sobota, 21 marca 2015

"Love, Rosie" Cecelia Ahern

źródło
Tytuł: Love, Rosie
Autor:  Cecelia Ahern
Wydawnictwo: Akurat
Stron: 512

"Rosie i Alex od dzieciństwa są nierozłączni. Życie zadaje im jednak okrutny cios: rodzice Alexa przenoszą się z Irlandii do Ameryki i chłopiec oczywiście jedzie tam razem z nimi. Czy magiczny związek dwojga młodych ludzi przetrwa lata i tysiące kilometrów rozłąki? Czy wielka przyjaźń przerodziłaby się w coś silniejszego, gdyby okoliczności ułożyły się inaczej? Jeżeli los da im jeszcze jedną szansę, czy Rosie i Alex znajdą w sobie dość odwagi, żeby spróbować się o tym przekonać?
Cecelię Ahern do sławy wyniosła debiutancka powieść PS Kocham Cię, na której podstawie nakręcono cieszący się ogromnym powodzeniem film. Jej kolejne powieści urzekły czytelników w 46 krajach – tematyka tych książek trafia do serc odbiorców na wszystkich kontynentach, a ich łączny nakład przekroczył już 15 milionów egzemplarzy." źródło

Mimo popularności Cecelii Ahern, jej książki nigdy mnie nie interesowały. Jedyną przygodę z autorką przeżyłam przy "P.S. Kocham Cię" jednak zarówno powieść, jak i ekranizacja bardzo mnie zawiodły. Od tej pory Ahern kojarzyła mi się jedynie z łzawymi historiami (nie twierdzę, że słusznie). Przed "Love, Rosie" również długo się powstrzymywałam. Muszę jednak przyznać, że dobór aktorów występujących w głównych rolach ekranizacji stopniowo osłabił moją niechęć. Kiedy  przeczytałam pozytywne recenzje innych blogerów byłam  już pewna - czas dać pani Ahern kolejną szansę!

Rosie i Alex to dwójka przyjaciół od najmłodszych lat. Udaje im się przetrwać wiele - nie tylko okres, w którym chłopcy i dziewczynki kompletnie się nie dogadują, lecz również wyprowadzkę Alexa. Plan jest prosty - chłopak wyjeżdża z rodzicami do Stanów, a Rosie zostanie w Irlandii, jednak dołączy do niego za jakiś czas, aby studiować hotelarstwo. Życie nie zawsze toczy się jednak tak, jak to sobie zaplanujemy, a los potrafi płatać nam figle. Szybko okazuje się, że świat Rosie zostaje przewrócony do góry nogami, a wyjazd okazuje się niemożliwy. Przez lata kontaktują się w formie listów, maili i smsów. Pytaniem pozostaje jednak jak potoczyłoby się ich życie, gdyby nie zostali rozdzieleni?

Książka wyróżnia się przede wszystkim ciekawym sposobem narracji. Musimy poruszyć swoją wyobraźnię, ponieważ całą historię poznajemy dzięki listom głównych bohaterów. Jeśli martwicie się brakiem dialogów, z miejsca mogę Was uspokoić - zawsze są jeszcze internetowe czaty i smsowe konwersacje.

Choć zanim obejrzałam film, sięgnęłam po powieść, to nie mogłam pozbyć się z głowy wizji aktorów jako postaci występujących w książce. W tym wypadku działało to akurat na plus - lubię ich oboje. Zachowania, który zapewne uznałabym za irytujące, przypadku Lily Collins wydawały mi się urocze. Czy Alex i Rosie to udani bohaterowie? Z pewnością tak - przypominają bowiem prawdziwych ludzi. Mają nie tylko zalety, ale też wady, a w dodatku nierzadko podejmują fatalne decyzje. Autorka nie uraczyła ich jednak szybkim rozwiązaniem każdego problemu. Tutaj bohaterowie do szczęście i sukcesu mogą dojść tylko ciężką pracą i naprawianiem własnych błędów.

