źródło
Tytuł: Obrońca Nocy 
Autorka: Agnieszka Lingas-Łoniewska
Wydawnictwo: Novae Res
Stron: 304

"Gorąca, mroczna, seksowna.

Nocny Łowca, samozwańczy obrońca mieszkańców Miasta Aniołów i James Maseratti, milioner, którego prawdziwą twarz poznała Melisa Mallory – najlepsza dziennikarka śledcza. Każde z nich ukrywa przed światem pewną tajemnicę…

Kiedy tłem są wzgórza Hollywood, wszystko się może zdarzyć, nawet miłość, jaka nie miała prawa się narodzić…

Autorka bawi się formą, zapraszając nas do nieco komiksowej opowieści z elementami fantasy, gdzie jednak zło i zagrożenie są realne, a uczucia gorące i buzujące od pożądania. "
źródło

Kto nie zna historii o superbohaterach? Chyba każdy chłopiec marzył, żeby mieć supermoce, a każda dziewczynka wzdychała do Supermena... Agnieszka Lingas-Łoniewska pomogła mi przypomnieć sobie te cudowne historie, ponieważ "Obrońca Nocy" jest utrzymany w bardzo podobnym klimacie. "Historia jak z komiksu o walce ze złem" - głosi napis na okładce, a ja nie mogłabym tego lepiej ująć!

Nocy Łowca jest bohaterem, ratuje ludzi z opresji nawet w najbardziej dramatycznych sytuacjach. Nie wszyscy jednak go kochają - policjanci zostają bowiem regularnie ośmieszani przez tajemniczego mężczyznę. Jaka jest prawdziwa tożsamość Łowcy? Tego nie wie nikt.

Melisa Mallory to zawzięta dziennikarka, badająca właśnie sprawę tajemniczego narkotyku. Jej nowy (niesamowicie przystojny i niesamowicie irytujący) szef naciska jednak, aby porzuciła ten temat. Kobieta wcale nie zamierza podporządkować się poleceniom przełożonego. Tym bardziej, że napięcie istniejące między tą dwójką przeradza się w pożądanie. Czy zdystansowana Melisa zaangażuje się w związek z szefem? I co ma z tym wszystkich wspólnego Nocny Łowca?

"Obrońca Nocy" przypomina bajkę dla dorosłych. Nocny Łowa to fantastyczna postać, spełniające wszystkie wymogi superbohatera. Dlaczego więc dla dorosłych? Ponieważ historia jest bardzo złożona i zawiera odpowiedzi na wszystkie pytania, jakie nasuwają się czytelnikowi. Poza tym, powieść bogata jest w sceny erotyczne, więc z pewnością nie nadaje się dla młodszych czytelników.

Całość kręci się wokół dwóch najważniejszych wątków - romansu Melisy oraz zagadkowej historii obrońcy miasta. Oprócz jednak typowo fantastycznej historii, dostajemy dużo więcej. Historia narkotyku rodem z dobrego kryminału sprawi, że i wielbiciele tego gatunku znajdą tutaj coś dla siebie. Bardzo spodobał mi się również wątek pierwszego małżeństwa głównej bohaterki. Ku mojemu (pozytywnemu!) zaskoczeniu, postać byłego męża nie jest jedynie dodatkiem, a zgrabnie wplata się w całą historię.

Książkę czyta się znakomicie. Jest napisana przystępnym językiem, a akcja nie nudzi czytelnika - dzięki temu wciągnęła mnie już od samego początku. Jedyne, co mam jej do zarzucenia do przewidywalność. Czytelnik bardzo szybko jest w stanie rozgryźć fabułę. Co prawda, poznawanie historii sprawiło mi dużo przyjemności, wolałabym jednak, aby autorka potrzymała mnie w niepewności nieco dłużej.

"Obrońcę Nocy" oceniam pozytywnie - to fantastyczna historia, przy której spędziłam naprawdę miły wieczór. Polecam przede wszystkim tym, którzy mają ochotę przypomnieć sobie, za co wszyscy kochamy superbohaterów!

Ocena: 7/10

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:

czwartek, 10 października 2013

"Po ciemnej stronie księżyca" Elżbieta Leszczyńska

źródło
Tytuł: Po ciemnej stronie księżyca
Autorka: Elżbieta Leszczyńska
Wydawnictwo: Skrzat
Stron: 264

"Magda przyjeżdża do Miasteczka, by zlikwidować mieszkanie matki, która zniknęła w tajemniczych okolicznościach. Dziewczyna nigdy nie była z nią specjalnie związana, bo matka porzuciła ją i brata, kiedy byli dziećmi. Zachowuje wobec rzeczywistości chłodny dystans. Ale nawet ona musi w końcu przyznać, że dzieje się coś dziwnego, a atmosfera wokół niej staje się duszna i nieprzyjazna. Co się dzieje? Dlaczego ktoś mnie prześladuje? – zadaje sobie pytania, a odpowiedzi szuka u przyjaciela matki, Mikołaja. On ich nie zna, ale wie, czym zajmowała się matka Magdy i jakie niebezpieczeństwo czai się w ciemnościach. Magda poznaje kolejne ogniwo ewolucji – wampiry – i musi podjąć decyzję, po której stanie stronie: ludzi czy bestii." źródło

Wampiry to chyba najbardziej popularny motyw w literaturze młodzieżowej. Choć zdawać by się mogło, że szał na "Zmierzch" już minął, to w dalszym ciągu, bardzo często możemy je spotkać. O dziwo, wcale nie czuję przesytu i bardzo chętnie sięgam po powieści, w których krwiopijcy odgrywają główną rolę. No może pod warunkiem, że nie jest to opowieść o nastolatce poznającej w nowej szkole tajemniczego przystojniaka... Powieść Elżbiety Leszczyńskiej przykuła moją uwagę - opis zwiastuje całkiem niezłą historię, co więcej, skierowaną nie tylko do młodzieży, bo przecież główna bohaterka jest już dorosła.

Wyobraźcie sobie, że wampiry istnieją, ale wszystko, co do tej pory o nich słyszeliście to bujda. Picie krwi to jedynie bajka wymyślona przez... samych zainteresowanych! Wszystko to w celu odciągnięcia uwagi od prawdy. W rzeczywistości żywią się energią życiową człowieka... Bardzo spodobał mi się pomysł na fabułę autorki. Choć niejednokrotnie obiło mi się o uszy określenie "wampir energetyczny", to muszę przyznać, że nie spotkałam się z powieścią o takiej tematyce. Mimo wszystkich mankamentów, "Po ciemniejszej stronie księżyca" to historia ze sporym potencjałem. Niestety, niewykorzystanym w pełni...

