czwartek, 10 stycznia 2013

Recenzja: "Magiczna Gondola" Eva Völler

źródło
Tytuł: Magiczna Gondola
Autorka: Eva Völler
Wydawnictwo: Egmont
Stron: 464 
"Siedemnastoletnia Anna spędza wakacje w Wenecji. Podczas jednego ze spacerów jej uwagę przykuwa czerwona gondola. Dziwne. Czyż w Wenecji wszystkie gondole nie są czarne? Gdy niedługo potem Anna wraz z rodzicami ogląda paradę historycznych łodzi, zostaje wepchnięta do wody – a na pokład czerwonej gondoli wciąga ją niewiarygodnie przystojny młody mężczyzna. Zanim dziewczyna zejdzie z powrotem na pomost, powietrze nagle zacznie drżeć i świat rozpłynie się Annie przed oczami."

Podróże w czasie to motyw dość popularny, choć pozostawiający autorom duże pole do popisu. Przeczytałam już kilka książek o tej tematyce, jednak nie były to kopie oparte na tym samym schemacie, a ciekawe, odmienne lektury. "Magiczna Gondola" również, mimo dość "oklepanego" wątku głównego, wydała mi się w pewien sposób oryginalna. Wenecja (którą uwielbiam), a do tego przepiękna okładka przekonały mnie do reszty.

Główna bohaterka, Anna, ma 17 lat i jest typową nastolatką - nie wyobraża sobie życia bez internetu, facebooka i iPoda. Wraz z rodzicami spędza wakacje w Wenecji, próbując zabić czas zwiedza miasto. Trochę znudzona zaprzyjaźnia się z rówieśnikiem - nieco nudnym Mathiasem, którego marzeniem jest zostać dentystą. Wszystko zmienia się kiedy wraz z rodzicami udaje się na Canal Grande. Tajemnicza czerwona gondola nieoczekiwanie przenosi ją do 1499 roku...

źródło
Muszę przyznać, że "Magiczna Gondola" okazała się jedną z najbardziej zaskakujących książek, jakie miałam okazje ostatnio przeczytać. Teoretycznie jest ona skierowana do czytelników w wieku poniżej 16, spodziewałam się więc, że będzie dość... naiwna. Jak się okazuje - nic bardziej mylnego. Ku mojemu zdziwieniu w powieści pojawiły się m.in. kurtyzany, a Anna rozpoczęła swoją przygodę w 1499 r. nago. Cała historia okazała się spójna i nie widzę przeciwwskazań, aby sięgnęli po nią dorośli czytelnicy. Wręcz przeciwnie: jestem przekonana, że i oni znajdą w niej coś dla siebie.

Książka przenosi nas w niesamowity świat, a nawet... dwa niesamowite światy. Przygodę rozpoczynamy w 2009 i poznajemy przepiękne krajobrazy dzisiejszej Wenecji. Podróże gondolami i maski karnawałowe sprawiały, że mojego dotychczasowa chęć, aby wybrać się do Włoch niesamowicie się nasiliła. Dodatkowo, fantastycznie przedstawiony został  XV wiek. Anna często zmieniała miejsce pobytu, dzięki czemu i my mogliśmy poznać miasto z różnych stron. Od najbiedniejszych domów, do najbogatszych. Od klasztoru, do "Domu Uciech". Pokazanych zostało mnóstwo małych rzeczy, dzięki którym całość wyglądała bardziej rzeczywiście.

źródło
Bohaterowie powieści również przypadli mi do gustu. Anna nie była perfekcyjna, choć zadziwiająco odważna. Pomijając tę (znaczącą) zaletę, dokładnie tak wyobrażam sobie dzisiejsze 17-latki. Jeśli chodzi o Sebastiana - jestem nieco rozczarowana. Zarys postaci całkiem mi się spodobał, ale jakoś za mało pokazywał swojego charakterku. A może to jego było za mało? Odnośnie pozostałych postaci, takich jak Klaryssa, Bart, czy Marietta, nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń.

Bardzo się cieszę, że zdecydowałam się sięgnąć po "Magiczną Gondolę". Okazała się świetną powieścią, którą czyta się niesamowicie szybko i przyjemnie. Bardzo spodobało mi się również zakończenie - osobiście nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Nie mogę również nie wspomnieć o okładce - jest przepiękna i doskonale pasuje do książki (maski odgrywają w niej dużą rolę). Muszę dodać, że prezentuje się znacznie lepiej od okładki oryginalnej (zdjęcie powyżej), a bardzo mnie cieszy.

"Magiczna Gondola" to przeurocza opowieść, którą mogę Wam polecić z czystym sumieniem. Jeśli o mnie chodzi, wzbudziła ochotę na kolejne książki o podróżach w czasie. Chyba będę musiała poważnie rozejrzeć się za "Trylogią Czasu" :)

Ocena: 8/10

Za możliwość przeniesienia się w czasie do XV-wiecznej Wenecji dziękuję:

niedziela, 6 stycznia 2013

Recenzja: "Zaułek potworów" pod redakcją Christophera Goldena

źródło
Tytuł: Zaułek potworów
Redakcja: Christopher Golden
Wydawnictwo: G+J
Stron: 440
"Poznaj historie potworów opowiedziane z punktu widzenia... ich samych!