Na uwagę zasługują również drugoplanowi bohaterowie, którzy zadbali o to, aby w powieści nie zabrakło dobrego humoru. Moją osobistą faworytką jest Ruby przyjaciółka głównej bohaterki. Warto również dodać, że ciekawym elementem było rozciągnięcie fabuły w czasie. Przedstawione na ponad pięciuset stronach wydarzenia rozpoczynają się gdy bohaterowie są jeszcze dziećmi, a kończą kiedy młodość mają już zdecydowanie za sobą.

Choć w dalszym ciągu nie jestem zagorzałą fanką klasycznych romansów, akurat ta książka przypadła mi do gustu i nie żałuję, że po nią sięgnęłam. Cecelia Ahern pokazuje, że każdy ma szanse na swoje szczęśliwe zakończenie, niezależnie od przeszkód jakie napotyka. Czasami następuje ono po prostu trochę później...

Ocena: 7/10

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję:



sobota, 14 marca 2015

"Zostań ze mną. Tom 1" J. Lynn

źródło
Tytuł: Zostań ze mną. Tom 1
Autor: J. Lynn
Seria: New Adult
Wydawnictwo: Amber
Stron: 272

"Tom 1 powieści w dwóch tomach z cyklu rozpoczętego fenomenem wydawniczym ZACZEKAJ na mnie
ZACZEKAJ na mnie – cztery dodruki w ciągu 8 miesięcy!

Dwudziestojednoletnia Calla jako nastolatka nie robiła wielu rzeczy oczywistych dla jej rówieśniczek. Nie chodziła na imprezy, nie całowała się z chłopakiem. Przeżyła za to coś, czego nie powinno przeżyć żadne dziecko. Wciąż nosi blizny na ciele i na duszy. Wciąż nie może zapomnieć, co zrobiła jej matka. I wciąż ukrywa swoją tajemnicę – nawet przed nowymi przyjaciółmi z college’u.
Nagle koszmar zaczyna się od nowa. Calla musi wrócić do rodzinnego miasta i odzyskać to, co odebrała jej matka. Czy pomoże jej tajemniczy przystojniak Jax? I czy Calla da mu szansę, by pomógł jej pokonać przeszłość?" źródło

Szał na powieści New Adult trwa w najlepsze. Ma to swoje plusy - jest w czym wybierać i nawet najbardziej wybredne fanki gatunku mogą znaleźć coś, co sprosta ich oczekiwaniom. Wszystko ma jednak swoje wady, szczególnie, jeśli jest się tak niezdecydowanym czytelnikiem jak ja. Osobiście mam ochotę przeczytać wszystkie książki - wystarczy, że zobaczę jakąś zapowiedź. Oczywiście, nie wszystkie z nich okazują się tak dobre, jakbym tego chciała, a ja ku wielkiemu zaskoczeniu odkrywam, że przecież to już było...

Jest jednak kilka genialnych tytułów, które pokochałam całym sercem. Uwielbiam choćby Katję Millay, jednak oprócz kultowego "Morza spokoju" po prostu nie ma więcej jej książek. Oprócz Millay miejsca na podium zajmują Colleen Hoover oraz J.Lynn. Ta ostatnia ma u mnie największego plusu za ilość powieści, którymi mogę się zachwycać! Jak pewnie większość z Was wie, Jennifer L. Armentrout (ta od "Obsydiana") i J.Lynn to jedna i ta sama osoba. Lubię ją w obu wydaniach, jeśli jednak miałabym wybrać to zdecydowanie stawiam na New Adult zamiast kosmitów. Pojawienie się "Zostań ze mną" na mojej półce było więc tylko kwestią czasu. 

Losy głównej bohaterki i tych, których już znamy z "Zaczekaj na mnie" są ze sobą powiązane, jednak niezbyt mocno. Większość akcji powieści toczy się bowiem w zupełnie innym miejscu, niż kampus akademicki. Zdawać by się mogło, że opuszczając go dziewczyna powinna odetchnąć z ulgą. Na co dzień ukrywa swoją sytuację rodzinno-finansową przed przyjaciółmi i próbuje udawać, że wszystko jest w porządku. Kiedy jednak jej konto zostaje wyczyszczone, udawany świat całkowicie się wali. Jeśli chce kontynuować naukę musi odzyskać pieniądze, a to oznacza konfrontacje z matką. Czy dziewczyna jest w stanie poradzić sobie z koszmarami przeszłości?

