sobota, 17 grudnia 2016

"Jedyne wyjście" Helen Fitzgerald

źródło
Tytuł: Jedyne wyjście
Autor: Helen Fitzgerald
Wydawnictwo: Burda  
Stron: 340

"Trzymaj się z dala od pokoju numer 7
 
Nastoletnia Catherine zajmuje się głównie przesiadywaniem na Facebooku i flirtowaniem z chłopakami, dlatego też – zmuszona przez swoją matkę – dość niechętnie przyjmuje pracę w domu opieki. Miejsce jest piękne i ma ustaloną renomę. Jednak dziewczyna szybko odkrywa, że Zielona Przystań skrywa wiele tajemnic.  
Jedna z podopiecznych ośrodka, 82-letnia Rose, jest przekonana, że jej życiu zagraża niebezpieczeństwo. Tylko że kobieta cierpi na chorobę Alzheimera, więc co ona tam może wiedzieć i kto by jej w ogóle uwierzył… Staruszka tworzy mroczne rysunki, na których w tle zawsze widnieje pokój numer 7, i przestrzega dziewczynę, by trzymała się od niego z daleka. Gdy zaniepokojona Catherine postanawia w końcu sprawdzić teorie Rose, na jaw wychodzą przerażające fakty." źródło 
 
Pierwszy raz spotkałam się z Helen Fitzgerald podczas lektury "Wstydu". Lektura zrobiła na mnie ogromne wrażenie, do tego stopnia, że nie byłam w stanie jednoznacznie jej ocenić. Teraz, kiedy już ochłonęłam, mogę powiedzieć jedno - z całą pewnością to mocna książka. Autorka wypadła na tyle interesująco, że postanowiłam sięgnąć po kolejną jej książkę. Jak się okazało nie musiałam zbyt długo czekać - niedługo po premierze "Wstydu" w księgarniach pojawiło się "Jedyne wyjście". 

Cathrine ma dwadzieścia trzy lata, jednak z całą pewnością nie można nazwać jej poważną i odpowiedzialną. Główne zainteresowania dziewczyny to Facebook i spotkania ze znajomymi. Pech chciał, że jej matka nie podziela wspomnianych pasji i zmusza córkę do podjęcia pracy. Co gorsza, w domu spokojnej starości! 
 
We wspomnianym domu mieszka osiemdziesięciodwuletnia Rose - jeszcze do niedawna znana pisarka. Kobieta zasłynęła dzięki serii książek dla dzieci, którą zna nawet nasza Cathrine. Teraz jednak umysł Rose nie działa już tak jak kiedyś, wszystko jej się miesza, a rzeczywistość przeplata się ze wspomnieniami z dzieciństwa. Cathrine ze wszystkich pensjonariuszy trafiła właśnie na Rose, która uparcie ostrzega ją przed pokojem numer 7. Choć nastawienie dziewczyny pozostawia wiele do życzenia (co może wiedzieć staruszka cierpiąca na demencję?), nawet ona szybko zdaje sobie sprawę, że w domu opieki dzieje się coś złego.

Gdybym nie wiedziała, że ta historia została napisana przez Fitzgerald, chyba nie byłabym w stanie się tego domyślić. Powieść znaczniej różni się od "Wstydu", który w tym porównaniu jest zdecydowanie mocniejszy. Więcej tam bulwersujących i wulgarnych scen, "Jedyne wyjście" jest przedstawione dużo łagodniej - oczywiście nie oznacza to jednak, że jest to książka dla ludzi o słabych nerwach.

"Jedyne wyjście" to wielowątkowa i bardzo uniwersalna powieść. Wszystko dzięki temu, że główne bohaterki są dwie, a nawet trzy, biorąc pod uwagę fakt, że Rose poznajemy na dwóch płaszczyznach - jako staruszkę z demencją, lecz również dzięki wspomnieniom, w których jest małą dziewczynką. Druga z kobiet, Cathrine, została stworzona chyba na zasadzie kontrastu, bo z Rose nie łączy jej praktycznie nic.

Cała historia kręci się wokół dwóch kobiet, ale to wystarczy po bohaterki są wystarczająco złożone, aby wypełnić całą powieść. Z czasem coraz więcej się o nich dowiadujemy, a z pozoru proste charaktery, wyostrzają się w naszych oczach.

Bardzo spodobało mi się przedstawienie opowieści w ten sposób - rozpoczynając lekturę kompletnie nie wiemy czego się spodziewać, czy w pokoju, o których mówi Rose faktycznie czeka niebezpieczeństwo, czy może to jedynie wytwory starczej demencji. Na równi wciągająca jest jednak historia, w której przenosimy się wiele lat wstecz.


"Jedyne wyjście" to naprawdę ciekawa powieść, która wyróżnia się na rynku. Nawet jeżeli jesteście zniechęceni do autorki, ponieważ (nie oszukujmy się) jej poprzednia powieść  była dla niektórych po prostu zbyt mocna, to śmiało możecie sięgać po tę historię -jest o wiele bardziej uniwersalna!

Ocena: 8/10
Za książkę serdecznie dziękuję:
http://www.burdaksiazki.pl/
 

środa, 14 grudnia 2016

"Spójrz na mnie" Nicholas Sparks

źródło
Tytuł: Spójrz na mnie
Autor: Nicholas Sparks 
Wydawnictwo: Albatros
Stron: 512

"Nowa powieść króla prozy obyczajowej, który
tym razem umiejętnie myli tropy, a zakończenia
nie domyśli się nawet wielbicielka powieści
detektywistycznych!
 
Będziesz wiedziała, co się wtedy czuje.

Taką wiadomość, wraz z bukietem róż, otrzymuje Maria Sanchez, młoda prawniczka, która niedawno wróciła do rodzinnego miasta i rozpoczęła pracę w renomowanej kancelarii. Kolejnemu liścikowi towarzyszą przebite opony w samochodzie. Maria doskonale wie, że jest ofiarą stalkingu. Tylko kto ją prześladuje? Szef, którego względy odrzuciła? A może dogoniła ją przeszłość? Czy to dobry moment na angażowanie się w związek z mężczyzną, który ma problemy z własną przeszłością? Prawdopodobnie nie, podpowiada jej rozsądek. Ale uczucia mówią coś zupełnie innego.
" źródło
 
Mój stosunek do Sparksa jest dość dziwny - chyba sama nie potrafię go określić. Parę ładnych lat temu zaczytywałam się w "Pamiętniku" (który do tej pory uważam za prawdziwy hit!) oraz "Jesiennej miłości". Z czasem jednak przestałam sięgać po powieści autora, dostrzegając w nich coraz więcej wad. Nie potrafię sobie jednak odmówić obejrzenia ekranizacji. Choć w książkach mam ogromne braki, to nich filmowe adaptacje widziałam chyba wszystkie. Jedne są lepsze, inne gorsze, jednak nie potrafię ich sobie darować.
 
Dlaczego sięgnęłam akurat po "Spójrz na mnie"? Powodów jest kilka. Po pierwsze - zdecydowanie przemówił do mnie argument, że książka spodoba się również fankom powieści detektywistycznych. To znak, że historia może być czymś więcej niż tylko romansem! Po drugie -  czas wreszcie znaleźć "swój gatunek", więc jakiś czas temu zdecydowałam się jeszcze w tym roku sięgnąć po skrajnie odmienne powieści i tak też po thrillerze o seryjnym mordercy i młodzieżowym melodramacie nastał czas na typowy romans. Nie ukrywam jednak, że decyzja, aby była to właśnie ta, a nie inna książka autora zapadła również dlatego, że po prostu właśnie ten tytuł został ostatnio wydany - nowości chyba zawsze kuszą najbardziej!

Było mniej więcej tak, jak się spodziewałam. Choć książki Sparksa są kompletnie różne, łączy je jedno - jest tutaj cała masa dramatycznych wydarzeń. Bohaterowie bywają w różnym wieku, czasami są zupełnie młodzi, innym razem - młodość mają już za sobą. Czasami dopiero wkraczają w dorosłe życie, a czasami to ludzie po przejściach, którzy chcą zacząć na nowo. I zastanawiam się, czy fani (a raczej fanki) autora nie są masochistkami, skoro tak zgrabnie manipuluje on czytelnikiem. Najpierw pozwala nam polubić swoich bohaterów, po czym zsyła na nich wszystkie możliwe nieszczęścia świata.

W tym przypadku pierwsze skrzypce grają Maria i Collin. Ona jest dość typową, sympatyczną dziewczyną, on z kolei to raczej zły chłopiec, jednak, przewrotnie, jest dość nietuzinkowy. Collin bardzo szybko przyznaje się do swojej (niezbyt chlubnej) przeszłości i jest w tym rozbrajająco szczery. Uczucie rodzące się między tą dwójką jest dość oczywiste dla czytelnika. Szybko również możemy się domyślić, że nad szczęściem naszych bohaterów czyha niebezpieczeństwo. Wszystko wskazuje na to, że Marię ktoś prześladuje, a niemiłe niespodzianki, które na nią czekają stają się coraz bardziej niebezpieczne...

Niestety nie postawię "Spójrz na mnie" na równi z "Jesienną miłością" czy "Pamiętnikiem". Zabrakło mi przede wszystkim chemii między głównymi bohaterami i magii, na którą szczerze liczyłam. Będąc szczera muszę przyznać, że wstęp nieco mnie znudził. Rekompensuje to jednak wątek kryminalny - autor wypadł całkiem nieźle, choć zupełnie się tego nie spodziewałam.

Ocena: 7/10
Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję:
www.wydawnictwoalbatros.com/
 

piątek, 18 listopada 2016

"Co mnie zmieniło na zawsze" Amber Smith

źródło
Tytuł: Co mnie zmieniło na zawsze
Autor: Amber Smith
Wydawnictwo: Feeria
Stron: 380

"Bestseller New York Timesa!
To nie liceum ją zmieniło.
To gwałt.
Pewnego wieczoru najlepszy przyjaciel jej brata – niemal członek rodziny – sprawia, że świat Eden wywraca się do góry nogami. To, co kiedyś wydawało się proste, teraz jest skomplikowane. To, co kiedyś wydawało się prawdą, teraz jest kłamstwem.  Ci, których kiedyś kochała, teraz budzą tylko jej nienawiść. Nic już nie ma sensu. Wie, że powinna powiedzieć komuś o tym, co się stało, ale nie może tego zrobić. Więc ukrywa to w sobie, głęboko. Ukrywa też to, kim kiedyś była – bo teraz jest już inna. Na zawsze.
 