W Zaułku potworów znajdziesz opowieści najpopularniejszych pisarzy horrorów: wyznania o lęku, szaleństwie i śmiechu, filozoficzne rozprawy i okrutne zakręty losu, pożerające ludzi rośliny, a nawet pewną dozę sympatii dla diabła!


Demony i gobliny, mroczni bogowie i kosmici, mityczne i legendarne stworzenia czające się w ciemności i bestie w ludzkiej skórze. Potwory – od Lucyfera po Mordreda, od baśniowych istot porywających dzieci po Złą Czarownicę z Zachodu i stwora Frankensteina. Człowiek postrzega te istoty jako straszliwe, przerażające monstra, lecz one same widzą siebie w innym świetle."
http://www.gjksiazki.pl
  
źródło
Uwielbiam horrory i uwielbiam (z tego co zdążyłam zauważyć, w przeciwieństwie do reszty świata) opowiadania. Jednak, o dziwo, do tej pory nie zdarzyło mi się się czytać zbioru opowiadań, będących jednocześnie horrorami. Kiedy więc zobaczyłam "Zaułek potworów", od razu wiedziałam, że to coś w sam raz dla mnie. Książka uparcie nie chciała wpaść w moje ręce, jednak polowałam na nią niestrudzona niczym Buffy na wampiry - to tak odnośnie pana Goldena, bo nie wiem czy wiecie, ale jest on autorem m.in. właśnie opowieści o tej nastoletniej pogromczyni krwiopijców.

"Zaułek potworów" jest dość ciekawy, głównie ze względu na narrację. Wszystkie historie w tym zbiorze poznajemy z punktu widzenia potworów. To one opowiadają nam dlaczego robią to, co robią. Motywy kierujące nimi niejednokrotnie mnie zaskoczyły.W większości opowieści morał jest oczywisty - to co na pierwszy rzut oka uważane jest za monstrum, nie zawsze jest prawdziwym potworem. Inne z nich są po prostu straszne i tyle. Nie ukrywam, że i takie lubię czasem przeczytać i trochę się pobać.
W "Zaułku" może spotkać całą gamę barwnych postaci. Miałam kupę frajdy, już od pierwszych stron zastanawiając się "cóż to może być za potwór?". Muszę przyznać, że raz musiałam nawet sięgnąć do mitologii, ponieważ autorka nie ułatwiła mi zadania - imię interesującej mnie postaci nie padło ani razu, a ja nie mogłam spać w nocy zastanawiając się jak ona (bo była to "potworzyca") się nazywała. Mogę zdradzić, że w książce spotkacie m.in. zupełnie nową opowieść o Frankensteinie, moich ulubieńców, czyli ghule, a nawet rośliny-ludożerców i mitologiczną Meduzę.

źródło
Opowiadań w książce jest 19. Każde z nich napisane zostało przez innego autora, więc jak łatwo się domyślić, poziom jest zróżnicowany. Pierwsze z nich "Trudny wiek" jest najdłuższe, a jednocześnie najbardziej zapadło mi w pamięć. Świetnie się czytało, bardzo przypadło mi do gustu i zaskoczyło zakończeniem. Dodatkowo, nastawiło mnie do książki niesamowicie pozytywnie, spodziewałam się, że pozostałe historie również mnie zainteresują. Niestety - później było już tylko gorzej. Z przykrością muszę stwierdzić, że większość opowiadań mnie znużyła - nie czułam ani strachu, ani współczucia dla tych nierozumianych stworzeń. Oprócz wspomnianego opowiadania przypadły mi do gustu "Mniej niż dziewczyna" - ledwie dziewięciostronnicowe opowiadanie, przez które do tej pory boję się zajrzeć pod łóżko oraz "Jezioro" - przez całe opowiadanie odczuwałam niepokojące napięcie i byłam strasznie ciekawa jak się skończy. Jeśli chodzi o te, które najmniej przypadły mi do gustu, będą to z całą pewnością "Uległy", który wzbudził u mnie bardziej odrazę niż strach oraz "Ta druga", która całkowicie mnie znudziła.

Trudno jest mi ocenić tę książkę. Ocenianie całokształtu jest o tyle uciążliwe, że nie potrafię wrzucić tak różnych opowiadań do jednego worka i przypiąć im etykietki. O ile "Trudny wiek" oceniłabym nawet na 9/10, o tyle "Uległy" zasługuje w moich oczach co najwyżej na 3/10. Z przyjemnością więc rozejrzę się więc za książkami autorstwa Davida Lissa, a Johna McIlveena będę omijać szerokim łukiem. Natomiast decyzję odnośnie przeczytania "Zaułka potworów" pozostawiam Wam.

Ocena: 6/10

Za możliwość przeżycia kilku chwil grozy serdecznie dziękuję wydawnictwu:


czwartek, 3 stycznia 2013

Recenzja: "Saga Księżycowa. Cinder" Marissa Meyer

źródło
Tytuł: Saga Księżycowa. Cinder
Autor: Marissa Meyer
Wydawnictwo: Egmont
Stron: 440

"Orientalny Pekin przyszłości przynosi barwny, hałaśliwy krajobraz miasta, który ciekawi niejednego Europejczyka. „Sagi księżycowe. Cinder” Marissy Meyer wywraca do góry nogami wizerunek Państwa Środka.

