środa, 13 maja 2015

"Maybe someday" Colleen Hoover

źródło
Tytuł: "Maybe someday"
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte
Stron: 360

"Nowa książka autorki powieści „Hopeless”.
Bestseller „New York Timesa”.
Drugie miejsce w plebiscycie Goodreads Choice Awards 2014 w kategorii Romans.

On, Ridge, gra na gitarze tak, że porusza każdego. Ale jego utworom brakuje jednego: tekstów. Gdy zauważa dziewczynę z sąsiedztwa śpiewającą do jego muzyki, postanawia ją bliżej poznać.
Ona, Sydney, ma poukładane życie: studiuje, pracuje, jest w stabilnym związku. Wszystko to rozpada się na kawałki w ciągu kilku godzin.
Wkrótce tych dwoje odkryje, że razem mogą stworzyć coś wyjątkowego. Dowiedzą się także, jak łatwo złamać czyjeś serce…

„Maybe Someday” to opowieść o ludziach rozdartych między „może kiedyś” a „właśnie teraz”, o emocjach ukrytych między słowami i o muzyce, którą czuje się całym ciałem." źródło
Bardzo lubię powieści New Adult. Większość z nich przypada mi do gustu jednak nie mam problemu ze wskazaniem trzech ulubionych autorek, po których zawsze spodziewam się nieco więcej niż zwykle. Wśród nich jest oczywiście Colleen Hoover. Do tej pory udało mi się przeczytać cztery powieści autorki, jednak najmocniej pokochałam "Hopeless". Biorąc pod uwagę zagraniczne recenzje i oceny na portalach książkowych, po "Maybe someday" spodziewałam się równie udanej lektury. Czy miałam rację?
Sydney to dziewczyna, w życiu której wszystko zdaje się układać. Jest zadowolona z kierunku studiów, który wybrała, a wolny czas spędza z najlepszą przyjaciółką i przystojnym chłopakiem. Tylko czasem, kiedy ukradkiem wymyka się wieczorem na balkon, przychodzi jej do głowy, że być może nie ma wszystkiego, co mogłaby mieć. Wtedy też wsłuchuje się niezwykłe utwory, grane przez chłopaka mieszkającego naprzeciwko. Sydeny nie zdaje sobie sprawy, że te (nie do końca przypadkowe) spotkania z Ridgem będą miały tak istotny wpływ na jej życie. Kiedy jednak w jednej chwili przewraca się do góry nogami życie, które znała do tej pory, to sąsiad z naprzeciwka jako pierwszy wyciąga pomocną dłoń. A nasza bohaterka wcale nie chce jej puścić...
Przyznam szczerze - byłam przygotowana na bombę. Być możemy, gdybym nie znała tej autorki wcześniej, byłoby zupełnie inaczej. Jednakże szybko zdałam sobie sprawę, że "Maybe someday" okaże się czymś więcej niż tylko opowieścią o skrzywdzonej przez najbliższych dziewczynie. Wiedziałam, a mimo to Hoover totalnie mnie zaskoczyła. Ale przecież takich pisarzy cenimy najbardziej, prawda?
Akcja toczy się przede wszystkim wokół dwójki głównych bohaterów. Na nich przede wszystkim chciałabym się więc skupić. Te postaci się bowiem skonstruowane tak genialnie, że nie zmieniłabym w nich niczego. Sydney jest dziewczyną dość typową, a jednocześnie niezwykłą. Chciałaby tak niewiele, jednak los nieustannie rzuca jej kłody pod nogi. Ta pełna ciepła i życzliwości, wrażliwa młoda kobieta bardzo szybko skradła moje serce. Ridge natomiast to postać dużo bardziej nietypowa. Choć nie chciałabym zdradzać zbyt wiele, aby nie psuć Wam przyjemności z lektury, muszę dodać, że problemy, z którymi chłopak zmaga się z każdego dnia są ogromnym obciążeniem.

"Maybe someday" to piękna historia o miłości. Miłości czystej, a jednocześnie zakazanej. Miłości, która nie może istnieć bez ofiar, a jednocześnie tak silnej, że istnieć musi. Miłości, która będzie wzbudzać kontrowersje. Możemy zazdrościć bohaterom takiego uczucia lub im współczuć, jednak z całą pewnością wolno nam ich oceniać. Co mogę dodać? Jestem pod wrażeniem, że mimo trudnej sytuacji w jakiej się znaleźli i pokus, jakie na nich czekały, zawsze starali się postąpić właściwie.

