P.S. Policzyliście już, ile książek przeczytaliście w 2013 roku?
wtorek, 31 grudnia 2013
niedziela, 29 grudnia 2013
"Szukając Alaski" John Green
| źródło |
Autor: John Green
Wydawnictwo: Bukowy Las
Stron: 320
"Życie Milesa Haltera było totalną nudą aż do dnia, gdy zaczął naukę w równie nudnej szkole z internatem. Wtedy spotkał Alaskę Young.
Piękną, inteligentną, zabawną, seksowną, szaloną i do bólu
fascynującą. Alaska owinęła sobie Milesa wokół palca, wciągając do
swojego świata i kradnąc mu serce. Czy dzięki niej chłopak odnajdzie
to, czego szuka? Wielkie Być Może – najintensywniejsze i najprawdziwsze
doświadczenie rzeczywistości.
Głęboko poruszający debiut Johna Greena, porównywany z przełomowym Buszującym w zbożu J.D. Salingera, to powieść o myślących i wrażliwych młodych ludziach. Zbuntowanych, szukających intensywnych wrażeń i odpowiedzi na najważniejsze pytania: o miłość, która wywraca świat do góry nogami, o przyjaźń, której doświadcza się na całe życie." źródło
"Szukając Alaski" potraktowałam jako pewniak. John Green dokonał przecież rzeczy niemożliwej - skradł moje serce już po przeczytaniu jednej powieści. Postanowiłam jednak w żadnym wypadku nie porównywać "Szukając Alaski" do "Gwiazd naszych wina" - w końcu nie ma szans, żeby cokolwiek dorównało mojej ulubionej powieści! Co więcej, "Alaska" jest debiutem autora, przez co powinnam ją nieco inaczej potraktować. Jak się okazało, Green nie potrzebuje taryfy ulgowej - ta historia broni się sama, niezależnie od nastawienia z jakim do niej podeszłam.
Życie Milesa nie należy do najciekawszych. Wszystko zmienia się, kiedy przenosi się do szkoły z internatem. Nowi przyjaciele, wrogowie, a przede wszystkim... Alaska. Chłopak szybko zdaje sobie sprawę, że jego codzienność w niczym nie będzie przypominać tej, którą znał do tej pory. Nudne lekcje, przeplatają się z tymi, które naprawdę zmienią jego światopogląd. Wolny czas, spędzany do tej pory w samotności, tutaj wypełniają mu próby zdobycia alkoholu, spotkania ze znajomymi, wcinanie numerów. Najważniejszą częścią jego życia jest jednak Alaska i to ona najbardziej zmienia życie chłopca.
Gdybyś, zupełnie przypadkiem, stwierdzili, że jest to historia o banalnej miłości nastolatków mogę Was uspokoić - nic bardziej mylnego. Nie znajdziecie tutaj romantycznych randek i słodkich spojrzeń w oczy. Relacja Milesa z Alaską jest dużo bardziej skomplikowana - jak z resztą wszystkich bohaterów tej opowieści. Green posiada niezwykłą umiejętność kreowania złożonych, rzeczywistych charakterów. Choć jest to debiut autora, nigdy nie bym się tego nie domyśliła.
Choć Miles jest teoretycznie głównym bohaterem, to Alaska przykuwa uwagę czytelnika. Jej autodestrukcja wysuwa się na pierwszy plan bardzo szybko i sprawia, że razem z przyjaciółmi dziewczyny bardzo chcemy, aby udało się ją ocalić. Może rozwiązanie zagadkowej historii dziewczyny zajmuje chłopcom trochę za długo, nie mniej jednak uparcie trzymałam kciuki, że ta historia ma jeszcze szanse na happy end. Ale czy kochalibyśmy Greena równie mocno, gdyby jego powieści kończyły się słowami "...i żyli długo i szczęśliwie"?