Zacznijmy jednak od zalet. Oprócz samego pomysł na historię, za jej największy plus uznaję postać Mikołaja. A właściwie... jego psa, Taszika. Mikołaj jest bowiem weterynarzem i zajmuje się całą zwierzęcą ferajną. Oczywiście - pokochałam je wszystkie! Jednak Taszik zyskał moją szczególną sympatię, ponieważ jego jest w książce najwięcej. Wiernie towarzyszy swojemu panu, jednak, jak typowy czworonóg, ma jasno określone priorytety. Przy każdej możliwej okazji buszuje więc po kuchni i każde napotkane mięso traktuje jak specjalnie dla niego przygotowany poczęstunek (dokładnie tak, jak mój psiak). Jego przezabawne tłumaczenia i dialogi z właścicielem rozbawiły mnie do łez, a co za tym idzie również Mikołaj zdobył moją sympatię. 

Na tym jednak kończę listę zalet książki. Główna bohaterka lekko mnie zirytowała,choć to jeszcze bym zniosła, ale wątek miłosny jest wyjątkowo słaby. Bohaterowie darzą się ciepłym uczuciem, to fakt, jednak cały czas spodziewałam się, że okażą się rodziną! Ku mojemu zaskoczeniu, uczucie okazało się gorące. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Romans niestety jest wymuszony, wykreowany na siłę, jakby kierując się zasadą: nie ma powieści bez wątku miłosnego. A szkoda.

Do wampirów energetycznych byłam bardzo pozytywnie nastawiona. Początek nawet przypadł mi do gustu, wszystko jednak popsuło się przez... komórki. Jak wampiry czerpią energię życiową z człowieka? Przez telefon komórkowy. Niestety - brzmi jak z taniej komedii. Później posypało się już wszystko, a II część powieści to totalny chaos i nieporozumienie. Nie bez znaczenia jest też fakt, że znika najmocniejsza postać w tej historii - Mikołaj.

Nie żałuję czasu poświęconego tej powieści, ale nie będę też Was na nią specjalnie namawiać. Jeśli jesteście fanami wampirów i macie ochotę spojrzeć na nie z nieco innej strony, to "Po ciemnej stronie księżyca" jest lekturą dla Was. A jeśli przeczytaliście już tę książkę, to będę bardzo wdzięczna jeśli ktoś wytłumaczy mi, co ma wspólnego okładka z fabułą (w której główny bohater jest w końcu dwa razy starszy od głównej bohaterki)...

Ocena: 5/10

Recenzja dla portalu Sztukater.pl!

poniedziałek, 9 września 2013

"Odwrócony Mag" Aleksandra Szałek

źródło
Tytuł: Odwrócony Mag
Autorka: Aleksandra Szałek
Wydawnictwo: Novae Res
Stron: 238

"Julie Ellis wyjeżdża na studia do Nowego Jorku, aby móc tańczyć w prestiżowej szkole baletowej. Podczas drogi powrotnej z koncertu poznaje Patricka Varnera – przystojnego, tajemniczego i zarozumiałego aktora, który wyraźnie się nią zainteresował. Nazajutrz umawiają się na spotkanie, jednak mężczyzna nie zjawia się. Wkrótce wokół Julie zaczynają dziać się dziwne wypadki. Z przerażeniem odkrywa, że potrafi przywracać ludziom życie...


Wydaje się, że los wyłożył przed dziewczyną talię kart tarota, ale jako pierwsza odsłoniła się ta przedstawiająca Odwróconego Maga, co może oznaczać rywalizację, a nie fascynację... " źródło

Jeszcze nie tak dawno temu unikałam polskich autorów. Jednak jakieś pół roku temu zaczęłam sięgać po ich książki i... zmieniłam zdanie. Zdarzają się lepsze i gorsze pozycje, jednak teraz z dumą mogę zamienić "nie przepadam za polskim książkami" na "lubię polskich autorów". Rozczarowań było bowiem dużo mniej niż pozytywnych zaskoczeń. Jak sprawdziła się Aleksandra Szałek? Muszę przyznać, że nie ustawiłam jej poprzeczki zbyt wysoko - recenzje, które przeczytałam, zanim zabrałam się za lekturę, nie były zbyt pozytywne.

Julie właśnie przyjechała do Nowego Jorku na studia. Choć czuje się lekko przytłoczona, bo wszystko jest tu nowe, szybko udaje jej się przystosować. Szybko zawiera przyjaźnie, poznaje nawet bratnią duszę. Swój czas dzieli pomiędzy zajęcia (na których mniej lub bardziej sobie radzi), wyjścia do klubu i pogaduchy z przyjaciółką - czyli dokładnie tak, jak studentki. Sielankę zakłócają przerażające wydarzenia - Julie w obliczu tragicznych wypadków zachowuje się w bardzo nietypowy sposób, jednak sama nie jest w stanie zrozumieć, co właściwie robi...

Ciężko jest znaleźć książkę o studentach. Lektury o nastolatkach-licealistach? Nie ma sprawy, jest w czym wybierać. 30-letnie bizneswomen? Całe mnóstwo. Ale jeżeli chodzi o 20-latki półki świecą pustkami. Jeżeli już udaje mi się na coś trafić, to bohaterka jest właśnie w ciąży i/lub bierze ślub. Z radością sięgam po książki, w które opowiadają o studentach, którzy zachowują się stosownie do swojego wieku - chodzą na zajęcia, spotykają się ze znajomymi, czasami gdzieś zarabiają. W "Odwróconym Magu" właśnie to dostałam, więc książka ma u mnie wielkiego plusa już na wstępie.

Narracja powieści zmienia się wraz z zmianą rozdziału. Lubię takie zabiegi, szczególnie, jeżeli raz narratorem jest kobieta, a raz mężczyzna. Tutaj jednak autorka zdecydowała się na coś innego - Julie jest narratorką naprzemiennie z narratorem trzecioosobowym, który przedstawia nam historię z punktu widzenia Patricka. Brzmi bezsensownie? Ja też nie jestem przekonana, czy był to dobry pomysł. Kiedy jednak skończyłam lekturę zrozumiałam, dlaczego autorka zdecydowała się nam w ten sposób przedstawić fabułę - chciała zaskoczyć czytelników. Warto również dodać, że niektóre fragmenty akcji zostały nam przedstawione dwukrotnie - raz z punktu widzenia Julie, a raz Patricka. Kilkakrotnie to się sprawdziło, jednak momentami było zwyczajnie nudne.

"Odwrócony Mag" to dość typowy paranormal romance - dziewczyna z niezwykłą mocą i tajemniczy przystojniak. Czyta się lekko i przyjemnie, książka jest wciągająca - tego na pewno nie można jej odmówić. Chociaż akcja jest w większości przewidywalna, to raz czy dwa fabuła mnie zaskoczyła, a to już coś. Szczególnie zakończenie przypadło mi do gustu. Spędziłam z tą historią całkiem sympatyczny wieczór i mimo wszystkich wad nie żałuję, że po nią sięgnęłam. Może nie zmieniła mojego życia, może nie skłoniła do refleksji, ale czy takie było jej zadanie?

