niedziela, 30 marca 2014

Stosik marcowy #19 (3/2014)

Witajcie! Nie wiem, kiedy to się stało, ale marzec już praktycznie za nami. Pod względem czytelniczym, minął mi całkiem nieźle. Przeczytałam mnóstwo świetnych książek (o tym napiszę więcej w podsumowaniu), ale już teraz mogę stwierdzić, że odnalazłam jedną z moich ulubionych książek ever. "Morze spokoju" to genialna lektura i zdecydowanie rządzi w tym stosiku. Oprócz tego, udało mi się zdobyć kilka tytułów, które zdecydowanie zbyt długo gościły na mojej Wish Liście - choćby "Niewolnica" czy "Niezbędnik obserwatorów gwiazd".

 Od góry:
  1. "Mroczne Umysły" Alexandra Bracken - od Otwartego. Właśnie czytam (porzuciłam wszystko inne dla tej książki) i póki co jest lepiej niż dobrze ;)
  2. "Krwawy szlak" Moira Young - od wydawnictwa Egmont, zapowiada się naprawdę świetnie, niedługo z pewnością po nią sięgnę.
  3. "Aż po horyzont" Morgan Mattson - od Jaguara. Książka już przeczytana, recenzja wkrótce, ale już teraz mogę powiedzieć, że jest cuuudna <3
  4. "Morze spokoju" Katja Millay - jak już wspomniałam wyżej, uwielbiam ją! RECENZJA
  5. "Miłość bez końca" Scott Spencer - zakupiona w Biedronce :D
  6. "Niezbędnik obserwatorów gwiazd" Matthew Quick - wreszcie moja! Wygrana w facebookowym konkursie na fp książki "Poradnik Pozytywnego Myślenia" :)
  7. "Niewolnica" A.M. Chaudiere - hit! Książka, którą zamówiłam w listopadzie wreszcie dotarła! Musielibyście zobaczyć moją minę, kiedy paczka dotarła :P Najważniejsze, że wreszcie będę mogła dowiedzieć się, dlaczego natykam się na same pozytywne opinie na jej temat :)
  8. "Dziewczyna w mechanicznym kołnierzu" Kady Cross - do recenzji od portalu a-g-w.info, już przeczytana.
  9. "Tajny raport Millinogtona" Martin ZeLenaya - ostatnie trzy pozycje, to zupełnie niespodziewane przesyłki od wydawnictwa Znak. Niestety, będą musiałby trochę poczekać na swoją kolej.
  10. "Czas tęsknoty"Adrian Grzegorzewski - j.w.
  11. "Spóźnione wyznania" John Boyne - j.w.

 A tu niespodzianka! Książki nie zmieściły się jednym stosiku, więc te dwie serie postanowiłam sfotografować osobno. Co ciekawe - obie serie są wynikiem jednej, ale bardzo dużej wymiany. Do pełni szczęścia brakuje mi jeszcze III księgi "Wampirów z Morganville", a we wszystkich księgarniach nakład jest wyczerpany. Może ktoś z Was wie, gdzie znajdę tę część w rozsądnej cenie?
Od góry:
  1. "Wschodzący księżyc" Keri Arthur
  2. "Całując grzech" Keri Arthur
  3. "Kuszące zło" Keri Arthur
  4. "Wampiry z Morganville. Księga I" Rachel Caine
  5. "Wampiry z Morganville. Księga II" Rachel Caine
  6. "Wampiry z Morganville. Księga IV" Rachel Caine
  7. "Wampiry z Morganville. Księga V" Rachel Caine
  8. "Wampiry z Morganville. Księga VI" Rachel Caine
Zainteresowało Was coś szczególnego? Jak myślicie, czy któraś z książek okaże się lepsza niż "Morze spokoju"? :)

piątek, 28 marca 2014

"Skrzydła Laurel" Aprilynne Pike

Tytuł: Skrzydła Laurel
Autorka:  Aprilynne Pike
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Stron: 264

"Laurel nie jest typową nastolatką. Ale niespotykana historia dzieciństwa i oryginalne nawyki żywieniowe to nic w porównaniu z tym, co zacznie się dziać w jej życiu, gdy na swoich plecach odkryje mały punkcik. Magiczny świat, znany tylko z legend i baśni, splecie się ze światem ludzkim, w którym żyje Laurel. Dziewczyna doświadczy głębi uczuć, jakich dotąd nie znała, przeżyje przygody, o których nawet nie śniła, i dowie się rzeczy, które przyprawią ją o zawrót głowy. Co wybierze? Świat wróżek z magicznym chłopakiem o szmaragdowych oczach czy świat ludzi i zawsze pomocnego Dawida?"

