Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dystopia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dystopia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 lutego 2019

"Klub samobójców" Rachel Heng

Tytuł: Klub samobójców
Autor: Rachel Heng
Wydawnictwo: Kobiece
Stron: 408

"Futurystyczna wizja świata, w którym śmierć jest towarem luksusowym
W niedalekiej przyszłości technologia i medycyna są tak zaawansowane, że oferują ludziom szansę bycia nieśmiertelnym. Jednak wieczne życie zarezerwowano tylko dla wybranych, którzy spełniają określone wymagania.
Lea to 100-letnia, perfekcyjna pod względem genetycznym i idealnie zdrowa, dziewczyna, która dla innych jest uosobieniem marzeń o nieśmiertelności. Kiedy przypadkowo spotyka na ulicy ojca, którego nie widziała od 88 lat, po raz pierwszy od dawna ma do czynienia ze śmiercią.
Okazuje się, że ślady ojca prowadzą do Klubu Samobójców: tajemniczej organizacji, która działała jako grupa aktywistów. Teraz państwo określa ich mianem terrorystów zagrażających idealnemu porządkowi. Pomimo tego Lea decyduje się nawiązać z nimi kontakt.
W świecie, w którym władza obiecuje życie wieczne, tajemniczy Klub Samobójców daje nadzieję na wieczny spoczynek."

Ostatnio na rynku tak mało jest antyutopii. Swego czasu był to chyba najbardziej popularny gatunek, szczególnie w wydaniu młodzieżowymi. Po sukcesie "Igrzysk śmierci" na wystawie każdej księgarnii roiło się od tego typu tytułów. Ja również miałam okazję przeczytać kilka (kilkanaście? a może nawet kilkadziesiąt) powieści z postapokaliptycznym klimatem. Moda jednak przeminęła, jak chyba każda inna, a ja również nieco zapomniałam o tym, że tak bardzo lubiłam tego typu książki. 

Kiedy więc zobaczyłam w zapowiedziach "Klub samobójców", od razu wiedziałam, że to coś w sam raz dla mnie. Futurystyczna wizja świata wykreowana przez Rachel Heng od razu wzbudziła moje zainteresowanie i miałam rację - książka okazała się miłą odmianą od tego, co mam ostatnio okazję czytać. Ta nowość zapowiadała się na jedną z najciekawszych premier tej zimy.

Pierwszą poznajemy Lenę - piękną długowieczną, która jest idealna pod każdym względem - choćby z pozoru. Lena ma sto lat, idealną pracę, idealnego narzeczonego... Nietrudno się jednak domyślić, że perfekcyjne życie naszej bohaterki to tylko bańka, która może bardzo szybko pęknąć. Wszystko sypie się jak domek z kart od momentu, kiedy Lena spotyka swojego od wielu lat niewidzianego ojca. My, czytelnicy, również zaczynami poznawać ciemniejszą stronę jej życia.

Druga jest Anja. Ona, w przeciwieństwie do swojej poprzedniczki, nie żyje w fałszywym, idealnym świecie. Codziennie opiekuje się bardzo chorą matką, która na własnej skórze przekonała się, czym jest pozorna nieśmiertelność. Choć naszych bohaterek z pozoru nic nie łączy, obie są ofiarami dystopijnej rzeczywistości.

Ponurych wizji przyszłości była już cała masa, jednak w historii stworzonej przez Rachel Heng jest coś niezwykłego i świeżego. Na plus działają tu dojrzałe i dobrze nakreślone bohaterki, lecz przede wszystkim sam świat przedstawiony. Sposób, w jaki bohaterowie tej powieści bardzo przypomina mi internetową modę na zdrowy tryb życia. Teraz każdy jest na jakiejś diecie - bezglutenowej, bez laktozy, wegańskiej, wegetariańskiej. Ludzie wyciskają z siebie siódme poty na sztucznej bieżni jak gdyby biegając z psem po lesie mieli spalić mniej kalorii. Refleksja po lekturze tej książki jest naprawdę zaskakująca. Do tej pory mam w głowie scenę, kiedy główna bohaterka je lody, a mnie pojawia się gęsia skórka (to tylko lody!).

"Klub samobójców" to ciekawa, zaskakująca książka, dzięki której przypomniałam sobie, że jeszcze niedawno fantastyka była gatunkiem, po który sięgała najczęściej. Czas do tego wrócić!

Książka do kupienia tutaj.
https://www.taniaksiazka.pl/bestsellery

czwartek, 1 września 2016

"Epidemia" Suzanne Young

źródło
Tytuł: Epidemia
Autor: Suzanne Young Seria: Program, tom: 0,5
Wydawnictwo: Feeria
Stron: 414
"W świecie przed Programem…
Część 0,5 bestsellerowej serii New York Timesa, spinająca całość niczym klamra. 
A gdyby ktoś wymazał z Twojej pamięci wszystkie wspomnienia i potraktował Cię jak pionka w prowadzonej przez siebie grze? Od kiedy sięga pamięcią, Quinlan pomagała obcym rodzinom pogodzić się ze śmiercią ich dzieci. Jako sobowtór na pewien czas wcielała się w rolę zmarłych nastolatków, dając rodzinie czas na pożegnanie się z ukochanym dzieckiem. Zadanie nie było łatwe, ale Quinn była w tym naprawdę dobra. Nie wiedziała jednak, że sobowtórem jest także we własnym domu…
 
Jak odnaleźć się w gąszczu kłamstw i fałszywych przyjaciół? Czy w takiej sytuacji można jeszcze komukolwiek zaufać? Żeby odkryć swoją tożsamość, Quinn musi zmierzyć się z najtrudniejszą prawdą, że niczym zwierzątko doświadczalne brała udział w eksperymencie, który miał powstrzymać falę samobójstw. Dziewczyna nie chce być jednak lekiem na toczącą świat chorobę. Czy uda jej się znaleźć odpowiedzi, gdy epidemia zatacza coraz szersze kręgi, wydział żałoby depcze jej po piętach, a ona sama może polegać tylko na sobie?" źródło
Historie skierowane do młodzieży bardzo często mają ten sam problem - zbyt wiele części. Sporo serii porzuciłam tylko dlatego, że choć początkowe tomy wciągały, to kolejne były za bardzo wymuszone, a autorzy przeciągali główny wątek w nieskończoność. Ale nie bójcie się, "Program" wcale nie jest jedną z takich historii. Tutaj na każdą z części czekam z niecierpliwością i każda kolejna jest równie udana.
W serii "Program" zakochałam się już od pierwszego tomu. "Plaga samobójców" sprawiła, że na nowo rozbudziła się we mnie miłość do antyutopii - wreszcie coś nowego i świeżego. Po "Pladze samobójców" nastąpił oczywiście czas na kontynuację i tak też w moje ręce trafiła "Kuracja samobójców". Kolejną książką w serii nie było jednak zakończenie w postaci trzeciego tomu, jak to zazwyczaj ma miejsce, a tom 0.

W "Remedium" poznaliśmy kompletnie inną historię niż w poprzednich dwóch częściach. Choć może niezupełnie, bo akcja toczy się w tym samym uniwersum. Mamy jednak zupełnie inną bohaterkę, a wydarzenia toczą się zanim samobójstwa stały się plagą. O dziwo wprowadzenie nowej pierwszoplanowej postaci wcale nie zaszkodziło, tej serii - wręcz przeciwnie. Całość staje się jeszcze ciekawsze i jeszcze bardziej wciągająca. Jedyne, czego zabrakło, to łącznik pomiędzy tomem 0 a 1 i właśnie na to liczyłam sięgając po "Epidemię".
Część 0 było swoistego rodzaju wprowadzeniem. Suzanne Young stworzyła postaci sobowtórów i stopniowo zaznajomiła nas z tą profesją w najlepszy z możliwych sposobów - poprzez przykłady. Poznaliśmy przeszłość Quinn i mnóstwo z ról, w które wcielała się w przeszłości. Teraz jednak wiemy, że rolę sobowtóra odgrywa dużo dłużej niż myślała i nie pozostaje jej nic innego, jak tylko ucieczka. Ciężko jest jednak działać na własną rękę, a nasza bohaterka nie ma pojęcia, komu może zaufać, szczególnie, że misja, jaką sobie obrała jest niemal niemożliwa do wykonania.
Bardzo cieszę się, że Quinn i Sloane (główna bohaterka tomów 1 i 2) to kompletnie inne osobowość. Polubiłam je obie i gdyby miała którąś wybrać, to chyba nie byłabym w stanie, jednak nie ma nic gorszego niż powtarzalność. Całe szczęście, te dwie dziewczyny opowiadają nam zupełnie inne historie.

Z czystym sumieniem mogą polecić "Epidemię" wszystkim tym, którzy tak jak ja pokochali kolejne tomy. Ale nie tylko. Jeżeli chcecie zaszaleć, nie widzę żadnych przeszkód, aby czytać powieści nie w kolejności, w jakiej zostały wydane, a zgodnie z numeracją tomów, rozpoczynając od "Remedium". Jeżeli ktoś z was się zdecyduje, koniecznie dajcie znać, jak wypadł ten eksperyment!

Ocena: 8/10

niedziela, 24 kwietnia 2016

"Remedium" Suzanne Young

źródło
Tytuł: Remedium
Autor: Suzanne Young
Seria: Program, tom: 0 
Wydawnictwo: Feeria
Stron: 432
 
"Czy można wcielać się w różne postaci, nie tracąc swojej własnej tożsamości?
W świecie przed Programem… 
 
Siedemnastoletnia Quinlan McKee ma niezwykły dar i od lat z powodzeniem go wykorzystuje – niesie pocieszenie rodzinom zmarłych nastolatków. Pomaga krewnym przetrwać żałobę, wchodząc na pewien czas w rolę tych, którzy niedawno odeszli. Nosi ubrania i fryzury zmarłych, a obejrzawszy filmy i zdjęcia z ich udziałem, przejmuje ich zachowania. Czasem nawet zdarza jej się mylić swoją własną przeszłość z losami tych, których role odgrywa. Jest tylko jeden warunek: nie wolno jej się angażować emocjonalnie. 
 