Wraz z Cinder główną bohaterką znajdujemy się w zdziesiątkowanym przez śmiertelną plagę mieście. Dziewczyna jest cyborgiem o tajemniczej przeszłości, jednocześnie obywatelem drugiej kategorii. Sprawę komplikuje piętno nałożone na nią przez macochę, jakoby była winna śmierci swojej przyrodniej siostry. W jej życiu niespodziewanie pojawia się książę, który nalega by wybrała się z nim na bal. To jednak jest niemożliwe, gdy okazuje się też, że ona sama jest zaginioną księżniczką śmiertelnych wrogów mieszkańców Ziemi.

Cinder to współczesna opowieść o Kopciuszku, łącząca klasyczną baśń z futurystyczną powieścią. Inteligentna, wywrotowa historia mająca swój początek dawno, dawno temu… Niebywała podróż do odległej krainy.
"


źródło
Baśnie to chyba największe źródło inspiracji dla współczesnych pisarzy. Praktycznie każda z tych, które pamiętam z dzieciństwa, ma już swoją nowoczesną wersję. Nie ukrywam, że najczęściej powielany jest motyw Kopciuszka - powstała już niezliczona ilość filmów, bajek, książek i musicali opartych na tej historii. Czy w tej wielokrotnie powielanej opowieści jest jeszcze szansa na powiew świeżości? Marissa Meyer na każdym kroku udowadnia nam, że tak!

Przenosimy się w czasie do miasta przyszłości - Nowego Pekinu. Tam właśnie mieszka i pracuje nasza główna bohaterka - Linh Cinder. W nowym świecie, już po IV Wojnie Światowej, nic nie jest takie jak kiedyś. Z jednej strony technologia rozwinęła się w ogromnym stopniu, wielu ludzi, którzy kilka lat wcześniej byliby skazani na śmierć, udaje się uratować. Niestety, stają się oni cyborgami - dokładnie tak jak Cinder. Jednak nawet tak rozwinięta nauka nie jest w stanie znaleźć antidotum na rozpowszechniającą się na Ziemi chorobę.

źródło
Cinder, jak na Kopciuszka przystało, mieszka z przybraną matką i dwiema siostra, ale również z... androidem. Tak jak dziewczyna, którą pamiętamy z baśni na co dzień musi znosić upokorzenia i katorżniczą pracę. Autorka postanowiła jednak pójść o krok dalej. Z zahukanej i nieśmiałej dziewczyny nie zostało już praktycznie nic. Cinder, choć zakompleksiona, jest jednocześnie pyskata, odważna i za wszelką cenę walczy własną o niezależność. Nie przesadzając, muszę przyznać, że to jedna z moich ulubionych bohaterek książek młodzieżowych ostatnich lat. Jestem przekonana, że dzisiejsi czytelnicy chcą czegoś więcej niż niepewnej, nieśmiałej i dającej sobą pomiatać "sieroty", a ukształtowanie charakteru bohaterki w ten sposób było strzałem w dziesiątkę!

Nie tylko główna bohaterka może pochwalić się ciekawym charakterem. Większość postaci występujących w książce to silnie zarysowane osobowości. Brak tu rozlazłych postaci, których imiona mogłyby nam się ze sobą mylić. Z całą pewnością na zainteresowanie zasługuje Książę - choć pewnie dokładnie taki był zamysł autorki. Następca tronu, który nie reprezentuje sobą nic, oprócz prawości i piękna zewnętrznego zastąpiony został ciekawym, zadziornym młodzieńcem, który emanuje świeżością. Spotkania dwójki głównych bohaterów to moje ulubione momenty w książce, a ich przekomarzanie nie jednokrotnie wywoływało wybuchy śmiechu.

źródło
Na próżno szukać wady "Sagi księżycowej". Ja w historii nie zmieniłabym absolutnie nic. Choć całość jest dość przewidywalna, traktowanie tego jako minus byłoby absurdalne. Kto bowiem nie zna zakończenia historii o Kopciuszku? Owszem, nowe wątki, które nie występowały w pierwowzorze, również rozwiązały się w sposób, którego łatwo się było domyśleć, jednak nie umniejszało mi to w żadnym stopniu przyjemności z czytania.

Świat przedstawiony w utworze to niesamowita wizja przyszłości. Lekko antyutopijna, ale niezaprzeczalnie oryginalna. Lunarzy, epidemia, nauka - pokazują, że nie zawsze rozwój działa na korzyść społeczeństwa. Autorka udowodniła, że ma bardzo bogatą wyobraźnię, jednocześnie zachowując spójność i realizm opowieści, oczywiście na tyle, na ile to możliwe w powieści fantastycznej. Na tej płaszczyźnie nie mam zastrzeżeń.

Historia futurystycznego Kopciuszka-Mechanika zapiera dech w piersiach. Do tej pory nie jestem się w stanie nadziwić, jak ze znanej baśni, autorce udało się stworzyć tak świeżą i nowoczesną historię, nie tracą jednocześnie magii pierwowzoru. Opowieść jest na tyle uniwersalna, że poleciłabym ją każdemu, niezależnie od wieku i literackich upodobań.

Ocena: 9/10

Za możliwość poznania zupełnie nowej wersji "Kopciuszka" dziękuję: 

niedziela, 30 grudnia 2012

Podsumowanie roku + Najlepsze powieści 2012 według Nevermore!