Książka Aleksandry Szałek pozytywnie mnie zaskoczyła. Nie jest to może lektura najwyższych lotów, ale nie widzę powodów, aby ją skreślać. To studenckie paranormal romance i jestem pewna, że znajdzie swoich zwolenników.

Ocena: 6/10

P.S. A mówiłam już, że nie ma miłosnego trójkąta? :D

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:

piątek, 2 sierpnia 2013

"Bezdomna" Katarzyna Michalak

źródło
Tytuł: Bezdomna
Autorka: Katarzyna Michalak
Seria: Z czarnym kotem
Wydawnictwo: Znak
Stron: 256

"Zawsze warto wysłuchać historii drugiego człowieka do końca.
W ten sposób można uratować komuś życie.

Kinga straciła już wszystko: dom, rodzinę, dziecko i poczucie godności. Wtedy w jej życiu pojawia się Aśka.
Kobieta, która kiedyś zrujnowała jej małżeństwo, teraz wyciąga do Kingi pomocną dłoń.
Czy to wyrzut sumienia, ludzki gest, a może jakiś ukryty plan?
Aśka nie zna jeszcze historii dawnej rywalki – historii tak bolesnej i wstrząsającej, że aż trudno to sobie wyobrazić.
Czy Aśka zdobędzie zaufanie Bezdomnej? Odkryje, dlaczego Kinga tak sobą gardzi, tak bardzo cierpi? Co zrobi, gdy pozna jej prawdę?
Czy w Aśce zwycięży wścibska dziennikarka, czy wrażliwa, czuła na krzywdę innych kobieta?

"Bezdomna" to książka pełna dramatyzmu, skrajnych emocji, tajemnic, skomplikowanych relacji rodzinnych i niespodziewanych przyjaźni.
To historia, która może toczyć się obok ciebie.
To opowieść, której musisz wysłuchać do końca."
źródło

Miejsce: śmietnik.
Czas: wigilia.
Akcja: samobójstwo.

Kinga zaplanowała wszystko. Tabletki popite wódką powinny raz na zawsze załatwić sprawę. Na nieszczęście (szczęście?) okazało się, że kobieta wcale nie jest sama. Kiedy obok niej rozlega się rozpaczliwe miauczenie, Kinga wie, że musi odwlecz swoją decyzję. W końcu brudny zwierzak, w przeciwieństwie do niej, wcale nie zasłużył na śmierć. Niespodziewane pojawienie się Aśki ułatwia decyzję, a nasza Bezdomna, może to z uwagi na świąteczny czas, a może po prostu odrzucenie alkoholem, przyjmuje propozycję nieznajomej i zamiast brudnego śmietnika, udaje się do ciepłego mieszkania.

Pozory mylą, zdaje się krzyczeć do mnie "Bezdomna". Kinga w niczym nie przypomina mojego wyobrażenia o niej, a Aśka wcale nie jest nieznajomą. Ich losy splotły się w odrażający sposób, ale jest to tylko kropla w morzu okropności, które przydarzyły się Kindze. Nowa znajoma zdaje się uparcie namawiać młodą kobietę na zmianę własnej sytuacji, znalezienie pracy i wynajęcie mieszkania. Kinga jest jednak sceptycznie nastawiona i wydaje się uparcie karać samą siebie. Pytanie brzmi więc: za co? I o tym właśnie opowiada "Bezdomna".

Historię poznajemy stopniowo. Od początku wiemy, że Kinga trafiła na ulicę, nie wiemy jednak dlaczego. Całość jest o tyle przerażająca, że poznając jej losy, już sam początek okazał się przytłaczający, a dalej? Z czasem jest tylko gorzej... Sama nie wiem co było gorsze - życie Kingi przed czy po tym, jak trafiła na ulicę. Jej opowieść jest wstrząsająca i oburzająca, ale... do bólu prawdziwa. I choć zdaję sobie sprawę, że Kinga Król to jedynie postać fikcyjna, do tej pory (a minęło już trochę czasu od kiedy skończyłam lekturę), nie mogę pogodzić się z jej losem. Nikomu, nikomu, nikomu nie życzę tego, co spotkało bohaterkę!

Zdawać by się mogło, że mieszkanie na ulicy jest najgorszym, co spotkało bohaterkę. Autorka posunęła się jednak krok dalej - bezdomność to nie przyczyna, a skutek. Młoda kobieta, odnosząca sukcesy, pewnego dnia po prostu... znika. Na jej miejscu pojawia się zupełnie inna osoba, owładnięta okropną chorobą - psychozą poporodową. Opis jej objawów przedstawiony został w sposób niesamowicie poruszający, aż trudno uwierzyć, że tak dużo osób uważa, iż ta choroba w ogóle nie istnieje, a jest jedynie wymysłem zmęczonych młodych matek. Ignorowanie jej objawów często prowadzi do tragedii, dokładnie takiej jak ta, która spotkała naszą bohaterkę. Może dzięki "Bezdomnej" więcej z nas zacznie baczniej przyglądać się młodym mamom? Ignorowanie słonia w salonie, wcale nie sprawi, że on zniknie! Jednego jestem pewna - jeśli choć jedna, jedyna osoba zrozumie coś po przeczytaniu tej powieści, uwierzy, że depresja poporodowa naprawdę istnieje, pani Michalak osiągnie największy możliwy sukces.

To dopiero moje drugie spotkanie z autorką, a już teraz wiem, że szufladka, do której próbowałam ją wsadzić, jest bardzo daleka od rzeczywistości. Uwierzyłam w stereotypy, dokładnie tak jak bohaterowie tej historii, choć mniej krzywdzące. Katarzyna Michalak dała mi się jednak poznać, jako autorka uniwersalna i z przyjemnością sięgnę po inne jej pozycje. Jeśli będą choć w połowie tak oryginalne jak "Bezdomna", z całą pewnością nie będę rozczarowana! Kochani, czytajmy polskich autorów!

Ocena: 8/10

Za możliwość poznania tej niesamowitej historii serdecznie dziękuję wydawnictwu Znak!



piątek, 26 lipca 2013

"W imię miłości" Katarzyna Michalak [przedpremierowo]

źródło
Tytuł: "W imię miłości"  
Autorka: Katarzyna Michalak
Wydawnictwo: Literackie
Stron: 280
Premiera: 14.08.2013

"Od czasu Ani z Zielonego Wzgórza nie opowiedziano tak wzruszającej historii

 

Zaskakujące zwroty akcji,  tajemnice i skrywane emocje oraz skomplikowane relacje rodzinne, to w skrócie najnowsza książka Katarzyny Michalak!