Czy znajdzie w sobie siłę, by przetrwać?" źródło

Mam czytelniczy kryzys. Ostatnio z dystansem sięgam po większość tytułów, chyba raczej z rozpędu, niż dlatego, że faktycznie mam na nie ochotę. Nawet mój niezawodny instynkt książkoholika nie wyczuwa ostatnio ciekawych powieści. W końcu mamy już połowę listopada, a ja raptem jednej książce dałam 10 gwiazdek. Aż wreszcie... serce zabiło mi szybciej! W plebiscycie na najlepszą książkę prowadzonym na portalu Goodreads wpadł mi w oko tytuł, który po prostu musiał być genialny. Przed Wami "Co mnie zmieniło na zawsze"!

Na wstępie muszę wspomnieć, że strasznie mi szkoda oryginalnej okładki. Zawsze wolałam metaforyczne grafiki niż dość banalne twarze na okładce. Nie do końca pasuje mi również tytuł - wydaje się dość długi i po prostu brzmi dziwnie. Nic jednak nie było w stanie zepsuć mojego pozytywnego nastawienia. 

Nastoletnia Eden właśnie rozpoczyna liceum. Ma jedną, jedyną najlepszą przyjaciółkę i ciężko powiedzieć, że dziewczyny gdziekolwiek przynależą. Ale to nic. Mają siebie nawzajem i nawet, jeśli nie są najpopularniejszymi dziewczynami w szkole, to i tak na swój sposób są szczęśliwe. Eden ma również starszego brata, z którym łączy ją bardzo silna więź. A on z kolei ma najlepszego przyjaciela, który od wielu lat jest niemalże częścią rodziny. Spędza bardzo dużo czasu (w tym noce) w domu swojego kumpla, a dla Eden jest bohaterem, w którym chyba nawet skrycie się trochę podkochuje. Aż do pewnej nocy, kiedy Kevin niespodziewanie pojawia się w jej pokoju...

Wiele jest powieści, które opowiadają o molestowaniu i gwałcie. To trudny, jednak ważny temat, (niestety) nawet dla rówieśników głównej bohaterki. Ważne jest, abyśmy wiedzieli, że trzeba o tym mówić. Eden wie. Jednak, kiedy ma okazję, jeżyk staje jej w gardle. A my, czytelnicy, zaczynamy naprawdę rozumieć, że być może wyznanie prawdy jest dla ofiary o wiele, wiele trudniejsze niż wydawać by się mogło postronnemu obserwatorowi.

"Co mnie zmieniło na zawsze" to obraz autodestrukcji inteligentnej i sympatycznej dziewczyny, która na naszych oczach bardzo się zmienia. Zmienia się w kogoś, kim wcale nie chce być i naprawdę ciężko się na to patrzy. Jednak jakkolwiek nielogiczne decyzje podejmuje, ja i tak w pewnym stopniu ją rozumiem. Amber Smith świetnie nakreśliła psychologiczny portret bohaterki, której świat legł w gruzach, a ona potrafi jedynie coraz głębiej się zapadać.

Ciężko jest mi przypomnieć sobie, kiedy ostatnio uroniłam łzę na książce. Tutaj "uronić" to raczej lekkie niedomówienie. Bo nawet jeżeli nie wzruszy Was pierwsza scena, nawet jeśli powstrzymacie łzy podczas dramatów w środku powieści, to musielibyście mieć serce z kamienia, aby pozostać obojętni na zakończenie tej historii.

Oprócz dramatu jest tutaj też miłość. Uczucie niesamowicie piękne i na tyle silne, na ile to w ogóle możliwej w tego typu opowieści. On, jest o wiele bardziej wyrozumiały niż to przewidujemy, wręcz idealny. Nawet w złe dni jest światełkiem w tunelu i chyba przez to jeszcze trudniej pogodzić nam się z faktem, że Eden już nigdy nie będzie uroczą nastolatką, która mogłaby cieszyć się z trzymania za rękę i dzielić z przyjaciółką sekretem dotyczącym pierwszego pocałunku.
Ta powieść stanie na mojej półce z ulubionymi, najbardziej wzruszającymi historiami, tuż obok "Gwiazd naszych wina", "Wszystkich jasnych miejsc" i "Morza spokoju". Myślę, że każdy powinien przeczytać tę książkę, niezależnie od wieku. Gwarantuję, że tej karuzeli uczuć długo nie zapomnicie. 

Ocena: 10/10

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:
http://wydawnictwofeeria.pl


środa, 16 listopada 2016

Gra: Small World: Podziemia

Tytuł: Small World: Podziemia 
Wydawnictwo: Rebel
Typ: gra planszowa 
Liczba graczy: 2-5 osób 
Czas gry: ok. 90 minut 

"Okazuje się, że w Podziemiach przestrzeni do życia jest jeszcze mniej niż na powierzchni! Pośród pogrzebanych wspomnień minionych epok, ciężko jest znaleźć jeszcze trochę miejsca dla siebie. Zwłaszcza, że inne plugawe Rasy także ośmieliły się kopać w naszej ziemi, drążyć skałę, którą nasi przodkowie powierzyli Tobie z nadzieją, że będziesz w stanie wykuć w niej podwaliny potężnego imperium, a Twoi podwładni wylegną z niej i zdominują cały znany nam świat!

Po wyborze Rasy i posiadanej przez nią Zdolności powinieneś podbijać kolejne regiony, odwiedzać Popularne Miejsca, szukać Pradawnych Relikwii i gromadzić całe stosy monet, często kosztem sąsiednich, słabszych Ras. Dokładanie jednostek (żetonów Ras) w rozmaitych regionach i podbijanie wykutych w skale okolic przynosi na zakończenie tury dochód w postaci monet zwycięstwa (punktów) równy liczbie kontrolowanych przez Ciebie regionów. Czasem zdarza się, że rozwój Rasy zostanie mocno ograniczony przez bardziej agresywnych sąsiadów. Wtedy będziesz zmuszony do porzucenia jej i rozejrzenia się za nowymi podopiecznymi.

Kluczem do zwycięstwa jest wyczucie, kiedy ogłosić wymieranie swojego imperium i poprowadzić nowe ku chwale i dominacji nad jaskiniami i grotami Podziemi!" 

Dlaczego Small World: Podziemia?
Uwielbiam planszówki, a moja prywatna kolekcja liczy już całkiem pokaźną liczbę gier. Muszę jednak przyznać, że jedna z nich jest dla mnie szczególnie ważna, nie tylko dlatego, że to pudełko tak naprawdę rozpoczęło moją planszową miłość. Chodzi oczywiście o Small World - to właśnie po niego sięgam najczęściej. Prosta mechanika, a jednocześnie dużo możliwości poprowadzenia rozgrywki sprawia, że akurat ta gra chyba nigdy się nie znudzi. O wersji Underworld słyszałam już dawno. Zastanawiałam się nawet nad zakupem jej w angielskiej wersji językowej, jednak kiedy tylko pojawiły się zwiastuny tłumaczenia, wolałam zaczekać. I tak też, kilka dni przed oficjalną premierą miałam możliwość przetestowania najbardziej wyczekiwanej przeze mnie gry roku.


O co tu chodzi?
Zacznijmy od najważniejszego - Small World: Podziemia, w przeciwieństwie do choćby Przeklętych, czy Wielkich Dam, nie jest dodatkiem. To pełnowymiarowa wersja, która nie wymaga posiadania podstawy. Oczywiście, obie gry można ze sobą połączyć, ale o tym później. Jeżeli chodzi o zasady, są bardzo zbliżone do tych, które już znam. Jeśli jednak nie graliście do tej pory w Small World, bez obaw - z pewnością szybko załapiecie, o co tutaj chodzi. Gra nie wymaga chronologii, posiadania, czy nawet znajomości podstawy. Rasy i zdolności są inne, jak sama nazwa wskazuje tutaj spotykamy raczej mrocznych bohaterów, lecz równie zabawnych, co znani mi do tej pory.

Mechanika jest dość prosta i myślę, że wystarczy jedna partia, aby załapać. Mówiąc w skrócie, przenosimy się do świata, który jest za mały dla nas wszystkich. Nawet pacyfiści, którzy rozpoczynają rozgrywkę z wyjątkowo pokojowymi zamiarami, szybko zdadzą sobie sprawę, że nie sposób jest wygrać, nie walcząc. Ale po kolei. Rozdajemy osobne karty rasy i karty zdolności. Dzięki temu na stole tworzą się niemal unikatowe możliwości. Każdy z graczy wybiera jedną z pięciu, po czym rozpoczyna podbój świata. Pod koniec swojej tury gracz zlicza zajęte terytoria i pobiera z banku odpowiadające im monety. Nie trudno się domyślić, że im większą część planszy zajmujemy, tym więcej pobieramy monet, a co tym idzie zwiększa się nasza szansa na wygraną.



Small World a Podziemia
Czym więc różni się Podziemny Small World od wersji standardowej? Nie tylko rasami lecz również zdolnościami. Mamy też inny sposób zagospodarowania terenów, na których już ktoś mieszka. Moim zdaniem - ciekawszy. Inna jest również mapa, jednak twórcy pozostawili nam możliwość połączenia Podziemi ze standardowym Small Worldem. W instrukcji znajdziemy nawet podpowiedź odnośnie traktowania terenów na mapie, w końcu niektóre rasy i zdolności uzależnione są od mapy, ale i na to jest rada. Koniec końców, możemy cieszyć się grą zawierającą dwa razy więcej możliwości na dowolnej planszy.


Wykonanie
Small World jest moją ulubioną grą również ze względów estetycznych. Ilustracje są nie tylko piękne, lecz również przezabawne. Do wyboru mam dwie dwustronne plansze, przeznaczone dla 2, 3, 4 lub 5 graczy - oczywiście, im więcej, tym weselej. Bardzo cieszy mnie również fakt, że twórcy oszczędzili nam foliowych woreczków (których nie cierpię!), a w zamian za to dostajemy w pełni zorganizowane pudełko, w którym możemy przechowywać wszystko elementy poukładane.