Colleen Hoover po raz kolejny mnie nie zawiodła. Jestem zachwycona "Maybe someday" i liczę na kolejne książki autorki. Gorąco polecam Wam tę i inne powieści autorki - naprawdę warto!

Ocena: 9/10

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję:
http://otwarte.eu/

 

niedziela, 10 maja 2015

"Miasto niebiańskiego ognia" Cassandra Clare

źródło
Tytuł: Miasto niebiańskiego ognia
Autorka: Cassandra Clare
Seria: Dary Anioła 
Wydawnictwo: MAG
Stron: 702

"Ciemność ogarnęła świat Nocnych Łowców. Chaos i destrukcja obezwładniają Nefilim, ale Clary, Jace, Simon i ich przyjaciele łączą siły, żeby walczyć z największym złem, z jakim kiedykolwiek się zetknęli. Brat Clary, Sebastian Morgenstern, systematycznie usiłuje zniszczyć Nocnych Łowców. Posługując się Piekielnym Kielichem, zmienia ich w istoty z koszmaru, rozdziela rodziny i kochanków, powiększa szeregi swojej armii Mrocznych. Nic na świecie nie jest w stanie go pokonać… ale jeśli Clary i jej drużyna wyprawią się do królestwa demonów, mogą mieć szansę…

Ludzie stracą życie, miłość zostanie poświęcona, cały świat się zmieni. Kto przeżyje w szóstej i ostatniej, wybuchowej części „Darów Anioła"?" źródło

Kto nie kocha Nocny Łowców? Cassandra Clare to bezapelacyjna królowa serc moli książkowych. Jako jedna z nie wielu pisarek jest w stanie przedłużyć trylogię o kolejne tomy tak znakomicie, że nikt nie zarzuci jej przedłużania serii. Jeśli o mnie chodzi, chętnie przeczytałabym jeszcze kolejne sześć tomów. Niestety, wszystko wskazuje, że tym razem to już naprawdę koniec. Na pocieszenie, ostatni tom, jaki przygotowała dla nas Clare liczy aż 702 strony - szykuje się długa i emocjonująca lektura!

Zabierając się za "Miasto niebiańskiego ognia" wiedziałam czego się spodziewać. W końcu mam już za sobą "Diabelskie Maszyny" i wiem, że Clare zakończeniem serii potrafi wyzwolić w czytelniku wszystkie możliwe emocje jednocześnie. Wiem również, że bohaterowie "Darów Anioła" skradli moje serca już w pierwszym tomie i nic nie wskazuje, żeby mogło się to zmienić. Jest więc fizycznie niemożliwe, że "Miasto niebiańskiego ognia" okazało się słabą książką - w końcu wszystkie znaki na Niebie i Ziemi wskazywały, że będzie inaczej. Uzbrojona w dwa kartony chusteczek i kubek gorącej kawy rozpoczęłam lekturę.

Choć, jak już wspomniałam, większość bohaterów darzę sympatią już od początku serii, nie sposób nie wspomnieć o nich raz jeszcze. Rzadko kiedy zdarza się, aby żadna z kluczowych postaci mnie nie irytowała, jednak tak właśnie jest w tym przypadku. Lubię Clary ponieważ nie jest szarą myszką, ani nie udaje nieustraszonej wojowniczki. Jestem absolutnie zakochana w bezczelnym chłopaku, jakim jest Jace, ale to chyba nikogo nie zdziwi, bo większość czytelniczek podziela moje zauroczenie. Uwielbiam Magnusa i Aleca, szczególnie, kiedy są razem. Widzę potencjał w Simonie i jego przemiana coraz bardziej mnie cieszy. Koniec końców, przekonałam się nawet do Isabelle, choć miałam wątpliwości, czy uda mi się ją polubić. Darzę sympatią wszystkich Nocnych Łowców i z przyjemnością obserwowałam, jak dorastają na oczach czytelników.