"Skrzydła Laurel" to romans paranormalny, czyli dokładnie to, po co sięgam najczęściej. Z niewielką jednak różnicą - powieść ta jest skierowana do nieco młodszych czytelników, niż książki, które zazwyczaj czytam. Mimo to, postanowiłam dać jej szansę, głównie z uwagi na pozytywne opinie, które czytałam na blogach (jak zawsze potrafią mnie przekonać:)). Czy "Skrzydła Laurel" okazały się lekturą, która zadowoliła moją wybredną osobę?

Tytułowa Lauren nie jest zwykłą nastolatką. Ba! Nawet jej oryginalność jest niezwykła. Historia dziewczyny oraz tego jak znalazła się u rodzinie, która ją wychowała do przeciętnych nie należy. Co ciekawsze, bohaterka od początku zdaje się być z innego świata - żywi się głównie owocami i.. Spritem. Nauczyła się jednak radzić sobie z odmiennością, jednak po odkryciu niezwykłej narośli na swoich plecach, sytuacja zaczyna ją przerastać. Laurel bardzo szybko dowiaduje się jak niezwykłą jest istotą.

Muszę przyznać, że na początku ta opowieść nie do końca przypadła mi do gustu. Jest oryginalna, tego nie można jej odmówić, jednak myślę, że autorka nieco przesadziła. Niezwykła istota, odżywiająca się roślinami? Okej, to jeszcze nie brzmi tak absurdalnie. Ale Sprite jako napój będący głównym składnikiem jej diety? Kiedy bohaterka wspomniała o nim po raz pierwszy, jakość to przełknęłam, jednak po którejś z kolei wzmiance zaczęła się mocno irytować. To jednak dopiero początek... Nasza bohaterka odkrywa przedziwną narośl na plecach i stwierdza, że to... pryszcz. Dywagacje wokół potencjalnego pryszcza osiągają granice absurdu (o wieeele za dużo), a kolejne teorie bohaterki wcale nie są lepsze.  I właśnie to jest największą wadą tej książki - za dużo tutaj irracjonalności. Całe szczęście, że chociaż momentami bywa śmiesznie...

Skoro zaczęłam od wad, muszę wspomnieć o jeszcze jednej - dramatycznie kulejących dialogach. Rzadko kiedy zwracam na nie uwagę jednak tutaj naprawdę mnie drażniły. Wcale nie oznacza to, że skreśliłam tę historię. Oprócz wad, ma ona również zalety, jak choćby opisy. Magiczny świat stworzony przez Pike, z całą pewnością zasługuje na uznanie. Najważniejsze postaci w powieści, wróżki, przedstawiła w niesamowity, zupełnie odmienny od tego który znałam do tej pory sposób. Świat wykreowany przez autorkę oceniam jak najbardziej na plus.

Historia jest dość schematyczna - nastolatka, która odkrywa, kim jest naprawdę. Nie możemy jednak narzekać, ponieważ opis z okładki uczciwie nas o tym informuje. Ja sięgając po lekturę, doskonale wiedziałam na co się porywam. Zabrakło mi trochę tajemniczości ("skrzydła" w tytule pozbawiły mnie zaskoczenia odkrywając, kim jest Laurel). Powieść jednak jest całkiem nieźle napisana, więc czyta się ją lekko i przyjemnie - dokładnie tak, jak się spodziewałam. Jak to w typowej fantastyce dla nastolatek, tutaj również nie mogło zabraknąć trójkąta miłosnego. Muszę jednak przyznać, że wątek ten naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył.

"Skrzydła Laurel" to niezłe czytadło, skierowane głównie do nastolatek. Starsze czytelniczki mogą uznać książkę zbyt infantylną, poleciłabym ją więc raczej tym młodszym. Jeśli lubicie typowe paranormal romance, to zdecydowanie coś dla Was.