Ocena
Small World: Podziemia może spodobać się nie tylko maniakom gier takim jak ja. Oczywiście, jeśli tak jak ja kochacie ten Mały Świat, Underwold będzie dla Was pozycją absolutnie obowiązkową. O ile dodatki mogliście ominąć, o tyle w tę część naprawdę warto zainwestować. A nawet jeśli nie jesteście fanami podstawy, czy choćby jakichkolwiek gier planszowych, Small World  to świetny początek!

niedziela, 13 listopada 2016

"Czy wspominałam, że za Tobą tęsknię?" Estelle Maskame

źródło
Tytuł: Czy wspominałam, że za Tobą tęsknię?
Autor: Estelle Maskame
Wydawnictwo: Feeria
Stron: 330

"Eden i Tyler po raz ostatni widzieli się rok temu. W Nowym Jorku wiele się między nimi wydarzyło, a ich płomienny romans zakończył się rodzinną awanturą. I wtedy Tyler zniknął. Eden sama musiała stawić czoła wściekłej rodzinie, żyć z etykietką niemoralnej pannicy w oczach bliskich i całego Santa Monica, a później z trudem przyjąć do wiadomości, że pomiędzy nią i Tylerem wszystko skończone. Aż w końcu cała miłość, jaką czuła, wyparowała. Zamiast niej pojawił się gniew. Gdy Tyler znów pojawia się na horyzoncie, nic nie jest takie jak dawniej. Czy Eden mu wybaczy? Czy dla niej i Tylera jest jeszcze w ogóle jakaś szansa? Czy ich rodzina się ostatecznie nie rozpadnie?
Ostatni tom bestsellerowej serii." źródło

"Czy wspomniałam, że za Tobą tęsknię?" to już trzeci i ostatni tom serii "DIMLY". Pozostałe okazały się pozytywnym zaskoczeniem - w naszym kraju wydaje się chyba niewiele książek o romansie pomiędzy przyrodnim rodzeństwem (a przynajmniej ja na takie nie trafiam). Pomimo lekkich kontrowersji, powieści Estelle Maskame okazały się naprawdę uroczym romansem pomiędzy dwójką młodych ludzi.

Ciężko sięga się po ostatni tom - uczucie, że będziemy musieli pożegnać się z bohaterami raz na zawsze sprawia, że mamy ochotę odwlec lekturę. I tak też zrobiłam z "Czy wspomniałam, że za Tobą tęsknię?" W końcu jednak ciekawość wzięłam górę i chęć poznania dalszych losów Eden i Tylera okazała się silniejsza. Jedno jest pewne - taka lektura potrafi umilić nawet najbrzydszy jesienny wieczór.

Estelle Maskamme napisała książkę, która stała się hitem zanim jeszcze została wydana. Autorka zamiesiłam powieść na Wattpad i już wtedy zaskarbiła sobie sympatię mnóstwa czytelniczek. Wspominam o tym nie bez powodów. Spotkałam się już z kilkom powieściami, które zasłynęły właśnie dzięki tej platformie i widzę pewną zależność, która sprawdza się również w tym przypadku. Mówiąc w skrócie - książka może i ma swoje wady, jednak nie bez powodu jest uwielbiana przez rzesze młodym kobiet. Po prostu piekielnie wciąga. Do tego stopnia, że przestajemy się zastanawiać, czy cokolwiek nas irytuje - czerpiemy przyjemność z lektury i tyle!

Poprzedni tom zakończyłam z lekką antypatią w stosunku do Tylera. Teraz, rozpoczynając trzecią część, mogłam wręcz powiedzieć, że go nie lubię. I nie tylko ja, bo wszystko wskazuje na to, że Eden już się wyleczyła z nieszczęśliwej miłości do przyrodniego brata. Ten rok był niesamowicie trudny, a dziewczyna musiała sama radzić sobie ze wszystkim. Czy jednak będzie w stanie zachować zimną krew, gdy Tyler w końcu wróci?

Tutaj również nie brakuje akcji i emocji. Autorka przez wszystkie części skupia się przede wszystkim na romansie między dwójką głównych bohaterów i nie można zaprzeczyć, że on jest najważniejszy. Jeśli nie lubicie miłosnych historii, "DIMLY" z pewnością nie przypadnie Wam do gustu. Jeśli je kochacie i tak seria przypadnie Wam do gustu. Mogłabym zacząć teraz wyliczać wady powieści Eselle Maskame, jednak w tym przypadku po prostu nie ma to sensu. Jak już wspomniałam - książka wciąga, a my kibicujemy gorąco głównym bohaterom, a rzeczy takie jak choćby schematyczne zachowania zwyczajnie przestajemy zauważać.

Myślę, że tych z Was, którzy czytali "Czy wspomniałam, że Cię kocham?" oraz "Czy wspomniałem, że Cię potrzebuję?" nie muszę przekonywać, aby sięgnęli i po tę książkę.  Finał tej romantycznej przygody po prostu trzeba poznać!

Ocena: 7/10

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:
http://wydawnictwofeeria.pl

czwartek, 10 listopada 2016

"Ogień za ogień" Jenny Han, Siobhan Vivian

Tytuł: Ogień za ogień
Autor: Jenny Han, Siobhan Vivian
Wydawnictwo: Feeria
Stron: 488

"Plan Lilli, Mary i Kat był idealny. Wspólnie, w najgłębszej tajemnicy, ukarały swoich wrogów. Sprawiły, by cierpieli. Sprawiedliwości w końcu stało się zadość.
Ale Bal Absolwentów nie potoczył się tak, jak sobie tego życzyły. Wszystko wymknęło się spod kontroli.
Teraz, choć nęka je poczucie winy, dziewczyny muszą po prostu się pozbierać i zapomnieć o tym, co się wydarzyło, i o umowie, którą zawarły. Ale z cichą, łagodną Mary jest naprawdę źle. Przepełnia ją gwałtowny gniew, który może sprawić, że komuś stanie się krzywda.
Raz rozpalonego ognia nie da się ugasić…" źródło

Lillia, Kat i Mary nie mają ze sobą zbyt wiele wspólnego. Lillia to popularna księżniczka, która siedzi przy tym najważniejszym stoliku i trzyma się z tymi, z którymi trzymać chcą się wszyscy. Kat to rockowa buntowniczka, która robi co ma ochotę, kiedy ma ochotę. A Mary? Nieśmiała i wyciszona samotniczka, która chciałaby tylko gdzieś przynależeć. Co łączy tę niezwykłą trójkę? Jeszcze nieco ponad miesiąc temu odpowiedź na to pytanie brzmiałaby: nic. Teraz jednak dziewczęta mają wspólny sekret, który nigdy nie powinien ujrzeć światła dziennego, a przecież wszyscy doskonale wiemy, że nic nie łączy tak, jak tajemnice.

Gdybym miała porównać serię napisaną wspólnie przez Jenny Han i Siobhan Vivian do książek, które już znam było to Pretty Little Liars. Brak tu wątków fantastycznych, jednak historia pełna jest intryg, tajemnic i nieczystych zagrań. Tutaj też z pozoru niewinne zagrania nastolatek wymykają się spod kontroli i niosą za sobą poważne skutki.

Wszystkie trzy bohaterki wzbudziły sympatię czytelników, kiedy poznaliśmy je w pierwszym tomie. Tutaj już od pierwszych stron mamy wątpliwości, kto tak naprawdę jest ofiarą, a kto oprawcą. Motywy przestają być oczywiste, a zemsta adekwatna do przewinień. Wydaje mi się, że moc tej historii polega na tym, że z pozoru banalna i naiwna powieść, szybko okazuje się być czymś o wiele poważniejszym. Historię poznajemy naprzemiennie z punktu widzenia wszystkich trzech bohaterek, dzięki czemu lektura jest urozmaicona.

Bardzo dużym plusem tej powieści jest fakt, że piekielnie wciąga. Podczas lektury pierwszego tomu obgryzałam paznokcie zastanawiając się, że zaplanowana przez dziewczyny zemsta się powiedzie i w jaki sposób przebiegnie. Teraz z kolei zastanawiamy się, czy prawda wyjdzie na jaw i jakie będą tego konsekwencje. Z jednej strony, czytelnik jest przecież w stanie obiektywnie ocenić sytuację, z drugiej jednak historia opisana jest w taki sposób, że nie sposób nie wczuć się w sytuację bohaterek i nie podzielać ich lęku.

Jeżeli chodzi o minusy - jedna z dziewczyn jest niesamowicie irytująca. Rozumiem, że założeniem autorki było pokazanie możliwie najbardziej urozmaiconych postaci, aby pokazać kontrast między nimi, jednak o ile w przypadki Lillii i Kat się to sprawdza, o tyle ostatnia z dziewczyn kompletnie mi nie pasuje. W pierwszej części myślałam, że to po prostu nieśmiała samotniczka, teraz jednak uważam, że momentami staje się zwyczajnie absurdalna

"Ogień za ogień" to godna kontynuacja książki "Ból za ból". Jest równie, o ile nie bardziej wciągająca. Seria jest w moim odczuciu miłą odmianą od powtarzalnych historii o nadprzyrodzonych zdolnościach, antyutopii oraz New Adult.

Ocena : 7/10
 
Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:
http://wydawnictwofeeria.pl

wtorek, 11 października 2016

"Jak powietrze" Agata Czykierda - Grabowska

źródło
Tytuł: Jak powietrze  
Autor: Agata Czykierda - Grabowska
Wydawnictwo: Znak
Stron: 512

"Zwykła dziewczyna, zwykły chłopak, niezwykła miłość.
Niektórym może się wydawać, że Oliwii niczego nie brakuje – przystojny chłopak, świetne studia, wieczory spędzane w warszawskich klubach. Ale gdy los stawia na jej drodze Dominika, w jego bursztynowych oczach dziewczyna dostrzega coś, czego nie dał jej wcześniej nikt inny.
Dominik mieszka w obskurnej kamienicy na Pradze i musi zajmować się młodszym rodzeństwem. W jego życiu nie ma miejsca na rozrywki ani nawet na marzenia.
Choć pochodzą z dwóch różnych światów, wkrótce okazuje się, że nie mogą bez siebie żyć. On przynosi jej długo oczekiwany spokój, ona jest dla niego jak powietrze.
Ale czy taka miłość ma szanse przetrwać?
Czy Dominik potrafi odciąć się od bolesnej przeszłości?
Czy da się żyć bez powietrza?" źródło

New Adult to aktualnie baaardzo modny gatunek. Aż dziwne, że polskich książek tego gatunku jest tak niewiele. Do tej pory trafiłam na chyba jedną. Ostatnio w moje ręce wpadła powieść "Jak powietrze" Agaty Czykierdy-Grabowskiej. Jak twierdzi okładka - "Pierwsza polska powieść New adult". Okładka jest śliczna i zachęca do lektury. Skoro lubię gatunek to czemu by nie spróbować? Uprzedzenie do rodzimych autorów powoli traci na sile, więc pełna dobrych chęci zabrałam się za lekturę.