Choć doskonale wie, że jest to surowo zabronione, to od kiedy stała się Cataliną Barnes, między nią a chłopakiem zmarłej dziewczyny zaczyna rodzić się więź. A to dopiero początek trudności. Bo gdy Quinlan poznaje prawdę o śmierci Cataliny, komplikacji przybywa. Ponieważ ta śmierć mogła nastąpić w wyniku epidemii…" źródło
 
"Program" Suzanne Young to seria, którą darzę ogromnym sentymentem. Trafiłam na nią w czasie, kiedy myślałam, że już żadna dystopia, ani antyutopia nie będzie w stanie mnie zainteresować, ponieważ wszystkie pomysły zostały już wyczerpane. Autorce udało się jednak stworzyć niezwykły świat, w którym samobójstwa rozprzestrzeniają się niczym grypa. Ku mojemu zdziwieniu, pomysł okazał się być strzałem w dziesiątkę, a "Plaga samobójców" - książką, która wciąga od pierwszych stron.
 
Mimo sympatii, jaką darzę autorkę, do "Remedium" podeszłam z pewną dozą niepewności. Owszem, seria bardzo mi się podoba, ale ten tom to zupełnie inna bajka. Ma numer "0", a więc akcja toczy się przed wydarzeniami, które znaliśmy do tej pory. Również bohaterowie są zupełnie inni - kolejne części skupiały się wokół Sloane, tutaj natomiast główną postacią jest Quinn. Nie ma również mowy o samobójstwach, a akcja toczy się wokół niezwykłego zajęcia, jaki trudni się główna bohaterka.

Quinlan jest sobowtórem. Oznacza to, że pracuje przy niezwykłej formie terapii. Pomaga bliskim zmarłych osób pogodzić się z ich stratą wcielając się w osobę, która odeszła. Czyta dzienniki, stara się dowiedzieć jak najwięcej, po czym przyjmując nawyki, wygląd, ubrania i zachowanie zmarłego, zamieszkuje w jego domu. Choć wydawać by się to mogło bardzo pokręcone, w rzeczywistości faktycznie pomaga biorącym udział w terapii. Choć nasza bohaterka trudni się tą przedziwną profesją od dłuższego czasu, my poznajemy ją, kiedy rozpoczyna najbardziej niezwykłe w swojej karierze zlecenie. Quinn ma wcielić się w Catalinę - dziewczynę, która zginęła w tajemniczych okolicznościach. Ze stratą nie radzą sobie nie tylko rodzice zmarłej, lecz również jej chłopak, a zlecanie ma trwać dużo dłużej niż typowe sprawy, którymi zajmowała się nasza bohaterka...

"Remedium", zgodnie z moimi przypuszczeniami, bardzo różni się od pozostałych powieści tej serii. Nie chodzi jedynie o innych bohaterów, ale cały klimat. Z pozoru wydarzenia z tomu 0 i tomu 1 nie mają ze sobą nic wspólnego, jednak musimy pamiętać, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Razem z Quinn stopniowo zaczynamy odkrywać szczegóły pracy sobowtórów oraz mroczne tajemnice, które nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego. Suzanne Young udało się stworzyć powieść, która bardzo różni się od pozostałych, a jednocześnie jest do nich podobna.

Bardzo polubiłam główną bohaterkę - jest silna, inteligentna i wiele w życiu przeszła. Obciążenie psychiczne, z jakim musiała zmagać się od dziecka, niejednego doprowadziłyby do szaleństwa, jednak ona zawsze znajduje jakiś element zaczepienia, który pomaga jej trzymać się rzeczywistości. To jedna z tych postaci, którym do samego końca uparcie kibicujemy, licząc, że czeka na nich szczęśliwe zakończenie. Polubiłam również kolegów Quinn, z którymi przyszło jej pracować.

Akcja toczy się wokół sprawy śmierci Cataliny, jednak Quinn dzieli się czytelnikiem swoimi wspomnieniami z przeszłości, dzięki czemu poznajemy zlecenia, którymi zajmowała się wcześniej. Nie sposób pozostać obojętnym wobec jej wspomnień oraz nie współczuć rodzinom zmarłych. Jeżeli chodzi natomiast o główny wątek, sprawę Cataliny, to właśnie ona sprawia, że powieść po prostu nie sposób odłożyć, ponieważ koniecznie chcemy dowiedzieć się, jak to się skończy i co tak naprawdę się stało.

"Remedium", mimo wszystkich moich obaw, okazało się świetną powieścią! Opowiada inną historię niż "Plaga samobójców" oraz "Kuracja samobójców", jednak jest ona co najmniej równie dobra. Polecam tę historię nie tylko fanom "Programu" - jeżeli uprzecie się, żeby rozpocząć przygodę od tego tomu, nic nie stoi na przeszkodzie.

Ocena: 9/10
Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:
http://wydawnictwofeeria.pl

sobota, 23 stycznia 2016

"Kuracja samobójców" Suzanne Young

źródło
Tytuł: Kuracja samobójców
Autor: Suzanne Young 
Seria: Program, tom: 2
Wydawnictwo: Feeria
Stron: 448

"Sloane i James podjęli próbę ucieczki przed epidemią i programem, ale zagrożenie nie znikło. Bo program nie chce o nich zapomnieć…
Teraz, dołączywszy do grupy buntowników, muszą uważać na to, komu mogą zaufać, i znaleźć sposób na obalenie programu oraz powstrzymanie epidemii. A to jest bardzo trudne, gdy w pamięci mają tyle białych plam. Pomóc im może tylko kuracja – tajemnicza tabletka, która może przywrócić wspomnienia. Za bardzo wysoką cenę.
I istnieje tylko jedna dawka.
" źródło
"Plaga samobójców", pierwszy tom serii Suzanne Young, sprawiła, że na nowo polubiłam antyutopie. Ostatnio kilkakrotnie sięgałam po książki z tego gatunku, ale trafiałam na same niewypały - dopiero "Plaga samobójców" przypomniała mi, jak zajmujące i nieprzewidywalne potrafią być antyutopie. Z niecierpliwością czekałam na kolejny tom - to jedna z tych serii, których kontynuację chcielibyśmy dostać natychmiast. Na szczęście nie musiałam czekać zbyt długo i już kilka miesięcy później, zanim jeszcze zdążyłam zapomnieć wydarzenia z pierwszego tomu, na moją półkę trafiła "Kuracja samobójców".

Uczucie Sloane i James jest silne - nie zdołało go pokonać nawet wymazanie wspomnień. Są dla siebie stworzeni i zamierzają kurczowo trzymać się tego uczucia, nawet jeżeli przypłacić trzeba je będzie życiem. Ciężko jednak poruszać się po świecie, w którym są poszukiwani i sami nie wiedzą, komu można zaufać. Nasi bohaterowie postanawiają dołączyć do Buntowników - są wobec nich sceptycznie nastawieni, ale każdy sprzymierzeniec jest na wagę złota. Nie wiedzą co dalej, jednak wszystko wskazuje, że Sloane jest tak cenna przede wszystkim z uwagi na tabletkę, którą ma w posiadaniu. Czy naprawdę to jedyna, jaka została?

Bardzo ciężko jest mówić o "Kuracji samobójców" nie zdradzając jednocześnie zagadkowej fabuły tej powieści. Ciężko nawet określić miejsce akcji, ponieważ i to jest dla czytelnika niespodzianką! Sloane i James uciekają, ale czy im się powiedzie? Gdzie zaprowadzi ich ta podróż? I, co najważniejsze, czy któreś z nich zdecyduje się połknąć tajemniczą pigułkę, która podobno przywraca wspomnienia? Na te i inne pytania, które nurtują czytelników, odpowiedzi znajdziecie w "Kuracji samobójców". Ja mogę jedynie dodać, że warto było czekać te kilka miesięcy.

Ta część znacznie różni się od poprzedniej. W "Pladze samobójców" ujął mnie smutny nastrój i sposób przedstawienia depresji. Autorka pokazała nam depresję, jako chorobę, którą można się "zarazić" niemal jak ospą. I mimo, że brzmi to dość absurdalnie, w praktyce wypadło naprawdę świetnie. Bohaterowie zostali nam pokazani, jako smutni młodzi ludzie, którzy stopniowo się załamują, a czytelnicy płaczą razem z nimi. W "Kuracji samobójców", autorka postanowiła nieco zmienić koncepcję. Tutaj pierwsze skrzypce gra akcja - wszystko nabiera tempa, a nasi bohaterowie, nieważne jak pokiereszowana jest ich psychika, mają wroga, z którym muszą walczyć.

Oprócz uwielbianych przeze mnie bohaterów, których znamy już z pierwszego tomu, pojawia się kilka nowych, interesujących charakterów. Chciałabym zwrócić uwagę przede wszystkim na Dallas - buntowniczkę z dreadami, którą Sloane i James poznają już na początku swojej podróży. To świetna postać z ciętym językiem i mroczną przeszłością, której życie nieustannie daje w kość. Mocno wyróżnia się na tle pozostałych bohaterów wykreowanych przez Young, jest w niej coś mrocznego, a co za tym idzie wzbudza zainteresowanie czytelnika.

Autorce udało się stworzyć naprawdę udaną kontynuację, a jednocześnie nie zaserwowała nam "odgrzewanego kotleta". "Kuracja samobójców" to książką utrzymana w innym klimacie, jednak z pewnością pokochają ją wszyscy Ci, których urzekła "Plaga samobójców". A jeśli na znacie jeszcze tej serii, to polecam gorąco obie książki - naprawdę warto mieć je na uwadze.