Ocena: 6/10
Za książkę serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat!

poniedziałek, 24 marca 2014

"Syrena" Tricia Rayburn

źródło
Tytuł: Syrena

Autorka:  Tricia Rayburn
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Stron: 360

"Dla Vanessy i Justine Sands miały to być zwyczajne wakacje w nadmorskim miasteczku. Jednak któregoś dnia, po burzliwej rodzinnej kłótni, Justine udaje się nad urwisko, by poskakać do wody, a nazajutrz fale wyrzucają jej ciało na brzeg. Wkrótce następuje seria tragicznych zdarzeń - przerażeni mieszkańcy znajdują na plaży ciała mężczyzn z twarzami zastygłymi w uśmiechu... Czy to, co odkryje Vanessa, może oznaczać koniec jej wakacyjnej miłości, a nawet życia, jakie dotąd wiodła?" źródło

Kiedy uzmysłowiłam sobie, że przeczytałam w życiu zaledwie dwie książki o syrenach byłam naprawdę zaskoczona (tak, jedną z nich byłą Disneyowska "Arielka"). Przecież motyw ten zdaje się być tak oczywisty, że kompletnie nieoryginalny. Kiedy jednak przypomniałam sobie "Morza szept" (RECENZJA), stwierdziłam, że ta lektura nie spełniła w pełni moich oczekiwań. Uznałam, że te piękne morskie stworzenia zasługują, żebym je pozytywnie zapamiętała. Wybór był prosty - większość z Was zgodnie stwierdziła, że to powieść Trici Rayburn zasługuje na uwagę. I jak się okazało, po raz kolejny mnie nie zawiedliście :)

Vanessa i Justine to siostry. Mimo różnic charakterów i faktu, że nie zawsze się dogadują, dziewczyny łączy niezwykła więź. Kiedy dochodzi do tragicznego w skutkach zdarzenia - Justine zostaje znaleziona martwa - Vanessa nie może się pozbierać. Postanawia za wszelką cenę wyjaśnić, co tak naprawdę stało się z jej siostrą, nawet, jeśli będzie musiała działać w pojedynkę. Kiedy bohaterka zaczyna stopniowo odkrywać prawdę, na jaw wychodzą fakt, który nie spodziewała się w najśmielszych oczekiwaniach...

Na samym początku muszę przyznać - "Syrena" całkowicie mnie zaskoczyła. Spodziewałam się oczywiście romansu paranormalnego (i nawet nie miałabym nic przeciwko, bo lubię tego typu lektury). Powieść jest jednak dużo bardziej skomplikowana - zagadka śmierci Justine wysuwa się na pierwszy plan, a co więcej wielokrotnie zaskakuje. Z drugiej strony legendy o syrenach i stopniowe odkrywanie ich powiązania z rzeczywistością również odgrywają ogromną rolą. Całość nazwałabym fantastycznym thrillerem dla młodzieży, co (choć może brzmi dość dziwnie) daje znakomity efekt.

Trici Rayburn udało się wykreować świetnych bohaterów. Co więcej, udało się stworzyć znakomite relacje między nimi. Vanessa to bardzo ciekawa główna bohaterka - świetnie zrównoważona. Z całą pewnością nie jest ona cicha i niewinna (choć może się taka wydawać na początku historii). Z drugiej strony, nie ma w niej przesadniej odwagi, co sprawia, że staje po prostu... bardzo realistyczna. Również Justine wzbudziła moje zainteresowanie. Choć umiera niemalże na początku powieści (o czym dowiadujemy się już na okładce), autorka w tak wyraźny sposób podkreśliła jej charakter, że zdaje się występować w większości scen. Zauważyłam jednak, że to właśnie kobiece postaci zostały tak ciekawie przedstawione. Jeśli chodzi o chłopaków, byli oni tutaj zdecydowanie drugoplanowi i nie zapisali się w szczególny sposób w mojej pamięci.