Przeżyliśmy koniec świata i wszystko wskazuje na to, że rok 2013 nas nie ominie. Blog Better Version Of The Truth powstał dopiero w połowie kwietnia, jednak postanowiłam, mimo wszystko, pozwolić sobie na małe podsumowanie. Przez te 7 i pół miesiąca odwiedziliście mnie 19506 razy i pozostawiliście 1482 komentarze. Oprócz tego mogę pochwalić się 175 obserwatorami. Wszystkim jednocześnie i każdemu z osobna - serdecznie dziękuję! 

Od momentu powstania bloga zrecenzowałam 42 książki oraz 5 filmów. Kilkakrotnie pojawiły się również recenzje kart wróżebnych oraz rankingi TopTen, jak również książkowe zapowiedzi, stosiki i zwiastuny ekranizacji. Zorganizowałam również dla Was 3 konkursy oraz (z wieloma trudnościami) udało mi się wreszcie stworzyć fanpage bloga.

Wiele książek zachwyciło mnie w ciągu tego roku, jednak postaram się wybrać spośród nich kilka ulubieńców. Poniżej zamieszczam subiektywny i lekko przypadkowy, jeśli chodzi o kolejność, ranking najlepszych książek, przeczytanych przeze mnie w 2012 roku. Muszę przyznać, że największy problem miałam z miejscami 4-7, gdyż powieści były od siebie tak odmienne, że ciężko było je porównać. Numerki możecie więc traktować z przymrużeniem oka, jednak tak właśnie wygląda 10 moich ulubionych powieści tego roku.

10. "Pierwszy grób po prawej" Darynda Jones

 

Pyskata  Charley Davidson zdobyła moje serce swoim (niezbyt wyrafinowanym) poczuciem humoru oraz nietypowym zawodem - nie codziennie spotyka się przecież kostuchę! Ta z pozoru absurdalna kombinacja wątku paranormalnego, kryminału i erotyki okazała się strzałem w dziesiątkę. Najdziwniejsze jest to, że jeśli miałabym odpowiedzieć na pytanie "dlaczego?", to jako pierwsze wskazałabym postać Charley i język autorki, a dopiero potem historię, którą nam opowiedziała. Żeby jednak nie wprowadzić nikogo w błąd - historia jest niesamowicie wciągająca, świetnie się czyta, ale nasza kostucha swoim charakterkiem jest w stanie przyćmić nawet tak interesującą opowieść;)


9. "Zazdrość" Gregg Olsen

Okazuje się, że nawet w tak małym i spokojnym mieście jak Port Gamble mogą dziać się rzeczy, o których nawet nam się nie śniło. Śmierć nastolatki to dopiero początek lawiny przerażających wydarzeń. Wszystkie fakty przez tyle lat zakopywane pod dywan już za chwilę ujrzą światło dziennie. Bohaterki powieści, bliżniaczki, Hayley i Taylor wiedzą, że oficjalne stanowisko policji w sprawie śmierci ich koleżanki mija się z prawdą. Po przeczytaniu "Zazdrości" mam ochotę na więcej młodzieżowych kryminałów. Nie spodziewałam się, że książka będzie zła, a mimo to, jestem pozytywnie zaskoczona.  Mogę jedynie dodać, że pozostałe premiery tej jesieni miały wysoko ustawioną poprzeczkę.


8. "Delirium" Lauren Olivier

Świat winą za wszystkie problemy obarcza miłość, w czym zapewne ma trochę racji, bo przecież ile morderstw i wojen jest spowodowanych właśnie miłością. Jednak tutaj popadamy w skrajność. Miłość -Amor deliria nervosa - jest najgorszym co może Nam się przytrafić. Jest epidemią, można się nią zarazić. Jest chorobą, która może prowadzić nawet do śmierci. Młodzi ludzie z utęsknieniem oczekują dnia, w którym poddadzą się remedium - zabiegowi, który uchroni ich przed miłością.Sam pomysł społeczeństwa zabijającego miłość wydaje mi się średni. Jednak już opis powieści nieco zmienił moje zdanie. Myślę, jednak, że największą sztuką jest nie wpaść na pomysł, ale w tak wyjątkowy sposób go zrealizować



7. "Żelazny Cierń" Caitlin Kittredge 

Akcja toczy się w latach 60. Świat nie wierzy już w nic, oprócz nauki. Technologia z powodzeniem wyparła religię i magię, które uznane zostały za herezję, a ich zwolennicy są bardzo surowo karani. Epidemia nekrowirusa stopniowo opanowuje świat. Roznoszą go przeróżnego potwory, m.in, ghule i dzierzby kryjące się w podziemiach i wszystkich ciemnych zakamarkach miasta. Ciężko mi stwierdzić, czy książka przypadnie do gustu zagorzałych fanom steampunku, gdyż nie ukrywam, że to pierwsza przeczytana przeze mnie pozycja z tego nurtu. Mogę ją jednak polecić wszystkim, których chcą (tak jak ja) przygodę z tego typu literaturą rozpocząć. Oczywiście, jeśli lubicie książki przeznaczone dla młodzieży, a wampiry i anioły trochę się Wam "przejadły" to "Żelazny cierń" jest doskonałym pomysłem.