W "Zostań ze mną" mamy wszystko, co w dobrym New Adult znaleźć się powinno. Jest urocza bohaterka, która zdaje się być uroczo niewinna, jednak skrywa mroczną tajemnicę. Mamy koszmary z przeszłości, których stopniowe odkrywanie jest jeszcze bardziej pasjonujące niż niejeden kryminał. I wreszcie romans z gorącym przystojniakiem, którym również ma coś do ukrycia. Czy oznacza to, że powieść jest nudna i schematyczna? Absolutnie nie - to książka, której nie można odłożyć!

Od pierwszych stron zastanawiałam się kogo nasza bohaterka obdarzy gorącym uczuciem (celowo nie przywiązuję uwagi do opisów na okładkach, żeby nie psuć sobie przyjemności z lektury). Wybór padł na fantastycznego bohatera. Jest przystojny, szarmancki i dowcipy, jednak ma i swoje wady - daleko mu do ideału. Między Callą a nim rodzi się uczucie tak gorące, że chemia aż bucha ze stron powieści!

Mam problem z podzieleniem "Zostań ze mną" na dwa tomy. Książkę przeczytałam jednym tchem, ale czuję niedosyt - skończyła się w takim momencie, że po prostu muszę (już, teraz, natychmiast) sięgnąć po kontynuację. Co w tym złego? Książka jest jeszcze niewydana! Na szczęście zostało już tylko kilka dni...

Ocena: 8/10

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję:
www.wydawnictwoamber.pl

sobota, 7 marca 2015

"Zła krew" Sally Green

źródło
Tytuł: Zła krew
Autor: Sally Green
Wydawnictwo: Uroboros (GW Foksal)
Stron: 320

"Współczesny świat, w którym obok ludzi żyją wiedźmy – dobre białe oraz złe czarne. Piętnastoletni Nathan jest mieszańcem obu zwaśnionych, ściganym i wyalienowanym, lecz zdecydowanym przetrwać za wszelką cenę. Pierwsza część trylogii, która zostanie przetłumaczona w kilkudziesięciu językach.
Sally Green – mieszka w północnozachodniej Anglii, uwielbia spacery i pije zdecydowanie za dużo kawy. Half Bad jest jej debiutem literackim.
Rekord Guinnessa: Najczęściej tłumaczona przed premierą książka debiutującego autora." źródło

"Zła krew" to książka-hit. Choć nie od razu przyciągnęła moją uwagę, recenzje (zarówno zagranicznych, jak i polskich) blogerów szybko mnie przekonały. Opis, kiedy wreszcie go przeczytałam, był równie intrygujący. Czy powieść sprostała moim oczekiwaniom?


Po pierwsze - czas porzucić schematyczne myślenie. Jeśli, tak jak ja, z góry założyliście, że książka zawierająca słowo „krew” w tytule oznacza, że jest to historia opowiadająca o wampirach – nic bardziej mylnego. Chodzi tu raczej o więzy krwi, rodzinę i pochodzenia. O to, jak wpływ przodkowie mają na nasze postępowanie. Problemy głównego bohatera wynikają bowiem właśnie z tego, kim są jego rodzice.


W świecie stworzonym przez Sally Green tuż obok przeciętnych czytelników istnieje magia. Istoty obdarzone tym niezwykłym darem mogą wyróżniać się Białą Magią (czarodzieje i czarodziejki) oraz Czarną Magię (czarownicy i czarownice). Główny bohater, Nathan, miał pecha – jego matka jest czarodziejką, natomiast ojciec potężnym (i znienawidzonym przez wszystkich Białych) czarownikiem. Bycie mieszańcem to nie tylko kwestia problemów ze znalezieniem swojego miejsca - Rada zarządza coraz to nowe obostrzenia wobec mieszańców. Koniec końców ląduje w klatce niczym zwierzę. Wszystko wskazuje, że jeśli szybko nie znajdzie ojca, czeka go pewna śmierć.