Świat przedstawiony przez autorkę jest naprawdę godny uznania. Wątek paranormalny dopracowany został w najdrobniejszych szczegółach, choć kilka kwestii pozostało dla mnie niejasnych. Domyślam się jednak, że jest to zabieg w pełni świadomy, a wszystkie niedomówienia wyjaśnione zostaną w kolejnych tomach. Rayburn zgrabnie połączyła klasyczną wizję mitologicznych syren ze współczesnością, nie zahaczając jednocześnie o kicz, a to nie lada wyzwanie!

"Syrena" to ciekawa i oryginalna historia. Wielbiciele niemalże każdego gatunku literackiego znajdą tutaj coś dla siebie. W dodatku napisana została prosty język, co sprawia, że czyta się ją błyskawicznie. Cóż więcej mogę dodać? Polecam!

Ocena: 8/10

Za książkę serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat!

sobota, 22 marca 2014

"Tak wygląda szczęście" Jennifer E. Smith

źródło
Tytuł: Tak wygląda szczęście
Autorka:  Jennifer E. Smith
Wydawnictwo: Bukowy Las
Stron: 400

"Czy odpowiada się na maile, które przysyła los?
Czerwiec to według siedemnastoletniej Ellie O”Neill najgorszy miesiąc w roku. W tym czasie jej rodzinne miasteczko przeżywa  najazd turystów, a na dodatek w tym roku do inwazji przyłączyła się ekipa filmowa. Nawet przyjazd idola z Hollywoodu nie może poprawić dziewczynie humoru.
Ale jest jednak COŚ, co uszczęśliwia Ellie. Od kiedy przed kilkoma miesiącami trafił do niej przez przypadek pewien e-mail, koresponduje z tajemniczym nieznajomym. Dzielą się ze sobą szczegółami z życia, żartują, ale też piszą o nadziejach i lękach. Jednak nie mówią sobie wszystkiego. On nic nie wie o tajemnicy ukrytej w jej drzewie genealogicznym, ona zaś nie ma pojęcia, kim tak naprawdę jest jej korespondencyjny przyjaciel. Kiedy wreszcie ich znajomość przeniesie się do rzeczywistości, sprawy skomplikują się jeszcze bardziej. Czy dwoje tak bardzo różnych ludzi, którzy spotkali się przez przypadek, ma szansę pokonać przeciwności?
Nowa powieść Jennifer E. Smith, która rozgrywa się w ciągu jednego pamiętnego lata, dowodzi, że życie jest pełne nieoczekiwanych spotkań i szczęśliwych pomyłek.
" źródło

Z twórczością Jennifer E. Smith zetknęłam się już dość dawno, przy lekturze "Serca w chmurach", które bardzo polubiłam. Nietrudno zauważyć, że twórczość autorki różni się od innych książek przeznaczonych dla młodzieży. Zarówno "Serce w chmurach", jak i "Tak wygląda szczęście" ze spokojnym sumieniem możemy sprezentować kilkunastoletniej dziewczynie - nie ma w nich nic, co moglibyśmy uznać za niestosowne.

Ellie bardzo potrzebuje pieniędzy. Dostała się na prestiżowy kurs, tylko dla najlepszych uczniów. Aby spełnić to marzenie potrzeba mnóstwo determinacji, całe szczęście - nasza bohaterka ma w sobie dużo samozaparcia. Biegając od jednego miejsca pracy do drugiego, zostaje jej bardzo mało czasu dla siebie. Zawsze znajduje jednak chwilkę, że wymieć maile z przypadkowym znajomym z internetu. Choć nigdy się nie spotkali, Ellie wie, że łączy ich niezwykła więź.

Gdybym miała określić "Tak wygląda szczęście" jednym słowem, byłoby to: "przyjemna". Książkę czytało się szybko i przyjemnie, bohaterowie byli sympatyczni. Choć mieli swoje problemy, podczas czytania towarzyszyło mi uczucie, że tak naprawdę nic złego nie może im się przytrafić. Ta lektura od początku skazana była na happy end. Choć może to i dobrze, nie pogardziłabym odrobiną dramatyzmu.