"Szukają Alaski" porównywane jest do "Buszującego w zbożu", a ja muszę przyznać, że również muszę przyznać, że wyczuwalne jest lekkie podobieństwo, przede wszystkim jeżeli chodzi o klimat, w jakim utrzymane są obie historię. Jeżeli natomiast obawiacie się, że ta opowieść przypominać Wam będzie kultowe "Gwiazd naszych wina", mogę zaręczyć, że nie widzę powtarzalności w historiach Greena. W "Gwiazd naszych wina", a autor podcina nam nogi już na starcie, a przez fabułę możemy jedynie "pełznąć", a oczekiwanie na nieuniknione jest gorsze, niż to, co naprawdę nadchodzi. W "Szukając Alaski" natomiast, Green przez chwilę pozwala nam wierzyć, że to po prostu jakaś obyczajowa opowieść dla młodzieży, a kiedy uśpi naszą czujność, daje nam w twarz swoim sposobem poprowadzenia fabuły. Boleśnie.
Nie muszę chyba nawet pisać, że polecam Wam tę książkę. To cudowna historia, a Green z każdą kolejną powieścią zyskuje w moich oczach. Nie mam mu nie do zarzucenia oprócz faktu, że moim skromnym zdaniem, napisał zbyt mało powieści ;) Gdyby jednak ktoś z Was nie wszedł tutaj, aby czytać recenzję, a jednie zerknąć na ocenę końcową, pozwolę sobie napisać wyraźnie: POLECAM!
Ocena: 9/10
Głęboko poruszający debiut Johna Greena, porównywany z przełomowym Buszującym w zbożu J.D. Salingera, to powieść o myślących i wrażliwych młodych ludziach. Zbuntowanych, szukających intensywnych wrażeń i odpowiedzi na najważniejsze pytania: o miłość, która wywraca świat do góry nogami, o przyjaźń, której doświadcza się na całe życie." źródło
"Szukając Alaski" potraktowałam jako pewniak. John Green dokonał przecież rzeczy niemożliwej - skradł moje serce już po przeczytaniu jednej powieści. Postanowiłam jednak w żadnym wypadku nie porównywać "Szukając Alaski" do "Gwiazd naszych wina" - w końcu nie ma szans, żeby cokolwiek dorównało mojej ulubionej powieści! Co więcej, "Alaska" jest debiutem autora, przez co powinnam ją nieco inaczej potraktować. Jak się okazało, Green nie potrzebuje taryfy ulgowej - ta historia broni się sama, niezależnie od nastawienia z jakim do niej podeszłam.
Życie Milesa nie należy do najciekawszych. Wszystko zmienia się, kiedy przenosi się do szkoły z internatem. Nowi przyjaciele, wrogowie, a przede wszystkim... Alaska. Chłopak szybko zdaje sobie sprawę, że jego codzienność w niczym nie będzie przypominać tej, którą znał do tej pory. Nudne lekcje, przeplatają się z tymi, które naprawdę zmienią jego światopogląd. Wolny czas, spędzany do tej pory w samotności, tutaj wypełniają mu próby zdobycia alkoholu, spotkania ze znajomymi, wcinanie numerów. Najważniejszą częścią jego życia jest jednak Alaska i to ona najbardziej zmienia życie chłopca.
Gdybyś, zupełnie przypadkiem, stwierdzili, że jest to historia o banalnej miłości nastolatków mogę Was uspokoić - nic bardziej mylnego. Nie znajdziecie tutaj romantycznych randek i słodkich spojrzeń w oczy. Relacja Milesa z Alaską jest dużo bardziej skomplikowana - jak z resztą wszystkich bohaterów tej opowieści. Green posiada niezwykłą umiejętność kreowania złożonych, rzeczywistych charakterów. Choć jest to debiut autora, nigdy nie bym się tego nie domyśliła.