Gdyby nie przypadek Oliwia nigdy nie spotkałaby Dominika. On pochodzi z Pragi i codziennie w pojedynkę stawia czoła przeszłości, mają na głowie nie tylko swoje życie, ale i opiekę nad młodszym rodzeństwem. Ona z kolei ma wszystko, czego dziewczęta z ty wieku pragną - jest piękna, dostała się na niezłą uczelnie, ma świetnego chłopaka i koleżanki. Choć oboje pochodzą z zupełnie innych światów, bardzo szybko znajdują wspólny język. Jest jednak wiele przeciwności losu, które nasi bohaterowie będą musieli pokonać, aby mogli być razem.

Książka zyskuje przede wszystkim dzięki temu, że po prostu dobrze się ją czyta. Jest wciągająca, bohaterowie dają się lubić, a dzięki temu faktycznie interesujemy się ich historią. Agata Czykierda - Grabowska ma szanse stać się jedną z ciekawszych polskich pisarek, bo ma w sobie to, czym może pochwalić się naprawdę niewielu autorów - lekkie pióro.

Co takiego jest w "Jak powietrze", czego nie było do tej pory? Otóż oprócz polskich imion i Warszawy w tle - niewiele. Dziewczyna z dobrego domu i chłopak z nizin społecznych to chyba żadna nowość. Opiekuje się co prawda rodzeństwa, jednak i ten wątek przewinął się już niezliczoną ilość razy - choćby w jednej z bardzo lubianych przeze mnie serii Colleen Hoover. W przypadku tej książki mogę powiedzieć, że akcja jest zaskakująca. Jej urok tkwi raczej w przyjemnym języku i ciekawych bohaterach niż oryginalnej fabule.

"Jak powietrze" nie jest gorszą powieścią niż większość książek New Adult, które znajdziecie obecnie w księgarniach. Niestety - niczym się też nie wyróżnia. Jeżeli jesteście fanami gatunku, możecie sięgać śmiało, ta książek w niczym nie ustępuje konkurencji z zagranicy, jednak czuje, że nie zapadnie mi w pamięci na długo. Prawdopodobnie sięgnę po kolejne powieści autorki, jeśli takie zostaną wydane i trzymam kciuki za rozwój jej kariery

"Naśladowca" Erica Spindler

Tytuł: Naśladowca
Autor: Erica Spindler
Wydawnictwo: Harper Collins
Stron: 480

"Pięć lat temu w małym miasteczku w Illinois zostały zamordowane trzy dziewczynki – wszystkie we własnych sypialniach, wszystkie w tym samym wieku. Na miejscu zbrodni nie znaleziono żadnych śladów. Sprawa Mordercy Śpiących Aniołków, jak nazwała go prasa, stała się obsesją detektyw Kitt Lundgren. Dochodzenie zakończyło się klęską, co Kitt przypłaciła zdrowiem i załamaniem kariery zawodowej.
Teraz morderca wraca, by kontynuować makabryczne dzieło. Śledztwo prowadzi ambitna detektyw Riggio, która niechętnie przystaje na pomoc Kitt. Jednak to właśnie Kitt jako pierwsza dostrzega niuanse różniące dzisiejszą zbrodnię od morderstw sprzed lat." źródło

Szukając "swojego" gatunku sięgam ostatnio po książki, które do tej pory omijałam szerokim łukiem. Muszę przyznać, że jeżeli chodzi o thrillery, mogłabym na palcach jednej ręki zliczyć swoje dotychczasowe lektury. Sama nie wiem, dlaczego tak unikałam takich książek - thriller to przecież mój ulubiony gatunek filmowy. Nie ma tygodnia, żebym nie zafundowała sobie przynajmniej jednego seansu. Aż wstyd się przyznać, jednak akurat w tym przypadku jestem na bieżąco z kinowymi produkcjami, za to kompletnie w tyle jeżeli chodzi o książkowe nowości.

Nawet taki laik jak ja potrafi jednak wymienić przynajmniej trzech autorów. Jednym z nich jest oczywiście Erica Spindler - chyba każdy z Was kojarzy to nazwisko. Spindler od dość dawna przewija się gdzieś obok mnie, kilka razy nawet wypożyczyłam jej powieści z biblioteki, jednak nigdy nie przeczytałam nawet jednej strony. W końcu jednak, po ładnych kilku latach, postanowiłam przekonać się, w czym tkwi sekret autorki i dlaczego skradła ona serca tylu fanów.

Przed pięciu laty Illinois wstrząsnęła makabryczna zbrodnia. W krótkim odstępie czasu, kilka podobnych dziewczynek w wieku około 10 lat, zostało odnalezionych martwych we własnych łóżkach. Człowiek, który dopuścił się tej zbrodni, okrzyknięty Mordercą Śpiących Aniołków, nigdy nie został schwytany. Sprawą zajmowała się Kitt, bohaterka, która traktowała (a raczej traktuje) sprawę bardzo osobiście. 

Teraz wszystko wskazuje na to, że morderca powrócił - kolejna dziewczynka zostaje znaleziona martwa. Tym razem sprawą zajmuje się ktoś inny, jednak Kitt nie potrafi odpuścić i od razu pojawia się na miejscu zbrodni. I właśnie ona jako pierwsza zauważa różnice w stosunku do zbrodni sprzed lat. Czyżby Morderca Śpiących Aniołków znalazł chore naśladowcę? A może celowo wprowadza wymiar sprawiedliwości w błąd?

Wybrałam właśnie tę powieść nie bez powodu. Skoro tak bardzo lubię filmowe thrillery, zdecydowałam się na historię, po której ekranizację z pewnością bym sięgnęła. I miałam rację! W książkowej wersji ta opowieść sprawdza się chyba jeszczw lepiej, niż gdybym poznała ją na kinowym ekranie. Zagadka wciąga już od pierwszych stron, a my z wypiekami na twarzy pragniemy dowiedzieć, kto i z jakiego powodu dopuszcza się tak chorych czynów.

Na uwagę zasługuje przedziwna gra, jaką toczy morderca, z tymi, którzy próbują go złapać. Przypomina mi to ukochane wątki z kultowych filmów, takich jak "Milczenie owiec", czy "Piła". Dokładnie tak samo Erica Spindler pogrywa sobie z czytelnikiem - w końcu chyba właśnie o to chodzi, żeby rozwiązanie nie okazało się zbyt proste. Mówiąc krótko... jest mocno, jest ciekawie i nieprzewidywalnie.

Co chyba najważniejsze, w tej książce intryguje nie tylko postać mordercy. Z przyjemnością poznajemy również losy Kitt oraz Mary Cathrine - śledczej, która zajmuje się sprawą. Dzięki temu, powieść staje się nie tylko ciekawym thrillerem, lecz również powieścią obyczajową. Jedna z bohaterek po traumatycznych przeżycia rodzinnych i zawodowych popadła w alkoholizm. Teraz całą swoją energię wkłada w rozpoczęte na nowo śledztwo. Co będzie, jeśli i tym razem jej się nie powiedzie? Mary Cathine z kolei sprawia wrażenie silnej, niezależnej i zdeterminowanej. W rzeczywistości nie do końca radzi sobie w życiu prywatnym, szczególnie, jeśli chodzi o kontakty z matką.

"Naśladowca" sprawił, że przekonałam się do thrillerów, a już na pewno do samej autorki. Jestem przekonana, że sięgnę po kolejne jej powieści. Jeżeli tak jak ja, do tej pory omijaliście powieści Erici Spindler, gorąco polecam dać im szansę!

Ocena: 8/10

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu:
http://harpercollins.pl/

niedziela, 9 października 2016

"Wyznawcy niemożliwego życia" Kate Scelsa

źródło
Tytuł: Wyznawcy niemożliwego życia
Autor: Kate Scelsa
Wydawnictwo: Harper Collins
Stron: 304

"Mira jest tą „gorszą”, depresyjną córką pary prawników. Uzdolniony plastycznie nerd Jeremy padł ofiarą szkolnego prześladowania, a Sebastian wychowuje się w kolejnych rodzinach zastępczych. Cała trójka ma ze sobą wiele wspólnego – wszyscy są dramatycznie pogubieni.
Razem tworzą własną rzeczywistość, pełną magicznych rytuałów i improwizowanych podróży, które mają naprawić ich świat. Chcą uchronić się przed tymi, którzy nie rozumieją ich dążeń do niemożliwie niezwyczajnego życia. A jeśli będą musieli bronić  się przed sobą nawzajem? Czy będą umieli rozróżnić między przyjaźnią, miłością a pożądaniem?

Historia przyjaźni niemożliwej w stylu Marzycieli." źródło

Jest pewien rodzaj książek, które ciężko nazwać jednym słowem. W głowie określam je jako "powieści w stylu Greena" - opowiadają o buntownikach, młodych ludziach nierozumianych przez otoczenie. Do tego typu książek, oprócz oczywiście samego Greena, zaliczam choćby Quicka, czy Levithana. Jak to z każdym gatunkiem bywa - jedne są lepsze, inne gorsze. Czasem jednak ma przeczucie, które mówi mi, że jakiś tytuł okaże się nietuzinkowy. I tak też było w przypadku "Wyznawców niemożliwego życia".

Po powieści dla młodzieży sięgam coraz rzadziej - nie tylko z uwagi na fakt, że po prostu z nich wyrosłam. Chodzi również o to, że jeżeli czytamy zbyt dużo podobnych książek, to stają się one powtarzalne, a wątki, niestety, przestają nas zaskakiwać. Aktualnie szukam "swojego" gatunku. Sięgam po Chamberlain (dzięki poleceniu przez Was!), ale również thrillery, a nawet Sparksa. Niemniej jednak w głębi serca mam sentyment do powieści takich jak "Wyznawcy niemożliwego życia", a Kate Selsa przypomniała mi dlaczego...

Historia opowiada o trójce przyjaciół. Mira zawsze była "tą gorszą". Trudno nie popaść w kompleksy, gdy ma się tak idealną starszą siostrę, jak nasza bohaterka. Sebastian mieszka w domu zastępczym prowadzonym przez bardzo religijną kobietę, do której zasad nie jest w stanie się dostosować. Jeremy z kolei jest niesamowicie samotny - kiedy staje się ofiarą prześladowania przez rówieśników, nikt nie staje po jego stronie.

Bohaterowie, choć zupełnie odmienni, szybko stają się przyjaciółmi - choć być może nie jest to odpowiednie słowo, które może określić relacje, które ich łączą. Rodzi się tutaj nawet uczucie, jednak nasi bohaterowie są na tyle skomplikowani, że naprawdę ciężko nam określić, między którą dwójką możemy liczyć na romans.

"Wyznawcy niemożliwego życia" to jednak coś więcej niż historia o opowieść o samotnych nastolatkach. Choć na początku wydawać nam się może, że "to już było" szybko zdajemy sobie sprawę, że nic bardziej mylnego. W dodatku podczas lektury ogarnęło mnie uczucie nieopisanego smutku, który nie opuścił mnie aż do ostatniej strony. Coś jak przeczucie, dające niemal pewność, że ta historia po prostu nie może skończyć się dobrze.