„Zła krew” wciąga już od samego początku. Pierwszy rozdział i krótka historia w nim zawarta kompletnie mnie oczarowała. Nietrudno dostrzec cierpienie głównego bohatera i jego sposoby radzenia sobie z okrutną rzeczywistością. Szybko przeskakujemy z czasie i dowiadujemy się dlaczego życie Nathana potoczyło się w ten, a nie inny sposób. Bardzo polubiłam tego niezwykłego chłopaka i muszę przyznać, że jest to jeden z głównych powodów, dla którego taką sympatią darzę tę powieść. Sally Green udało się stworzyć naturalnego, niewymuszonego bohaterka.


Niezaprzeczalnym plusem jest szybka i wciągająca akcja. Czytelnik nie nudzi się ani przez chwilę, a fabuła, choć wielowątkowa nie wprowadza zamętu, a jedynie wzbudza zainteresowanie. Jakie są więc wady? Tajemnice są trochę zbyt proste do odgadnięcia, a większość wydarzeń rozwija się dokładnie w taki sposób, jak się tego spodziewamy. Nie odebrało mi to jednak radości z lektury - „Złą krew” czytałam z przyjemnością i z pewnością do niej wrócę.


Ocena: 7/10

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal!

środa, 4 marca 2015

"Moja mroczna strona" Gabrielle Zevin

źródło
Tytuł: Moja mroczna strona
Autor: Gabrielle Zevin
Wydawnictwo: YA (GW Foksal)
Stron: 352

"Akcja serii rozpoczyna się w 2083 roku w zdewastowanym Nowym Jorku. Czekolada i kawa są nielegalne, produkowane i dystrybuowane przez mafijne rodziny, które miasto podzieliły na swoje dystrykty. Papier jest trudno osiągalny, a woda racjonowana.

Główna bohaterka Anya, niezwykle przebojowa 16-latka, córka największego bossa czekoladowego, zostaje wplątana i oskarżona o otrucie swojego chłopaka smakołykami czekoladowymi produkowanymi przez jej rodzinę.
I tom „czekoladowej” trylogii" źródło

Choć wydawać by się mogło, że literackie wizje przyszłości już niczym nas nie zaskoczą, wciąż pojawiają się nowe pomysły. Wyobraźnia pisarzy nie ma granic i Gabrielle Zevin jest jedną z autorek, która po raz kolejny utwierdza mnie w tym przekonaniu. Czekoladowa mafia? Trzymajcie mnie, tego jeszcze nie było!

Jest rok 2083. Ania, córka mafijnego bossa, mieszka z babcią oraz rodzeństwem. Mimo młodego wieku to właśnie nasza bohaterka jest głową rodziny. Babcia, która teoretycznie powinna opiekować się swoimi wnukami niestety nie jest już w stanie tego robić, ponieważ dni spędza przykuta do łóżka. Z kolei starszy brat Ani, Leo, to chłopak opóźniony w rozwoju. Brał udział w wypadku, w którym zginęła jego matka, a on sam, choć przeżył, już nigdy nie będzie taki sam. Ostatnim członkiem rodziny jest kilkunastoletnia, roztrzepana Natty. Ania ma więc dużo na głowie. Choć za wszelką cenę próbuje się trzymać z dala od kłopotów nie jest to takie proste. Szczególnie, jeśli należy się do mafijnej rodziny...

Najmocniejszą częścią książki jest z całą pewnością przedziwna wizja świata. Zevin naprawdę mnie zaskoczyła obrazem Nowego Jorku, który mogliśmy tutaj podziwiać. Ciekawie wypada również codzienność głównej bohaterki. Tragiczna historia głównej bohaterki sprawia, że łezka może zakręcić nam się w oku. Autorka pozbawiła ją nie tylko matki i ojca, ale również młodości. Dbanie o najbliższych (szczególnie tak wymagających opieki, jak rodzina dziewczyny) byłoby sporym obciążeniem nawet dla dorosłych.