Choć Miles jest teoretycznie głównym bohaterem, to Alaska przykuwa uwagę czytelnika. Jej autodestrukcja wysuwa się na pierwszy plan bardzo szybko i sprawia, że razem z przyjaciółmi dziewczyny bardzo chcemy, aby udało się ją ocalić. Może rozwiązanie zagadkowej historii dziewczyny zajmuje chłopcom trochę za długo, nie mniej jednak uparcie trzymałam kciuki, że ta historia ma jeszcze szanse na happy end. Ale czy kochalibyśmy Greena równie mocno, gdyby jego powieści kończyły się słowami "...i żyli długo i szczęśliwie"?
"Szukają Alaski" porównywane jest do "Buszującego w zbożu", a ja muszę przyznać, że również muszę przyznać, że wyczuwalne jest lekkie podobieństwo, przede wszystkim jeżeli chodzi o klimat, w jakim utrzymane są obie historię. Jeżeli natomiast obawiacie się, że ta opowieść przypominać Wam będzie kultowe "Gwiazd naszych wina", mogę zaręczyć, że nie widzę powtarzalności w historiach Greena. W "Gwiazd naszych wina", a autor podcina nam nogi już na starcie, a przez fabułę możemy jedynie "pełznąć", a oczekiwanie na nieuniknione jest gorsze, niż to, co naprawdę nadchodzi. W "Szukając Alaski" natomiast, Green przez chwilę pozwala nam wierzyć, że to po prostu jakaś obyczajowa opowieść dla młodzieży, a kiedy uśpi naszą czujność, daje nam w twarz swoim sposobem poprowadzenia fabuły. Boleśnie.
Nie muszę chyba nawet pisać, że polecam Wam tę książkę. To cudowna historia, a Green z każdą kolejną powieścią zyskuje w moich oczach. Nie mam mu nie do zarzucenia oprócz faktu, że moim skromnym zdaniem, napisał zbyt mało powieści ;) Gdyby jednak ktoś z Was nie wszedł tutaj, aby czytać recenzję, a jednie zerknąć na ocenę końcową, pozwolę sobie napisać wyraźnie: POLECAM!
Ocena: 9/10
Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Bukowy Las
piątek, 27 grudnia 2013
"Dziewczyna wchodzi do baru" Helena S. Paige
| źródło |
Autorka: Helena S. Paige
Wydawnictwo: W.A.B.
Stron: 288
"Babski wieczór odwołany, a ty stwierdzasz, że oto jesteś
samotną kobietą w zabójczej kreacji, siedzącą w ekskluzywnym barze wśród
wyjątkowo interesujących gości. Co robisz?
Czy spędzisz wieczór z gwiazdą rocka, która onieśmiela, a jednocześnie gwarantuje wyjątkowe doznania? Czy na jedną noc dasz się uwieść biznesmenowi z tajemniczą walizką pełną ulubionych gadżetów? Twój wzrok przyciąga też młody barman, którego ciało z pewnością jest warte grzechu... Ale tuż obok siedzi muskularny ochroniarz, który zaprasza cię na przejażdżkę luksusowym samochodem swojego szefa. Możesz też - by nie szukać daleko - odwiedzić swojego nowego, seksownego sąsiada, lub zamiast tego poznać bliżej tajemniczą kobietę.
Czy spędzisz wieczór z gwiazdą rocka, która onieśmiela, a jednocześnie gwarantuje wyjątkowe doznania? Czy na jedną noc dasz się uwieść biznesmenowi z tajemniczą walizką pełną ulubionych gadżetów? Twój wzrok przyciąga też młody barman, którego ciało z pewnością jest warte grzechu... Ale tuż obok siedzi muskularny ochroniarz, który zaprasza cię na przejażdżkę luksusowym samochodem swojego szefa. Możesz też - by nie szukać daleko - odwiedzić swojego nowego, seksownego sąsiada, lub zamiast tego poznać bliżej tajemniczą kobietę.
