piątek, 27 lipca 2012

Recenzja: "Kosogłos" Suzanne Collins

Tytuł: Kosogłos
Autorka: Suzanne Collins
Wydawnictwo: Media Rodzina
Stron:

"Katniss Everdeen wraz z matką i siostrą mieszka w Trzynastce - legendarnym podziemnym dystrykcie, który wbrew kłamliwej propagandzie Kapitolu przetrwał, a co więcej, szykuje się do rozprawy z dyktatorską władzą.
Katniss mimo początkowej niechęci, wykończona psychicznie i fizycznie ciężkimi przeżyciami na arenie, zgadza się zostać Kosogłosem - symbolem oporu przeciw kapitolińskiemu tyranowi."

http://mediarodzina.com.pl

Mogłyby się wydawać, że tak właśnie wygląda szczęśliwe zakończenie. Trzynastka istnieje - to właśnie miejsce, w którym bohaterowie mogą czuć się bezpieczni. Przecież przyjęto ich z otwartymi ramionami. Wreszcie jest szansa, żeby położyć kres krwawym rządom Kapitolu. Żeby Głodowe Igrzyska wreszcie się zakończyły. Nic bardziej mylnego! Ludzie chcący przejąć władzę wcale nie robią tego z powodu czysto altruistycznych pobudek, a nic nie jest tak proste jak się wydaje. Katniss kompletnie się załamuje, a ja (oczywiście) razem z nią. Momentami mam wrażenie, że sposób narracji jest tutaj tak udany, że myślę i czuję wszystko to, co główna bohaterka.

W ostatniej części trylogii autorka zaburza wszystkie dotychczasowe definicje dobra i zła. A przecież miały tak solidne podstawy... Teraz nic nie jest już czaro-białe, a przed bohaterami, a w szczególności Katniss, stoi mnóstwo decyzji, które są wręcz niemożliwe do podjęcia. Poznajemy dokładniej trybutów i nic nie jest już takie jak się wydawało. Muszę tutaj zwrócić uwagę na losy Finnicka, bo jego historia wydaje mi się jedną z najbardziej wzruszających. Niestety - od początku nie miałam już siły trzymać kciuków za kogokolwiek, choć iskierka przy myślach na temat Peety jeszcze się tliła...

Autorka uświadomiła nas brutalnie, że w tej historii nie ma miejsca na szczęśliwe zakończenie. Świat Igrzysk to krwawa arena, której wyznaje się tylko jedną zasadę: "zabij albo daj się zabić". Jestem pod wrażeniem tego, jak Collins pokierowała losami Katniss i Peety w poprzednich tomach. Bo przecież mogłoby się wydawać, że nie da się już zachować duszy kiedy walczysz o przetrwanie. Jednak autorce udało się tak poprowadzić bohaterów, że zwierzęce instynkty nie wzięły nad nimi góry, a mimo to żyją. Ta piękna wizja burzy się jednak niczym domek z kart. Walka na śmierć i życie zostawia przecież trwałe ślady i psychiczne, i fizyczne. I co z tego, że przeżyjesz jeśli straciłeś samego siebie? Raz na zawsze i nie ma już odwrotu... A jaki jest sens walki, skoro wszyscy wokół umierają?

Główna bohaterka w ostatniej chwili podejmuje decyzję, która zmienia wszystko - i to właśnie od początku trylogii jest dla mnie najnajwiększym zaskoczeniem. Choć to najbardziej bogata w sceny bitewne część serii, to dla mnie jest najbardziej nostalgiczna. Owszem, spodziewałam się, że autorka celowo da nam się przywiązać do bohaterów jak tylko się da, a potem, w ostatnim tomie, po prostu pozwoli im umrzeć. Wiedziałam doskonale, a mimo to dałam się nabrać, jak mała dziewczynka na cukierka i przy każdej takiej scenie zalewając się łzami myślałam "wytrzymaj, wytrzymaj, w następnym rozdziale Cię odratują". Ale tak się nie działo, a ja zaklinałam się w duch za przywiązanie się do fikcyjnych bohaterów.
Brakowało mi Peety. Tego prawdziwego. Jego losy wycisnęły ze mnie tyle łez, że chyba byłoby ich mniej nawet jeśli umarłby w pierwszym tomie.

Nie wiem co bardziej mnie zasmuciło: zakończenie czy to, że to moje ostatnie spotkanie z "Igrzyskami". Zakończenie mnie usatysfakcjonowało, chociaż teoretycznie jest dokładnie takie, jakiego chciałam. Gdybym mogła sam decydować, najchętniej wymusiła bym na autorce napisanie jeszcze jednego tomu i wciśnięcie go między ostatni rozdział a epilog. Zazdroszczę wszystkim, którzy tę serię mają jeszcze przed sobą. I tyle.

Ocena: 9/10

 Źródło grafiki:http://mediarodzina.com.pl/ http://weheartit.com/

15 komentarzy:

  1. Trzecia część podobała mi się chyba najmniej, aczkolwiek... i tak była świetna :P Szkoda, że to już koniec, teraz czekamy na filmy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. cały czas poluję na całą trylogią :)
    więc historia nadal przede mną :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam naprawdę te same odczucia. Ja też naprawdę zazdroszczę tym, którzy nie przeczytali jeszcze serii bo jest ona fenomenem. Czytając ją odczułem tak skrajne emocje, że... szok XD Nie płakałem, ale bardzo przeżyłem poczytania bohaterów. Żałuję, że nie ma kolejnej części, że juz skończyłem tak niesamowitą serię. Muszę kupić ją i umieścić w swojej biblioteczce, bo na pewno wrócę do niej nie raz.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystko przede mną, oby jak najszybciej :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Według mnie jest to najgorsza część tej trylogii i mam podobne odczucia. Nie mogę zrozumieć, dlaczego musiała uśmiercić Prim i Finnicka, po prostu tego nie chwytam :/

    OdpowiedzUsuń
  6. Kocham, pfu! Ubóstwiam Igrzyska!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo fajny blog, tak trzymać ! ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Seria jest warta swoich pieniędzy, bez wątpienia.
    Cieszę się, że mam ją w swojej biblioteczce.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Wciąż nie przeczytałam nawet pierwszej części. Chyba naprawdę, pora nadrobić. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Moja zdecydowanie najulubieńsza seria. <3 A te zdjęcia są cudne. Team Peeta. :D ;*

    OdpowiedzUsuń
  11. Kocham tę serię. :D Mam nadzieję, że Suzanne zapisze jeszcze jakieś książki.

    OdpowiedzUsuń
  12. No, Finnicka trochę szkoda, bo Annie i to dziecko... Ale to nie zmienia faktu, że to jest najlepsza część tego cyklu. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Igrzyska to igrzyska ;-) Pierwsza część wydawała mi się najlepsza, ale najwięcej chusteczek wyciągałam przy "Kosogłosie" :-)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...