Edward, właściciel pięknego starego domu na Jabłoniowym Wzgórzu, nie przeczuwa rewolucji, która nagle nastąpi w jego życiu. Rewolucja ma na imię Ania, ma dziesięć lat i właśnie straciła wszystko… Tajemnica z przeszłości zmusi mężczyznę do postawienia pytań o to, co naprawdę jest ważne, i czy w jego życiu jest miejsce na rodzinę.

Trzymająca w napięciu historia o poszukiwaniu własnego miejsca na ziemi, potrzebie bycia kochanym, tęsknocie za prawdziwą rodziną i o tym, że cuda się zdarzają. Ogromna ilość wzruszeń gwarantowana!" www.wydawnictwoliterackie.pl


Pani Katarzyna Michalak to chyba jedna z najpopularniejszych polskich pisarek. Choć recenzje jej powieści pojawiły się na większości moich ulubionych blogów, do tej pory uparcie ignorowałam jej twórczość. Nawet namowy mojej mamy nic nie wskórały. Autorka kojarzyła mi się jedynie z lekkimi powieściami dla kobiet, po które sięgam bardzo, bardzo rzadko. Dopiero niedawno, moją uwagę przykuły zapowiedzi (i to nie jedna, a dwie). Jako, że wakacje to najlepszy czas na poszerzanie czytelniczych horyzontów postanowiłam sięgnąć po te książki, a jedną z nich było właśnie "W imię miłości" (ach, te porównanie do "Ani z Zielonego Wzgórza!). I wiecie co? Moje dziwne podejrzenia i stereotypy nie mogłyby się okazać mniej trafne!

Ania ma 10 lat i bardzo ciężką sytuację. Z powodu choroby ukochanej mamy, musi spędzić wakacje u dziadka Edwarda, którego kompletnie nie zna. Tak więc rezolutna dziewczynka zupełnie sama podróżuje pociągiem (z przesiadką!), aż dociera do domu na Jabłoniowym Wzgórzu. Choć "zupełnie sama" to może niezbyt trafne określenie, ponieważ tym samym pociągiem, w tym samych kierunku podróżuje tajemniczy Ned. Młody mężczyzna szybko zyskuje sympatię dziewczynki, czego nie można powiedzieć o zimnym Edwardzie. Szybko okazuje się jednak, że dziesięciolatka przeszła dużo więcej, niż chce przyznać, a i nowy mieszkaniec Jabłoniowego Wzgórza skrywa jakieś tajemnice...

"W imię miłości" to magiczna opowieść o dziecku, które widziało dużo więcej niż powinno. Historia jest niesamowicie wzruszająca. O dziwo (bo to naprawdę dość niezwykłe), opis wydawnictwa doskonale oddaje ducha tej historii. Owszem, jest kilka elementów przesłodzonych, przerysowanych, bądź przejaskrawionych, ale któż zwracałby uwagę na takie szczegóły mając przed sobą tak uroczą opowieść?

Najważniejsza jest tutaj jednak (zgodnie z tytułem) miłość. Miłość córki do matki i vice versa, ale także miłość, która przychodzi zbyt późno. Z buciorami (bucikami?) ładuje się w życie, pon postacią małej dziewczynki. Miłość, która oznacza poświęcenia, a jednak nie potrafi się poddać bez walki.

Najnowsza powieść Katarzyny Michalak porusza całe mnóstwo uniwersalnych, jednak bardzo ważnych wątków. Jednym z nich jest przebaczanie i odkupienie win. Niejeden z bohaterów ma na sumieniu kilka niechlubnych uczynków. Zostaje więc przed nami postawiony dylemat: czy wszystko można wybaczyć? Odwaga i siła małej dziewczynki poruszy nawet najtwardsze serca. I mam tu na myśli zarówno czytelników, jak i bohaterów powieści. Ania stopniowo topi lodowate serce Edwarda, bardzo szybko zyskuje również sympatię pozostałych mieszkańców Jabłoniowego Wzgórza, a nawet gości pensjonatu. I wiecie co? Wcale się nie dziwię, bo i mnie udało się jej złapać za serce. 

Lektura jest na tyle pasjonująca i wciągająca, że nie jestem w stanie powiedzieć na jego temat ani słowa - najzwyczajniej w świecie nie zwróciłam uwagi na coś tak przyziemnego jak język, mając przed sobą tak magiczną opowieść! Przy czytaniu powieści nie wzruszam się zbyt często, więc ostrzeżenia, aby przygotować sobie pudełko chusteczek potraktowałam z przymrużeniem oka, a jednak... Nie powiem, żebym zalewała się łzami, jednak chyba każdemu zakręci się choć jedna mała łezka podczas lektury.

Ocena: 9/10

Za możliwość poznania tej niesamowitej historii serdecznie dziękuję wydawnictwu:

środa, 17 lipca 2013

"Niewolnicy Snów" Dominika Budzińska

źródło
Tytuł: Niewolnicy Snów
Seria: Niewolnicy Snów, tom: I
Autor: Dominika Budzińska
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Stron: 322

„Niewolnicy Snów” Dominiki Budzińskiej to pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji i zaskakujących zdarzeń historia młodej dziewczyny, którą zaczynają nawiedzać dziwne sny i mrożące krew w żyłach koszmary. Jej dotychczas poukładany świat burzą nagłe zmiany, a wokół zaczynają dziać się rzeczy, których nie potrafi wytłumaczyć i zrozumieć. Pomagają jej nowi przyjaciele, a wśród nich tajemnicza Sofie i Scott, któremu przychodzi odegrać szczególną rolę w życiu młodej bohaterki. Okazuje się, że głęboko skrywana rodzinna tajemnica musi wreszcie wyjść na jaw, a kolejne sny stają się istotnym tropem w mozolnym dążeniu do odkrycia prawdy." www.wfw.com.pl

"Niewolnicy snów"... Interesujący tytuł, prawda? Do tego świetna okładka, ciekawa kolorystyka. Opis średni, jednak mimo wszystko książka zdaje się być intrygująca. Sny, a właściwie mieszanie ich z rzeczywistością to motyw dość popularny (patrz: kultowe i uwielbiane przeze mnie "Nevermore"), jednak na tyle uniwersalny, że pozostawia autorom duże pole do popisu. Dlaczego więc "Niewolnicy Snów" nie stali się jeszcze hitem, a moje próby znalezienia jakiejkolwiek recenzji spełzły na niczym? Z przykrością stwierdzam, że przede wszystkim z uwagi na uprzedzenie do polskich autorów. Moi drodzy: czas pozbyć się stereotypów! Rodzimych powieści mamy całe mnóstwo, a ja wcale nie twierdzę, że wszystkie są świetne, jednak myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Ja znalazłam i są to "Niewolnicy snów".