Jeżeli chodzi o akcję i ostateczną walkę - z pewnością nie jestem rozczarowana. Fabuła wciąga przez całe 700 stron, jakie zaprezentowała nam autorka. Dla mnie jednak nie najważniejszy okazał się sam pojedynek (swoją drogą, może wcale nie taki ostateczny), lecz nostalgia. Choć zdaję sobie sprawę, że Jace, Clary i cała reszta to jedynie bohaterowie powieści bardzo trudno jest mi się z nimi pożegnać. Całe szczęście, że choć z tymi postaciami musimy się już pożegnać, że wiem, że autorka jeszcze nie raz nas zaskoczy. Gdybym nie przeczytała jeszcze "Diabelskich Maszyn" stwierdziłabym pewnie, że nic nie jest w stanie wciągnąć mnie równie mocno, jak "Dary Anioła". Jednak po lekturze drugiej serii autorki wiem, że po każdej jej książce mogę spodziewać się piekielnie dobrej historii.

Nie muszę chyba dodawać, że gorąco polecam Wam twórczość Cassandry Clare. Nie mam na myśli jedynie "Miasta niebiańskiego ognia", a ani nawet tylko "Darów Anioła", lecz wszystko pod czym podpisuje się autorka. Jeśli lekturę macie jeszcze przed sobą, to nie dajcie się zniechęcić kiepskiej ekranizacji - książki są dużo, dużo lepsze!

Ocena: 9/10

Na serię "Dary Anioła" składają się:
  1. "Miasto kości"
  2. "Miasto popiołów"
  3. "Miasto szkła"
  4. "Miasto upadłych aniołów"
  5. "Miasto zagubionych dusz"
  6. "Miasto rajskiego ognia" <-
  Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu MAG!

piątek, 8 maja 2015

Stosik #27 (2/2015)


  1. "Cudowne tu i teraz" Tim Tharp - od Bukowego Lasu, x2, bo jeden egzemplarz jest dla Was na KONKURS <klik>.
  2. "Starter" Lissa Price - od wydawnictwa Albatros, bardzo interesujący tytuł, o którym napiszę kilka słów już wkrótce.
  3. "Dziewczyna ognia i cierni" Rae Carson - również od Albatrosa. Jeszcze nieprzeczytana, ale słyszałam o niej dużo dobrego.
  4. "Mara Dyer. Przemiana" Michelle Hodkin - od GW Foksal. Podobno drugi tom jest znacznie lepszy niż poprzedni. Mam nadzieję, że okaże się to prawdą :)
  5. "Złodzieje snów" Maggie Stiefvater - j.w. Wreszcie mam! "Króla Kruków" kocham całych serduchem i cieszę się, że wreszcie doczekaliśmy się kontynuacji.
  6. "Powiedz wilkom, że jestem w domu" Carol Rifka Brunt - j.w. Ten tytuł od dawna znajduje się na mojej liście "do przeczytania"
  7. "Nieprzekraczalna granica" Colleen Hoover - j.w. Tutaj z kolei wystarczyło nazwisko autorki, aby zachęcić mnie do lektury.
  8. "After. Już nie wiem, kim jestem bez Ciebie" Anna Todd - od wydawnictwa Znak. Mówcie sobie co chcecie, ale ja czytając pierwszą część miałam kupę frajdy :D Aczkolwiek muszę przyznać, że ilość stron mnie przeraża...
  9. "Do utraty tchu" Portia Da Costa - zakup z okazji megaprzecen na empik.com. Książka kosztowała jakieś... 6zł?
  10. "Druga szansa" Katarzyna Berenika Miszczuk - j.w. Ten tytuł szczególnie mnie cieszy, na książkę polowałam od premiery i wreszcie udało mi się go ustrzelić, w dodatku w super cenie :)
  11. "Byliśmy łgarzami" E. Lockhart - prezent. Pokładam ogroooomne nadzieje w tej książce, choć ostatnio zauważyłam, że spora część z Was był nim zawiedziona....
  12. "Jedno małe kłamstwo" K.A. Tucker - trzy ostatnie tytuły to zakupowe szaleństwo z okazji Światowego Dnia Książki.
  13. "Cztery sekundy do stracenia" K.A. Tucker - j.w.
  14. "Wróć, jeśli pamiętasz" Gayle Forman - j.w.
Na zdjęciu brakuje "Duff" oraz "Samodzielnych studiów", ponieważ te dwa cudeńka pożyczyłam przyjaciółce. Jest za to czytnik - głównie dlatego, że właśnie skończyłam e-booka "Maybe someday" Colleen Hoover i strasznie mi szkoda, że nie mogę Wam jeszcze pokazać wersji książkowej, bo tytuł naprawdę jest warty uwagi.