Obie książki Jennifer E. Smith, które przeczytałam łączy jedno - lekkość pióra. Autorka posiada niezwykły talent, który pozwala jej stworzyć z pozoru banalnej historii naprawdę uroczą opowieść. Sam zarys fabuły nie powala na kolana - nietrudno odgadnąć, jak potoczą się losy bohaterów i w zasadzie już na początku możemy domyślić się zakończenia. Rekompensuje nam to jednak cała masa emocji, jakimi kierują się wykreowane przez autorkę postaci, jak również cudowne, malownicze opisy. Nie sposób również nie docenić niezwykłego poczucie humoru, które idealnie wpasowało się w mój gust.

Smith udowadnia, że nie trzeba wznosić się na wyżyny oryginalności, żeby stworzyć dobrą historię. Ostatnimi czasy autorzy prześcigają się w pomysłach tworząc coraz to dziwniejsze opowieści. Wampiry i wilkołaki już dawno ustąpiły miejsca coraz to nowym, niezwykłym stworom. Jak się okazuje nie trzeba udziwniać powieści, żeby stworzyć książkę wartą uwagi.

Ocena: 7/10

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Bukowy Las
http://bukowylas.pl/



czwartek, 20 marca 2014

"Jezioro marzeń" Lisa Kleypas

Tytuł: Jezioro marzeń
Autorka:  Lisa Kleypas
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Stron: 352

"Zoe i Alex to ogień i woda, światło i mrok. Jednak czasem wystarczy przebłysk światła, by rozproszyć ciemność, a miłość dokonuje cudów.


Alex Nolan to zgorzkniały i cyniczny mężczyzna. Nie przypomina swoich braci, Sama i Marka, którzy podobnie jak on mieszkają nad Zatoką Friday. Oni wierzą w miłość i uważają, że warto zaryzykować cierpienie, by zyskać szczęście. Jednak Alex żyje we własnym piekle, zwalczając demony za pomocą whisky. Wtedy pojawia się duch. Tylko Alex go widzi. Czy zaczyna tracić zmysły?
Zoe Hoffman jest łagodna i romantyczna. Kiedy spotyka uderzająco przystojnego Alexa Nolana, wie, że powinna od niego uciekać. Nawet Alex jej to mówi. Jest w nim jednak coś, co przyciąga Zoe, która chce go przekonać, że miłość naprawdę istnieje.
Duch nie wie, kim jest i dlaczego musi przebywać w domu Nolana. Wie tylko, że kiedyś kochał jakąś dziewczynę. Alex i Zoe posiadają klucz do jego tajemnicy…"

Podobno przeciwieństwa się przyciągają. Jeśli to prawda, Alex i Zoe są dla siebie stworzeni. Ona - spokojna, krucha i delikatna. On - porywczy, skłonny do nałogów, zgorzkniały. Choć wcale się nie szukali, wręcz przeciwnie - ignorowali swoją obecność, los chciał inaczej. Drogi tej dwójki przecinały się, nieważne, jak bardzo by się wzbraniali.

Zoe ma niezwykły talent - swoimi potrawami potrafi zdziałać cuda. Jej śniadania wprawiają w dobry nastrój na cały dzień, a desery sprawiają, że zmięknie nawet najtwardsze serce. Choć jak głosi przysłowie "przez żołądek do serca", kobieta pozostaje samotna. Jej kobiecy wygląd jest niejednokrotnie odbierany przez mężczyzn jako symbol rozwiązłości, a jedyny, który potraktował Zoe poważnie, właśnie się z nią rozwodzi. W dodatku wszystko wskazuje na to, że bohaterka będzie musiała zająć się chorą babcią zupełnie sama, w dodatku nie mając do tego odpowiednich warunków. Czy mimo wszystko będzie w stanie zachować pogodę ducha?

Alex jest całkowicie zgorzkniały. Trudne dzieciństwo odcisnęło trwałe piętno na jego psychice. Choć jest bardziej ponury niż jego bracia i siostra, to właśnie on, jako jedyny, zdecydował się na małżeństwo. Daleko mu jednak do romantycznych uniesień i zdawać by się mogło, że postanowił wziąć ślub tylko dlatego, że spodziewa się rychłego rozwodu. Drogi Alexa i Zoe ostatecznie krzyżują się, kiedy ma on wyremontować domu młodej kobiety. Ona nie jest w stanie odmówić z uwagi na niskie koszty. On z kolei jest pod wrażeniem planów dziewczyny. Choć zdaje się to być niemożliwe, między tą dwójką zaczyna rodzić się uczucie...