Akcja toczy się w Wielkiej Brytanii. Główna bohaterka, Martika, właśnie przeprowadziła się ze Szkocji na południe Anglii. Mimo wszystkich obaw, przeprowadzka okazuje się całkiem niezłą decyzją. Dziewczyna już pierwszego dnia przeżywa zauroczenie tajemniczym Scott - uczucie spada na nią jak grom z jasnego nieba. Do tego, poznaje całe mnóstwo sympatycznych nastolatków i bardzo szybko zawiera nowe przyjaźnie. W chwilach słabości może liczyć nie tylko na nich, lecz również na kochających rodziców - perfekcyjną w każdym calu Emily oraz wiecznie zapracowanego, jednak kochającego Adama.

Życie Martiki nie jest jednak tak perfekcyjne, jak mogłoby się wydawać. I tu właśnie zaczyna się najbardziej interesująca część - dziewczynę dręczą przerażające koszmary. Nie byle jakie, bo bardzo rzeczywiste. Z czasem przestaje odróżniać rzeczywistość od fikcji. Nastolatka wie, że musi rozwiązać zagadkę tajemniczych postaci, które pojawiają się w jej snach, inaczej nie zazna spokoju. Jakby tego było mało, jej ukochany zdaje się wiedzieć dużo więcej niż chce się przyznać. Całość dopełnia Sofie - dziewczyna o wyglądzie anioła i diabelskim talencie, której nikt nie jest w stanie rozgryźć.

Muszę przyznać, że "Niewolnicy snów" bardzo pozytywnie mnie zaskoczyli. Wątki snów (bo to jest tutaj najważniejsze), zostały doskonale poprowadzone. Wraz z główną bohaterką stopniowo dowiadujemy się prawdy i snujemy przypuszczenia. Dodatkowo tajemnica, którą poznaje to naprawdę coś mocnego, więc nie spotkałam się z rozczarowaniem kolejną ugrzecznioną wersją dla nastolatków. Powiedziałabym nawet, że zagadka jest rodem z iście dobrego kryminału. Nie wszystkie wątki zostały wyjaśnione, niektórych musimy się jedynie domyślać. Podejrzewam jednak, że był to zabieg celowy, dzięki czemu autorka zostawiła sobie otwartą furtkę do kolejnych tomów. Wszystko więc jeszcze przed nami - oby jak najszybciej.

Jeśli mam się do czegoś przyczepić, będzie to (standardowo) wątek miłosny. Jak to zwykle bywa, miłość spada na naszych bohaterów jak grom z jasnego nieba. Wystarczy jedno spotkanie i ... bum! Miłość aż po grób! Jedyne co usprawiedliwia tutaj naszą bohaterkę, to świadomość niedorzeczności całej sytuacji. Martika doskonale zdaje sobie sprawę, że podejrzanie szybko obdarzyła Scotta tak gorącym uczucie. Jest więc jeszcze nadzieja, że autorka jakoś sensownie nam to wytłumaczy. Mam szczerą nadzieję, że w kolejnych tomach dowiemy się, że było to coś więcej niż miłość od pierwszego wejrzenia. Nic już niestety nie można poradzić na to, że ich uczucie jest przesłodzone, przez co związek nastolatków staje się najsłabszym elementem powieści.

"Niewolnicy snów" to dobrze napisana powieść, nietrudno zauważyć, że język jest dostosowany do głównej grupy odbiorców - młodzieży. Czyta się szybko i przyjemnie, bez zbytniego wysiłku. Za najlepsze fragmenty uważam oczywiście sny Martitki. Mają w sobie coś mrocznego, wprowadzają niepokojącą atmosferę i muszę przyznać, że momentami (odrobinkę) się bałam. Nie mam również zastrzeżeń do bohaterów. Przede wszystkim na pochwalę zasługuje postać Sofie - najbardziej tajemniczej bohaterki opowieści. Do końca nie poznaliśmy w pełni jej historii, jednak mam nadzieję, że wątek ten zostanie kontynuowany, a sama historia okaże się co najmniej tak przerażająca, jak ta Martiki.

Debiutancka powieść Dominiki Budzińskiej to z całą pewnością książka, na którą warto zwrócić uwagę. Zgrabnie łączy ze sobą wątki paranormalne z rzeczywistymi - samotnością, rodzinnymi tajemnicami, niezrozumieniem, czy choćby ucieczką w świat używek. Warto zwrócić uwagę na tę pozycje, być może tak jak i mnie pozytywnie Was zaskoczy? Polecam!

Ocena: 7,5/10

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję portalowi A-G-W.info oraz Warszawskiej Firmie Wydawniczej!

sobota, 13 lipca 2013

"Co wylądowało w lesie Rendlesham?" Mateusz Kudrański

źródło
Tytuł: "Co wylądowało w lesie Rendlesham"  
Autor:
Wydawnictwo: MM Studio
Stron: 404

"Anglia rok 1981.
Dwie rywalizujące ze sobą grupy nastolatków. Czworo Anglików, para Amerykanów, dwóch braci pochodzenia polskiego. Co z takiej mieszanki może powstać?
Uwikłani w nieziemski ciąg wydarzeń, muszą połączyć swoje siły żeby przeżyć jeden bardzo intrygujący i tajemniczy dzień 11 lipca 1981 roku.
Co takiego przydarzyło się owego dnia na wschodnim wybrzeżu Wielkiej Brytanii?
Co takiego widzieli, że na zawsze zmieniło ich życie?
Kogo kocha Maggie?
Kim były istoty, które ich ścigały?
Co z tym wszystkim wspólnego miało wojsko USA?
Ile jedzenia może pomieścić brzuch Piguły?
Jeśli lubisz humor, przygodę, fantastykę oraz nietuzinkową historię miłosną zapraszam do lektury.
A dowiesz się, co wylądowało w lesie Rendlesham.
" www.wlesie.com

Poznajcie grupkę przyjaciół - dwójkę sympatycznych braci polskiego pochodzenia, Jerseya i Ice'a, zabawnego Boogie i piękną Maggie. Z drugiej strony anglików - przystojnego BB, wiecznie głodnego Pigułę, rudego Reda i Andy, dziewczynę o ciętym języku. Te dwie grupki nastolatków płoną do siebie żywą nienawiścią, którą podsyca niesmaczny numer, który miejscowi postanowili wyciąć amerykanom. Nie bez znaczenia jest również fakt, że jeszcze nie tak dawno łamaczka serc - Maggie była związana z łamaczem serc - BB, jednak związek ten burzliwie się zakończył. Zabawny zbieg okoliczności powoduje, że opie grupy spotkają się twarzą twarz w lesie, lecz kiedy są już o krok od pogruchotania sobie nawzajem kości, w lesie dzieję się coś niepokojącego...