Widzicie coś dla siebie?

środa, 6 maja 2015

Gra: "Komiks"

źródło
Tytuł: Komiks
Wydawnictwo: Rebel 
Typ: gra towarzyska
Liczba graczy: 3-10 osób 
Czas gry: ok. 30 minut

"Oto gra narracyjna jakiej jeszcze nie było!
Komiks pozwala na tworzenie niesamowitych opowieści poprzez układanie kolejnych kart kadrów tak, aby by powstała pełna strona komiksu. Każdy z graczy dostaje do ręki 12 dwustronnych kart i w ograniczonym czasie musi do nich wymyślić historyjkę na zadany (lub wylosowany) temat. 

Temat: Nieprzespana noc

"Był chłodny, jesienny poranek, a detektyw wyglądał przez okno swojego biura na 36 piętrze. W dłoni trzymał opróżnioną już szklankę, a w popielniczce dogasał kolejny niedopalony papieros. Miał podkrążone oczy i widać po nim było, że nie dane mu było zmrużyć oka tej nocy. Z zadumy wyrwał go widok sznura przelatujących gęsi.

- Wiem! - wykrzyknął.

- To ona go otruła, kobieta w orlej masce, jego konkubina!"

Jaką historię zamierzasz zaprezentować? Przygodową? Kryminalną? Horror? Romans? Puść wodze fantazji! Opowieść może być zabawna, straszna, ekscytująca albo wzruszająca... wybór należy do Ciebie. Musisz jednak pamiętać o kilku rzeczach: treść historii powinna dobrze pasować do tematu i zostanie oceniona przez innych graczy... a ten z Was, który zdobędzie najwięcej punków, wygra!
Po ułożeniu kart następuje prezentacja stworzonych historii, a następnie ich ocena, podczas której nagradza się te najbardziej pomysłowe, emocjonujące i najlepiej ułożone.
W grze może wziąć udział jednocześnie do dziesięciu osób. Rozgrywka posiada dwa warianty, zależne od liczby graczy: solowy i drużynowy.

Uwaga! Wcale nie ten, kto opowiada najlepsze historie wygrywa! Punkty przyznawane są nie tylko za otrzymanie głosów na własną historię, ale też za dobre zagłosowanie, podobnie jak w grze Dixit." źródło

Dlaczego Komiks
Nie będzie żadną niespodzianką, kiedy powiem, że moimi ulubionymi grami są planszówki. W dodatku najlepiej, kiedy to typowe strategie lub gry utrzymane w klimacie fantasy. Nie warto jednak uparcie trzymać się jednego gatunku - tyczy się to nie tylko książek, czy filmów, lecz również gier. Z lekkim wstydem muszę jednak przyznać, że uparcie odrzucałam propozycje inne niż te, które wpasowują się w moje gusta, ale... do czasu. Całkiem niedawno, podczas spotkania z znajomymi, jeden z nich rozłożył na stole grę towarzyską. Kiedy minęło moje zdumienie pt. "Ale gdzie jest plansza?" opadało, rozpoczęliśmy rozgrywkę. Jak szybko się okazało, nie tylko typowe gry planszowe mogą wzbudzić zainteresowanie. Czasami warto sięgnąć po coś, co nie wymaga całkowitego skupienia, ale za to zapewni świetną zabawę na spotkaniu z przyjaciółmi. Tak właśnie w moje ręce wpadł "Komis".