"Jezioro marzeń" od stereotypowego romansu różni jeden, ale bardzo ważny wątek - duch. Duch jest pierwszym bohaterem, którego poznajemy w tej historii i towarzyszy nam do samego końca. Nie wiemy o nim jednak nic, oprócz tego, że widzi go jedynie Alex. Muszę przyznać, że z całej powieści, to właśnie ten wątek najbardziej mnie zainteresował. Alex wraz z swoim nowym, niezwykłym "przyjacielem" za wszelką cenę próbują rozwiązać tę zagadkę od samego początku - nie wiedzą nawet, jak na na imię, więc nie jest to proste. Z czasem okazuje się, że ta dwójka ma ze sobą o wiele więcej wspólnego, a ich wspólne działanie może przynieść korzyści dla obu stron.

Książka jest napisana w bardzo prosty i sympatyczny sposób. Czyta się naprawdę nieźle, jednak bez wielkiego "wow". Oprócz pobocznego wątku paranormalnego, jest to bowiem standardowy romans. Bohaterowie idealnie wpasowują się w stereotypy - on - mroczny i tajemniczy, ona - niewinna i nie zdająca sobie sprawy z własnego uroku. Na szczęście, Zoe nie okazała się równie irytująca, co większość zakochanych bohaterek romansów, bo to zdecydowanie przekreśliłoby "Jezioro marzeń".

Powieść to typowo kobieca historia. Myślę, że fanki Lisy Kleypas będą zachwycone. Jeśli chodzi o pozostałych czytelników, poleciła bym tę lekturę, jeśli macie ochotę o prostą, romantyczną historię.

Ocena: 6/10

Recenzja dla portalu A-G-W.info

poniedziałek, 17 marca 2014

"Morze spokoju" Katja Milay [przedpremierowo]

Tytuł: Morze spokoju
Autorka:  Katja Milay
Wydawnictwo: Jaguar
Stron: 460
Premiera: 19.03.2014

"Najlepsza książka 2013 roku według "School Library Journal"! Historia, która złamie ci serce i sklei je na nowo. 

Żyję w świecie, pozbawionym magii i cudów. W tym miejscu nie ma jasnowidzów ani zmiennokształtnych, nie przybędą ci na pomoc anioły ani chłopcy, obdarzeni ponadnaturalnymi mocami. W tym miejscu ludzie umierają, muzyka rozpada się i generalnie wszystko jest do dupy. Czasami rzeczywistość tak mocno przyciska mnie do ziemi, że dziwię się, jakim sposobem nadal jestem w stanie oderwać od niej stopy.
Dwa i pół roku - tyle minęło od tragedii, która zamieniła Nastyę w cień samej siebie. Dziewczyna właśnie przeprowadziła się do innego miasta i chce za wszelką cenę ukryć swoją przeszłość. Nastya jest mistrzynią w trzymaniu ludzi na dystans. Ale jej plan działa tylko do momentu, w którym spotyka kogoś równie odizolowanego jak ona.
Historia Josha nie jest tajemnicą. W wieku siedemnastu lat został zupełnie sam. Kiedy twoje imię wydaje się być synonimem śmierci, ludzie zazwyczaj dają ci święty spokój. Tylko Nastya przekracza niepisaną granicę i stara się za wszelką cenę poznać każdy aspekt jego życia. Gdy trudna przyjaźń powoli przeradza się w uczucie, Josh zaczyna się zastanawiać, czy kiedykolwiek pozna sekret dziewczyny - i czy w ogóle tego pragnie.
"Morze spokoju" to poruszająca i pięknie napisana historia o samotnym chłopaku, kruchej emocjonalnie dziewczynie i cudzie drugiej szansy."

Powiedzmy to sobie szczerze - mam szósty zmysł odnośnie genialnych książek. Ja to wiem, czas najwyższy, żebyście i Wy się dowiedzieli. Czasami zawodzi i jest dość ograniczony - działa tylko w przypadku najlepszych książek. Z przyjemnością informuję, że "Morze spokoju" jest właśnie jedną z nich!