Powieść Kate Scelsy okazał się inteligentną lekturą, która wywołuje w czytelniku całą gamę uczuć. To jedna z tych książek, o których nie możemy zdradzić zbyt wiele, żeby nie zepsuć czytelnikowi przyjemności z lektury. Jedyne co mogę powiedzieć, to że bardzo polecam ten tytuł, nawet jeżeli wydaje się wam, ze jesteście na niego cud za starzy.

Ocena: 9/10
Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu:
http://harpercollins.pl/

środa, 21 września 2016

"Twoim śladem" Meredith Walters

Tytuł: Twoim śladem
Autor: Meredith Walters
Wydawnictwo: YA!
Stron: 386

"Aubrey, studentka psychologii, jest koordynatorką w grupie uzależnień. Mieszka z koleżanką w wynajętym mieszkaniu. Pewnego razu koleżanka trafia do "latającego" klubu Kompulsja, oferującego narkotyki i alkohol. Prymuska Aubrey nigdy by się tam nie wybrała, ale trzeba było ratować przyjaciółkę. Miejsce wydało jej się odpychające i magnetycznie przyciągające zarazem… Poznaje tam tajemniczego Maxxa Demelo, który wzbudza jej zachwyt nieprzeciętną urodą i charyzmą. Aburey nic nie wie o drugim życiu Maxxa. Czy podąży jego śladem?"  źródło

Kiedy chodziłam jeszcze do gimnazjum wszyscy zaczytywaliśmy się w powieściach o problemach z uzależnieniem od narkotyków. Książki takie jak "Ćpun" czy "Dzieci z dworca ZOO" przekazywane były z rąk do rąk (choć nie wiem, czy to akurat odpowiednie lektury dla tak młodych czytelników). Później jednak temat narkotyków przestał być chyba na topie i zastąpiły go mieniące się w słońcu wampiry. Młodzi czytelnicy, a przynajmniej Ci w moim otoczeniu, zaczęli skupiać się przede wszystkim na fantastyce.

Nie wiem, czy temat narkotyków przestał być poruszany z uwagi na fakt, że problem ten występuje obecnie coraz rzadziej, jednak taką mam właśnie nadzieję. Opis "Twoim śladem" bardzo szybko wpadł mi jednak w oko - wszystko wskazywało na to, że książka opisywać będzie właśnie problemy z uzależnieniami, a ja w ciągu ostatnich kilku lat nie miałam okazji trafić na ani jedną książkę o tej tematyce. 

Aubrey studiuje psychologię. Podczas praktyk będzie uczestniczyć w terapii przeznaczonej dla osób uzależnionych. To trudne zadanie nie tylko dlatego, że większość z jej podopiecznych nie bierze udziału w sesjach z własnej woli, lecz również z przyczyn prywatnych. Nasza bohaterka zetknęła się z narkotykami nie tylko w podręcznikach - jedna z bardzo bliskich jej osób sama zmagała się z uzależnieniem.

Instynkt opiekuńczy Aubrey zmusza ja do chronienia najbliższych. Kiedy najlepsza przyjaciółka dziewczyny wpada w tarapaty, dziewczyna rzuca się jej na pomoc. I tak trafia do przedziwnego klub, w którym alkohol i narkotyki są na porządku dziennym. Poukładana Aubrey odczuwa dziwne przyciąganie nie tylko do klubu, lecz również tajemniczego chłopaka, którego poznaje w tym przedziwnym miejscu. Nawet jeżeli doskonale wie, że oznacza on tylko kłopoty...

Co to dużo mówić - połączenie New Adult i narkotykowego uzależnienia w tym przypadku sprawdziło się doskonale. Powieść jest cudownie wciągająca, jednocześnie surowa i bardzo delikatna. Wzbudza w czytelniku mnóstwo uczuć od ogromnego oburzenia, po zachwyt nad siłą miłości. To wszystko sprawdziło, że po prostu zakochałam się w "Twoim śladem", a więc... Panie i Panowie - oto moja ulubiona książka wydana w 2016 roku!!!

Uwielbiam Aubrey. Być może nie zabrzmiało to zbyt oryginalnie, jednak nie potrafię inaczej opisać uczuć, jakie we mnie wzbudziła. Co ciekawe, w tym przypadku sama usprawiedliwiałam błędy dziewczyny. Zazwyczaj przeklinam bohaterów za ich nieodpowiedzialność i lekkomyślność, jednak nie zależnie od tego co robiła Aubrey, uparcie jej kibicowałam. Trudno myśleć inaczej kiedy mamy do czynienia z dziewczyną o tak wielkim sercu.

"Twoim śladem" to przepiękna historia o miłości. Miłości trudnej i niewygodniej, ale tak wielkiej, że zachwyci każdego czytelnika. To jednak również opowieść o sile uzależnienia, z którym niesamowicie trudno zerwać, mimo najszczerszych intencji. Gorąco polecam Wam tę historię, nawet, jeżeli nie jesteście największymi fanami New Adult, bo ta książka to o wiele, wiele więcej.

Ocena: 10/10

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję: 

niedziela, 18 września 2016

"Wstyd" Helen FitzGerald

źródło
Tytuł: Wstyd
Autor: Helen FitzGerald
Wydawnictwo: Burda Książki
Stron: 320

"Co zrobisz, gdy twoją największą wpadkę zobaczy cały świat?

Jak dotąd w sieci widziało mnie 23 096 osób. Wśród nich moja mama, mój tata, moja młodsza siostra, babcia, druga babcia, dziadek, szef, mój nauczyciel biologii z szóstej klasy i chłopak James. 

Gdy Leah Oliphant-Brotheridge i jej przybrana siostra Su jadą na wspólne wakacje do Magaluf, żeby świętować zdaną maturę, do domu wraca tylko Leah. Jej siostra – przykładna, zdolna uczennica i chluba rodziny – zostaje za granicą, skompromitowana i przerażona. Do sieci trafił filmik, na którym Su po pijanemu dopuszcza się czynności seksualnych w nocnym klubie. I wszyscy go widzieli. 

Matka dziewczynek, Ruth Oliphant-Brotheridge, szanowana sędzia, jest wściekła. Jak mogło do tego dojść? Czy będzie w stanie wymierzyć sprawiedliwość mężczyźnie, który wykorzystał jej niewinną córkę? Jaką rolę odegrała w tym wszystkim Leah? Czy Ruth zdoła odnaleźć Su i sprowadzić do domu, jeśli ona wcale nie chce zostać odnaleziona?" źródło

Po "Wstydzie" spodziewałam się thrillera, być może dość nietypowego. Jednak w czasach, gdzie życie w sieci jest już chyba równie istotne, jak prawdziwy świat, taki koszmar jest przecież dość prawdopodobny. W najśmielszych oczekiwaniach nie spodziewałam się jednak tego, co zaserwowała nam Helen FitzGerald.

"Wstyd" szokuje już od pierwszej stron. Ba! Od pierwszego zdania. Jeśli jesteście ciekawi, jak brzmi wystarczy zajrzeć do książki w najbliższej księgarni - ja nie mogę go przytoczyć, zdecydowanie się do tego nie nadaje. Nie mniej jednak autorce zdecydowanie zależało, aby zaskoczyć czytelnika i z pewnością się to udało. Dalej jest już tylko mocniej, więc to temat przeznaczony jedynie dla czytelników o naprawdę mocnych nerwach.

Su jest złotym dzieckiem. Dziewczyna jest poważna i poukładana. Dobrze się uczy, nigdy nie popełnia błędów. Wcale nie oznacza to jednak, że wszystko przychodzi jej lekko - nasza bohaterka naprawdę ciężko pracowała na każdy osiągnięty sukces. I wreszcie nadchodzi czas wytchnienia. Su, mimo że tego typu rozrywki są dla niej kompletną nowością, wyrusza wraz z siostrą, Leah, i (jej) koleżankami Magaluf, aby oddać się dzikiej pomaturalnej balandze. Pijana Su kompletnie traci kontrolę podczas jednego z wypadów do klubów i... delikatnie mówiąc - zachowuje się skandalicznie. Ona, środek klub, 12 mężczyzn i, co gorsza, kamera, która wszystko nagrywa. Publiczne upokorzenie dziewczyny trafia do sieci i zyskuje zatrważająco dużą popularność. Liczby wyświetleń rośnie, a wśród oglądających nagranie mogą być przecież rodzice, przyjaciele, nauczyciele czy sąsiedzi...

Autorka bardzo szybko przenosi nas w świat tej niezwykłej rodziny i obnaża wszystkie jej dysfunkcje. Su, jako adoptowana córka, wcale nie jest "tą gorszą". Widzimy jednak jak katastrofalne skutki może mieć chęć dopasowania się do każdej sytuacji. Ale uważajcie - nie pozwólcie sobie osądzić żadnego z bohaterów tej historii zbyt szybko, ponieważ każda sytuacja może prezentować się zupełnie inaczej, w zależności od bohatera, z którego punktu widzenia ją poznamy.

Jeżeli głównym założeniem było tu wywołanie w czytelniku emocji, powieść w 100% spełnia swoją rolę. Od pierwszej sceny jesteśmy zaszokowani. Później współczucie miesza się z oburzeniem, a my zaczynamy wątpić w osądy, które już wydaliśmy. Jedno jest jednak pewne - niektóre sceny były bardzo mocne, a w mnie zwyczajnie wzbudzały odrazę.

"Wstyd" to jedna z niewielu powieści, której nie jestem w stanie ocenić. Z jednej strony, fabuła była naprawdę dobrze skonstruowana, a książka okazała się niesamowicie wciągająca. Z drugiej jednak, czuję, że autorka potraktowała nas naprawdę chłodno. Z czystym sumieniem mogę Wam polecić tę historię, jednak tylko wtedy, jeśli macie naprawdę mocne nerwy.