O co tu chodzi?
Tym razem będzie nietypowo, ponieważ w przeciwieństwie do innych gier, jakie posiadam, tutaj zasady są... bardzo proste. W rozgrywce może wziąć udział od 3-10 graczy. Każdy gracz otrzymuje swoją planszę o 12 dwustronnych kart z "kadrami" naszej historii. Oczywiście, nie musi używać wszystkich, dobiera jedynie te, które pasują do wymyślonej przez niego historii. W wersji podstawowej każda z opowieści składa się z 6 kadrów (jak widzicie na zdjęciach). Ważny jest również temat - możemy tu skorzystać z gotowych podpowiedzi lub, jeśli chcemy, wymyślić własne hasło, które określi, o czym mają opowiadać ułożone przez graczy historie. Możliwości jest całe mnóstwo - możemy opowiadać komiksy kryminalne, horrory, czy historie miłosne. A może wolicie, aby tematem tury został najmniej lubiany nauczyciel? Nie ma problemu!


Kto wygrał?
System oceniania komiksów innych graczy jest niezmiernie istotny - nie wystarczy wymyślić dobrej historii. Każdy z nas, wśród pozostałych graczy wybiera te komiksy, które jego zdaniem były najbardziej pomysłowe, emocjonujące oraz najlepiej ułożone. Punkty zostają również przyznane tym graczom, których głosy się pokrywają. Koniec końców okazać się może, że gracz, który zdobył najwięcej punktów za pomysłową opowieść, wcale nie prowadzi w punktacji.

Wykonanie
Jak zwykle, gra cieszy oko. Największym plusem jest jednak ilość elementów - przede wszystkim kart z kadrami naszych komiksów. Bez nich, rozgrywka szybko stałaby się monotonna.  Karty są dwustronne, ozdobione przeróżnymi, nierzadko zabawnymi ilustracjami, które inspirują graczy do układania swoich komiksów. Oprócz tego mamy całe mnóstwo innych żetonów oraz woreczki, które ułatwiają ich przechowywanie. Powyżej widzicie ranking z punktacją, na której zaznacza się żetony poszczególnych graczy. Plansza ta znajduje się w dolnej części pudełka, a zagłębienia po jej bokach to miejsce, w którym trzyma się zapakowane żetony. Teraz wystarczy tylko zamknąć opakowanie pokrywką i gra jest gotowa do zabrania w drogę!


Ocena
"Komiks" jedynie utwierdził mnie w postawionej tezie - gry towarzyskie potrafią być równie wciągające jak standardowe planszówki. Rozgrywka zapewnia przede wszystkim kupę śmiechu. Poleciłabym ją przede wszystkim młodszym graczom. Starsi odnajdą się tutaj przede wszystkim kiedy potrzebują dobrego "odstresowywacza" po męczącym tygodniu. W gronie dobrych znajomych, przy kilku drinkach z pewnością wyzwolicie swoją kreatywność :)

P.S. W jednej z recenzji zauważyłam sugestię, że gra nadaje się do nauki języka i muszę przyznać, że i ta opcja bardzo mi się spodobała.
P.S. A klepsydra jest naprawdę urocza :)



Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję:

wtorek, 5 maja 2015

"Biorąc oddech" Rebecca Donovan

źródło
Tytuł: Biorąc oddech
Autor: Rebecca Donovan
Wydawnictwo: Feeria
Stron: 464


"Po trudnych przeżyciach najpierw z dręczącą ją ciotką, a następnie z uzależnioną od alkoholu matką, Emma zupełnie odcięła się od tego, co było. Ale tylko pozornie. Ma nowe życie i nowych znajomych w Kalifornii, a mimo to każdego dnia ścigają ją te same wspomnienia. Broni się przed natrętnymi głosami z przeszłości, również za pomocą tego, czego tak się brzydzi – alkoholu. Tak rozpaczliwie próbuje zapomnieć i ochronić bliskich przed sobą samą…

Co jeszcze ją czeka? Czy nauczy się kochać siebie? Czy wybierze miłość i nadzieję zamiast rozpaczy i mroku? Czy Evanowi uda się ją ocalić? A może zrobi to ktoś inny?