Nastya właśnie rozpoczyna naukę w nowej szkole. Obojętność i izolację przed innymi opanowała do perfekcji. Za wszelką cenę próbuje utrzymać w tajemnicy to, co się jej przytrafiło. Dziewczyna jest bardzo zamknięta, a czytelnik (dokładnie tak, jak jej nowi znajomi ze szkoły) nie wie, co jest tego powodem. Bunt dziewczyny wobec otaczającego ją świata objawia się w naprawdę nietuzinkowy sposób. W głębi serca Nastya jest jednak kruszą dziewczyną, okrutnie skrzywdzoną przez los.

Josh nie lubi ludzi. Jest sam na świecie i uparcie stara się sprawić, aby inni uwierzyli, że taki stan rzeczy mu odpowiada. Mur, który wokół siebie zbudował ma jednak szczeliny i najwidoczniej ktoś zaczyna go burzyć. Czy jest w nim miejsce na szczęśliwe zakończenie?

Bardzo ciężko jest mi opisać fabułę "Morza spokoju" nie zdradzając zbyt wiele. Wszystko w tej powieści jest owiane tajemnicą. Autorka stopniowo odkrywa przed nami świat bohaterów i zaskakuje praktycznie od pierwszych stron. Historia toczy się naprzemiennie z punktu widzenia Josha i Nastyi, jednak wcale nie odznacza to, że otrzymamy odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Wręcz przeciwnie....

Czytając "Morze spokoju" czułam się, jakbym jednocześnie poznawała dwie zupełnie odrębne historie. Jedna z nich to tocząca się na naszych oczach znajomość Nastyi i Josha. Druga z kolei polega na stopniowym odkrywaniu tajemnic dziewczyny. Autorka jest mistrzynią budowania napięcia - stworzyła opowieść tak nieprzewidywalną, tak niezwykłą i tak wciągającą, że zwyczajnie nie sposób ją odłożyć przed zakończeniem. Ja czytałam tę książkę jednym tchem, pierwszy raz od bardzo długiego czasu zarwałam noc dla książki. Choć liczy sobie aż 460 stron, po prostu musiałam poznać zakończenie, nawet jeśli miało to skutkować totalnym niewyspaniem. I wiecie co? Opłacało się!

"Historia, która złamie ci serce i sklei je na nowo" - informuje nas okładka, a ja... sama nie ujęłabym tego lepiej. "Morze spokoju" to przepiękna, wzruszająca opowieść, która naprawdę złamała mi serce. i choć napawa smutkiem, to paradoksalnie daje nadzieję. Pokazuje tragedie dotykające bohaterów, aby po chwili przenieść ukojenie w najbardziej niespodziewanych momentach. Wzrusza, aby chwilę później rozśmieszyć absurdalnym, czarnym humorem. Łamie serce, a potem skleja je na nowo.
 
Książka porównywana jest do powieści "Tak blisko" i właśnie to sprawiło, że pokładałam w niej tak duże nadzieje. Bohaterowie "Morze spokoju" są jednak młodsi - w "Tak blisko" mamy do czynienia ze studentami, z kolei tutaj z uczniami szkoły średniej. Doskonale jednak rozumiem, dlaczego te dwie książki postawione zostały na tej samej półce. Nie ma znaczenia, czy Nastya ma 17, czy 25 lat - jej historia jest na tyle wstrząsająca. Dziewczyna przeszła dużo więcej niż większość młodych kobiet. Myślę, że ta opowieść spodobać się może nie tylko młodzieży, ale również tym nieco starszym. Z "Tak blisko" łączy ją jedno - to przepiękne, wzruszające historie niezwykłych miłości.

Panie i Panowie - mamy dopiero marzec, a ja już teraz wybrałam swoją ulubioną książkę tego roku. Wszystkie zapowiedzi mają niesamowicie wysoko postawioną poprzeczkę, czy muszę dodawać coś jeszcze? Jestem zachwycona "Morzem spokoju" i polecam Wam tę książkę bardzo gorąco! Warto!

Ocena: 10!/10

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:

sobota, 15 marca 2014

"Siedem grzechów głównych. Gniew"

źródło
Tytuł: Siedem grzechów głównych. Gniew
Seria:Siedem grzechów głównych
Autor:  Robin Wasserman
Wydawnictwo: Ole (GW Foksal)
Stron: 273

"Beth przez chwilę zaczęła się liczyć w towarzystwie, ale teraz jej notowania znowu spadły. Podobnie jak wszyscy inni padła ofiarą manipulacji Kai, Kane'a i Harper.