Niestety, mimo niesamowicie ciekawego zarysu, sama fabuła mnie rozczarowała. Spodziewałam się surowej antyutopii, krwi i mafii rodem z "Ojca Chrzestnego". Historii, którą otrzymała daleko od wyobrażeń - jest słodka i urocza. Kryminalne porachunki ustępują miejsca rozterkom głównej bohaterki, a handel nielegalnym towarem przesuwa się na drugi plan, gdy w grę wchodzi wątek miłosny. Czytelnik w tym wszystkim może poczuć jedynie irytację i rozczarowanie. Nie mogłam pozbyć się uczucia, że autorka zbyt dużo czasu poświęca nieistotnym szczegółom, a stosunkowo niewiele wątkom, które powinny wysuwać się na pierwszy plan.

Główna bohaterka jest poukładana do bólu. To młoda, rozsądna osoba, która zamiast na bzdurach, skupia się na istotnych sprawach. Dba o najbliższych i za wszelką cenę stara zawsze postąpić słusznie. Myślicie, że nie sposób jej nie lubić? Niestety w praktyce okazało się, że Ania jest zbyt idealna. Bo tytule powieści spodziewałam się nastoletniej buntowniczki z prawdziwym pazurem, a tego akurat jej zabrakło...

"Moją mroczną stronę" czyta się przyjemnie, jednak muszę przyznać, że książka odrobinę mnie rozczarowała. Jest po prostu zbyt grzeczna, jak na opowieść o mafijnej księżniczce. Widzę jednak potencjał w tej historii - kto wie, może kolejny tom pozytywnie mnie zaskoczy?

Ocena: 5/10

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal!

czwartek, 26 lutego 2015

Gra: "Abyss (Głębia)"

źródło
Tytuł: Abyss (Głębia)
Wydawnictwo: Rebel 
Typ: gra planszowa 
Liczba graczy: 2-4 osób 
Czas gry: ok. 45 minut

"Kto zasiądzie na opustoszałym tronie i zdobędzie wszystkie związane z tym przywileje? Najwyższy czas wykorzystać znajomości i pociągnąć za sznurki. Skorzystaj z własnej przebiegłości by zdobyć lub kupić sobie głosy członków Rady. Zwerbuj wpływowych Lordów i wykorzystaj ich możliwości aby przejąć kontorlę nad terytoriami o strategicznym znaczniu. W końcu to właśnie Ty jesteś jedyną osobą zdolną dobrze rządzić ludnością Głębiny!


W Abyss gracze starają się przejąć kontrolę nad strategicznymi obszarami podwodnego miasta. Aby to osiągnąć gracze muszą rozwijać się na trzy sposoby. Po pierwsze muszą gromadzić sojuszników, następnie używać ich do zwerbowania Lordów Otchłani, którzy dadzą im dostęp do różnych obszarów miasta. Gracze zdobywają karty sojuszników kupując je w trakcie Eksploracji Głębiny w turze każdego gracza. Zdobycie względów każdego Lorda wymaga posiadania konkretnego zestawu kart. 

Każdy Lord ma specjalną zdolność, która wpływa na akcje przeciwników, na sytuację właściciela lub inne elementy gry. Jednak gdy gracz zdecyduje się przypisać Lorda do danego obszaru miasta, zdolność Lorda przestaje działać. Tak więc gracze muszą rozważnie planować kiedy i jak wykorzystać wszystkich swoich sojuszników.


Oczywiście w grze Abyss nie może zabraknąć walki ze strasznym potworem morskim, który pozostawiony długo w spokoju staje się coraz bardziej łakomym kąskiem." źródło

Dlaczego Abyss? 
To akurat przemyślany wybór! Abyss zainteresowała mnie zanim jeszcze pojawił się w zapowiedziach, a ja zwróciłam uwagę na przepiękną okładkę. Opis jedynie utwierdził mnie w przekonaniu, że to gra idealna dla mnie. Dlaczego więc sięgnęłam po ten tytuł tak późno? Aż wstyd się przyznać, ale długie oczekiwanie sprawiło, że po prostu o nim zapomniałam. Kiedy jednak postanowiłam rozszerzyć swoją kolekcję gier, szybko przypomniałam sobie, że przecież najbardziej wyczekiwany tytuł roku jest już dostępny. I musi być mój!
 