Oto trzeci tom serii Oddechy – ostatnie spotkanie z Emmą i Evanem, ostatnia szansa na to, by wsiąść do kolejki górskiej i wstrzymać oddech aż do ostatniej strony…" źródło

Szczerze uwielbiam "Oddechy". Poprzednie tomy serii to książki wyjątkowe - wzruszające i okropne zarazem. W dodatku autorka ma skłonność do pokaźnych tomisk, przez co cenię ją jeszcze bardziej. "Biorąc oddech" - finał serii, była więc jedną z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie pozycji tego roku. Znacie to uczucie, kiedy jednocześnie chce się i nie chce przeczytać jakąś książkę? Z jednej strony nie mogę doczekać się zakończenia, a z drugiej celowo odkładam lekturę, aby historia bohaterów jeszcze się nie kończyła. Koniec końców, jak to zwykle bywa, ciekawość bierze górę...

Emma zniosła zbyt wiele. Po przemocy, jakiej doznała ze strony ciotki oraz toksycznego wpływu matki wreszcie jest wolna. Wolna, ale tylko w teorii, bo krzywdy, których doznała nie chcą się zagoić. Minęły dwa lata a Emma bardzo się zmieniła - przeprowadzka, nowi znajomi i... nowy mężczyzna w jej życiu. Nic jednak nie jest w stanie wymazać wspomnień. Emma mota się pomiędzy tym co jest teraz, a tym, co było kiedyś. Wpada ze skrajności w skrajność - z kompletnej izolacji w zbyt silnie zakraplane alkoholem imprezy. I kiedy zadawać by się mogło, że znajduje się już na skraju przepaści, pojawia się Evan.

"Biorąc oddech" znacznie różni się od poprzednich części serii. Wtedy skupialiśmy się na traumie z jaką Emma radziła sobie dzień za dniem. Tym, co działo się teraz. "Biorąc oddech" to książka dużo bardziej nostalgiczna, sentymentalna. Skupia się na przeszłości i uczuciach. Konsekwencja wydarzeń, które już znamy. I choć współczułam głównej bohaterce od samego początku, teraz, kiedy wiem, że jej krucha psychika została niemal zniszczona, jest mi jej jeszcze bardziej żal.

Książka jest dość kontrowersyjna. Emma bardzo się zmienia - już nie próbuje być dobra. Teraz stała się zimna i za wszelką cenę staje się odsuwać starych znajomych i nie dopuścić do siebie nowych. A kiedy już decyduje się na wyjście, kończy się to jeszcze gorzej, niż kiedy zostawała w domu. Zachowanie dziewczyny można opisać jednym słowem - destrukcyjne. Czy jest ona irytująca? Owszem. Myślę jednak, że autorka celowo zdecydowała się pokazać bohaterkę w ten sposób - sposoby radzenia sobie z traumą są różne, a u Emmy wygląda to właśnie tak. Poza tym warto pamiętać, że nie powinno oceniać się powieści przez pryzmat sympatii do bohatera (co nie oznacza, że nie lubię Emmy, po prostu coraz trudniej mi ją zrozumieć). "Biorąc oddech" to po prostu świetna książka i nie można z tym polemizować.

Wszystkie wątki, poruszone w tej serii zostały rozwiązane. Książka jest bardzo dobrym zakończeniem serii, a mimo wszystko... szkoda, że to już koniec. Na pocieszenie mogę jednak dodać, że już wkrótce w księgarniach będziemy mogli znaleźć nową książkę autorki - "Co jeśli" - oby okazała się równie dobra, jak "Oddechy".

Ocena: 8/10

Oddechy:
"Powód by oddychać"   |   "Oddychając z trudem"   |   "Biorąc oddech"

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:
http://wydawnictwofeeria.pl

piątek, 1 maja 2015

"Hellheaven" Raven Stark

źródło
Tytuł: Hellheaven
Autor: Raven Stark
Wydawnictwo: Novae Res
Stron: 292

"Czy jedna osoba jest w stanie zniszczyć komuś cały świat? Czy potrafi pociągnąć za sobą lawinę, która bez skrupułów ograbi człowieka z jego dotychczasowego życia? Czy psychika nastolatki jest wystarczająco silna, by udźwignąć niespodziewany ciężar?

Camille nigdy nie przypuszczała, że takie pytania będą chodzić jej po głowie. Jednak kiedy na jaw wychodzą przez lata skrywane tajemnice, ktoś porywa jej przyjaciółkę, a rodzice wysyłają ją do szkoły z internatem oddalonej o setki kilometrów od jej rodzinnego domu, Camille zdaje sobie sprawę, że nic nie jest takie, jak jej się do tej pory wydawało.