Miranda jest niepocieszona. Została zdradzona i poprzysięgła, że się zemści.  
Adam zanudza swoimi zwierzeniami wszystkich, którzy zechcą go wysłuchać - albo postawić mu drinka. Ktoś prześladuje Kaię; wygląda na to, że Reed raczej nie zagrzeje przy niej miejsca...  
Wszyscy pragną zemsty. A niektórzy wypadną przez to z gry."
źródło

Najpierw była Nieczystość. Po niej przyszła Zazdrość, aż wreszcie, po osiągnięciu celu przyszedł czas Pychy. Kiedy jednak plany zaczynają się sypać nadchodzi Gniew.

Każdy z siedmiu grzechów symbolizuje to, co jest w danym momencie najważniejsze. W IV części serii przyszedł czas na Gniew, który... dotknął chyba każdego z bohaterów powieści. Harper i Kane są wściekli, ponieważ ich misterna intryga wyszła na jaw. A każdy przecież wie, że właśnie oni najgorzej znoszą porażkę. Co ciekawsze jednak gniew spowodował, że pazurki pokazała nie tylko Miranda, lecz również Beth i Adam - okazuje się, że wcale nie są tak święci, jak się spodziewaliśmy.

Muszę przyznać, że ze wszystkich tomów to właśnie "Gniew" najbardziej przypadł mi do gustu. Dlaczego? Ponieważ jest inny. W tak wielotomową serię, jaką jest "Siedem grzechów głównych", bardzo łatwo może wkraść się nuda i rutyna. Tutaj jednak zdecydowanie nam to nie grozi - autorka bardzo zgrabnie ukazuje zmiany bohaterów i kreuje naturalne zachowania. W tej części skupiamy się przede wszystkim na tym, że nawet najbardziej niewinna i uczciwa osoba, ma jakieś granice wytrzymałości. Każdy, prędzej czy później straci cierpliwość, a wtedy może pokazać zupełnie inną twarz niż ta, którą znaliśmy do tej pory.

Bardzo mocną stroną tej historii są bohaterowie - mamy ich tutaj aż siedmiu. Co ciekawe, nie sposób ich w jakikolwiek sposób pomylić, czy pomieszać, ponieważ są to wyjątkowo wyraziste postaci. Z każdym kolejnym tomem coraz bardziej się nimi zachwycam. Tutaj ukłony należą się Beth - wreszcie pokazała, że nie jest jedynie potulną owieczką. Szkoda tylko, że w tak nierozważny sposób, ale w końcu to właśnie za te niedoskonałości i nierozważne decyzje polubiłam bohaterów "Siedmiu grzechów...".  Dziewczyna jest idealnym przykładem nie tylko samego gniewu, lecz przede wszystkim potrzeby zemsty. Trochę rozczarowała mnie natomiast Miranda, ponieważ liczyłam, że nieco dłużej wytrwa w swoich postanowieniach. Z swoich ulubieńców w dalszym ciągu uznawać będę Kane'a i Kaię, ale mroczny i tajemniczy Reed również zaczyna mi się wydawać coraz ciekawszy.

Kolejnym (i ogromnym!) plusem jest tutaj zakończenie. Już od pierwszych stron tej książki w powietrzu wisiało przedziwne napięcie, jakby było pewne, że wydarzy się coś złego. No i wydarzyło się, jednak powieść kończy się w taki sposób, że nic nie jest pewne. W tym momencie nie wyobrażam sobie, żeby ktoś po przeczytaniu "Gniew" mógł nie sięgnąć po kontynuację. I o to chodzi!

"Siedem grzechów głównych" to seria, której każdy kolejny tom jest coraz lepszy. Nie jest to lektura, zawierająca niezwykłe prawdy życiowe, czy wzruszające morały, ale czy koniecznie powinna? Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak dobrze bawiłam się przy jakiejś serii i jak dla mnie to w zupełności wystarcza!

Ocena: 7,5/10

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...