Ocena: 8/10
Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:
http://wydawnictwofeeria.pl

poniedziałek, 16 listopada 2015

"Klejnot" Amy Ewing

źródło
Tytuł: Klejnot
Autor: Amy Ewing  
Wydawnictwo: Jaguar
Stron: 380

"Otoczone dzikim oceanem Samotne Miasto podzielone jest na pięć położonych koncentrycznie dzielnic. Najbiedniejszy, zewnętrzny krąg to Bagno. Centralny, zamieszkały przez elitę, nosi dumną nazwę Klejnot.
Mieszkanki Klejnotu, które pragną mieć zdrowego potomka, kupują na dorocznych Aukcjach surogatki – obdarzone nadzwyczajnymi Auguriami dziewczęta, pochodzące z uboższych kręgów miasta.
Violet Lasting jest jedną z nich. Kupiona przez Diuszesę Jeziora dziewczyna trafia do pięknego pałacu i szybko przekonuje się, że za olśniewającą fasadą kryje się świat dalece bardziej okrutny, niż mogłaby sobie wyobrazić. Odziana w piękne suknie lecz pozbawiona wszelkich praw Violet jest tylko zabawką w rękach okrutnej szlachcianki, która nie cofnie się przed niczym, by osiągnąć cel.
Jedyną nadzieją Violet jest niespodziewana przyjaźń, która wkrótce przerodzić się ma w zakazany romans. A w Klejnocie za nieposłuszeństwo grozi śmierć…" źródło

Kiedy w zapowiedziach zobaczyłam "Klejnot" skojarzył mi się z "Rywalkami", jak chyba większości z Was. Okładka, a nawet czcionka, przypominają serię Kiery Cass. Opis również zwiastuje opowieść w podobnym stylu - antyutopię z pałacem w tle. Jednak zgodnie z zapewnieniami wydawcy, ta powieść ma być nieco bardziej brutalna. Czy jednak Amy Ewing udało się powtórzyć sukces Cass i stworzyć równie udaną książkę, która zaskarbi sobie sympatię czytelników?


Mają pieniądze i wpływy, ale przecież nie wszystko można kupić... Arystokracji nie jest dane przedłużenie rodu - ich dzieci są za słabe, aby przeżyć, bądź niepełnosprawne. Szybko okazuje się jednak, że i na to jest rada, pod warunkiem, że wydadzą wystarczającą ilość pieniędzy. Młode dziewczęta z najuboższych kręgów  to idealne rozwiązanie - są piękne, zdrowe i posiadają niezwykłe talenty, a co najważniejsze - mogą rodzić dzieci. Zaczynają być traktowane jak przedmioty, zostają wystawiane na aukcje, a potem sprzedawane arystokracji, aby zostać ich surogatkami.

Violet jest jedną z "tych" dziewcząt. Razem z najlepszą przyjaciółką, przygotowywane były do wzięcia udziału w aukcji, aby wreszcie zostać rozdzielone i trafić do swoich nowych domów. Nasza bohaterka zostaje kupiona przez Diuszesę Jeziora. Ma piękne stroje, zamieszkuje w pałacu i uczestniczy w przyjęciach - szczyt marzeń, zdawać by się mogło. Z tą różnicą, że dziewczyna traktowana jest przez swoją Panią jak zwierzątko - ma tańczyć jak jej zagra. W dodatku piękna pałacowe życie, widziane od wewnątrz, okazuje się zepsute do szpiku kości.

Pomysł na fabułę jest zdecydowanie niebanalny. Surogatki to dość ciężki temat, jak na literaturę młodzieżową, co więcej wpisanie do w antyutopijną rzeczywistość wydaje się być nieco absurdalne. O dziwo, wszedł z tego całkiem niezły miks. Główna bohaterka jest przerażona, a jej uczucia, chcąc, nie chcąc, udzielają się czytelnikowi. Kto z nas nie byłby przerażony mając urodzić cudze dziecko w tak młodym wieku.

"Klejnot" ma jednak jedną poważną wadę - wątek romantyczny jest kompletnie oderwany od rzeczywistości. Jest raczej poboczny i przyznaję, że podczas lektury nie przywiązywałam do niego większej uwagi. Nie sposób jednak nie zauważyć, że pojawia się nagle i od samego początku jest absolutnie przewidywalny. Dużo lepiej przedstawiony został chociażby wątek przyjaźni - lojalność i oddanie Violet jest naprawdę godne podziwu.

Ta powieść to, oprócz "Rywalek", jedyna czytana przeze mnie historia, której akcja toczy się w pałacu (nie liczą książek historycznych, po które z reguły i tak nie sięgam). Wystawne kolacja, sekretne przejścia, piękne, balowe suknie i mnóstwo tajemnic - cudowanie czyta się chyba każdą historię, która toczy się w takim miejscu. Amy Ewing zadbała, żeby książkę po prostu dobrze się czytało - jest napisana prostym językiem, a jednocześnie akcja toczy się na tyle szybko, że czytelnik nie zdąży się znudzić.

Spodziewałam się, że "Klejnot" okaże się świetną książką i miałam rację. To oryginalna powieść z naprawdę niebanalną fabułą, a jednocześnie utrzymana w podobnym klimacie, co seria Kiery Cass - jeśli jesteście jej fankami, z pewnością i ta historia przypadnie Wam do gustu.

Ocena: 8/10

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:

czwartek, 29 października 2015

"Ender" Lissa Price

źródło
Tytuł: Ender
Seria: Starter, tom: II
Autor: Lissa Price
Wydawnictwo: Albatros
Stron: 400

"Los Angeles po wojnie bakteriologicznej jest rządzone przez Enderów, ludzi powyżej sześćdziesiątego roku życia, którzy mogą zrobić wszystko, nawet kupić drugą młodość w ciele obcego nastolatka…

Callie, dawniej bezdomna Starterka, teraz mieszka w okazałej rezydencji zapisanej jej przez bogatą Enderkę, Helenę. Obie doprowadziły do tego, że zburzono i zdelegalizowano bank ciał, ale nosiciele chipów umożliwiających zamianę ciał są wciąż porywani przez nieznanych prześladowców. Niebezpieczeństwo grozi także Callie. Czy Starterce uda się ocalić siebie i innych?
" źródło

"Starter" Lissy Price to książka, na którą czekałam bardzo długo. Na szczęście nie zawiodła mnie - okazała się bardzo dobrą dystopią - choć może nie zdobyła tytułu mojej ulubionej, to wspominam ją bardzo miło. W przypadku kontynuacji nie musiałam umierać z niecierpliwości - "Ender" ukazał się stosunkowo szybko, zanim jeszcze zapomniałam, co działo się w "Starterze". Czy jednak druga część okazała się równie udana, co pierwsza?

W świecie po wojnie bakteriologicznej brakuje całego pokolenia. Ocaleć udało się jedynie dzieciom i młodzieży oraz starszym ludziom. Niemal nikt nie ma rodziców. Ci, którzy mieli więcej szczęścia mogą polegać na dziadkach. Jednak Ci, którzy ich nie mają są zdani tylko na siebie. Callie należy niestety do tych drugich. A może raczej - należała. W "Starterze" poznaliśmy ją, kiedy wraz z bratem nie miała nawet gdzie się podziać i podjęłam dramatyczną decyzję zapisu do banku ciał. Teraz jednak sporo się zmieniło - Callie ma do dyspozycji rezydencję Heleny, Enderki, która korzystała z jej ciała. Nie znaczy to jednak, że przestało jej grozić niebezpieczeństwo, a wręcz przeciwnie. Czy bohaterka poradzi sobie z zagrożeniem, skoro nie wiem nawet, komu może zaufać?

Czy "Ender" wciągnął mnie równie mocno, co "Starter"? Z przykrością muszę przyznać, że nie. Ciężko jest jednak określić dlaczego. Przecież spodobał mi się pomysł autorki, a wydarzenia z kontynuacji są logicznie powiązane z pierwszą częścią. Akcja toczy się nawet szybciej niż do tej pory, Callie ciągle coś robi, gdzieś pędzi i z kimś się spotyka. Nie mogę jednak pozbyć się wrażenia, że kręcimy się w kółko...

Autorka zdecydowała się wprowadzić do historii nowe postaci. Skupia się właściwie na jednej - Haydenie i muszę przyznać, że ten właśnie bohater jest jednym z większych plusów powieści. Być może dlatego, że o nim dowiadujemy się sporo. Nie można jednak tego powiedzieć o pozostałych postaciach - wydaje mi się, że autorka "porzuciła" znanych nam bohaterów, skupiają się jedynie na Callie. Na niektóre z pytań, które mnie nurtowały, zwyczajnie nie poznałam odpowiedzi...

Nie żałuję, że sięgnęłam po "Ender", ponieważ głupotą byłoby porzucić serię, którą lubię w połowie. Cieszę się, że poznałam zakończenie tej historii, jednak czuję niedosyt.