6. "Zatopione Miasta" Paolo Bacigalupi

Antyutopie to ostatnio "najmodniejszy" gatunek. Jeśli sięgacie po takie książki niemal odruchowo (taka jak ja) to muszę Was ostrzec. Przy "Zatopionych miastach" wszystkie inne antyutopie to bajki dla dzieci. Nie spotkałam się jeszcze z tak surową, brutalną i krwawą powieścią. Teoretycznie jest ona skierowana do młodzieży, jednak gdyby to ode mnie zależało określiłabym ją jako 18+. To prawda - większość bohaterów (nawet tych walczących) to nastoletnie dzieciaki, jednak to jedynie dodaje dramatyzmu. Witajcie w świecie, w którym nastolatki są żołnierzami. Dlaczego? Ponieważ mało komu udaje się dożyć pełnoletności...


5. "Saga Księżycowa. Cinder" Marissa Meyer

Recenzja już napisana, jednak była tworzona na potrzeby portalu, więc z publikacją jeszcze chwilę poczekam. Póki co mogę przedstawić tylko kilka słów od wydawcy:
"Orientalny Pekin przyszłości przynosi barwny, hałaśliwy krajobraz miasta, który ciekawi niejednego Europejczyka. „Saga siężycowa. Cinder” Marissy Meyer wywraca nam jednak do góry nogami wizerunek Państwa Środka. Wraz z Cinder główną bohaterką znajdujemy się w zdziesiątkowanym przez śmiertelną plagę mieście. Dziewczyna jest cyborgiem o tajemniczej przeszłości, jednocześnie obywatelem drugiej kategorii. (...) W jej życiu niespodziewanie pojawia się książę, który nalega by wybrała się z nim na bal. (...) Cinder to współczesna opowieść o Kopciuszku, łącząca klasyczną baśń z futurystyczną powieścią. Inteligentna, wywrotowa historia mająca swój początek dawno, dawno temu… Niebywała podróż do odległej krainy." źródło: http://www.egmont.pl/pl/ksiazki/nowosci/art998.html


4. "Ocaleni. Życie, Które Znaliśmy" Susan Beth Pfeffer

Muszę przyznać, że powieść czyta się wyśmienicie. Tematyka jest trudna, jednak napisane lekkim, młodzieżowym językiem. Bije od niej świeżością, jednak autorka darowała nam przedziwne młodzieżowe slangi dzięki czemu oszczędziła masy irytacji. Kolejne strony pochłaniałam z wypiekami na twarzy, a zanim zdążyłam się zorientować, poznałam już całą historię. Akcja jest bardzo dynamiczna, ciągle coś się dzieje i możemy mieć pewność, że na nudę podczas czytania narzekać nie będziemy. "Życie, które znaliśmy" to niewątpliwie pozycja warta uwagi. Czytajcie i podajcie dalej, bo czuję, że jest wyjątkowo niedoceniana!


3. "Ostatnia Spowiedź" Nina Reichter

Zaglądacie czasem na LubimyCzytać? Jestem pewna, że tak. Ja też zaglądam, poczytuje opinie, komentarze i zerkam na oceny. To ostatnie traktuję trochę z przymrużeniem oka. Nie mniej jednak byłam mocno zaszokowana, kiedy natknęłam się na książkę, której średnia ocen wynosiła 9,27. Nieee, no w takim razie, muszę sama sprawdzić na czym polega jej fenomen. Zaczęłam wyszukiwać informacje, podpytywać znajome blogerki, ale one wszystkie zgodnie potwierdzały - książka jest świetna. Tak właśnie rozpoczęła się moja przygoda z "Ostatnią spowiedzią"...  Jedna z najpiękniejszych historii o miłości jaką kiedykolwiek czytałam. Uwaga! Jeżeli planujecie czytać tę książkę radzę zaopatrzyć się w opakowanie chusteczek. Albo i ze dwa :)


2. "Córka Dymu i Kości" Laini Taylor

"Córka dymu i kości" przenosi nas do świata chimer - niezwykłych stworzeń będących połączeniem ludzi i zwierząt. To właśnie chimery wychowały naszą bohaterkę - Karou. Nastolatka prowadzi podwójne życie. W ciągu dni uczęszcza do szkoły plastycznej, spędza czas z przyjaciółką w malowniczej Pradze, rysuje... Jednak wieczorami wykonuje zlecenia na całym świecie dla Brimstona, Dealara marzeń.  Warto zwrócić uwagę na kwestię, która odgrywa kluczową rolę w powieści. Autorka zgrabnie wplotła w fabułę uniwersalny motyw: świat nie jest czarno-biały. Kto dał Ci prawo decydować co jest dobre a co złe? Czy nie należałoby najpierw poznać całej historii zanim zaczniesz oceniać innych?


1. "Podzieleni" Neal Shusterman

"Podzieleni" to najbardziej oczekiwana przeze mnie premiera tego roku (nie licząc "Nevermore", bo przecież to drugi tom). Pokładałam ogromne nadzieje w tej powieści. Wiecie jak to się zazwyczaj kończy? Im większe nadzieje tym większe rozczarowanie. Okazało się, że książka nie była taka jak się spodziewałam. Była LEPSZA. Pomysł jest świetny, to fakt, ale żeby to stwierdzić wystarczył mi opis wydawcy. Neal Shusterman stworzył powieść, której niczego nie brakuje. Jeśli (tak jak ja) uznajecie emocje za wyznacznik dobrej literatury, mogę was zapewnić, że tutaj jest ich pod dostatkiem. Druga połowa książki jest w zasadzie "nie-do-odłożenia". O ile na początku byłam w stanie przewidzieć większość wydarzeń, to w dalszej części żadne z moich założeń się nie potwierdziło. Na tle dzieła Neala Shustera, większość z konkurencyjnych powieści antyutopijno-dystopijnych wypada co najwyżej średnio.