Ocena: brak

Za książkę serdecznie dziękuję:
http://www.burdaksiazki.pl/

czwartek, 1 września 2016

"Epidemia" Suzanne Young

źródło
Tytuł: Epidemia
Autor: Suzanne Young Seria: Program, tom: 0,5
Wydawnictwo: Feeria
Stron: 414
"W świecie przed Programem…
Część 0,5 bestsellerowej serii New York Timesa, spinająca całość niczym klamra. 
A gdyby ktoś wymazał z Twojej pamięci wszystkie wspomnienia i potraktował Cię jak pionka w prowadzonej przez siebie grze? Od kiedy sięga pamięcią, Quinlan pomagała obcym rodzinom pogodzić się ze śmiercią ich dzieci. Jako sobowtór na pewien czas wcielała się w rolę zmarłych nastolatków, dając rodzinie czas na pożegnanie się z ukochanym dzieckiem. Zadanie nie było łatwe, ale Quinn była w tym naprawdę dobra. Nie wiedziała jednak, że sobowtórem jest także we własnym domu…
 
Jak odnaleźć się w gąszczu kłamstw i fałszywych przyjaciół? Czy w takiej sytuacji można jeszcze komukolwiek zaufać? Żeby odkryć swoją tożsamość, Quinn musi zmierzyć się z najtrudniejszą prawdą, że niczym zwierzątko doświadczalne brała udział w eksperymencie, który miał powstrzymać falę samobójstw. Dziewczyna nie chce być jednak lekiem na toczącą świat chorobę. Czy uda jej się znaleźć odpowiedzi, gdy epidemia zatacza coraz szersze kręgi, wydział żałoby depcze jej po piętach, a ona sama może polegać tylko na sobie?" źródło
Historie skierowane do młodzieży bardzo często mają ten sam problem - zbyt wiele części. Sporo serii porzuciłam tylko dlatego, że choć początkowe tomy wciągały, to kolejne były za bardzo wymuszone, a autorzy przeciągali główny wątek w nieskończoność. Ale nie bójcie się, "Program" wcale nie jest jedną z takich historii. Tutaj na każdą z części czekam z niecierpliwością i każda kolejna jest równie udana.
W serii "Program" zakochałam się już od pierwszego tomu. "Plaga samobójców" sprawiła, że na nowo rozbudziła się we mnie miłość do antyutopii - wreszcie coś nowego i świeżego. Po "Pladze samobójców" nastąpił oczywiście czas na kontynuację i tak też w moje ręce trafiła "Kuracja samobójców". Kolejną książką w serii nie było jednak zakończenie w postaci trzeciego tomu, jak to zazwyczaj ma miejsce, a tom 0.

W "Remedium" poznaliśmy kompletnie inną historię niż w poprzednich dwóch częściach. Choć może niezupełnie, bo akcja toczy się w tym samym uniwersum. Mamy jednak zupełnie inną bohaterkę, a wydarzenia toczą się zanim samobójstwa stały się plagą. O dziwo wprowadzenie nowej pierwszoplanowej postaci wcale nie zaszkodziło, tej serii - wręcz przeciwnie. Całość staje się jeszcze ciekawsze i jeszcze bardziej wciągająca. Jedyne, czego zabrakło, to łącznik pomiędzy tomem 0 a 1 i właśnie na to liczyłam sięgając po "Epidemię".
Część 0 było swoistego rodzaju wprowadzeniem. Suzanne Young stworzyła postaci sobowtórów i stopniowo zaznajomiła nas z tą profesją w najlepszy z możliwych sposobów - poprzez przykłady. Poznaliśmy przeszłość Quinn i mnóstwo z ról, w które wcielała się w przeszłości. Teraz jednak wiemy, że rolę sobowtóra odgrywa dużo dłużej niż myślała i nie pozostaje jej nic innego, jak tylko ucieczka. Ciężko jest jednak działać na własną rękę, a nasza bohaterka nie ma pojęcia, komu może zaufać, szczególnie, że misja, jaką sobie obrała jest niemal niemożliwa do wykonania.
Bardzo cieszę się, że Quinn i Sloane (główna bohaterka tomów 1 i 2) to kompletnie inne osobowość. Polubiłam je obie i gdyby miała którąś wybrać, to chyba nie byłabym w stanie, jednak nie ma nic gorszego niż powtarzalność. Całe szczęście, te dwie dziewczyny opowiadają nam zupełnie inne historie.

Z czystym sumieniem mogą polecić "Epidemię" wszystkim tym, którzy tak jak ja pokochali kolejne tomy. Ale nie tylko. Jeżeli chcecie zaszaleć, nie widzę żadnych przeszkód, aby czytać powieści nie w kolejności, w jakiej zostały wydane, a zgodnie z numeracją tomów, rozpoczynając od "Remedium". Jeżeli ktoś z was się zdecyduje, koniecznie dajcie znać, jak wypadł ten eksperyment!

Ocena: 8/10

wtorek, 9 sierpnia 2016

"Życie i śmierć. Zmierzch opowiedziany na nowo" Stephenie Meyer

źródło
Tytuł: Życie i śmierć. Zmierzch opowiedziany na nowo
Autor: Stephenie Meyer
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie  
Stron: 792

"Od dnia, w którym Beaufort Swan przeprowadza się do miasteczka Forks i spotyka tajemniczą Edythe Cullen, jego życie przybiera niesamowity obrót. Chłopak nie potrafi oprzeć się fascynującej Edythe, obdarzonej alabastrową cerą, złocistymi oczami i nadprzyrodzonymi umiejętnościami. Nie wie, że im bardziej się do niej zbliża, tym większe grozi mu niebezpieczeństwo. Być może jest za późno, by się wycofać…

Z okazji 10. rocznicy wydania Zmierzchu Stephenie Meyer stworzyła Życie i śmierć – zupełnie nową, zdumiewająco śmiałą wersję legendarnej już powieści, wersję, która z pewnością zaskoczy i zachwyci czytelników. To podwójne wydanie jubileuszowe zawiera słowo wstępne autorki oraz pierwotną powieść.
" źródło

Choć aktualnie niewielu moli książkowych się do tego przyznaje, kiedyś mnóstwo z nas uwielbiało "Zmierzch". Sama doskonale pamiętam, jak z wypiekami na twarzy zaczytywałam się we wszystkich czterech tomach sagi, a potem z niecierpliwością wyczekiwałam na ekranizacje kolejnych części. Faktem jest, że seria Stephanie Meyer to jeden z pierwszych paranormal romance, jaki miałam okazje czytać i do tej pory miło go wspominam.

Aż trudno uwierzyć, że od premiery "Zmierzchu" minęło już 10 lat! Z tej okazji Stephanie Meyer przygotowała dla swoich fanów specjalną niespodziankę - pierwsza z części jej sagi zostanie opowiedziana na nowo. Przez dłuższy czas myślałam, że poznamy tę samą historię, tyle że opowiedzianą z punktu widzenia Edwarda. Autorzy bardzo często decydując się przecież na wydanie tego typu książek jako uzupełnienie, szczególnie w przypadku romansów (tak było m.in. z powieścią "50 twarzy Greya". Meyer przygotowała dla nas jednak coś zupełnie innego - zdecydowała się napisać książkę, w której wszystko jest odwrócone!

I tak też Bella stała się Beaufortem, a Edward - Edythe, ale to nie wszystko. Niektóre z postaci również zmieniły płeć, tak było choćby z rodzeństwem Edwarda/Edythe. Z kolei rodzice Belli (w tym przypadku Beauforta) pozostawieni zostali bez z zmian. Dlaczego akurat oni zostali w pierwotnej postaci? Tego nie wiemy. Pierwszy raz spotykam się ze zmianą płci bohaterów i nie kojarzę żadnego autora, który zdecydowałby się na tego typu zabieg - jeśli coś takiego wpadło Wam w oko, koniecznie dajcie znać w komentarzach! :)

Pomysł jest intrygujący - to fakt. Nie jestem jednak przekonana, co myślę o wykonaniu. "Zmierzch" był pełen schematów. Edward to silny, opiekuńczy chłopak, który nade wszystko pragnął chronić swoją ukochaną. Bella z kolei przedstawiona została jako krucha i nieco niezdarna, potrzebująca swojego obrońcy dziewczyna. O ile w pierwotnej wersji to się sprawdza (feministki z pewnością przeklną mnie za to stwierdzenie), o tyle, kiedy role się odwróciły - już niekonieczne. Niezdarny Beaufort w niczym nie przypomina bohaterów, do których wzdychają nastolatki, a silna Edythe wzbudza w czytelniku dziwne uczucia.

Fabuła, którą tak lubiłam jako nastolatka, teraz średnio przypada mi do gustu. Nie oszukujmy się - gdyby "Zmierzch" został wydany w 2016, pewnie nie spodobałby mi się tak, jak kiedyś. Książka ma już 10 lat, więc musimy pamiętać, że czytelniczki, które w czasie premiery miały, załóżmy, 15 lat, teraz mają 25. Sięgają po "Życie i śmierć" prawdopodobnie z tego samego powodu, co ja - sentymentu. Ta książka jest dla mnie przypomnieniem powieści, którą kiedyś bardzo lubiłam, tyle że w odwróconej formie. Z uwagi na sentyment do Stephanie Meyer chyba po prostu nie jestem w stanie jej ocenić.

Ocena: brak

Za książkę serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat!
www.publicat.pl

P.S.Dodam jeszcze, że książka "Życie i śmierć", którą posiadam to wydanie podwójne. Po drugiej stronie jest pierwsza część sagi.

sobota, 6 sierpnia 2016

"To skomplikowane. Julie" Jessica Park

Tytuł: To skomplikowane. Julie
Autor: Jessica Park
Wydawnictwo: OMGBook
Stron: 320

"Matt jest wysoki, ciemne blond włosy opadają mu na oczy. Nosi koszulkę z napisem: „Nietzsche to mój ziom”. Julie bardzo go lubi.
Jest jeszcze Finn. Nigdy go nie spotkała… Ale to za nim szaleje.
Skomplikowane? Dziwne? Nie da się ukryć!

W domu Watkinsów zdecydowanie coś nie gra. Rodzice są mili, ale jakby nieobecni. Matt jest piekielnie zdolnym studentem matematyki, ale nawet kabelek USB nawiązuje kontakty łatwiej niż on. Celeste wyraźnie odstaje od rówieśników i ma pewien baaardzo dziwny zwyczaj…

Jest jeszcze najstarszy brat, Finn: zabawny, mądry, wrażliwy, otwarty… Tylko że kompletnie nieosiągalny. Można z nim pogadać tylko na czacie.

Julie, która właśnie zaczęła studia, zamieszkuje właśnie z nimi. Nie przypuszcza, że stanie się kimś ważnym dla rodziny Watkinsów. I że to będzie aż tak skomplikowane

"To skomplikowane" miała być lekką, niezobowiązującą lekturą. Tak jak Wam ostatnio pisałam, w wakacje bardzo lubię sięgać właśnie po takie książki. Mimo wyjątkowo nieudanej okładki, miałam przeczucie, że przy powieści Jessici Park spędzę przyjemnie czas, a na tą chwilę to właściwie wystarczy - w końcu nie każda książka, po którą sięgamy musi zmienić nasze życie.