Ocena: 6/10

"Starter"      |     "Ender"

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję:
http://www.wydawnictwoalbatros.com/

środa, 21 października 2015

"Aplikacja" Lauren Miller

źródło
Tytuł: Aplikacja
Autor: Lauren Miller
Wydawnictwo: Feeria
Stron: 456

"Co się stanie, gdy życie ludzi zostanie zdominowane przez elektroniczne urządzenia osobiste? Gdy ich spersonalizowane telefony będą im podpowiadać, co powinni zjeść, w co się ubrać, gdzie pójść i z kim zaprzyjaźnić?
Oto czasy, w których wielki koncern Gnosis, następca firm Apple i Google, wprowadził na rynek najbardziej rewolucyjne narzędzie wszech czasów: aplikację na telefon Lux. Ten innowacyjny program optymalizuje podejmowanie decyzji przez użytkownika, biorąc pod uwagę jego dobro i preferencje osobiste, co ma dać najlepsze możliwe rezultaty.
16-letnia Rory uważa za oczywiste to, że aplikacja Lux stanowi klucz do zdrowego i szczęśliwego życia. Kiedy zostaje przyjęta do elitarnej Akademii Theden, wydaje się, że rysuje się przed nią przyszłość doskonała. Ale w tej idealnej, wymarzonej szkole pod gładką powierzchnią czai się coś złego. A potem Rory poznaje  przystojniaka z miasta, który prowadzi życie outsidera i – o zgrozo! – nie korzysta z Luxa, co fascynuje dziewczynę. Wkrótce bohaterka zaczyna postępować wbrew rekomendacjom aplikacji – zaczyna słuchać głosu intuicji, którą nauczono ją ignorować. Ten wybór poprowadzi ją do odkrycia prawdy, której ani ona, ani nikt inny nie mógł się spodziewać" źródło
Dzisiaj wszyscy chodzimy z głową opuszczoną w dół. Nie to jednak nic wspólnego ze smutkiem - każdy po prostu patrzy w swój telefon. Sprawdzamy na nim pogodę i wiadomości. Zamiast spotkać się ze znajomymi dowiadujemy się, co u nich słychać z Facebooka. Coraz więcej z nas każdy moment swojego życia dokumentuje zdjęciem wrzuconym na Instagram. Muszę przyznać, że i mnie nie ominęło smartfonowe szaleństwo - jadąc autobusem przeglądam Facebooka i czytam Creepy Pasty. Książkowymi nabytkami chwalę się na Instagramie i niemal codziennie sprawdzam zapowiedzi. W telefonie mam wszystko - aplikacje mediów społecznościowych, maile, gry, kalendarze, przypomnienia, kupony rabatowe, aplikacje do zakupów online i całe mnóstwo innych (momentami wydaje mi się, że niezbędnych) rzeczy. I szczerze nie cierpię, gdy kto grzebie mi w telefonie...

Czasami zastanawiam się, co będzie następne. W czasach, kiedy zdawać by się mogło, że wszystko już było, twórcy oprogramowania zaskakują nas raz po raz coraz to nowymi aplikacjami. Lauren Miller przedstawia nam własną dość ponurą teorię na pt. "Co będzie dalej?"

Poznajcie Gnosis. To coś więcej niż wirtualny pomocnik, który pomoże Wam znaleźć najlepszą restaurację w okolicy, choć i taką opcję tu znajdziemy. Lux, bo tak nazywa się ta aplikacja zbiera dane o użytkowniku i pomaga mu podjąć decyzje niemal, że w każdej sytuacji. Nie wiesz, którą szkołę wybrać po maturze? Nie ma problemu, Lux zna odpowiedź! Chcesz dobrać najbardziej odpowiednią dietę, lepiej rozporządzać czasem? Lux zrobi to za Ciebie! Główna bohaterka, Rory, jest jedną z fanek Luxa. Nasz historię rozpoczynamy kiedy dziewczyna dostaje się do elitarnej Akademii Theden. Plan jest prosty - dawać z siebie sto procent na zajęciach i być jedną z najlepszych studentek. Z czasem staje się to jednak coraz trudniejsze - poznaje Northa, nietuzinkowego baristę, który nie cierpi Luxa i sprawia, że Rory zaczyna zadawać sobie pytania, które nigdy wcześniej niż przyszłyby jej do głowy.

Czytając "Aplikację" nieustannie tłukło mi się po głowie to samo pytanie - dlaczego nikt nie wpadł na to wcześniej? Dystopii jest na rynku całe mnóstwo. Autorzy inspirują się wszystkim - olimpiadami, wojnami, czy reality shows, ale nikt nie wpadł na coś tak bliskiego każdemu z nas, jak smartfony. W końcu każdy z nas w pewien sposób się im zwierza, wprowadzając (niekiedy bardzo poufne) informacje. Wykorzystanie ich jest tak proste... Mogło wpaść tandetnie, owszem, ale Lauren Miller udało się w pełni wykorzystać potencjał swojego pomysłu i stworzyć do bólu realistyczną historię.

Oprócz świetnego pomysłu mamy tutaj wszystko, czego potrzeba, aby stworzyć udaną powieść. Co chyba najważniejsze - zero wtórności i powtarzalnych schematów. Nie czytałam jeszcze żadnej książki, w której rolę zapalnika pełniłby rozwój technologicznych, a uwierzcie mi, dystopii czytam sporo. Jest i wątek miłosny, ale autorka oszczędziła nam nudnych jak odgrzewany kotlet trójkątów - wszytko dzieje się stopniowo, logicznie i ciekawie. Całości dopełniają liczne zagadki i zwroty akcji oraz niezwalniająca fabuła. Koniec końców lektury nie da się odłożyć, dopóki nie poznamy odpowiedzi na wszystkie nurtujące nas pytania.

"Aplikacja" naprawdę pozytywnie mnie zaskoczyła. Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się po niej aż tak wiele. Obok "Plagi samobójców" i "Klejnotu" to zdecydowanie jedna z najciekawszych premier tej jesieni!

Ocena: 8/10
Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:
http://wydawnictwofeeria.pl

Książkę możecie kupić tutaj [klik]!

niedziela, 4 października 2015

"Plaga samobójców" Suzanne Young

źródło
Tytuł: Plaga samobójców
Autor: Suzanne Young  
Seria: Program, tom: 1
Wydawnictwo: Feeria
Stron: 456

"Nastolatki masowo popełniają samobójstwa. W niektórych szkołach władze wprowadzają więc pilotażowy program przeciwdziałania tej epidemii. Wszelkie objawy depresji są skrupulatnie notowane, a ci, którzy się załamują, są poddawani leczeniu w odizolowanych klinikach. Leczenie wydaje się skuteczne, ale każdy, kto brał udział w programie, wraca do zwykłego życia kompletnie pozbawiony wspomnień.

Rodzice Sloane stracili już jedno dziecko i są gotowi na wszystko, by tylko ją uratować. Dziewczyna tłumi więc swoje prawdziwe uczucia. Jedyną osobą, przy której czuje się swobodnie, jest James, jej chłopak. Obiecał jej, że ich dwojgu nic się nie stanie, a Sloane jest pewna, że ich miłość przetrwa wszystko. Lecz z tygodnia na tydzień oboje stają się coraz słabsi. Coraz trudniej im zachowywać twarz, bo dopada ich depresja. A później Program.


Mroczna, dystopijna powieść z romansem w tle
." źródło
Zdawać by się mogło, że dystopijny szał powoli przemija. Po kinowym sukcesie "Igrzysk śmierci", powieści tego typu opanowały półki księgarni. Ciężko było jednak trafić na  naprawdę wartościową historię, kiedy było ich tak wiele. Sporej części czytelników (mnie również) historie te nieco obrzydły - głównie dlatego, że trafialiśmy na nudne i podobne do siebie powieści. Minęło jednak trochę czasu i muszę przyznać, że powoli na nowo odkrywam ten gatunek, trafiając na prawdziwe perełki. A "Plaga samobójców" jest jedną z nich.
Młodzi ludzie masowo popełniają samobójstwa. Rodzice nastolatków nie mają pojęcia, jak radzić sobie z problemem. Chcąc za wszelką cenę uchronić swoje pociechy godzą się na "Program", stworzony przez władze, który ma na celu przeciwdziałanie epidemii. Młodzież jest bacznie obserwowana i poddawana ankietom. Każde podejrzane zachowanie - odnotowywane. Ci, którzy zdają się być blisko załamania nerwowego, trafiają do specjalnych ośrodków, w których pozbawia się ich samobójczych myśli, lecz również... większości wspomnień.

Epidemia nie ominęła rodziny Solane. Jej brat jest jednym z nastolatków, którzy popełnili samobójstwo. Tragedia odcisnęła na niej swoje piętno, jednak dziewczyna radzi sobie całkiem nieźle. Ma najlepszego przyjaciela, ukochanego chłopaka i plany. Do czasu.

Koncepcja powieści Suzanne Young jest naprawdę nietypowa - nie byłam sobie w stanie wyobrazić, w jaki sposób autorce uda się połączyć samobójstwa i dystopię. Taki mix mógł wypaść albo bardzo źle, albo bardzo dobrze. Jak się okazało - historia jest spójna, logiczna i naprawdę wciągająca! "Plaga samobójców" niesamowicie mnie wciągnęłam i pochłonęłam ją w jeden weekend. Choć jestem świeżo po lekturze, już teraz mogę stwierdzić, że ta historia na stałe zapisze się w Top 3 moich ulubionych dystopii! Dlaczego polubiłam tę historię tak bardzo? Poniżej znajdziecie 3 najważniejsze powody.

Po pierwsze - dramatyczna rzeczywistość. Książka pokazuje myśli samobójcze jako efekt depresji, a samą depresję traktuje niczym zakaźną chorobę. Choć zdaje się to nieco absurdalne, autorka pokazała nam pajęczynę smutku młodych ludzi w taki sposób, że naprawdę zaczyna mieć to sens. Pomyślcie sami - im więcej samobójstw w waszym najbliższym otoczeniu, tym więcej smutku w Was samych. Załóżmy, że właśnie w taki sposób tracicie siostrę, chłopaka i najlepszą przyjaciółkę - kto nie wpadłby w depresję?!
Po drugie - krwista dystopia. Mimo całego dramatyzmu, książka jest pełna drastycznych scen, niczym z krwawych "Igrzysk śmierci". W tym miejscu "Plaga samobójców" przypomina mi nieco moje ukochane "Testy" - tutaj też mamy do czynienia z wymazywaniem wspomnień i powracaniem do prawdziwego świata. A wierzcie mi, jest co zapominać!

Po trzecie - wątek miłosny. Opis książki informuje nas o wątku miłosnym w tle. Cóż... Romans może i toczy się w tle, ale za to jaki romans! Solane przeżywa prawdziwą, wielką miłość. Taką, której doświadcza się tylko raz w życiu. Byłam zachwycona chemią między bohaterami, sposobem, w jaki ich do siebie przyciągało. Tej dwójce bardziej niż komukolwiek innemu należy się szczęśliwe zakończenie. Ach! Wątek miłosny jest naprawdę cudowny i nie zmieniłabym w nim nic a nic.