O co tu chodzi?
Gra toczy się turami. Każdy z graczy może eksplorować głębimy, poprosić o wsparcie Rady lub rekrutować Lorda. Zacznijmy od ostatniego (Lordowie to te największe karty). W każdej turze do naszego zespołu może dołączyć tylko jeden z nich. Te postaci są kluczowe podczas zliczanie punktów - oprócz unikatowych cech, jakie posiadają, na karcie istnieje liczba punktów, które dostajemy za samo posiadanie tej postaci. Oprócz tego, mając wpływ na obejmowanie kontroli nad pomieszczeniami, które z kolei zwiększają liczbę punktów. Co więc trzeba zrobić, żeby takiego Lorda zrekrutować?  Tutaj wchodzą dwie pozostałe możliwości ruchów w danej turze. Możemy poprosić o wsparcie Rady, czyli ściągnąć z planszy jeden stosik kart odrzuconych (wszystkie będą jednak w takim samy kolorze). Inną opcją jest eksploracja głębin, czyli odkrywanie stopniowo kart, z których jedną, dowolną zostawimy sobie na ręce. W obu przypadkach zdobywamy kary sojuszników, za które możemy rekrutować Lordów. Wydaje się skomplikowane? Zaręczam, że wystarczy jedna partia, aby wszystko pojąć!


Kto wygrał?
Wygra ten, kto zdobył największą liczbę punktów - tak, jak w "7 Cudach Świata". Komplikuje to nieco naszą rozgrywkę. Kiedy cele jest zdobycie największej liczby np. monet, jest to jasne. Kiedy jednak musimy pamiętać o wszystkich elementach, które są punktowane, a w dodatku pilnować, aby przeciwnicy nie sprzątnęli nam sprzed nosa Lorda, którego sobie upatrzyliśmy. Osobiście najbardziej lubię właśnie taki sposób punktacji, jednak ma on i swoich przeciwników - jak to w życiu bywa

Wykonanie
W skali od 1 do 10, "Abyss" otrzymuje ode mnie 11! Wykonanie jest idealne. Najlepsze okładka, z wszystkich posiadanych przeze mnie gier to dopiero początek. I nie chodzi tutaj jedynie o genialne ilustracje. Moje serce skradła... waluta gry. Zamiast typowych kartonowych monet dostajemy prześliczne perły, które wyglądają jak prawdziwe. Każdy z graczy dostaje również sejf w kształcie muszli, aby ułatwić ich przechowanie. 


Ocena 
"Abyss" w pełni sprostał moim oczekiwaniom. Mimo, że postawiłam mu poprzeczkę bardzo wysoko, okazł się strzałem w dziesiątkę. Jeśli lubić gry, w których trzeba się wysilić i pilnować każdego ruchu to coś w sam raz dla Was!

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję:

wtorek, 24 lutego 2015

Gra: "Pokój 25 (Room 25)"

źródło
Tytuł: Pokój 25 (Room 25)
Wydawnictwo: Rebel 
Typ: gra planszowa 
Liczba graczy: 1-6 osób 
Czas gry: ok. 30 minut

"25 pokoi, 10 rund, 4 więźniów, 2 strażników - tylko 1 wyjście...



Jesteś uwięziony w budynku, w którym każde z pomieszczeń posiada czworo drzwi. Twoim celem jest odnalezienie pokoju 25, który prowadzi do wyjścia z tego koszmaru. Uważaj na strażników czekających na właściwy moment aby uderzyć. Bądź też czujny, nie każdy chce uciec z więzienia... ale kto jest zdrajcą?
Gra posiada 5 trybów rozgrywki: od pełnej kooperacji po samotną grę w pasjansa." źródło

Dlaczego "Pokój 25"?
"Room 25" to pierwsza gra, którą wybrałam spontanicznie. Nie przypomina planszówek, po które sięgam najczęściej, czyli fantastyki a'la Small World, czy strategii w stylu 7 cudów świata. Przeglądają nowości ten tytuł wyskoczył mi po prostu wśród odnośników "Zobacz również", a ilość pozytywnych komentarzy okazała się intrygująca. Mało tego, fabuła gry ma w sobie coś z "Igrzysk śmierci" (a może to tylko moje odczucie?). Koniec końców, kilka dni później moja kolekcja gier powiększyła się o nowy, inny niż wszystkie tytuł.