W lesie dzieją się naprawdę dziwne rzeczy, a my wraz z bohaterami dowiadujemy się o nich stopniowo. Nastolatki zmuszone zostały do połączenia sił, niezależnie od tego jak dużą niechęcią darzą siebie. Właśnie owa niechęć to jeden z bardzo dużych atutów książki. Większość bohaterów odczuwa ją dość silnie, co możemy zauważyć nie tylko dzięki dialogom, lecz również opisom zachowania. Z drugiej strony jednak, żadnego z nich nie uważam za postać negatywną - w obliczu zagrożenia potrafili się zjednoczyć i z całą pewność nikt świadomie nie skrzywdziłby swojego kolegi, niezależnie z której grupy pochodził.

Przejdźmy jednak do tego, co właściwie wylądowało w lesie. No właśnie co? Tego oczywiście, moi drodzy czytelnicy, Wam nie zdradzę. Zapewne większość z Wam ma pewną wizję i teoretycznie jest ona słuszna. Dlaczego tylko teoretycznie? Bo sposób w jaki Mateusz Kudrański wykreował tajemniczych przybyszy nie ma nic wspólnego z tym co sobie wyobrażałam. Mało tego, jestem przekonana, że pomysł ten, jest na tyle oryginalny, że żadne w Was się nawet nie domyśla! Czy spodobała mi się ta wizja? Tego sama nie wiem, w dalszym ciągu jestem w szoku... Fabuła jest bardzo tajemnicza i napisanie tej recenzji, nie zdradzając Wam jednocześnie zbyt dużo jest dla mnie nie lada wyzwaniem.

Całość została bardzo zgrabnie wyważona i myślę, że to lektura, która w równym stopniu zadowoli zarówno przedstawicielki płci pięknej, jak i Panów. Wojsko, skomplikowane sprzęty, których nazw niestety nie zapamiętałam i sama walka to coś co zapewne zadowoli tych drugich. Dziewczęta (w tym ja również) będą z wypiekami na twarzy śledzić życie uczuciowe uroczej Maggie, która wprowadzi mnóstwo zamieszania, zanim wreszcie wybierze tego, kogo naprawdę kocha. I jeszcze jak wybierze! Maggie, jak mogłaś? Chłopak, którego wybrałaś zdecydowanie nie był moim faworytem! Ach, serce nie sługa...

Nie sposób nie wspomnieć, że książka jest bardzo dobrze wydana. Ciekawa okładka, do tego porządna, twarda. Do tego świetne nietuzinkowe ilustracje w środku (możecie je sobie pooglądać tutaj). Nie byłabym jednak sobą, gdybym się do czegoś nie przyczepiła - zabrakło mi wyjustowania tekstu. Niby mała rzeczy, a jednak wydawcy przyzwyczaili nas, że tekst jednak zawsze wygląda w taki, a nie inny sposób. Wiem, że odrobinę się czepiam, tym bardziej, że książka jest naładowana dialogami.

"Co wylądowało w lesie Rendlesham?" oceniam jako bardzo dobry debiut i trzymam kciuki, aby książka została przez czytelników pozytywnie przyjęta. Sama chętnie przeczytałabym więcej książek autora. Kawał dobrej literatury!

Ocena: 8/10

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję autorowi!

Fanpage książki znajdziecie tutaj [klik].
Zapraszam również do odwiedzenia strony książki [klik]. Znajdziecie tam ilustracje oraz darmowy fragment powieści :)


poniedziałek, 20 maja 2013

"Wilk" Katarzyna Berenika Miszczuk

żródło
Tytuł: "Wilk"
Seria: "Wilk", tom: I
Autorka: Katarzyna Berenika Miszczuk
Wydawnictwo: W.A.B. (Grupa Wydawnicza Foksal)
Stron: 304

"Sprawdź, co się wydarzyło przed Zmierzchem! Margo Cook to zwyczajna nastolatka. Pewnego dnia przenosi się razem z rodzicami z Nowego Jorku do miasteczka Wolftown położonego w głębi olbrzymiej puszczy. Od przeprowadzki dręczą ją koszmary, w których ucieka przez las przed groźnym prześladowcą. W szkole poznaje lekko zwariowaną Francuzkę Ivette Reno oraz intrygującego outsidera Maksa Stone'a. Jaki mroczny sekret skrywa Max? Jaki mroczny sekret skrywa Wolftown? Czy sny Margo mają z tymi zagadkami jakiś związek? Być może poznamy odpowiedź, gdy na niebie pojawi się księżyc w pełni..."
www.wab.com.pl

Katarzyna Berenika Miszczuk napisała swoją debiutancką powieść pt. "Wilk" w wieku 15 lat. Historia przypadła do gustu całej rzeszy czytelników. Paranormal romance to jeden z gatunków, po które sięgam najczęściej, więc i ja miałam ogromną ochotę na tę opowieść. Niestety - o ile II tom, "Wilczyca", udało mi się namierzyć, o tyle "Wilk" okazał się praktycznie nie do zdobycia. Możecie więc się domyślać, że niesamowicie ucieszyło mnie wznowienie tej książki przez wydawnictwo W.A.B., do tego w nowej, świetnej oprawie graficznej.

Choć książka jest napisana przez polską autorkę, to akcja toczy się w Stanach Zjednoczonych. Możemy się jednak spotkać z ojczystymi akcentami, np. pierogami, którymi zajada się główna bohaterka, mająca polskie korzenie. Margo, bo tak ma na imię, właśnie przeprowadziła się z Nowego Jorku do miasteczka Wolftown, nietrudno się więc domyślić, jakie paranormalne istoty spotkamy w powieści. 

Najbardziej specyficznym elementem "Wilka" jest pierwszoosobowa narracja. W przedmowie autorka zarzeka się, że powieść została nieco zmieniona, a charakter głównej bohaterki utemperowany. Ciężko jest mi jednak wyobrazić sobie, jak to wyglądało w pierwowzorze. Margo wtrąca w swoją opowieść całą masę własnych przemyśleń, ciętych uwag i dziwacznego poczucia humoru. Niektórych może bawić, niektórych irytować, myślę, że to po prostu kwestia gustu. Jeśli o mnie chodzi, bywało różnie, niestety, z przewagą irytacji... Czuć w tym wszystkim, że książka została napisana przez 15-letnią gadułę, co jednak nie oznacza, że jest ona gorsza. Brzmi to po prostu inaczej niż w tytułach pisanych przez 40-latków, próbujący się wcielić w nastolatki.

poprzednie wydanie "Wilka", źródło
Akcja toczy się spokojnym, przewidywalnym tempem. Powieść jest dość schematyczna, musimy jednak pamiętać, że została napisana jeszcze przed falą bliźniaczo podobnych paranormalnych przeciętniaków. Jeśli spodziewacie się zaskoczenia i odkrywania kim jest tytułowy wilk - niestety - tutaj go nie znajdziecie. Nie oznacza to jednak, że całość jest przewidywalna, zakończenie oraz wyjaśnienie historii wilków nie miało nic wspólnego z tym, czego się spodziewałam.