"Plaga samobójców" to po prostu zachwycająca książka. Nietypowa, oryginalna i piekielnie wciągająca. Jestem nią absolutnie oczarowana i wprost nie mogę doczekać się kontynuacji. Polecam gorąco!

Ocena: 9/10
Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:
http://wydawnictwofeeria.pl

niedziela, 31 maja 2015

"Starter" Lissa Price

źródło
Tytuł: "Starter"
Autor: Lissa Price
Wydawnictwo: Albatros
Stron: 400

"Callie straciła rodziców, kiedy wojna bakteriologiczna zmiotła z powierzchni ziemi wszystkich w wieku między 20 a 60 lat. Ona i jej młodszy brat, Tyler, uciekają, aby mieszkać na odludziu wraz z przyjacielem Michaelem, i walczą z regenatami, którzy byliby w stanie zabić ich choćby dla ciastka.
Jedyną nadzieją Callie jest „Prime Destinations”, niepokojące miejsce w Beverly Hills, rządzone przez tajemniczą postać znaną jako Old Man. Ukrywa nastolatków, aby wypożyczyć ich ciała Endersom – seniorom, którzy chcą być znowu młodzi. Callie wie, że pozyskane w ten sposób pieniądze utrzymają ją, Tylera i Michaela żywych, więc zgadza się być dawcą. Ale neurochip, który został umieszczony w jej głowie, ma awarię i Callie budzi się w życiu Helen – kobiety, która wypożyczyła jej ciało. Mieszka w jej domu, jeździ jej samochodami i umawia się z wnukiem senatora. Wszystko wygląda jak w bajce, dopóki Callie nie odkrywa, że Helen zamierza robić coś więcej, niż tylko imprezować – a plany Prime Destinations są dużo gorsze, niż Callie mogła sobie kiedykolwiek wyobrazić…" źródło

Jakiś czas temu dystopie i antyutopie były najpopularniejszymi książkami. W każdej księgarni mogliśmy znaleźć niezliczone tytuły, które łączył wspólny napis na okładce: „Dla fanów Igrzysk Śmierci”. Powieść Suzanne Collins darzę ogromnym sentymentem, więc i na moich półkach możecie znaleźć sporo takich książek. Niestety porównanie często stosowane jest nieco na wyrost – raczej, aby przyciągnąć czytelników. Choć znalazło się oczywiście kilka perełek, sporo z tych tytułów okazało się jedynie powielanymi schematami, a ja nieco zniechęciłam się to wszystkich antyutopii.

Czasami jednak zdarzają się tytuły, które pomagają pokonać każdą niechęć. Podobnie było właśnie ze „Starterem”. Z tą różnicą, że powieść Lissy Price zainteresowała mnie już baaardzo dawno temu. Od kiedy pierwszy raz zobaczyłam okładkę tej książki w zapowiedziach, premiera została kilkakrotnie przesunięta. W końcu jednak „Starter” wreszcie się ukazał, a ja nie mogłabym nie przeczytać powieści na którą czekałam tak długo!

Z książką jest jak z miłością – liczy się wnętrze, ale mimo wszystko pierwsze wrażenie jest nie bez znaczenia. „Starter” i ja zaliczyliśmy zdecydowanie udane pierwsze spotkanie – która z nas, nie lubi świecidełek? :) Książka jest wydana naprawdę pięknie, okładka jest błyszcząca i gdyby przypadkiem natknęła się na ten tytuł w księgarni, nawet kompletnie go nie kojarząc, z pewnością przykułby moją.

Przejdźmy jednak do najważniejszego, czyli wnętrza. Akcja toczy się w świecie wyniszczonym wojną bateriologiczną. Wszyscy pomiędzy 20 a 60 rokiem życia nie żyją. Dzieci i nastolatki miały szczęście, jeśli mają dziadków, którzy mogą się nimi zaopiekować. W przeciwnym razie są skazane same na siebie. Główna bohaterka, Callie, niestety nie ma już rodziny, za wyjątkiem 7-letniego braciszka. Dziewczyna, choć sama jest jeszcze dzieckiem, musi zatroszczyć się nie tylko o siebie, lecz również zająć małym bratem. Trudna sytuacja zmusza ją do podjęcia radykalnych kroków. Callie dramatycznie potrzebuje pieniędzy, a Prime Destinations proponuje teoretycznie prosty zarobek – okrągła sumka za pozwolenie wypożyczenia swojego ciała. Za pomocą wszczepienia czipu do ciała nastolatki (Startera), Enderka (czyli osoba po 60 roku życia) będzie mogła na nowo cieszyć się młodym i sprawnym ciałem. Nasza bohaterka decyduje się na tą transakcję, licząc, że szybko będzie miała to za sobą. Coś jednak idzie nie tak...

Muszę przyznać, że miałam nosa - „Starter” okazał się książką dokładnie taką, jak to sobie wymarzyłam. Autorka przedstawia, co prawda zniszczony świat przyszłości, ale to jedyne podobieństwo do powieści, które do tej pory czytałam. Poza tym, pomysł jest świeży i spójny. Wydarzenia mają sens, fabuła bardzo szybko wciąga czytelnika. Szybko pokochałam tę książkę i za nic nie chciałam się z nią rozstawać aż do ostatniej strony.

Nie ma udanej powieści, bez udanej kreacji głównego bohaterami. Możecie jednak odetchnąć z ulgą, ponieważ Callie jest naprawdę ciekawą postacią. To zaledwie 16-letnia dziewczyna wrzucona w wir wydarzeń, które wymagają od niej podejmowania niesamowicie trudnych decyzji. Callie jest odpowiedzialna i zdeterminowana – to zdecydowanie silna postać, jednak zdarzają się jej również wpadki. Musimy jednak pamiętać, że to tylko nastolatka, a sytuacja w jakiej się znajduje przerosłaby nie jednego dorosłego. Dzięki błędom Callie, poczułam do niej jednie jeszcze większą sympatię.

W przypadku tej książki, nie sposób nie wspomnieć o jeszcze jednej, ogromnej zalecie. Sposób, w jaki toczyć się akcja zaskoczy każdego czytelnika. Niejednokrotnie byłam pewna, że wiem, jak potoczą się losy Callie, jednak nie mogłam być w większym błędzie. A zakończenie? Po prostu bomba!

Nawet jeżeli, tak jak ja, macie już dość antyutopii i dystopii, naprawdę warto sięgnąć po „Starter”. Autorka miała nie tylko ciekawy pomysł, ale też świetnie go zrealizowała.

Ocena: 7/10

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję:
www.wydawnictwoalbatros.com/


środa, 23 lipca 2014

"Elita" Kiera Cass

źródło
Tytuł: Elita 
Seria: Rywalki, tom: II 
Autorka: Kiera Cass
Wydawnictwo: Jaguar
Stron: 338

"Do pałacu przybyło trzydzieści pięć dziewcząt. Teraz zostało ich tylko sześć.
Ami książę Maxon stają się sobie coraz bliżsi, jednak dziewczyna wciąż pamięta o Aspenie, chłopaku, którego darzyła szczerą miłością jeszcze zanim trafiła do pałacu. Aspen jest jednym z żołnierzy strzegących bezpieczeństwa kandydatek, a to wcale nie ułatwia Ami zrozumienia własnych pragnień." źródło

Są takie serie, w których zakochuję się od pierwszego zaczytania. Nie tyle nie dostrzegam ich wad, co stają się kompletnie nieistotne, bo lektura sprawia mi kupę frajdy. I tak właśnie było z "Rywalkami" - I tom serii kompletnie mnie oczarował i dosłownie go pochłonęłam. Całe szczęście, bo wyczekiwałam premiery tej książki z niecierpliwością, a okładka zachwyciłam mnie tak bardzo, żeby byłam gotowa czytać ją w oryginale. Ku mojej (i pewnie wielu z Was) radości, wydawnictwo Jaguar zdecydowało się wydać tę serię, a my możemy się cieszyć polskojęzyczną wersją w pięknych oryginalnych okładkach.

America wraz z pięcioma dziewczętami w dalszym ciągu pozostaje w grze. Młode damy rywalizują o koroną i księcia Maxona. Jest to coraz trudniejsze, ponieważ młody książę okazał się być wrażliwym, sympatycznym i pełnym ciepła mężczyzną. Nasza bohaterka pozostaje jednak niezdecydowana, choć żywi do niego silne uczucia, sytuacja staje się coraz bardziej skomplikowana. W pałacu pojawił się bowiem Aspen, chłopak, który złamał jej serce tuż przed przybyciem do pałacu. Teraz jest jedynym z żołnierzy, więc dziewczyna nieustannie go spotyka. Szybko staje się jasne, że książę Maxon nie jest jedynym, który będzie musiał dokonać wyboru...

Oj, Americo... Choć darzę Cię ogromną sympatią, zaczynasz mnie irytować! Jak pewnie sami doskonale wiecie urok Maxona jest nie do odparcia. Nasz bohaterka w dalszym ciągu się jednak waha się, kombinuje i rozmyśla. Życie w pałacu ewidentnie przypadło jej do gustu, a miedzy nią a Maxonem nie sposób nie zauważyć chemii. O co więc chodzi? Cóż, "Rywalki" to seria to dość prostej fabule, jednak czyta się ją tak świetnie, że przedłużenie historii na trzy tomy było strzałem w dziesiątkę. To jednak w sumie jakieś 1000 stron, a czymś je przecież trzeba wypełnić. A to, że raz na dziesięć stron krzyczę do książki "Co Ty robisz?!" to nawet lepiej - ważne, że wywołuje jakieś emocje :)

Maxon w dalszym ciągu jest ideałem. Aspen nie jest dla niego absolutnie żadną konkurencją, ale szczerze mówiąc podejrzewam, że takie właśnie było zamierzenie autorki. Teraz przynajmniej po zakończeniu całej serii wszyscy będziemy zadowoleni. W większości powieści połowa czytelników po zakończeniu lektury oburza się i zarzuca bohaterom, że dokonali złego wyboru, a tutaj? Jest tylko jedna słuszna decyzja i wszyscy doskonale wiemy jaka! Spodziewam się również, że jeszcze przed rozpoczęciem lektury bylibyśmy w stanie przewidzieć zakończenie całej trylogii, ale kto wie? Może autorka nas wszystkich zaskoczy?