O co tu chodzi?
Mechanika gry jest dość prosta. I bardzo dobrze, bo oszczędza nam to godzinnego tłumaczenia początkującym graczom o co tutaj chodzi. Zacznijmy o tego, że trybów gry jest kilka, a w dodatku, nawet, jeśli nie mamy zbyt bujnej wyobraźni, bardzo łatwo możemy wymyślić swoje własne zasady. Podstawowy tryb polega na tym, że gracze są więźniami i muszą wydostać się z budynku. Celem jest Pokój 25, w którym znajduje się wyjście. Co w tym trudnego? Otóż plansza jest zmienna - za każdym razem składamy ją z kafelek w inny sposób. Co więcej, leżą one odwrócone ku dołowi, więc nie mamy pewności, czy miejsce ku któremu się przemieszczamy nie jest śmiertelną pułapką. Czy często zdarza się, że ktoś ginie w pierwszym ruchu? Oczywiście! Możemy zawsze zagrać bardziej zapobiegawczo i sprawdzać każde miejsce zanim do niego podążymy, ale gdzie w tym zabawa? :) Warto dodać, że trybów jest kilka, ale jednym z najciekawszych jest ten, w którym 2 z graczy to strażnicy, a ich celem jest wyeliminowania więźniów. Przy większej ilości graczy ten wariant sprawdza się wyśmienicie!
 

Kto wygrał?
W zasadzie w każdym trybie zasady są inne, ale bardzo intuicyjne. Po pierwsze: jeśli zginiesz, to przegrałeś. Więźniowie wygrywają, jeśli dostaną się do pokoju 25, a strażnicy, jeśli wyeliminują więźniów. Nie musimy się martwić o zliczanie punktów, czy inne skomplikowane algorytmy - tutaj wszystko jest proste.
Wykonanie
"Room 25" nieco różni się od innych Rebelowskich gier, jakie posiadam. Na szczęście pudełko ma identyczne wymiary jak reszta mojej kolekcji, przez co w dalszym ciągu wyglądają razem genialnie. Opakowanie jest jednak lśniące i wygląda naprawdę ślicznie. Bardzo spodobały mi się również postacie w grze i ich hasła. Ciekawym pomysłem jest również zastąpienie standardowej planszy kafelkami, z których układamy swój własny budynek. 


Ocena
"Pokój 25" to idealny dowód, że czasem pozycje, na które wpadniemy przypadkiem okazują się naszymi ulubionymi. Ta gra skradała moje serce, lecz również serca moich znajomych - to wręcz idealny pomysł na spędzenie zabawnego wieczoru z piwem i chipsami. Prosta mechanika sprawia, że nawet początkujący gracze szybko załapią zasady. Bardziej zaawansowani natomiast, mogą potraktować ją jako sympatyczną odskocznię od długich i skomplikowanych rozgrywek.

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję:
 

niedziela, 22 lutego 2015

"Białe jak śnieg" Salla Simukka

źródło
Tytuł: "Białe jak śnieg
Autor: Salla Simukka
Wydawnictwo: YA (GW Foksal)
Stron: 256

"Pierwsza na polskim rynku fińska sensacja dla młodzieży!
Po raz kolejny Salla Simukka udowadnia, że skandynawska sensacja nie ma sobie równych.
Jeśli szukasz książki, która skaże Cię na bezsenność, właśnie ją znalazłeś.

Lumikki Andersson wybiera się latem do Pragi. Tam zaczepia ją młoda kobieta o imieniu Zelenka, która twierdzi, że jest jej siostrą. Lumikki zaczyna zgłębiać tajemnicę rodzinną, a rozwiązując tę zagadkę, przyjdzie jej zmierzyć się z osobliwą sektą, która okaże się dużo bardziej niebezpieczna, niż można było z początku sądzić. W grę wchodzą wielkie pieniądze i Zelenka jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie - podobnie jak Lumikki. W drugiej części trylogii nie zabraknie więc dylematów i pytań, które Lumikki stawia już w pierwszej części: na kim można polegać, a komu nie ufać? Kto prowadzi nieczystą grę?
Lumikki, niczym słynna Sara Lund z filmowego „Dochodzenia”,  tropi sektę w samym sercu zabytkowej Pragi. Bohaterka trylogii Salli Simukki w drugim tomie próbuje uratować młodą kobietę ze szponów niebezpiecznej sekty. W scenerii starego miasta, wśród krętych uliczek, rozgrywa się dramat, którego stawką jest życie.  Czy Lumicce uda się ocalić dziewczynę, która twierdzi, że jest jej siostrą? Czy pokona szajkę planującą zbiorowe samobójstwo członków sekty? W kolejnej części trylogii bohaterka ostrze się o śmierć."
źródło