Mieszkańcy Wolftown okazali się bardzo ciekawymi bohaterami. O ile Margo powinniśmy polubić, a mogło się stać zupełnie inaczej, o tyle jej najlepsza przyjaciółka, Ivette, prawdopodobnie z założenia miała być tutaj postacią irytującą i doskonale spełniła swoją rolę. Mrocznych przystojniaków jest nawet więcej niż jeden i uważam, że oni również są całkiem nieźle wykreowani. Przyczepić mogłabym się jednak do wątku miłosnego. Max i Margo zakochali się w sobie zanim jeszcze zdążyli się na dobre poznać. Przez to, ominęło nas sporo scen rodzącego się uczucia, czyli jednego z moich ulubionych elementów w literaturze.

"Wilk" to jednocześnie i nieco schematyczna powieść, i dość kontrowersyjna (głównie z uwagi na sposób, w jaki Margo opowiada nam tę historię). Potrafię zrozumieć zarówno czytelników, którzy uważają powieść za nieudaną, jak i tych, którzy stawiają ją na półce z ulubionymi lekturami. Ja jestem gdzieś pomiędzy, jednak z perspektywy czasu stwierdzam, że spędziłam z "Wilkiem" kilka miłych chwil i coraz częściej łapię się na czekaniu na kontynuację (która, swoją drogą, podobno jest lepsza). 

Ocena: 6/10

Za możliwość poznania najsłynniejszego polskiego paranormal romance serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal!

środa, 15 maja 2013

"Arisjański fiolet. Cisza" Pola Pane

źródło
Tytuł: "Arisjański fiolet. Cisza"
Seria: "Arisjański fiolet", tom: I
Autorka: Pola Pane
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Stron: 408

"Świat, w którym nic nie jest takie, jak było.
Widok był przygnębiający.
Nieruchome kikuty drzew, brunatne, posępne, martwe…
Przed domem porzucony samochód, obok rozpadająca się szopa. Wszystko pokryte warstwą wulkanicznego pyłu.
Po plecach przebiegł mi dreszcz, gdy zdałam sobie sprawę, że mój świat umarł (…).
 
Namiętna gra zmysłów, ale… czy jest w niej miejsce na miłość? Przesunął lekko dłonią po moich nagich piersiach, właściwie prawie ich nie dotykając, i nie musiał długo czekać na reakcję (…). 
 
Zagrożenie, którego nikt się nie spodziewał. Ziemia była, jest i będzie moim polem bitwy. Odkąd pamiętam walczyłem, najpierw o życie, a potem o przetrwanie. Teraz walczę o władzę nad światem i wygram, bo nikt nigdy nie nauczył mnie przegrywać (…)." http://wfw.com.pl/


Ostatnio coraz bardziej przekonuję się do polskich autorów. Ta powieść to już trzecia (i nie ostatnia) zrecenzowana w tym miesiącu, a biorąc pod uwagę, że przez poprzedni rok przeczytałam zaledwie jedną (tak, wiem...), która wyszła spod ręki naszej rodzimej pisarki, jest to wynik co najmniej imponujący.

Będę szczera. Na początku cała koncepcja "Arisjańskiego fioletu" wydawała mi się absurdalna. Jednak z każdą recenzją, na którą się natknęłam, moja ochota na tę powieść rosła. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie recenzje na ulubionych blogach są głównym wyznacznikiem wpływającym na to, czy sięgnę po daną opowieść. Kiedy więc nadarzyła się okazja przeczytania tej historii postawiłam zamiast własnemu instynktowi, który ostatnio niepokojąco często mnie zawodzi, zaufać blogosferze. I wiecie co? Powinnam się teraz kajać i Wam dziękować! Ale od początku...

Świat legł w gruzach po uderzeniu asteroidy. 18-letniej Emily Walker udało się uratować głównie dzięki dziadkowi, a właściwie jego obsesji na punkcie końca świata. Wraz z matką przeżyła aż 10 lat w podziemnym schronie. W końcu jednak, mimo ogromnego strachu, zmuszone zostają wyjść na powierzchnię i na własnej skórze przekonać się, czy ktokolwiek oprócz nich zdołał przetrwać... 

Okazuje się, że ludzie próbują odbudować planetę od nowa. Nie poradziliby sobie jednak gdyby nie nieoceniona pomoc z zewnątrz. Mówiąc "z zewnątrz" mam tu na myśli prawdziwe "z zewnątrz" - nie inny kraj, czy kontynent, a... inną planetę! Mieszkańcy planety Aris przybyli na Ziemię, aby pomóc stworzyć nasz świat od nowa. Ziemianie i Arisjanie żyją więc razem, uczą się i pracują na przyszłość. Różnice między nimi widać jednak na pierwszy rzut oka, a pomarańczowy odcień skóry i fioletowe oczy to przecież dopiero początek.

"Arisjański fiolet" to przedziwna mieszanka. Na dzień dobry wprowadzeni zostajemy do postapokaliptycznego świata. Kiedy rozpoczynamy swoją przygodę z powieścią, od dramatycznych wydarzeń minęło już całe mnóstwo czasu. Nie zaliczyłabym jednak tej historii ani jako postapokalipsy, ani antyutopii/dystopii, tutaj pierwsze skrzypce gra romans i on właśnie wydaje się najbardziej naładowanym emocjami wątkiem. Post apokaliptyczny świat jest raczej tłem miłosnej historii. Z całą pewnością postawiłabym tę książkę na półce z fantastyką, ale czy paranormal romance? Tutaj bym polemizowała, ale czy to właściwie konieczne? Czy koniecznie musimy przypinać jej etykietkę i wsadzać do konkretnej szuflady? Ja po prostu postawię "Arisjański fiolet" na półce z ulubionymi tytułami i to mi wystarczy.

Pokochałam tę powieść przede wszystkim dlatego, że jest świeża. Jak łatwo się domyślić, nasza bohaterka zakochuje się w arisjańskim chłopaku. Różnice między nimi są niemalże nie do przekroczenia. A może nie niemalże? Może są autentycznie nie do przekroczenia? Wątek romantyczny jest tutaj świetnie poprowadzony. Nie oszukujmy się książkowe romanse najczęściej są nudne, mdłe i oparte na tym samy schemacie - poznajemy się - kochamy się - kłócimy się - godzimy się - happy end. A tutaj? Można byłoby wrzucić z powieści wszystko inne, wszystkich bohaterów i zostawić tylko główną dwójkę, a ich romans by mi wystarczył. I tak czytałabym tę książkę z niesłabnącym entuzjazmem.