Wydaje mi się, że gdyby sama miała napisać książkę, byłaby dokładnie taka, jak seria Kiery Cass. Klimat "Elity" nie odstaje od "Rywalek". Autorka posługuje się lekkim, niezobowiązującym językiem i zdawać by się mogło, że nie jest istotne o czym pisze - gdyby tłumaczyła nam sposób działania zaawansowanych maszyn rolniczych, czytałoby się go równie przyjemnie. Pisze jednak o tym, co dziewczyny lubią najbardziej - pałac, drogie suknie, wykwintne jedzenie, cudowny książę i romantyczna miłość - czego chcieć więcej?

Niezależnie od tego, co zrobiliby bohaterowie "Elity", ta książka jest skazana na sukces. To pełna uroku seria i choć II tom jest nieco słabszy od pierwszego absolutnie nie żałuję, że po niego sięgnęłam. Mało tego, liczę, że to właśnie III część - "Jedyna" - będzie najbardziej udana. Myślę, że tych, którzy mają już za sobą lekturę "Rywalek", nie trzeba długo namawiać do sięgnięcia po "Elitę". Natomiast Ci, którzy w dalszy ciągu nie zapoznali się z serią gorąco namawiam do nadrobienia zaległości!

Ocena: 8/10

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

"Krwawy Szlak" Moira Young

Tytuł: Krwawy Szlak
Seria: Kroniki Czerwonej Pustyni, tom: I
Autor: Moira Young 
Wydawnictwo: Egmont
Stron: 456

"Życie Saby zmienia się nieodwracalnie, gdy czterej tajemniczy jeźdźcy porywają jej brata bliźniaka, Lugh. Zdecydowana zrobić wszystko, by go odnaleźć, Saba wkracza w świat, o którym wcześniej tylko słyszała – pełen wrogów, ale i sprzymierzeńców, dziwacznych kreatur i niezwykłych talizmanów. W nowym, złowrogim otoczeniu odkryje, że potrafi być groźną wojowniczką, przebiegłą przeciwniczką, a przede wszystkim – że nic nie może zniszczyć jej woli przetrwania. W towarzystwie przystojnego śmiałka o imieniu Jack i bandy wojowniczek zwanych Wolnymi Jastrzębiami Saba wyruszy, by ocalić brata, a może nawet cały świat."

Saba mieszka na pustkowiu wraz bratem bliźniakiem, młodszą siostrą i ojcem. Nie jest to łatwe życie, tym bardziej, że ojciec załamał się po śmierci matki - rodzeństwo zdaje się być zdane na siebie. Dziewczyna jest niezwykle przywiązana do brata - potrzebuje jego bliskości, uważa, że doskonale się uzupełniają. Z kolei siostrę, Emmi, obwinia za śmierć matki, która zmarła w tracie porodu. Kiedy po serii niezwykłych zdarzeń, ukochany Lugh zostaje porwany, Saba nie ma wątpliwości - musisz wyruszyć za nim. Choć nie do końca rozumie, co się wokół niej dzieje, wie, że nic już nie będzie takie samo.

"Krwawy Szlak" to naprawdę... nietypowa książka. Już od pierwszych stron możemy zaobserwować, że coś jest nie tak. Brak tu dialogów, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni. Bohaterowie prowadzą co prawda rozmowy, jednak wypowiedzi poszczególnych z nich nie rozpoczynają się od myślników. Jedyne na co możemy liczyć, to przecinek po zakończeniu zdania, po którym możemy dowiedzieć się kto wypowiedział dane słowa. Z czasem można przyzwyczaić się do takiej formy - pod koniec powieści jest to już praktycznie niezauważalne. Nurtuje mnie jednak jedna kwestia - co miał na celu ten zabieg? Powieść w niczym nie zyskała, a jedynym jego efektem może być poirytowany czytelnik. I to już na samym początku.

Kolejną rzeczą, która była dla mnie dość drażniąca jest zbyt mała ilość informacji o świecie przedstawionym w utworze. Autorka od razu wrzuca nas na głęboką wodę, jednak spodziewać się można, że z czasem nadrobi zaległości. Po lekturze mam jednak wrażenie, że Moira Young skupia się jedynie na fabule powieści, a nie na tym, jak wygląda świat. Droga, jaką przebywa główna bohaterka składa się z przygód kompletnie od siebie różnych, jakby przemieszczała się między światami.W efekcie podróż Saby bardziej przypomina mi kilkuodcinkowe opowiadanie, dość luźnie ze sobą powiązane, a nie spójną całość.

Nie oznacza to jednak, że uważam "Krwawy Szlak" za książkę nieudaną. Mimo wad, ma ona również sporo plusów, jak choćby akcję. Historia toczy się szybko, kompletnie nie ma tutaj miejsca na nudę, a zanim odetchniemy po jednej przygodzie bohaterów, już czekają na nich następne. W dodatku autorce niejednokrotnie udało się mnie zaskoczyć, a nawet zaszokować biorąc pod uwagę brutalność, z jaką potraktowała bohaterów.

Zaintrygowały mnie również kreacje bohaterów. Sabie bardzo daleko do ideału - jest stronnicza, zainteresowana jednie swoim bratem, a młodszą siostrę traktuje jak zbędny bagaż. Wcale nie kryje się z niechęcią do Emmi, wręcz przeciwnie - sprawia wrażenie, jakby wolała, żeby dziewczynka w ogóle się nie urodziła. Zaskakujące, prawda? Szczególnie, że w YA przyjęła się zasada stawiania młodszego rodzeństwa na piedestale i ochronę dzieciaków za wszelką cenę. Zachowanie Saby mnie zaintrygowało i zapragnęłam poznać jej pobudki - w ostatecznym rachunku to w końcu pozytywna bohaterka.

"Krwawy szlak" to lektura dla osób poszukujących czegoś nowego. Jeśli nietypowe dialogi Was nie zrażają i lubicie historie, które opisują niebezpieczne podróże, to coś w sam raz dla Was.

Ocena: 6/10

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:

sobota, 26 kwietnia 2014

"Mroczne Umysły" Alexandra Bracken

źródło
Tytuł: Mroczne Umysły
Autor: Alexandra Bracken
Wydawnictwo: Otwarte
Stron: 456

"Mam na imię Ruby. 
Potrafię wedrzeć się do twojego umysłu, a nawet wymazać wspomnienia. 
Jako dziecko zostałam wysłana do obozu „rehabilitacyjnego” dla takich jak ja. 
Zieloni, Niebiescy, Żółci, Pomarańczowi, Czerwoni. Mroczne umysły. 
Zostałam przydzielona do Zielonych, ale w rzeczywistości jestem ostatnią z Pomarańczowych. 
Ukrywam to, żeby przetrwać." źródło

Książek reklamowanych jak następstwo Igrzysk Śmierci jest mnóstwo. Niestety, w większości przypadków, określenie użyte jest na wyrost. Staram się jednak walczyć ze swoim sceptycyzmem i nic nie jest w stanie mnie zrazić. A "Mroczne Umysł" zachęcają zarówno okładką, jak i intrygującym opisem - czy zasłużyły na miano "Najbardziej niepokojącej książki od czasu Igrzysk śmierci", jak twierdzi okładka?

W świecie wykreowanym przez Bracken, dzieci zaczynają zapadać na tajemniczą chorobę, zwaną  OMNI. Ruby od najmłodszych lat parzy, jak jej rówieśnicy umierają, a dorośli pozostają bezsilni. W wieku 10 lat i u niej pojawiają się niezwykłe zdolności. W ten właśnie sposób trafia do ośrodka rehabilitacyjnego. Tam, po przeprowadzeniu szeregu badań i testów, każdemu dziecku przydzielony zostaje kolor - zielony, niebieski, żółty, pomarańczowy lub czerwony. Rezolutna Ruby szybko jednak zdaje sobie sprawę, że Pomarańczowi nie mają łatwego życia i decyduje się udawać Zieloną. Choć jej codzienność w obozie jest gorsza niż w największym koszmarze wie, że Pomarańczowych spotkał dużo gorszy los...

"Mroczne Umysł" zachwycają już od pierwszych stron. Świat przedstawiony przez autorkę jest ostry, surowy i bardzo rzeczywisty. Dorośli, nie radząc sobie z niezwykle uzdolnionymi dziećmi, traktują ich jak chorych i izolują od społeczeństwa zamykając w obozach, które przypominają obozy koncentracyjne. Strażnicy, którzy pilnują zamkniętej w nich młodzieży są bezlitośni, a cała idea izolacji mrozi krew w żyłach. W obozach zamiast rehabilitacji czeka ich praca, głód i bardzo ograniczone kontakty ze "współwięźniami". Nie bez znaczenia jest również nastawienie rodziców - nie rozumieją swoich dzieci, więc automatycznie się ich boją. To chyba właśnie zachowanie rodziców jest tutaj najbardziej przerażając.

Na plus oceniam również kreację postaci. Ruby, główna bohaterka, ma świetnie zarysowany charakter. Daleko jej do ideału, jednak bardzo łatwo ją polubić. Najbardziej zachwycili mnie jednak panowie - Liam, Pulpet oraz Clancy. Wszyscy trzej zostali mocno doświadczeni przez los, jednak na każdego wywarło to inny wpływ. Liam jest radosny i wszystkich próbuje zarazić swoim optymizmem, niezależnie w jak beznadziejnej sytuacji się znaleźli. Łatwo nawiązuje znajomości i każdemu chciałby pomóc, a właśnie to może okazać się dla niego zgubne. Pulpet z kolei (mimo że są przyjaciółmi), jest jego kompletnym przeciwieństwem. Pulpet jest sceptycznie nastawiony do wszystkich i wszystkiego. Zdecydowanie długo zajmuje mu przywiązanie do kogokolwiek, a nawet, kiedy tak się stanie, uparcie maskuje swoje uczucia. W krytycznych sytuacjach potrafi jednak pokazać inne oblicze. Ostatni z chłopców, Clancy, to niezwykle tajemnicza postać. Sprawia wrażenie idealnego przywódcy, jednak bardzo ciężko go tak naprawdę rozgryźć.