 Salla Simukka dokonała rzeczy niemożliwej i nawet o tym nie wie. Przekonała mnie, żebym sięgnęła po jej nietuzinkową wersję historii o Śnieżce, mimo, że kryminały są jedynym gatunkiem literackim, po który absolutnie nie sięgam. Książka "Czerwone jak krew" okazała się jednak na tyle przyjemna, że postanowiłam poznać również kolejne części tej opowieści. Jak myślicie, było warto?

Po wszystkim, co się stało, Lumikki za wszelką cenę potrzebuje.... normalności. Koszmary jednak w dalszym ciągu dają o sobie znać, więc dziewczyna decyduje się na spontaniczną wycieczkę. Oczywiście w samotności, ponieważ Lumikki, jak nikt inny, ceni sobie spokój, jaki daje jedynie przebywanie w swoim własnym towarzystwie. Nie jest jej jednak dane cieszyć się tym spokojem zbyt długo - nasza bohaterka wpada bowiem na młodą dziewczynę o imieniu Lenka, która (choć znajdują się w Pradze, czyli miejscu bardzo oddalonym od ojczyzny Lumikki) twierdzi, że jest jej siostrą. Mimo absurdu, jaki kryje się w tej sytuacji, wszystko składa się w całość, a Lumikki sama zaczyna sobie przypominać, że być może faktycznie miała kiedyś siostrą. Czy to prawda, czy jedynie wytwór wyobraźni?

Akcja skupia się jednak na czymś więcej, niż jedynie odkrywanie rodzinnych sekretów. Domniemana siostra głównej bohaterki po śmierci matki wylądowała u "rodziny". To przedziwni ludzie, żyjący w ascetycznych warunkach  i noszący niepokojące stroje. Lumikki od początku ma wrażenie, że coś z nimi nie tak, jednak prawda okazuje się być jeszcze bardziej szokująca.

Tej części serii raczej nie nazwałabym kryminałem. Może i faktycznie skupia się ona na rozwiązaniu zagadki i odnalezieniu winowajcy, jednak fabuła jest dużo bardziej skomplikowana niż zwyczajne wskazanie "kto zabił?". Nie będzie więc pewnie żadnym zaskoczeniem jeśli przyznam, że "Białe jak śnieg" polubiłam dużo bardziej niż "Czerwone jak krew". Może to jedynie kwestia indywidualnych preferencji, ponieważ obie książki są napisane znakomicie. Zagadka, której rozwiązanie poznajemy w tej części jest jednak dla mnie dużo bardziej fascynująca.

Nie bez znaczenia jest tutaj również historia samej głównej bohaterki. W pierwszej części dowiedzieliśmy się, że była ona maltretowana w szkole, jednak tutaj dowiadujemy się jeszcze więcej. Poznajemy też szczegóły jej fatalnej miłości, którą do tej pory uznawałam jedynie za westchnienia nieszczęśliwie zakochanej nastolatki. Teraz jednak.... eh, chyba wystarczy, kiedy powiem, że autorka przygotowała dla swoich czytelników prawdziwą bombę!

Koniec końców uważam "Białe jak śnieg" za książkę wręcz znakomitą! Zagadkowa fabuła nie pozwala nudzić się ani przez chwilę, a postaci głównej bohaterki wręcz nie sposób nie polubić. Z niecierpliwością oczekuję na finał tej historii, ponieważ otwarte zakończenie po prostu spędza mi sen z powiek!

Ocena: 8/10

"Czerwone jak krew"   |   "Białe jak śnieg"   |   "Czarne jak heban"

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...