Po serii niefortunnych zdarzeń, Julie zamieszkuje w domu Watkinów. Mówiąc w skrócie - dziewczyna nie ma gdzie się podziać, a dawna przyjaciółka jej matki mieszka z mężem w okolicy. Mają też trójkę pociech - córkę, Celeste, oraz dwóch synów, Matta i Finna, jednak ten drugi przebywa obecnie w podróży. Jako, że nasza bohaterka całkiem nieźle czuje się w towarzystwie tej rodziny, postanawia zostać nieco dłużej niż tylko kilka nocy. Z czasem jednak okazuje się, że rodzina jest naprawdę nietypowa, a każdy z jej członków ukrywa jakieś tajemnice.

Moje przeczucie okazało się tym razem słuszne - "To skomplikowane" jest naprawdę dobrą książką i bardzo się cieszę, że po nią sięgnęłam. Niech Was nie zwiedzie okładka i opis. Szczerze mówiąc, to opierając się tylko na nich, pewnie przeszłabym koło tej powieści obojętnie. Myślę, że tylna strona okładki wręcz wprowadza nas w błąd, sugerując, że mamy do czynienia z powieścią o nastolatce, która nie może zdecydować się na jednego z dwóch chłopaków. A przecież to historia to o wiele, wiele więcej!

Już po pierwszych kilkunastu stronach opowieść staje się piekielnie wciągająca. Główna bohaterka zamieszkuje w domu przedziwnej rodziny i to właśnie jej historia, a nie perypetie miłosne dziewczyny, są najbardziej interesujące. Tak więc dostajemy świetnie nakreślone postaci dysfunkcyjnego małżeństwa z dziećmi. Są wiecznie nieobecni rodzice, którzy zdają się nie zauważać problemów swoich dzieci. Jest aspołeczna córka, która zdecydowanie nie radzi sobie w kontaktach z rówieśnikami. Jest Matt, inteligenty chłopak spędzający czas na zajmowaniu się siostrą i nauce. I wreszcie jest Finn, aktualnie nieobecny syn, wynoszony przez rodzinę na piedestał. Julie szybko zdaje sobie sprawę, że każde zachowanie ma jakiś powód i bardzo stara się zrozumieć obecną sytuację.

Główna bohaterka jest poniekąd nieco z boku tych wydarzeń, więc razem z nią możemy stopniowo odkrywać wszystkie tajemnice. Owszem, wątek miłosny oczywiście również jest dość ważny, jednak z całą pewnością nie gra on pierwszych skrzypiec. Jest uroczy, tak jak sama Julie, więc spełnia swoją rolę. I tyle.

Odnoszę wrażenie, że "To skomplikowane. Julie" jest jedną z najbardziej niedocenionych powieści, na jakie ostatnio trafiłam. Opis jest chyba dla niej nieco krzywdzący, a to bardzo wartościowa historia. Nie pozostaje mi nic innego, jak polecić Wam tę książkę, nawet, jeżeli to tej pory byliście sceptycznie nastawieni. Naprawdę warto!

Ocena: 8/10

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak!

czwartek, 21 lipca 2016

"Przekroczyć granice" Katie McGarry

źródło
Tytuł: Przekroczyć granice
Autor: Katie McGarry
Wydawnictwo: Muza  
Stron: 496

"Nikt nie wie, co zdarzyło się tamtego wieczoru, kiedy Echo Emerson z popularnej dziewczyny stała się outsiderką z dziwnymi bliznami na rękach. Nawet Echo nie pamięta całej prawdy o tym strasznym wieczorze. Jedyne, czego pragnie, to aby jej życie wróciło do normalności.
Kiedy pojawia się Noah Hutchins, zabójczo przystojny i wykorzystujący dziewczyny samotnik w czarnej skórzanej kurtce, świat Echo zmienia się w niewyobrażalny sposób. Pozornie nic ich nie łączy. Z tajemnicami, które oboje skrywają, bycie razem jest w zasadzie niemożliwe.
Jednak niezwykłe przyciąganie między nimi nie chce zniknąć. W takiej sytuacji Echo musi zadać sobie pytanie, jak daleko mogą przesunąć granice i co zaryzykuje dla chłopaka, który może nauczyć ją znowu kochać.
" źródło

Są takie książki, które musimy przeczytać. Widzimy je w zapowiedziach i po prostu wiemy, że to coś w sam raz dla nas. W moim przypadku taką książką była właśnie "Przekroczyć granice" - można to nazwać miłością od pierwszego wejrzenia. Zagraniczne recenzje jedynie utwierdziły mnie w przekonaniu, że będzie to jedna z książek, które lubię najbardziej.

Główna bohaterka, dziewczyna o bardzo nietypowym imieniu - Echo, z dnia na dzień stała się outsiderką. Niegdyś popularna nastolatka teraz stroni od towarzystwa nawet najbliższych przyjaciółek i chłopaka, w którym całkiem niedawno była zakochana. Teraz modli się, aby przemknąć szkolnymi korytarzami przez nikogo nie zauważona i coraz mocniej naciąga rękawy koszuli, aby ukryć blizny.

Noah trzyma się z daleka od szkolnych dramatów. Nienawidzi szkolnego psychologa, który wiecznie siedzi mu na głowie, a na zajęcia chodzi z przymusu. Wie jednak, że niektóre rzeczy warte są poświęceń. Jeśli będzie sprawiał wrażenie poukładanego i odpowiedzialnego młodego człowieka, zwiększy szanse na spotkania z braćmi. Rodzina Noah została bowiem rozdzielona po tragicznych wydarzeniach, a bracia chłopaka przebywają obecnie w rodzinie zastępczej. I właśnie ze względu na braci Noah godzi się brać udział w korepetycjach, a jego nauczycielką staje się właśnie Echo.

Ta z pozoru dość banalna i schematyczna powieść, kryje w sobie o wiele więcej niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Postacie Echo i Noah co prawda nieco ocierają się o typową książkę New Adult - ona to popularna dziewczyna, a on jest buntownikiem, jednak postacie zostały tak świetnie skonstruowane i są tak złożone, że bardzo szybko zapominamy o wszystkich podobieństwach to innych powieści. Oprócz tajemnic i demonów przeszłości, które skrywają bohaterowie, mają oni w sobie o wiele więcej - przypominają ludzi z krwi i kości, z zainteresowaniami, wadami i zaletami oraz mnóstwem wspomnień z przeszłości. Wszystko, nawet imię Echo, niesie ze sobą jakąś historię.

Powieść jest świetnie skonstruowana. Stopniowo, razem z bohaterami odkrywamy ich przeszłość i zaczynamy rozumieć, dlaczego zachowują się nietypowo. Co najważniejsze (i chyba najciekawsze), razem z Echo dowiadujemy się skąd wzięły się jej blizny i co tak naprawdę stało się tej nocy. Narracja prowadzona jest naprzemiennie, a rozdziały podzielone zostały na te opowiedziane z punktu widzenia Echo oraz te opowiadane przez Noah. Dzięki temu jeszcze lepiej poznajemy nie tylko wspomnienia tej dwójki, ale przede wszystkim ich uczucia, przez co lepiej możemy zrozumieć bohaterów.

"Przekroczyć granice" to książka, przy której możemy śmiać się i płakać. Między bohaterami jest świetna chemia, a tajemnice zawarte na stronach powieści sprawiają, że nie sposób ją odłożyć. Dla wszystkich fanów New Adult - książka absolutnie obowiązkowa!

Ocena: 8/10

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję wydawnictwu:
http://muza.com.pl/

poniedziałek, 18 lipca 2016

"Syrena" Kiera Cass

źródło
Tytuł: Syrena
Autorka: Kiera Cass
Wydawnictwo: Jaguar
Stron: 392

"Kahlen to syrena, która musi być posłuszna rozkazom wydawanym jej przez Ocean. Jej głos, odbierający rozsądek i budzący pragnienie rzucenia się w morską toń, jest śmiertelnie groźny dla ludzi. Akinli to zwyczajny człowiek – pełen ciepła, przystojny chłopak, dokładnie taki, o jakim od dawna marzy Kahlen. Jeśli się w nim zakocha, narazi ich oboje na ogromne niebezpieczeństwo… ale nie jest w stanie wytrzymać rozłąki. Czy zaryzykuje wszystko, by pójść za głosem serca?
Debiutancka powieść Kiery Cass, autorki kochanego przez czytelniczki cyklu „Rywalki”." źródło

Jestem przekonana, że znacie Kierę Cass. Autorka słynie przede wszystkim z serii "Rywalki", którą szczerze uwielbiam. Z przyjemnością poznawałam losy Americi i Maxona, a lekki styl autorki i zdolność do tworzenia być może nierealistycznych, ale za to cudownie wciągających historii sprawił, że z przyjemnością chętnie sięgnę chyba po wszystko, co kiedykolwiek napisze. Do tej powieści podeszłam jednak z pewną dozą niepewności - w końcu to debiut, więc pewnie nie będzie tak dobry, jak "Rywalki".

Syreny z powieści Kiery Cass nie mają wiele wspólnego z Arielką, którą chyba wszystkie uwielbiałyśmy w dzieciństwie. To również piękne dziewczyny, ale na tym podobieństwo się kończy. Kahlen, główna bohaterka jest jedną z z dziewcząt, które pełnią służbę u Matki Ocean. Zgodnie z umową, ma jej pomagać przez 100 lat w zamian za uratowanie życia. Pomoc ta jest dość kontrowersyjna - ma swoim śpiewem zwabiać ludzi, którzy... są pokarmem Ocenu. Poza tym może zwiedzać i podróżować, jednak z utęsknieniem czeka, kiedy wyznaczony czas minie, a ona będzie mogła wieść normalne życie, znajdzie miłość i po prostu... z kimś się zestarzeje.

Kahlen ma lepsze i gorsze dni, jednak jakoś funkcjonuje. Myśl o tym, że służba stosunkowo niedługo dobiegnie końca pomaga jej w najtrudniejszych chwilach. Wszystko jednak zmienia się, gdy ideał chłopaka spotyka... zbyt wcześnie. Próbuje znaleźć rozwiązanie, jednak nie jest pierwszą syreną, która próbuje się pogodzić służbą i miłość. Czy Kahlen wybierze lojalność czy pójdzie za głosem serca? Czy to drugie w ogóle jest możliwe?