Choć książka jest napisana bardzo prostym językiem i czyta się ją znakomicie, nie jestem pewna, czy "lekka" to odpowiednie określenie. Świat, w którym dzieci muszą walczyć o przetrwanie przeraża, a wizja obozów kojarzy mi się z literaturą wojenną. Z całą pewnością mogę jednak powiedzieć, że nie sposób ją odłożyć, a brutalność czyni tę powieść jeszcze bardziej interesującą. Nie bez znaczenia jest też niesamowicie zaskakujące zakończenie - po czymś takim nie sposób nie sięgnąć po kolejny tom.

Nie jestem pewna, czy porównywanie "Mrocznych Umysłów" do "Igrzysk Śmierci" ma sens... Ale czy ma to jakiekolwiek znaczenie? Powieść Alexandry Bracken to jednak z lepszych książek wydanych w tym roku i gorąco ją Wam polecam! 

Ocena: 9/10


wtorek, 1 kwietnia 2014

"Rywalki" Kiera Cass

źródło
Tytuł: Rywalki
Autorka: Kiera Cass
Wydawnictwo: Jaguar
Stron: 336

"Dla trzydziestu pięciu dziewcząt Eliminacje są szansą ich życia. To dzięki nim mają szansę uciec z ponurej rzeczywistości. Ze świata, w którym panują kastowe podziały, wprost do pałacu, w którym będą spełniane ich życzenia. Z miejsca, gdzie głód i choroby są na porządku dziennym, do krainy jedwabi i klejnotów. Celem Eliminacji jest wyłonienie żony dla czarującego i przystojnego księcia Maxona.
Każda dziewczyna marzy o tym, by zostać Wybraną. Każda poza Ami Singer.
Dla Ami Eliminacje to koszmar. Oznaczają konieczność rozstania z Aspenem - jej sekretną miłością i opuszczenie domu. A wszystko tylko po to, by wziąć udział w morderczym wyścigu o koronę, której wcale nie pragnie.
Jednak gdy spotyka Maxona, który naprawdę przypomina księcia z bajki, Ami zaczyna zadawać sobie pytanie, czy naprawdę chce za wszelką cenę opuścić pałac. Być może życie o jakim marzyła wcale nie jest lepsze niż to, którego nawet nie chciała sobie wyobrazić..."
źródło

"Rywalki" to fenomen. Książka stała się sławna w naszym kraju jeszcze przed premierą. Oczywistym jest, że nie bez znaczenia jest tutaj okładka - to jedna z ładniejszych (o ile nie najładniejsza), jaką widziałam. Jest jednak coś więcej... "Rywalki" skupiają się na tym, za czym większość dziewczyn przepada, nawet jeśli wstydzi się przyznać. Sukienki, zamek, Książę i wielka przygoda - czego chcieć więcej?

Eliminacje mają na celu wyłonienie żony dla księcia Maxona. To coś w stylu realisty show dla księżniczek. Co ciekawe, mimo, że mówimy tutaj o księciu, który szuka księżniczki i ich pałacowych perypetiach, akcja toczy się w przyszłości, a książka to dystopia w wersji light. Jednak, jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało, "Rywalki" to przecudowna i wciągająca lektura!

America Singer, w przeciwieństwie do większości dziewcząt w jej wieku, wcale nie ma ochoty na udział w Eliminacjach. Dziewczyna jest zakochana po uszy w Aspenie (chłopaku, z którym związek nie jest jej pisany, z uwagi na pochodzenie). Romans z księciem zdecydowanie jej nie interesuje, jednak po namowach najbliższych godzi się wysłać swoje zgłoszenie i... zostaje zakwalifikowana do udziału w Eliminacjach. W pałacu czeka na nią mnóstwo pięknych sukien, pyszne jedzenie i... Książę, który wcale nie jest tak zły, jak się spodziewała.

"Rywalki" wciągają już od pierwszych stron. Książka ma w sobie to "coś", czego nie można opisać słowami. Coś co pozwala nam się rozkoszować lekturą, bez zwracania uwagi na jakiekolwiek mankamenty. Że niby schematycznie? Nieważne! Czyta się tak cudownie, że książki nie sposób odłożyć. Ja zarwałam dla niej sporą cześć nocy i wcale nie żałuję. Jedyne co mnie rozczarowuje, to, że nie mogę sięgnąć po kolejną część już teraz. Jednak i na to nie powinnam narzekać, ponieważ doszły mnie słuchy, że premiera została przyspieszona, a dalsze przygody Americi poznamy już w maju.

Powieść kręci się wokół wątku miłosnego. Ale za to jakiego! Romans jest tutaj cu-do-wny! Pełen magi i po prostu przeuroczy. America to świetna bohaterka i bardzo ją polubiłam. Jest realistyczna, racjonalna - ot, dziewczyna, z którą chętnie bym się zaprzyjaźniła. Maxon z kolei to wymarzony Książę rodem z Disneyowskiej opowieści. Jest szarmancki, przystojny i niezwykle ciepły. Aspen to dla niego żadna konkurencja! Podejrzewam jednak, że autorka celowe wykreowała obu bohaterów w ten sposób - skoro wszystkie czytelniczki, będą kibicowały Jego Książęcej Mości, nigdy nie będzie rozczarowany, kiedy America dokona ostatecznego wyboru :) 

Od dawna czekałam na "Rywalki" i postawiłam im poprzeczkę naprawdę wysoko. Książka mnie jednak nie zawiodła - to przeurocza opowieść, którą z czystym sumieniem mogę Wam gorąco polecić. Jak dla mnie to jedna z lepszych książek tego roku i z przyjemnością postawię ją na półce z ulubionymi lekturami!

Ocena: 9/10

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:

-------------------------------------------------------------------------------

Wiadomość dla książkoholików! Jeżeli szukacie w sieci tanich książek lub ebooków to chciałabym wam polecić stronę KodyRabatowe.pl. Znajdziecie na niej mnóstwo zniżek do wielu popularnych sklepów i księgarni. Kliknijcie tutaj, aby znaleźć interesujące kody rabatowe. W ofercie znajdziemy nie tylko kody obniżające ceny książek, ebooków, a nawet czytników, lecz również linki przenoszące nas do ofert promocyjnych największych księgarni internetowych w Polsce - wszystko w jednym miejscu!




piątek, 28 czerwca 2013

"Partials. Częściowcy" Dan Wells

źródło
Tytuł: Partials. Częściowcy
Autor: Dan Wells
Wydawnictwo: Jaguar
Stron: 415

"Rasa ludzka wymiera. Po wojnie z Partialsami, wyhodowanymi w laboratoriach, zmodyfikowanymi genetycznie żołnierzami, pozostała ledwie garstka ocalałych. Ale to nie krwawe walki zdziesiątkowały ludzkość. Partialsi, niewdzięczne dzieci naukowców, wypuścili śmiercionośny wirus, RM, który wybił ponad 99% ludności. Od ponad dekady na świat nie przyszło ani jedno zdrowe dziecko…
W enklawie ludzi na Long Island panuje twarde prawo – każda kobieta, która ukończyła siedemnasty rok życia musi zajść w ciążę i urodzić dziecko. Z nadzieją, że właśnie ono przetrwa. Że będzie miało gen odporności na RM. I że dzięki niemu uda się stworzyć szczepionkę… Przez ostatnie lata asystująca w szpitalu Kira widziała już dość śmierci. Gdy Rada chce po raz kolejny obniżyć wiek reprodukcyjny, dziewczyna, mając już dość rozpaczy kolejnych młodych matek, zaczyna szukać rozwiązania problemu na własną rękę. Wiadomo, że wirus działa wyłącznie na ludzi, Partialsi pozostali odporni. Już od lat nikt nie widział ich oddziałów. Kira wierzy, że to właśnie w ciałach stworzonych w laboratoriach superżołnierzy znajduje się klucz do rozwiązania zagadki RM. Chce znaleźć i pojmać jednego z nich – nawet za cenę rozpętania kolejnej wojny…" www.wydawnictwo-jaguar.pl/

Wyobraźcie sobie, że w wieku 17 lat musicie zajść w ciążę. Po dziewięciu miesiącach Wasze dzieci rodzą się i... umierają. Ale nie macie czasu na żałobę i rozpaczanie, musicie szybko zachodzić w kolejną ciążę. I kolejną. I kolejną. I tak przez całe życie. Przerażające, prawda? W świecie stworzonym przez Dana Wellsa tak właśnie wygląda los młodych dziewcząt. Na świat nie przychodzi żadne zdrowe dziecko, więc jeśli tak dalej pójdzie, rasa ludzka całkowicie wyginie. Czy jednak zmuszanie nastolatek do ciągłego zachodzenia w ciążę jest rozwiązanie? Władze najwyraźniej uważają, że tak i ciągle obniżają wiek reprodukcyjny.

Muszę przyznać - początek książki jest powalający. Jednak mówiąc początek, mam na myśli jedynie wprowadzenie nas do świata po wojnie z Częściowcami, a właściwie wspomnianego wcześniej sposobu, w jaki społeczeństwo próbuje poradzić sobie z brakiem dzieci. Główną bohaterkę poznajemy w szpitalu, gdzie asystuje przy porodzie. Kira, nie dość, że doskonale wie, jak to wszystko wygląda "od kuchni", sama zbliża się do wieku reprodukcyjnego. Kiedy jej przyjaciółka zachodzi w ciążę postanawia zrobić wszystko, co w jej mocy, aby znaleźć lek na RM i uchronić ją przed śmiercią nienarodzonego jeszcze dziecka.