W Hellhaeven stopniowo odkrywa kolejne sekrety dotyczące nie tylko jej korzeni, rodziny czy znajomych, ale i rzeczywistości, która okazuje się być o wiele bardziej skomplikowana, niż kiedykolwiek mogłaby przypuszczać." źródło

Choć do książek młodych debiutantów podchodzę z rezerwą, tym razem postanowiłam zrobić wyjątek. Wśród naszych rodzimych pisarzy też zdarzają się pozytywne zaskoczenia, a pewnie wielu z nas nie zdaje sobie sprawy, jak dużo świetnych książek wyszło spod rąk nastoletnich pisarzy. Okładka "Hellheven" przyciąga wzrok, a opis jest naprawdę intrygujący, dlaczego więc nie spróbować? Pełna nadziei, że tajemnicza Raven Stark okaże się moją nową, ulubioną rodzimą autorką rozpoczęłam lekturę.

Główna bohaterka, Camille, jest kompletnie zagubiona - w jednej chwili zmienia się całe jej życie. Świat, który znała do tej pory praktycznie przestaje istnieć. Nastolatka zostaje zmuszona spakować walizki i opuścić dom, rodziców, a przede wszystkim najlepszą przyjaciółkę. Trafia do szkoły z internatem, jednak zdecydowanie nie jest to typowa placówka. W internacie mieszkają uczniowie z całego świata - po dwie osoby z różnych krajów. To jest drugą osobą o pochodzeniu takim, jak główna bohaterka i... dlaczego właściwie uczniowie są tak różnorodni? To nie jedyne tajemnice z jakimi zmierzyć się musi Camille.

Fabuła "Hellheaven" przypomina mi wiele historii, które już znam. Szkoła z internatem to (niestety) motyw, wielokrotnie powielany w literaturze. Przez kilkadziesiąt pierwszych stron, wydawało mi się, że powieść przypominać będzie "Wybranych". Wydawać by się mogło, że pary uczniów z poszczególnych krajów mają coś wspólnego z polityką - takie przynajmniej było moje skojarzenie. Szybko zdałam sobie jednak sprawę, że to bardziej powieść z wątkami paranormalnymi , a autorka inspirowała się przede wszystkim książkami fantastycznymi.

Są jednak dwie bardzo istotne wady, które przeszkadzały mi podczas lektury. Przede wszystkim chodzi o język. Nietrudno zauważyć, że historia została napisana przez osobę bardzo młodą - nie mam nic przeciwko używaniu prostego, młodzieżowego języka, ale wszystko z umiarem. Używanie słów typu "lampisz" trochę mnie odrzuca... Druga sprawa to zamieszanie. I nie mam na myśli skomplikowanej fabuły, lecz niejasne sytuacje, które sprawiają, że czytelnik po prostu się gubi.

Mimo wszystko nie uważam "Hellheaven" za nieudaną powieść. Podejrzewam, że będą w wieku autorki nie byłabym w stanie napisać książki nawet w połowie tak dobrej. Może na debiut było jeszcze odrobinę za wcześnie, ale w Raven Stark widzę potencjał. Mam nadzieję, że uda się jej wydać jeszcze wiele książek i każda kolejna będzie lepsza od poprzedniej, a ja z dumą będę mogła mówić, że śledzę jej karierę od samego początku.

Ocena: 5/10

Z książkę serdecznie dziękuję:
http://novaeres.pl/


środa, 29 kwietnia 2015

Konkurs: "Cudowne tu i teraz"!