Określenie miłosna gra jeszcze nigdy nie było tak trafne. Dziewczyna w barze to powieść interaktywna, która pozwoli ci wybierać: więcej niż jeden raz i bez żalu o niewykorzystane okazje.
Tu nie ma złych wyborów ani zmarnowanych szans. Możesz wypróbować każdą opcję, w zależności od humoru, upodobań lub kaprysu. Twoja fantazja, twoje zasady." źródło
Po sukcesie "50 twarzy Greya" wielbiciele literatury erotycznej nie mają na co narzekać - prawie w każdej księgarni półki z tym gatunkiem pękają w szwach. Jednak pomimo, że jest w czym wybierać, takie historie szybko się nudzą - ile można czytać o zakompleksionej, niewinnej szarej myszce, w której zakochuje się zabójczo przystojny milioner. Sama bardzo lubię uwspółcześnione historie o Kopciuszku, ale wszystko z umiarem.
Zapowiedź książki "Dziewczyna wchodzi do baru" bardzo szybko przekonała mnie, że ta opowieść nie będzie miała nic wspólnego z wspomnianymi książkami. Główna bohaterka wydaje się być pewną siebie kobietą, która nie szuka miłości, a raczej przygód. Niemniej jednak, nie był do główny z powodów, dla których zainteresowała mnie ta pozycja. Najbardziej zaintrygowało mnie określenie "powieść interaktywna"... Nigdy wcześniej nie spotkałam się się z czymś podobnym, a jak się okazało, to strzał w 10!
Zacznijmy od tego, co zapewne interesuje Was najbardziej - na czym polega interaktywność powieści? Przy większości sytuacji mamy wpływ na decyzje bohaterki. Już w pierwszych stronach możemy jej pomóc dobrać bieliznę na wyjście do baru. W zależności od tego, co zadecydujemy, akcja przenosi się do konkretnej strony. Całość pozytywnie mnie zaskoczyła - decyzji, które możemy podejmować wraz z bohaterką jest całe mnóstwo, a my wielokrotnie możemy przeskakiwać między stronami. Co więcej, przesuwamy się nie tylko do przodu, lecz również do tyłu - w końcu możemy zmienić zdanie, choćby kiedy poznany mężczyzna traci przy bliższym poznani.
Scenariuszy tej historii jest całkiem sporo - ja nie jestem w stanie ich policzyć. Jaka jest główna bohaterka? Dokładnie taka, jaką sobie wymyślisz! W zależności od naszych upodobań, dziewczyna jest mniej lub bardziej odważna. Wraca do domu, idzie do galerii, zostaje w klubie, a nawet wpada do kawiarni na coś ciepłego nad ranem. Oczywiście jej najważniejszym celem tego wieczoru jest podryw, więc ten wątek ma największy wpływ na przebieg fabuły. Fotograf, gwiazda rocka, a może jego ochroniarz? Wybór należy do Ciebie! Żaden z nich? Nie martw się, jeszcze spotkasz kogoś interesującego!
Mogę Wam zdradzić, że pierwszy scenariusz, na który się zdecydowałam, to randka z gwiazdą rocka. Później przerobiłam jednak wszystkie możliwe opcje i okazało się, że rockman nie był najbardziej trafnym wyborem. Ale taki już chyba urok tej książki - bywa zabawna, bywa urocza, ale czasami też kompletnie pokręcona. Przedziwni mężczyźni, na których trafia bohaterka potrafią wywołać prawdziwy atak śmiechu.
Bardzo ciężko ocenić tę historię w skali od 1 do 10. Nie znajdziemy tu morałów, a historia nie jest zbyt ambitna - z całą pewnością nie zmieni mojego życia. Z drugiej strony, nie jestem w stanie przypomnieć sobie, kiedy ostatnio jakaś książka tak bardzo mnie rozbawiła i zapewniła tyle frajdy w jednak wieczór. Nie pozostaje mi więc nic innego, niż polecić Wam "Dziewczynę wchodzącą do baru" - mam nadzieję, że zapewni Wam tyle samo rozrywki co mi! :)
Ocena: 7/10
wtorek, 24 grudnia 2013
Wesołych Świąt!