Mimo mocnego wprowadzenia w wykreowany świat, początek "Częściowców" (nie licząc kilku pierwszych stron), czyta się dość ciężko. I niestety mówiąc początek mam na myśli jakieś 150 stron. Ciężko jest mi więc jednoznacznie ocenić tę książkę, ponieważ kiedy już wciągnęłam się w fabułę, to, paradoksalnie, tak bardzo, że nie byłam w stanie się od książki oderwać. Trudno powiedzieć, czym jest to spowodowane. Być może przygotowaniami do wyprawy, na którą udała się Kira? W każdym razie, patrząc z perspektywy czasu książka zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie. Czy powinnam więc puścić w niepamięć niefortunne kilkadziesiąt stron?

Zacznijmy od tego, co zrobiło na mnie największe wrażenie, a mianowicie tytułowi Częsciowcy. Przede wszystkim to coś nowego, odmiennego - zupełnie nowa rasa, która bardzo przypomina ludzi. To genetycznie zmodyfikowane istoty, które, co najważniejsze, poznajemy stopniowo. Najpierw, jedynie z opowieści, a dopiero później naprawdę pojawiają się oni w historii. I tu właśnie tutaj wchodzi kolejna z zalet tej książki - wielowymiarowość. Autor nie narzuca nam swojego zdania i pozwala samemu decydować, kto mówi prawdę, a kto kłamie. Muszę przyznać, że bardzo wcześnie wymyśliłam własną teorię na temat tego, jak spłodzić zdrowe dziecko. Niestety - okazało się, że nie ma ona absolutnie nic wspólnego z tym, co zaserwował nam autor ;)

Jeśli chodzi o bohaterów, to różnie z nimi bywało. Nie mam zastrzeżeń co do Kiry, ją bardzo polubiłam, choć momentami nie rozumiałam. Jednak jeżeli chodzi o pozostałych bohaterów, było ich całe mnóstwo, ale teraz nie jestem w stanie przypomnieć sobie  nawet ich imion - zwyczajnie mi się ze sobą mieszali. Spodobał mi się jednak sposób przedstawienia władzy - dzięki temu zyskujemy kawał naprawdę dobrej antyutopii.

Kiedy pierwsze emocje już opadły, a ja zdążyłam porządnie przemyśleć wszystkie wydarzenia, stwierdzam, że "Partials" to lektura naprawdę godna polecenia. Wyróżnia się na tyle innych książek YA i pokazuje, że wojna potrafi zbierać krwawe żniwa. Gdyby jeszcze nie ten niefortunny początek... Mimo wszystko - polecam!

Ocena: 7/10

Świat "Częśćiowców" poznałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Jaguar - serdecznie dziękuję!



niedziela, 12 maja 2013

"Śmiercionośne fale" Carrie Ryan

źródło
Tytuł: "Śmiercionośne fale"
Seria: "Las zębów i rąk", tom: II 
Autorka: Carrie Ryan
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Stron: 431

"Śmiercionośne fale to drugi tom bestsellerowej trylogii Las Zębów i Rąk.

Główna bohaterka pierwszego tomu dociera do społeczności żyjącej nad brzegiem oceanu. Kim są? Dlaczego Siostrzeństwo tyle czasu okłamywało mieszkańców wioski? Na te i inne nurtujące czytelników bestsellerowej pisarki Carrie Ryan pytania odpowie druga część cyklu jej autorstwa – „Śmiercionośne fale”.

Poznajemy w niej nastolatkę Gabrielle, która razem z matką mieszka w starej latarni sprzed Powrotu. Dotychczas wiodła względnie bezpieczne życie - jej miasteczko otoczone jest Barierą, której przekroczenie grozi najsurowszą karą, ale jednocześnie chroni ich przed Mudo. W świecie, po którym wciąż krążą hordy ogarniętych niewysłowionym głodem martwych, każda czynność podporządkowana jest względom bezpieczeństwa. Otoczeni przez śmierć ludzie muszą niejedno poświęcić, by przetrwać. Wystarczy jeden nieostrożny ruch, by utracić wszystko…

Niestety Gabrielle przyszło przekonać się o tym na własnej skórze. Dziewczyna w ciągu jednej nocy traci wszystko – przyjaciół, rodzinę, ukochanego. Nie wie już, kim jest, więc postanawia zaryzykować życie, by odnaleźć tego, który pokazał jej, czego naprawdę pragnie. Nawet jeśli nie ma już dla niego ratunku…

Czy poradzi sobie po drugiej stronie Bariery? Czy wybierając wolność da się przeżyć? Czy miłość może pokonać śmierć?" www.papierowyksiezyc.pl/

Dawno, dawno temu (czyli niecały rok) zachwycałam się "Lasem zębów i rąk" (o, tutaj). To bardzo oryginalna opowieść, która skradła moje serce. Najczęściej odwlekam sięgnięcie po kontynuacje moich ulubionych lektur w nieskończoność - wolę żyć nieświadomości na temat dalszych losów bohaterów, ale miło wspominać książkę niż zepsuć sobie wrażenia nieudanym II tomem. Do "Śmiercionośnych fal" również byłam sceptycznie nastawiona, bo jakim cudem historia mogłaby być równie dobra, co "Las zębów i rąk"?

źródło
Główną bohaterką I tomu była Mary. W "Śmiercionośnych falach" również możemy ją spotkać, jednak od momentu, kiedy dotarła nad ocean minęło mnóstwo czasu. Teraz to dorosła kobieta, która zajmuje się usuwaniem Mudo z plaży. Mieszka w latarni wraz z córką - Garby - która jest najważniejszą bohaterką tej powieści. To poukładana dziewczyna, która obawia się przekraczać Barierę. Ten jeden, jedyny raz daje się namówić przyjaciołom, a właściwie Catcherowi. Chłopak jest starszym bratem najlepszej przyjaciółki Garby, w którą dziewczyna skrycie się podkochuje. I właśnie ten jeden raz, kiedy zdecydowała się złamać zasady okazuje się być katastrofalny w skutkach.

Na korzyść "Śmiercionośnych fal" przemawia przede wszystkim główna bohaterka. W zasadzie jednym elementem, do którego byłam w stanie przyczepić się w I tomie była Mary i jej niezdecydowanie. Garby polubiłam dużo bardziej, a wszystkie jej wady (to że momentami była niezdecydowana, czy strachliwa, a za chwilę sama narażała się na niebezpieczeństwo), sprawiały tylko, że polubiłam ją jeszcze bardziej. Stała się dla mnie rzeczywista - to w końcu nastolatka, a nie waleczna księżniczka, która ma prawo czasem się bać, a jednak ostatecznie potrafi podjąć słuszną decyzję. 

Bardzo przywiązałam się do bohaterów. Najchętniej ocaliłabym ich wszystkich, a ponieważ aura niebezpieczeństwa wisi nad nimi praktycznie przez całe 450 stron, z wypiekami na twarzy pochłaniałam tę opowieść powtarzają pod nosem "oby tylko nic im się nie stało". Co ciekawsze, w powieści mamy do czynienia ze zgrozą czytelników - trójkątem miłosnym. Słabo? Wcale nie! Sama jestem zaskoczona, ale wprowadzenie tegoż trójkąta było niesamowicie udanych zabiegiem. Ba! To chyba mój ulubiony trójkąt miłosny z jakim spotkałam się w literaturze. Bardzo ciężko było mi zdecydować, której parze kibicuje bardziej, a nawet byłam w stanie zrozumieć, dlaczego bohaterce tak ciężko było się zdecydować, kogo tak naprawdę darzy uczuciem.

źródło
Akcja powieści rozgrywa się w miejscowości Vista położonej nad oceanem. Chociaż to ten sam świat, a las znajduje się niedaleko, mieszkańcy wioski to ludzie o zupełnie innej mentalności. Nawet Nieuświęconych nazywają zupełnie inaczej - Mudo. W lesie ludzie zastanawiali się, czy istnieje coś poza nim (np. ocean?), tutaj z kolei mamy do czynienia z dużo bardziej rozwiniętą społecznością, która z kolei nie jest w stanie uwierzyć, że ktoś mógł przeżyć w lesie. Które z miejsc akcji polubiłam bardziej? Chyba jednak las - ma bardziej mroczny klimat. Jednak mogę zdradzić, że i w tej części będziemy mogli ponownie przenieść się w to przerażające miejsce.

Język powieści w dalszym ciągu jest niesamowity. Książkę czyta się znakomicie, jest wyjątkowo wciągająca. Carrie Ryan dokonała rzeczy niesamowitej - napisałam kontynuację świetnej powieści, która... jest jeszcze lepsza! Głównie dzięki temu, że "Śmiercionośne fale" są tykającą bombą emocji. Choć III część będzie zapewne opowiadać o innych bohaterach, domyślam się, że dowiem się jak (chociaż w skrócie) ułożyła się przyszłość moich ulubionych bohaterów, bo zakończenie pozostawiło lekki niedosyt, i nie mogę się już doczekać.

Polecam Was z całego serca "Śmiercionośne fale", niezależnie czy tak jak ja pokochaliście "Las zębów i rąk", czy też nie. To genialna opowieść i choć I tom uważam za udany i mam do niego słabość, to właśnie II na dobre skradł moje serce i stał się jedną z moich ulubionych powieści. A jeśli przygodę z trylogią Carrie Ryan planujecie dopiero rozpocząć, to zazdroszczę Wam tych wszystkich stron, które jeszcze przed Wami :)

Ocena: 9/10

Za egzemplarz do recenzji z całego serca dziękuję wydawnictwu:



Na serię składają się:
1. "Las zębów i rąk" RECENZJA
2. --->"Śmiercionośne fale"<---
3. "The Dark and Hollow Places"
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...