***************

Istnieje jednak kilka powieści, które są nieco starsze, jednak udało mi się je przeczytać dopiero w tym roku, co nie zmienia faktu, że zasługują na wyróżnienie. Są to "Nevermore. Kruk" Kelly Creagh, "Las zębów i rąk" Carrie Ryan oraz Trylogia "Igrzyska Śmierci" Suzanne Collins

***************

Natomiast moje plany na początek nadchodzącego roku prezentują się następująco:




Zgadzacie się z moich rankingiem? Co u Was jest w czołowej trójce? A może przeoczyłam jakąś ważną książkę wydaną tego roku?  Zapraszam do dyskusji!

 Okładki pochodzą ze strony lubimyczytac.pl

piątek, 28 grudnia 2012

Recenzja: "Wypieki" Anneka Manning

Tytuł: Wypieki
Autor: Anneka Manning
Wydawnictwo: Świat książki
Stron: 192

"Jak piec pieczywo i najrozmaitsze ciasta, pikantne i deserowe? Kompetentny przewodnik po świecie pieczenia, dzięki któremu poznamy rodzaje i najważniejsze techniki wypieku ciasta. Książka ze zdjęciami ilustrującymi czynność po czynności, umożliwi nam przygotowanie takich rarytasów jak: kiełbaski w cieście i słodkie bułeczki z rodzynkami, chałki, chleby z suszonymi owocami lub drożdżowe, pieczone pierogi z mięsnym nadzieniem, eleganckie tarty z owocami, a nawet imponujące croquembouche."
http://merlin.pl
źródło

"Wypieki" to książka skierowana do bardzo szerokiej grupy odbiorców - od kompletnych laików zaczynając, a kończąc na tych, którzy swoje już w życiu upiekli, ale w dalszym ciągu chcą poszerzać horyzonty. Ci drudzy, mogą teoretycznie pominąć początek książki, w którym przedstawione zostały podstawowe informacje dotyczące wypieków. Poznajemy więc chyba wszystkie możliwe przybory kuchenne i fachowe terminy. Ten zabieg jest dość zgrabny i mimo wszystko każdemu polecam go przeczytać. Dzięki temu, przy właściwych przepisach, zamiast skupiać się na nazewnictwie, możemy skoncentrować się na tworzeniu ciasta.

W "Podstawowych informacjach" znajdziemy również mnóstwo rodzajów ciasta, na jakich możemy bazować tworząc swoje wypieki - od kruchego ciasta zaczynając, a na kilku rodzajach ciast francuskich kończąc. Dzięki tym przepisom, możemy tworzyć własne kompozycje, mając pewność, że po wyciągnięciu ciasta z piekarniki nie trafimy na zakalec. Ja przy swoich świątecznych wypiekach zdecydowałam się na najbezpieczniejsze rozwiązanie - słodkie kruche ciasto z jabłkami, czyli po prostu jabłecznik. Nieskromnie mogę przyznać, że wyszedł całkiem niezły. :)

źródło
Dalsza część książki poświęcona jest różnym rodzajom pieczywa - słodkim, słonym i tym, o neutralnym smaku. To ciekawa alternatywa, bo wydawało mi się, że wszyscy znajomi (oczywiście oprócz mnie) posiadając już automaty do pieczenia chleba. Okazuje się, że aby uzyskać świetny domowy bochenek wystarcza podstawowy sprzęt, jakim jest piekarnik. W dziale tym zostało również zaprezentowane, jak tworzyć różne kształty bułek oraz nieco bardziej egzotyczne przysmaki, jak choćby chlebki pita, czy uwielbiane przeze mnie pszenne tortille (polecam z tuńczykiem, serem i sosem czosnkowym - pyszności!).

W dalszych działach przedstawione zostały chlebki i bułki z dodatkami, szybkie wypieki, ciasta i ciastka z nadzieniem oraz tarty. Osobiście za największy plus książki uznaję fakt, że zawiera przepisy nie tylko na wypieki słodkie, ale również słone. Osobiście wolę te drugie, jednak to kwestia gustu. Jednak dzięki temu, kiedy już udaje mi się stworzyć ciasto francuskie, za jednym zamachem mogę upiec i kiełbaski w cieście, i zawijaski z budyniem.

Myślę, że publikacja Anneki Manning to świetny przewodnik dla każdego - niezależnie o tego, czy stawiacie w kuchni dopiero pierwsze kroki, czy żyjecie z piekarnikiem za pan brat. Piękne zdjęcia "krok po kroku" i prosty język tworzą razem znakomitą książkę kucharską.

Ocena: 8/10

Za możliwość podszkolenia swoich kulinarnych umiejętności dziękuję:

Książkę możecie kupić tutaj.