P.S. A jeśli świąteczne porządki i przygotowania wigilijnych potraw za bardzo Was przytłaczają polecam coś, co rozbawiło mnie w kryzysowym momencie. Trzymajcie się! :)
poniedziałek, 23 grudnia 2013
A Ty jak spędzisz święta?
"Wzrost samobójstw mamy tak wysoki jak w Grecji. Życie odbiera sobie ponad 6 tys. osób rocznie!
W Polsce w wyniku samobójstw umiera rocznie więcej osób niż w wypadkach drogowych. Na 1 samobójstwo kobiety przypada aż 5,5 mężczyzn. Zdaniem prof. Marii Jarosz, socjolog z Instytutu Studiów Politycznych PAN samobójstwa są wyznacznikiem kondycji społeczeństwa. Nasza jest najwyraźniej fatalna."
Od dnia 24.12.2013 r. godz. 16:00 do 26.12.2013r. zapraszamy wszystkich, którzy odczuwają potrzebę rozmowy o wszystkim i o niczym, wspólnego spędzenia świąt do kontaktu z:
Artie Sztuk - Profil na FB (dyżur 24 h)
GG: 4768328 (dyżur 24 h)
Gwarantujemy anonimowość, miłą atmosferę, dużo sarkazmu, ciepła i zrozumienia... Dla tych, którzy święta spędzą w sieci Stowarzyszenie Sztukater przygotowało wirtualny stół wigilijny, pełny rozmów i życzeń, serdeczności, radości...
Sprawmy by te święta dla wielu nie były ostatnimi, zaprośmy samotnych do naszych stołów, podzielmy się naszym szczęściem, podzielmy się sobą!
Nauczmy się ludzi kochać, tak szybko odchodzą... Nauczmy się dzielić sobą z innymi! To największy dar, jedyny w swoim rodzaju...
Artie Sztuk - Profil na FB (dyżur 24 h)
GG: 4768328 (dyżur 24 h)
Gwarantujemy anonimowość, miłą atmosferę, dużo sarkazmu, ciepła i zrozumienia... Dla tych, którzy święta spędzą w sieci Stowarzyszenie Sztukater przygotowało wirtualny stół wigilijny, pełny rozmów i życzeń, serdeczności, radości...
Sprawmy by te święta dla wielu nie były ostatnimi, zaprośmy samotnych do naszych stołów, podzielmy się naszym szczęściem, podzielmy się sobą!
Nauczmy się ludzi kochać, tak szybko odchodzą... Nauczmy się dzielić sobą z innymi! To największy dar, jedyny w swoim rodzaju...
Więcej szczegółów na facebooku - klik!
sobota, 21 grudnia 2013
Stosik świąteczny (#16)
| źródło |
Witajcie w to deszczowe (przynajmniej w mojej okolicy) popołudnie! Jak przygotowania do Świąt? Prezenty zakupione? U mnie niestety nie wszystkie - wczoraj przekroczyłam limit na karcie, więc będę musiała wybrać się jeszcze raz w poniedziałek. Z przykrością przyjęłam wiadomość, że żaden z moich bliskich nie chce dostać pod choinkę książki - wyobrażacie to sobie?! Co za tym idzie, musiałam obejść księgarnie szerokim łukiem. Szkoda, bo już układałam w głowie tłumaczenia: "to przy okazji wezmę coś dla siebie, skoro już tu jestem - w końcu to Święta" :P
Poniżej możecie zobaczyć dowód na to, że chyba jednak nie powinna kupować więcej książek - moje grudniowe nabytki. Polecacie coś konkretnego?