"Arisjański fiolet" czyta się znakomicie. Narracja pierwszoosobowa jest moją ulubioną formą narracji, bo bardziej "wczuwam się" w postać, ale to oczywiście nie wszystko. Powieść wciąga już od pierwszych stron i przenosi w świat po apokalipsie zanim czytelnik zdąży się zorientować. Napisana została w sposób przestępny, dodatkowo idealnie nadaje się dla młodego czytelnika, ale również takiego, który jest pełnoletni. To ważne, bo mnóstwo teraz powieści dla nastolatek (ok.15-18 lat) i dla młodych kobiet (25+), ale Ci zabrakło gdzieś w tym wszystkim lektury dla dziewczyn, które znajdują się pomiędzy tymi przedziałami wiekowymi. Właśnie dla nich "Arisjański fiolet" zdaje się być idealny. Jednak w czasach, kiedy 13-latki czytają "50 twarzy Greya", nawet te nieco śmielsze sceny nie przekreślają tej książki jako lektury dla młodzieży.

Ostatnio twierdziłam, że wierzę w dobre polskie powieści, nawet te z gatunku paranormal romance, tylko po prostu na nie nie trafiam. I wiecie co? Właśnie trafiłam i to w samą dziesiątkę - polecam! Sama z niecierpliwością oczekuję na kolejny tom (albo i ze 2 - mam nadzieję:)).

Ocena: 9/10

Za egzemplarz do recenzji (i do tego z dedykacją) serdecznie dziękuję autorce

 P.S. Teraz będzie trochę prywaty: Autorka jest matematykiem. a to tylko dowodzi mojej teorii, że ludzie wcale nie muszą być jednowymiarowi. Ktoś uważany za umysł ścisły również może napisać to świetną książkę! Mówię to ja, inżynier :P

piątek, 10 maja 2013

"Grzesznica" Dorota Wachnicka

Tytuł: "Grzesznica"
Autorka: Dorota Wachnicka
Wydawnictwo: G+J
Stron: 321

"Kobieta pytana przez mężczyznę o liczbę kochanków zawsze odejmuje kilku – rzekomo bardziej ceni się u płci pięknej niewielkie doświadczenie seksualne. A jeśli ta kobieta była luksusową prostytutką? Jej biegłość w sztuce miłosnej docenią
bogaci klienci, ale czy kandydat na męża będzie myślał tak samo? Czy temu jedynemu, z którym zdecyduje się iść przez życie, zdradzi, co robiła w młodości? A może przeszłość to historia, o której można zapomnieć lub po prostu zostawić
za sobą i więcej do niej nie wracać?

Agnes już nie istnieje. Dominika założyła rodzinę, jest świetną żoną i matką, ma wymarzoną pracę i… właśnie wtedy dopada ją przeszłość, o której chciała zapomnieć. Jeśli wstydliwa tajemnica kobiety wyjdzie na jaw, może stracić wszystko. A jej przeciwnik nie przebiera w środkach."  http://www.gjksiazki.pl

Dominika ma już męża i dwójkę dzieci. Mieszka w Warszawie, spełnia się zawodowo, a przeszłość zostawiła daleko za sobą. Jej drugie oblicze - Agnes - już nie istnieje. Za początku poznajemy pokrótce przeszłość kobiety, dowiadujemy się o bogatych rodzicach dyplomatach, o tym jak Dominika potrzebowała luksusu, a co za tym idzie pieniędzy, a wreszcie o tym jak stała się luksusową damą do towarzystwa. Kobieta uważa, że zakończyła już ten etap w swoim życiu i jest szczęśliwa, jednak, jak się okazuje, przeszłość nie daje o sobie zapomnieć. Michał, bardzo religijny kolega z pracy, przypomina sobie, że poznał Dominikę na jednej z imprez, na którą przyszła ze swoim klienta...

Nasza główna bohaterka wyjechała za rodzicami do Ameryki przez nieszczęśliwą licealną miłość. Tam podjęła naukę na studiach, po czym została prostytutką. Absurdalność tej sytuacji powala na kolana, ale nie o tym jest przecież książka. Zadziwiające jest również to, że Dorota, choć nie czuje absolutnie żadnych wyrzutów sumienia, jest postacią pozytywną. Ani przez moment niczego nie żałowała, uważała, że jeśli mąż się o niczym nie dowie, to wszystko jest w porządku. Fantastyczny partner, dwójka uroczych dzieciaków, dobra posada i mnóstwo pieniędzy - wszystko zwyczajnie spada jej z nieba. Kobieta jednak nie potrafi tego docenić i wiecznie szuka szczęścia gdzie indziej. Zamiast zauważać własne błędy, mieć chociaż odrobinę poczucia winy, martwi się tylko, czy dowie się mąż. Bo jeśli nie, to przecież wszystko w porządku.

Czarny charakter w powieści również występuje, jednak on z całą pewnością spełnia swoją rolę - jego obłuda, hipokryzja przyprawiały mnie niemal o mdłości. Na jego tle, Dominika może faktycznie wydawać się postacią bez skazy. Religijny Michał okazuje się okrutnym człowiekiem, dla którego wszystkie chwyty. Ma przerażać i wzbudzać obrzydzenie i... dokładnie tak się dzieje. Mało tego, mężczyzna wszystkie swoje zachowania tłumaczy religią, jakby samo uczestnictwo w niedzielnej mszy robiło z niego dobrego człowieka i pozwalało na życie w kłamstwie.

W "Grzesznicy" występują również inni bohaterowie, jednak to właśnie ta dwójka jest najważniejsza. Można zwrócić jeszcze uwagę na męża Dominiki, jednak jest on wyjątkowo wyidealizowaną postacią. Nie jestem w stanie podać ani jednego przykładu, w którym nie pokazałby się jako dobry, czuły, wyrozumiały lub opiekuńczy. Wśród pozostałych, mniej lub bardziej ważnych, żadna z postaci mnie nie irytowała i chyba wszystkie idealnie spełniały swoje role.

Powieść czyta się znakomicie, jest napisana bardzo przyjemnym językiem. Akcja toczy się swoim własnym tempem, nie poświęcając tak dużo czasu na wspominanie przeszłość - to jedynie przebłyski wspomnień. Dzięki temu powieść przeczytałam bardzo przejęta w jednej dzień, zwyczajnie nie mogłam jej odłożyć. Warto również zwrócić uwagę na oryginalność - motyw luksusowej prostytutki przewijał się w literaturze już nieskończoną ilość razy, jednak tutaj zostało to przedstawione w zupełnie odmienny sposób. Nie skupiamy się na "karierze" Agnes, raczej na tym, czy można ułożyć sobie zwyczajne życie z taką przeszłością.
 
Mimo antypatii do głównej bohaterki książkę uważam za udaną i czytając ją spędziłam bardzo miły wieczór. Gdyby niepokojący morał, jaki wydaje się nasuwać po jej przeczytaniu byłabym nią w pełni usatysfakcjonowana. Myślę, że warto sięgnąć po "Grzesznicę", szczególnie, jeśli uważacie, że polska literatura nie jest już w stanie Was zaskoczyć.

Ocena: 6/10

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu:


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...