środa, 26 grudnia 2012

Film: "Bez wstydu"

żródło
Tytuł: Bez wstydu
Reżyser: Filip Marczewski
Dystrybutor: Kino Świat
Czas: 84 min

"Wracając do rodzinnego miasteczka Tadek (Mateusz Kościukiewicz) odkrywa, że jego ukochana siostra Anka (Agnieszka Grochowska) związana jest z żonatym mężczyzną. Zazdrość o powszechnie szanowanego biznesmena o politycznych ambicjach przeradza się w obsesję, wykraczającą poza moralne i obyczajowe normy miejscowej społeczności. Wiedziony szaleńczą fascynacją Tadek uczyni wszystko, by skompromitować kochanka siostry. Nie zauważa nawet, że sam jest obiektem westchnień miejscowej piękności, Irminy (debiutująca w fabule, charyzmatyczna Anna Próchniak), która gotowa jest dla niego zerwać narzucone jej przez rodzinę zaręczyny."
http://merlin.pl

Polskie kino dużo częściej spotyka się z krytyką niż pochwałą. Przerobiliśmy już chyba każdy możliwy typ komedii, choć mało którą dobrze wspominam. "Bez wstydu" to zupełnie inna liga - ciężki, psychologiczny i do tego porusza bardzo kontrowersyjny temat. Kazirodztwo to tabu i nie tylko w naszym kraju omija się go zazwyczaj szerokim łukiem. Reżyser stąpał po cienkim lodzie zanim jeszcze zaczęły się zdjęcia. Z jakim skutkiem?

"Bez wstydu" powstał na podstawie krótkometrażowego "Melodramatu" tego samego reżysera. Z zabiegiem tego typu spotkaliśmy się już przy kultowych "Galeriankach". W tym przypadku nie wróżę jednak sukcesu tego stopnia. O ile wspomniane "Galerianki" mogą uchodzić za temat dość kontrowersyjny, o tyle przy "Bez wstydu", to bajka dla dzieci. Myślę, że z góry możemy założyć, że obejrzy go wąskie grono odbiorców, a jeszcze węższe pochwali. Większość będzie zgorszona.

Tytuł pokazuje nam dwie historie. Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście chora fascynacja dorastającego chłopaka starszą siostrą. Nie jest w stanie zapanować nad uczuciem, a jego zachowanie jest coraz bardziej śmiałe. Gdzieś pomiędzy tym wszystkim poznajemy Irminę - nastoletnią cygankę, od pierwszego wejrzenia zakochaną w Tadku. O dziwo, to jej losem przejmowałam się najbardziej. W filmie jednak od początku czuć patologicznie przygnębiający klimat. Łatwo się domyśleć, że w tym wszystkim nie ma miejsca na happy end.

Niestety, przygniatając nas tak ciężki tematem, jakim jest kazirodztwo, reżyser postanowił dobić leżącego. Na deser dostaliśmy neofaszyzm, przedmiotowe traktowanie kobiet (włączenie z "wypożyczeniem swojej narzeczonej"), małomiasteczkową politykę i kulturę romską. Wątki w większości są ciekawe, jednak kiedy próbuje się z nich stworzyć całość, nie do końca to gra. "Co za dużo, to nie zdrowo" jest w tym wypadku bardzo aktualne.

Myślę, że warto poświęcić trochę czasu na ten film. Jest trudny i nie dla każdego, jednak to miła odmiana od wszystkich filmów w nieskończoność powtarzanych w tv. Poniżej zamieszczam zwiastun dla zainteresowanych.


Ocena: 6/10

Za film dziękuję księgarni internetowej:
DVD z filmem możecie kupić tutaj.

niedziela, 23 grudnia 2012

Recenzja: "Ciemniejsza strona Greya" E.L. James

źródło
Tytuł: Ciemniejsza strona Greya
Autor: E. L. James
Wydawnictwo: Sonia Draga
Stron: 626
 Uwaga! Recenzja zawiera spoilery z pierwszej części.
"Młodziutką studentkę Anę Steele i charyzmatycznego miliardera Christiana Greya połączył niecodzienny układ, który z czasem przerodził się w coś znacznie głębszego. Jednak demony Greya zwyciężyły, Ana zerwała uzależniający związek i zajęła się karierą.
Rozstanie okazuje się bolesne. Ogarnięci obsesyjną tęsknotą kochankowie nie potrafią bez siebie żyć. Kiedy więc Christian proponuje Anie zupełnie nowy układ, dziewczyna nie potrafi mu odmówić. Wkrótce zaczynają uczyć się siebie nawzajem. Christian walczy z wieczną potrzebą kontroli i stopniowo oswaja drzemiące w nim demony. Ana uczy się życia w luksusie i bronienia własnej niezależności. Kiedy wydaje się, że świat miłości, pasji i nieskończonych możliwości stoi przed nimi otworem, ciemne chmury gromadzą się nad luksusowym wieżowcem, w którym mieszkają…
Drugi tom wyczekiwanego bestsellera wszechczasów!"

http://www.soniadraga.pl

Mr Grey powraca. I to ze zdwojoną siłą!

Ubrany w garnitur, z surowym wyrazem twarzy i w super-drogim samochodzie, nic się nie zmienił. Po dramatycznym rozstaniu na zakończenie pierwszego tomu, okazuje się... No właśnie, co się okazuje? Dokładnie to, czego się wszyscy spodziewaliśmy. Wystarczy e-mail od Christiana, aby Ana zapomniała, z jakiego powodu tak mocno tupnęła nóżką i odwróciła się na pięcie. Tak więc, uczucie łączące bohaterów jest zbyt silne, aby cokolwiek mogło ich od siebie odsunąć i ponownie próbują stworzyć związek - ale, uwaga- waniliowy! Nie to mnie jednak zaszokowało. W II tomie, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, sceny erotyczne były urywane. Oczywiście nie wszystkie, ale jednak. Nie wiem jak to się stało, co skłoniło autorkę do tak istotnej zmiany, ale nie uważam tego za minus. A może to mnie, po ponad 1200 stronach lektury, przestało cokolwiek dziwić i szokować?