Dawno, dawno temu widziałam cudowny film... Niespieszne kino z morałem, które zmuszało, żeby zatrzymać się na chwilę i pomyśleć. Przyszło mi wtedy do głowy, że ta historia idealnie nadawałaby się na powieść i (jak się szybko okazało) miałam rację - film ma swój książkowy pierwowzór, ale jedyną opcją, żeby go poznać było czytanie anglojęzycznego oryginału. Aż do dziś, bo wreszcie, po dwóch latach oczekiwania, w Polsce ukazała się książka "Cudowne tu i teraz".
-------------------------------------------------------------------------------------

"Cudowne tu i teraz" Tim Tharp
tytuł oryg: The Spectacular Now
z ang. przeł. Ewa Pater
Data publikacji: 22 kwietnia 2015
Liczba stron: 368

Czy życie chwilą ma sens?
Sutter Keely to zabawowy gość, który rozrusza największego sztywniaka. W szkole nie jest orłem, kończy właśnie liceum, ale nie planuje studiów i prawdopodobnie spędzi większość życia, składając koszule w sklepie z męską odzieżą.
Trudno. Ważne, że miasto jest pełne dziewczyn, a dzięki alkoholowi życie potrafi być absolutnie fantastyczne. Poza tym napędza go wielkie pragnienie, by pomagać wszystkim, którzy pomocy potrzebują. Jak każdy, o kim mówią „prawdziwa dusza towarzystwa”, Sutter jest też niezwykle czarujący. Ma tyle zalet, że łatwo przegapić fakt, ile i jak często pije.
Pewnego ranka po nocnej balandze Sutter budzi się na obcym trawniku i poznaje Aimee. Aimee nie wie, o co chodzi w życiu. Aimee to towarzyska porażka. Aimee potrzebuje pomocy, więc bohaterski Sutterman podejmuje wyzwanie. Ma plan: pokaże jej, na czym polega dobra zabawa i puści ją wolno, gdy będzie gotowa żyć pełnią życia.
Okazuje się jednak, że Aimee to dziewczyna inna niż wszystkie, które poznał do tej pory. Nie wiedząc kiedy i jak, Sutter zakochuje się po uszy. Do tego czuje, że po raz pierwszy w życiu ma wpływ na kogoś innego – może mu pomóc, ale może też go zniszczyć…
Szczera, prawdziwa, pełna humoru powieść wciąga tak, że czytelnik nie zdaje sobie nawet sprawy, jak głęboko zanurza się w świat Suttera. Otrzeźwienie i refleksja przychodzą dopiero z zamknięciem książki.
W ekranizacji Cudownego tu i teraz Aimee i Suttera zagrali Shailene Woodley (m.in. Gwiazd naszych wina) i nagrodzony za tę rolę Miles Teller (m.in. Whiplash). Był to jeden z goręcej dyskutowanych filmów Festiwalu Sundance 2013
Powieść z naszej nowej serii wydawniczej MYŚLNIK
-------------------------------------------------------------------------------------

Z tej okazji przygotowałam dla Was coś specjalnego - komentując ten post macie szansę zdobyć świeżutki egzemplarz powieści, wystarczy odpowiedzieć na pytanie konkursowe.

Najpierw kilka krótkich zasad:
1. Organizatorem konkursu i jednocześnie jednoosobowym jury jestem ja - autorka bloga.
2. Nagrodą w konkursie jest książka "Cudowne tu i teraz" Tima Tharpa.
2. Fundatorem nagrody jest Wydawnictwo Bukowy Las, za co serdecznie dziękuję w imieniu swoim i przyszłego laureata konkursu :)
3. Konkurs trwa od dziś (29.04.2015) do 15.05.2015, do godziny 20.00.
4. Na wyłonienie zwycięzcy jury (czyli ja:) potrzebuje trochę czasu. Wyniki poznacie więc do dnia 20.05.2015.
5. Nie wysyłam nagrody za granicę, musicie więc podać adres w Polsce. Nagroda zostanie wysłana listem poleconym.
5. Aby wziąć udział w konkursie należy pod tym postem zostawić swój adres e-mail oraz odpowiedź na pytanie konkursowe. Wygrywa jedna osoba, której komentarz uznam za najciekawszy.
6. Lajki i tym podobne - mile widziane, ale niewymagane (fanpage Better Version of the Truth i fanpage Wydawnictwa Bukowy Las). Byłoby mi również miło, gdybyście umieścili gdzieś banner konkursowy.

Pytanie konkursowe:
Oglądając "Cudowne tu i teraz" marzyłam o przeczytaniu książki - odwróćmy tę sytuację! Podaj tytuł książki, czytając którą marzyłeś/łaś o ekranizacji i napisz, kto powinien zagrać główną rolę. Najciekawsza odpowiedź zostanie nagrodzona.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...