- "52 powody, dla których nienawidzę swojego ojca" Jessica Brody - wreszcie mam! Z wymiany na LC, w dodatku pełny egzemplarz, a nie do recenzji ;)
- "O krok za daleko" Abbi Glines - prezent na Mikołajki, który sama sobie wybrałam. Książka jest dokładnie taka, jak się spodziewałam i idealnie wpasowała się w mój gust <3
- "Szukając Alaski" John Green - cudo od Bukowego Lasu, które nie mogło do mnie dotrzeć. Uwielbiam <3
- "Dzieci grobu" Agnieszka Graczyk - od Sztukatera. Krótkie opowiadanie, nawet niezłe.
- "Obrońca nocy" Agnieszka Lingas-Łoniewska - od Novae Res, już przeczytane i zrecenzowane: RECENZJA
- "Dziewczyna wchodzi do baru" Helena S. Paige - powieść interaktywna, przy której nieźle się ubawiłam! Recenzja wkrótce, ale już teraz polecam ;)
- "Skrzydła Laurel" Aprilynne Pike - od Publicatu, jestem w trakcie czytania.
- "Syrena" Tricia Rayburn - również od Publicatu, początek serii, która bardzo mnie zainteresowała.
- "Mroczna bohaterka" Abigail Gibbs - do recenzji od portalu upadli.pl RECENZJA
- "Ogród Kamili" Katarzyna Michalak - od wydawnictwa Znak, przeczytane, RECENZJA
- "Demony miłości" Eve Edwards - II część "Kronik rodu Lacey", czyli jedynych romansów historycznych, które lubię (sorry, Philippa Gregory...) RECENZJA
- "Gorączka 1" Dee Schulman - od wydawnictwa Egmont. Już przeczytana i muszę przyznać, że pozytywnie mnie zaskoczyła.
- "Gorączka 2" Dee Schulman - j.w.,
- "Nieskończoność" H.J. Rahlens - już zaczęta, ale jeszcze nie jestem w stanie powiedzieć, czy mi się podoba :P
- "Przywróceni" Jason Mott - bardzo ciekawa pozycja od wydawnictwa Mira. Recenzja wkrótce.
- "Mechaniczny anioł" Cassandra Clare - perełki od wydawnictwa MAG. Chyba nie muszę nic więcej pisać, prawda? Mogę tylko dodać, że zostawiłam je sobie na Święta, żeby w spokoju przeczytać wszystkie III tomu naraz ;)
- "Mechaniczny książę" Cassandra Clare - j.w.
- "Mechaniczna księżniczka" Cassandra Clare -j.w.
czwartek, 19 grudnia 2013
"Demony miłości" Eve Edwards
| źródło |
Autorka: Eve Edwards
Seria: Kroniki rodu Lacey, tom: II
Wydawnictwo: Egmont
Stron: 358
"Drugi tom
„Kronik rodu Lacey” przenosi czytelników w barwne i fascynujące czasy
Anglii Tudorów. Lady Jane Rievaulx, dwórka królowej Elżbiety I, oczekuje
przybycia na dwór Jamesa Laceya. Uczucie tych dwojga przez lata było
poddawane wielu próbom. Niegdyś James, uciekając przed demonami własnej
duszy, wybrał się w niebezpieczną podróż do Ameryki. Lady Jane zaś
została skazana na małżeństwo z niechcianym, znienawidzonym
cudzoziemcem. Teraz niezależna i piękna Jane w walce o swoje osobiste
szczęście będzie musiała stawić czoło utartym obyczajom i konwenansom.
Czy James Lacey zdąży wrócić, aby wybawić ją z opresji i ocalić ich
trudną miłość?" źródło
Na początku października odkryłam kolejny gatunek literacki, który (choć kompletnie się tego nie spodziewałam) przypadł mi do gustu. Jak się pewnie spodziewacie, chodzi o romans historyczny - choć myślałam, że nigdy nie będzie nam dane się polubić, Eve Edwards podbiła moje serce. "Alchemia miłości" mnie urzekła, więc i po "Demonach miłości", mimo nietrafnego tytułu, spodziewałam się wiele.