źródło
Anastasia również nic się nie zmienia - konsekwentnie pozostaje równie irytująca, jak w poprzedniej części. Rozwodzić się nad jej irracjonalnym zachowaniem nie mam zamiaru, jednak nie sposób nie wspomnieć o pracy jaką znalazła. Jak widać autorka popuściła wodze fantazji nie tylko na płaszczyźnie damsko-męskiej, lecz również zawodowej. Nie oszukujmy się, praktycznie każdy kto wydaje książkę, w którymś momencie swojego życia marzył o pracy w wydawnictwie, bądź czasopiśmie. A Ana (w tydzień!) robi niesamowitą karierę, spełniając marzenia, choć pewnie nie swoje, a pani E.L.James.

Oprócz głównej pary i pojawiających co jakiś (choć rzadszy) czas bohaterów poznanych w "50 twarzach...", poznajemy tutaj kilka nowych postaci. Do akcji wreszcie wkraczają nowe, czarne charaktery - pani Robinson, szef Any i ex-uległa Christiana. Zaczyna się robić ciekawie, a w pewnym momencie więcej tu kryminału, niż erotyki. Cała trójka mogła stworzyć ciekawe historie, ale niestety znowu kończy się na niedosycie. Czytam, aby wreszcie poznać jakieś tajemnice Christiana, chcę jego zwierzeń, a jedyne co dostaje, to marne zdanie wytłumaczenia, wtrącone w środku rozmowy. Frustrujące.

Tytuł "Ciemniejsza strona Greya" został nadany dość przewrotnie. Nie mogę powiedzieć, że nic nie zostało z tego lodowego człowieka z zaciśniętymi ustami, jednak powoli zaczął się topić. Grey traci na tajemniczości, co powinno być rekompensowane poznaniem szczegół jego dzieciństwa, analizą psychiki. Na tej płaszczyźnie przeżyłam rozczarowanie - nawet scena rozmowy z jego psychologiem nie wyjawiła praktycznie żadnych szczegółów. Ten "nowy, ciepły Grey" ujął mnie jednak swoim zachowaniem. W dalszym ciągu jest apodyktyczny i zazdrosny w absolutnie niedopuszczalny sposób, jednak czułość, jaką potrafi obdarzyć Anastasię jest ujmująca. Zawsze stawia ją nie piedestale i na swój dziwny, po pięćdziesięciokroć popieprzony sposób bardzo ją kocha. Ten sam Christian, który uderzał biczem przykute kajdankami uległe. Urocze.

W dalszym ciągu widzę w tej historii potencjał - chłopiec z patologicznej rodziny, za skłonnościami do BDSM to coś, z czego mogłaby powstać ciekawa powieść. I najdziwniejsze jest to, że choć II tom jest lepszy od I, jestem zawiedziona. Biorąc do ręki "50 twarzy..." przygotowana byłam na gniot, więc cokolwiek byłoby w środku, nie poczułabym się rozczarowana. Co do dwójki, oczekiwałam wyjaśnienia wszystkich nurtujących mnie kwestii, a dostałam bardzo powierzchowne wyjaśnienia, których sama byłabym w stanie się domyślić. No cóż, ostatnią części i tak przeczytam, niezależnie od wszystkich swoich narzekań, muszę poznać zakończenie tej historii.

żródło
W pełni zdaję sobie sprawę, że "Ciemniejsza strona Greya" nie jest arcydziełem. Nigdy nie znajdzie się na liście lektur, ani na liście BBC. Nie nauczy mnie niczego nowego, ani nie skłoni do przemyśleń. Będzie dalej wyśmiewana i nazywana przez krytyków "porno dla mamusiek". I wiecie co? Wierzę w to, że wiele osób kupiło "50 twarzy Greya" tylko i wyłącznie dzięki udanej reklamie. Nie uwierzę jednak, że to było powód zakupu drugiej część. Dochodzimy więc do momentu, w którym "wszyscy czytają, ale nikt się nie przyznaje". Tę książkę dobrze się czyta i nie wymaga myślenia. I tyle. Każdy z nas ma przecież prawo wybrać niezobowiązującą lekturę i nikomu nie musi się z tego tłumaczyć. Prawda?

Tak jak poprzedniego tomu, nie jestem w stanie ocenić tej książki. Nie mogę wystawić jej wysokiej oceny, ponieważ wielokrotne powtórzenia i tragiczny język przemawiają na jej niekorzyść. Gdy jednak wystawiła skrajnie niską byłby to z mojej strony hipokryzja, bo powieść wciągnęła mnie bez reszty.

Ocena: brak

Trylogia "Pięćdziesiąt odcieni"
1. "Pięćdziesiąt twarzy Greya" RECENZJA
2. "Ciemniejsza strona Greya" <--
3. "Nowe oblicze Greya" PREMIERA: 09.01.2013
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...