Gdybym nie wiedziała, że to właśnie Kiera Cass jest autorką "Syreny", nigdy bym się tego nie domyśliła. Ta historia ma naprawdę nie wiele wspólnego z "Rywalkami". Nie chodzi jedynie o tematykę (choć ta oczywiście jest kompletnie odmienna dla obu opowieści), jednak o całokształt. Przede wszystkim - są zupełnie inaczej napisane. "Syrena" to bardziej poetyka książka, pełna opisów, przemyśleń głównej bohaterki i romantyzmu. W "Rywalkach" autorka postawiła na akcję i dynamizm. "Syrena" jest jej debiutem, więc trudno się dziwić, że nie późniejsze książki są jednak napisane troszkę lepiej.

Co najbardziej mi przeszkadzało? Powieść jest odrobinę przesłodzona. Główna bohaterka niezbyt przypadła mi do gustu - sprawiała wrażenie niedojrzałej i niezdecydowanej. Jej wybranek z kolei zdawał się być zbyt idealny i wyrozumiały. Zabrakło mi chemii pomiędzy tą dwójka - wszystko było jakieś takie nierealne i wymuszone Ot, powieść na odprężenie.

"Syrena" nie jest w moim odczuciu fenomenem na miarę "Rywalek", jednak nie żałuję, że po nią sięgnęłam. Poznałam debiut bardzo lubianej przeze mnie autorki i nawet jeżeli tym razem nie do końca wpasowała się w moje gustu, to i tak całkiem nieźle bawiłam się przy lekturze.

Ocena: 5/10

Za możliwość poznania tej historii serdecznie dziękuję wydawnictwu:


czwartek, 14 lipca 2016

"Chłopak na zastępstwo" Kasie West

źródło
Tytuł: Chłopak na zastępstwo
Autor: Kasie West
Wydawnictwo: Feeria
Stron: 400

"Przez całe liceum Gia była typem szkolnej gwiazdy. A teraz miała jeszcze fajnego, starszego od siebie chłopaka, o którym tyle opowiadała znajomym, i wszyscy wreszcie mieli go poznać. Ale tuż przed balem maturalnym, podczas którego miała nastąpić prezentacja, już na parkingu, Bradley z nią zerwał. Jak on mógł? Jak mógł postawić ją w takiej sytuacji?! I co tu zrobić, żeby wyjść z twarzą?" źródło

Lato to czas, w którym chyba wszyscy sięgamy po lżejsze lektury. Nawet ja, mimo że z reguły preferuję raczej te smutne i przygnębiające książki (tak, wiem, masochizm), w wakacje wybieram coś lżejszego przy czym mogę po prostu pośmiać się i dobrze bawić. I tak też, w moje ręce trafił "Chłopak na zastępstwo" - już pierwszy rzut oka na okładkę wystarczył, abym nabrała przekonania, że to właśnie jest taka pełna słońca lektura.

Gia to chodzący stereotyp szkolnej królowej piękności. Jest nie tylko śliczna, ale i popularna. Ma równie śliczne i popularne koleżanki oraz przystojnego, starszego chłopaka. Ups! Chłopaka już nie, bo właśnie zerwał z nią na szkolnym parkingu, tuż przez balem maturalnym. Gia nie może jednak liczyć na wsparcie ze strony koleżanek - jedna z nich nieustannie próbowała podważyć istnienie Bradleya, a bal miał być długo wyczekiwaną okazją na konfrontację chłopak - przyjaciółki. Zdesperowana nastolatka decyduje się zaciągnąć na imprezę przypadkowego chłopaka, którego spotkała na parkingu. Nie trudno się domyślić, że nic dobrego z tego nie wyniknie...

Książka Kasie West to dość typowy romans, skierowany głównie do młodzieży. Książka jest lekka, jednak nie pozostawia czytelnika bez morału - nawet jeśli jest on dość prosty. Wszystko toczy się wokół głównej bohaterki - to ona, jej życie i myśli odgrywają pierwszoplanową rolę. Wątek miłosny jest uroczy, a Gia i jej "Chłopak na zastępstwo" tworzą naprawdę świetną parę.

Powieść przypomina mi książki przy których spędzałam wakacje kilka lat temu. Z tą różnicą, że teraz zmieniło się tło - Facebook, Instagram czy Twitter to w końcu nieodzowna część życia każdego nastolatka. I to chyba sprawia, że wszystko staje się jeszcze trudniejsze - kiedyś o krępujących wpadkach opowiadano z ust do ust, dziś plotki rozprzestrzeniają się z tempem błyskawicy, głównie za sprawą portali społecznościowych. 

Z pozoru banalna opowieść o nastolatce, dla której liczą się tylko lajki, staje się coraz bardziej poważna - tak jak i jej bohaterka. Gia pokazuje swoje prawdziwe oblicze i okazuje się, że za maską ślicznej, popularnej dziewczyny kryje się coś więcej. Autorka dobitnie pokazuje nam, jak wielką wagę w życiu odgrywają pozory i opinia innych.  

Nie mniej jednak, jest w tej historii coś lekkiego i słodkiego i na tym właśnie polega jej urok. Mimo że główna bohatera sprawia nie najlepsze pierwsze wrażenie, zdecydowanie zyskuje przy bliższym poznaniu. Moją ulubioną postacią jest jednak tytułowy "Chłopak na zastępstwo" (celowo nie podaję jego imienia - być może i Wy będziecie próbowali rozwiązać książkową zagadkę ;)). To inteligenty i oryginalny chłopak, typ mózgowca z poczuciem humoru. Na uwagę zasługuje również jego bardzo nietypowa siostra, z kolei najsłabiej oceniam przyjaciółki Gii - były zbyt mdłe i po prostu mi się ze sobą mieszały.

Jeśli szukacie niezobowiązującej lektury na lato to "Chłopak na zastępstwo" Kasie West będzie strzałem w dziesiątkę. Książkę czyta się bardzo dobrze, jest wciągająca i zostawia nas z uśmiechem na ustach - czego chcieć więcej?

Ocena: 6/10

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:
http://wydawnictwofeeria.pl

piątek, 24 czerwca 2016

"Na przekór nocy" Estelle Laure

źródło
Tytuł: Na przekór nocy
Autor: Estelle Laure
Wydawnictwo: Jaguar
Stron: 400

"Czy najwspanialsze rzeczy mogą przytrafić się w najgorszym czasie?
Jej ojciec zachorował psychicznie, a matka odeszła. Pozostały jej rachunki do spłacenia i młodsza siostra, którą musi się opiekować. To z pewnością nie jest dobry czas, aby rozważna, siedemnastoletnia Lucille znalazła miłość swojego życia.  Jednak miłość – trudne, zaskakujące uczucie – spa da na nią gdy poznaje Digby’ego Jonesa, starszego brata swej najlepszej przyjaciółki.
Doskonale napisana, rozbudzająca zmysły debiutancka powieść Estelle Laure trzyma czytelników w napięciu do ostatniej strony." źródło 

Lato to czas, kiedy nie wszystkie lektury nam odpowiadają. Czerwcowy klimat sprzyja raczej powieściom pełnym słońca, takim, które choć na chwilę pozwalają zapomnieć nam o codziennych problemach. Ja również o tej porze roku chętniej sięgam po historie, które nie powodują depresji, jednak z największą ochotą zaczytuję się w powieściach, które są mniej więcej po środku - mają w sobie nieco lekkiego klimatu, ale i trochę poważniejszych wątków. Jak już pewnie większość z Was zauważyła, uwielbiam "Serię pastelową" (nawet, jeśli nazwa kompletnie mnie nie przekonuje). Do tej pory przeczytałam wszystkie tytuły, które ukazały się pod pastelowym szyldem. To takie słodko-gorzkie opowieści, jedne trochę bardziej smutne, inne wesołe, jednak łączy je jedno - wszystkie są świetne.

"Na przekór nocy" to kolejny tytuł, który ukazał się w serii. Tym razem autorka jest mi kompletnie nieznana, jednak z góry zakładam, że i z nią się polubimy. Co więcej, znalazł się jeszcze jeden argument, który przekonał mnie, że właśnie ta książka będzie dla mnie idealna - porównanie do "Maybe somday" - historii, którą bardzo dobrze wspominam. Pełna pozytywnych przeczuć się sięgnęłam więc po lekturę. Czy okazała się równie dobra, jak się tego spodziewałam?

Czasami wydaje nam się że świat właśnie wali się na głowę. Tyle, że w przypadku Lucille, nie jest to tylko chwilowe odczucie. Dziewczyna ma zaledwie siedemnaście lat, więc jej najpoważniejszym kłopotem powinna być złe ocena z klasówki, jednak los zadecydował inaczej - przyszło jej mierzyć się z dużo poważniejszymi problemami. Ojciec dziewczyny zachorował na poważną depresję, czego skutki odbiły się na całej rodzinie. Co gorsze, matka również nie poradziła sobie z sytuacją i... zniknęła. Koniec końców Lucille została sama, mając na głowie nie tylko rachunki utrzymanie rodziny, lecz również opiekę nad młodszą siostrą.

Główna bohaterka to dziewczyna, która nie zamierza się poddać. Choć wydaje jej się, że wszystko idzie źle, a ona sama kompletnie nie radzi sobie z nawałem obowiązków, w rzeczywistości jest zupełnie inaczej. Lucille to silna młoda kobieta, choć bardzo niepewna. Większość jej rówieśników nie dałaby rady wziąć na siebie takiej odpowiedzialności, jednak ta dziewczyna jest wyjątkowa. Mówiąc w skrócie - nie sposób jej nie polubić. Nie oznacza to jednak, że Lucille to postać idealna. Nie, ona również popełnia błędy, nie radzi sobie z niektórymi sprawami, a część problemów po prostu ją przerasta, ale to sprawia jedynie, że dziewczyna jest bardziej realistyczna.

"Na przekór nocy" to bardzo cieniutka książka, która udowadnia, że i takie historie mogą nam przekazać mnóstwo treści. Mimo niewielkiej objętości mamy tutaj silnie nakreślone charaktery, mocno zarysowaną fabułę i kompletną historię, która naprawdę robi wrażenie. Mamy dobre i złe decyzje, smutek i radość. I oczywiście mamy też romans, który w końcu jest tutaj jednym z najważniejszych elementów. Czy można odnaleźć szczęście właśnie wtedy, kiedy jesteśmy w najciemniejszym miejscu? Estelle Laure udowadnia, że miłość przychodzi z zaskoczenia, czasami nie wtedy, gdy powinna, a czasami ktoś może zostać skrzywdzony...

Kolejny tytuł w "Serii Pastelowej" i... po raz kolejny świetna książka. Faktycznie, może mieć nieco wspólnego z "Maybe someday" - jeśli lubicie tego typu powieści, sięgajcie śmiało!

Ocena: 8/10

Za możliwość poznania tej historii serdecznie dziękuję wydawnictwu:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...