Akcja I części skupiła się na losach Ellie - córka alchemika. Ta historia jednak się już skończyła, a do bohaterki wreszcie uśmiechnął się los. "Demony miłości" skupiają się na innej postaci, jednak nie jest ona oderwana od historii poznanej w "Alchemii miłości". Główną bohaterką jest Jane (tak, ta sama, którą polubiłam w poprzednim tomie). Jane i Ellie są przyjaciółkami, co jest dość zaskakujące, skoro pierwsza z nich odrzuciła mężczyznę, który... stał się mężem drugiej. Niewielu jednak wie, że zrobiła to, aby nie stawać na drodze miłości przyjaciółki.
Jane poznajemy jako świeżo upieczoną wdowę. Udało jej się wyjść za mąż za starszego i majętnego mężczyznę. Nie możemy jednak myśleć o niej źle - związek nigdy nie został skonsumowany, a dla dziewczyny było to jedyne wyjście. Po śmierci męża wreszcie staje się niezależna, a ojciec teoretycznie nie jest w stanie zmusić jej do małżeństwa, które tylko jemu przyniesie korzyści. Niestety, nie zamierza poddać się tak łatwo, a dobroduszną Jane łatwo manipulować. Sprawy komplikują się jeszcze bardziej, kiedy na horyzoncie pojawia się mężczyzna, którego Jane skrycie darzy uczuciem - James...
To, że Jane wydała mi się najbardziej interesującą postacią w serii nie jest żadną tajemnicą. Ellie jest co prawda uroczą dziewczyną, jednak jej dobroć jest odrobinę zbyt rażąca. Jane z kolei przypomina kobietę z krwi i kości. Bywa niemiła, miewa humorki, bywa lekkomyślna i popełnia błędy. Dzięki temu wydaje mi się najbardziej "ludzka" ze wszystkich bohaterów. James z kolei bardzo przypomina głównego bohaterka I tomu - Willa. Obaj grają tutaj rolę "księcia na białym koniu", więc nie sposób się dziwić, że ich charakterom nie sposób cokolwiek zarzucić - w końcu to romanse! Aczkolwiek, James wydał mi się odrobinę bardziej rozbudowanym charakterem i wyraźniej zarysowaną postacią.
Wątek romantyczny gra tutaj pierwsze skrzypce i muszę przyznać, że brzmi fantastycznie! Uczucie między Jamesem a Jane jest skomplikowane, zanim jeszcze na dobre się narodzi. To romans z góry skazany na porażkę - w końcu dziewczyna odrzuciła oświadczyny jego brata. Wzajemny pociąg jest jednak silniejszy niż sugestie rozumu. Całość jeszcze bardziej komplikują wyjazd Jamesa i niekończące się próby wydania Jane za mąż - ojciec i brat w dalszym ciągu liczą, że dorobią się fortuny na jej ślicznej buzi. Czy ta historia ma jeszcze szansę zakończyć się happy endem?
Oprócz głównego wątku, mamy tutaj jeszcze kilka pobocznych, które dodają historii jeszcze więcej uroku. Mnie najbardziej ujęły losy Diego - czarnoskórego niewolnika. Nietrudno się domyślić, że średniowieczni bohaterowie w większości nie należeli do najbardziej tolerancyjnych, a mężczyzna nie miał lekko. Z całego serca kibicowała mu jednak i trzymałam kciuki, aby i ten wątek zakończył się szczęśliwie.
"Demony miłości" w pełni spełniły moje oczekiwania. Jeśli tak jak ja polubiliście poprzednią część, z pewnością nie będziecie zawiedzeni!
Ocena: 8/10
Subskrybuj:
Posty (Atom)

