środa, 18 października 2017

"#niewidzialna" Sharon Huss Roat

Tytuł: #niewidzialna
Autor: Sharon Huss Roat    
Wydawnictwo: Harper Collins
Stron: 336
 
"Offline Vicky Decker nie rzuca się w oczy. Jest przeciętna, chorobliwie nieśmiała, nie ma znajomych. Czuje się samotna.
Jako @Observi jest duszą towarzystwa. Wrzuca zdjęcia z imprez, kolorowe stories, na których jest roześmiana, wśród znanych ludzi. Ma coraz więcej followersów, zbiera tysiące lajków i komentarzy.
Na Instagramie jest gwiazdą, po raz pierwszy w życiu. W końcu może być tym, kim chce.
Fikcyjny profil dopracowuje w każdym szczególe. Uświadamia sobie, że mogłaby spędzić resztę życia, nie wychodząc z pokoju. Im bardziej jest popularna jako @Observi, tym lepiej rozumie, że w realnym świecie roi się od ludzi, którzy są równie #samotni i #niezauważani jak ona.
By pomóc im i sobie, musi pokazać światu swoją prawdziwą twarz. Czy zdobędzie się na odwagę i zacznie żyć naprawdę?"
 
Vicky Decker to typowa szara myszka. Jej najgorszym dramatem jest wyprowadzka najlepszej przyjaciółki - teraz nie odzywa się do dosłownie do nikogo. Vicky jest chorobliwie nieśmiała i jakikolwiek kontakt z innym człowiekiem doprowadza ją niemalże do histerii. Jenna była jedyną osobą, z którą mogła normalnie spędzać czas, a teraz, kiedy jej zabrakło, czuje się, jakby straciła rękę.

Jenna za to radzi sobie świetnie. Ma nowych przyjaciół, poznała uroczego chłopaka. Telefony do Vicky stają się coraz rzadsze, coraz częściej przerywa połączenia pod byle pretekstem. Nasza bohaterka jest coraz bardziej samotna. Chcąc pokazać, że tak naprawdę świetnie daje sobie radę zaczyna publikować przerobione w Photoshopie zdjęcia na Instagramie. Tworzy konto @Observi, a #samotność zdobywa coraz to więcej internetowych fanów.

Observi podoba się wszystkim, ma mnóstwo obserwujących, a Vicky nie może wyjść z podziwu, że w kilka dni tak wiele osób zachwyciło się jej internetowym alter-ego. Stopniowo okazuje się, że konto, które miało być lekkim oderwaniem od rzeczywistości dominuje życie dziewczyny. Cały jej świat uzależnia się od profilu Observi.

#niewidzialna to historia samotnej i niezrozumiałej nastolatki, osadzona w realiach mediów społecznościowych. Jest bardzo na czasie, co odgrywa specyficzną rolę. Warto zauważyć, że w dzisiejszych czasach posiadanie konta na każdym niemalże portalu społecznościowym i wrzucanie ogromnej ilości kolorowych zdjęć nie jest jednoznaczne z idealnym życiem, nawet jeżeli tak nam się wydaje.

Choć na początku ta opowieść sprawiała wrażenie nieco nudnawej i typowej, z czasem zrozumiałam, jaką ma w sobie moc. Autorka pokazuje, jak dużą siłę przekazu mają media społecznościowe. I, choć wokół tak dużo mówi się o negatywnych wzorcach, jak cudownie można wykorzystać moc internetu, żeby stworzyć coś dobrego.

Ze zwyczajnej książki, #niewidzialna stała się dla mnie powieścią, która w jednej z końcowych scen doprowadza do łez. Z zaskoczeniem muszą przyznać, że #niewidzialna to świetna powieść dla młodzieży, która z pewnością zachwyci również dorosłych. Co więcej może być bardzo pomocna w zrozumieniu świata, który dla starszych czytelników jest zupełnie obcy.
 
Ocena: 8/10
Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu:
http://harpercollins.pl/
 

niedziela, 15 października 2017

"Dziewczyna mojego brata autorstwa" K.A. Linde

Tytuł: Dziewczyna mojego brata autorstwa
Autor: K.A. Linde     
Wydawnictwo: Burda Książki
Stron: 342
"Kiedyś chodziłam z jego bratem. On tego nie pamiętał, a ja wolałabym zapomnieć. Od dawna nie chciałam mieć nic wspólnego z tą rodziną, ale kiedy wróciłam do domu, Jensen Wright wtargnął w mój świat. Miał pewność siebie miliardera i boski seksapil. Nawet ja musiałam ulec naszej wzajemnej fascynacji. Wpasował się w moje życie niczym brakujący kawałek układanki. Szkoda, że zapomniał o tym, co mogłoby nas zniszczyć. Bo Jensen Wright niczym się nie dzieli. Z nikim. A jeśli jego brat odkryje prawdę, wszystko może runąć. Wziąwszy to pod uwagę, czy się nie pomyliłam?"
   
Choć dzieje się tak coraz rzadziej, to w dalszym ciągu zdarza mi się sięgać po typowe romanse. Lubię od czasu do czasu w ten sposób się zrelaksować. Tym bardziej teraz, gdy pogoda za oknem sprawia, że tracimy jakąkolwiek ochotę na wystawienia nosa za próg. W takie dni, jedyne na co mam ochotę, to schować się pod kocem z gorącą czekoladą i książką w ręku. Pełna słońca okładka "Dziewczyny mojego brata" sprawia wrażenie lektury idealnej na jeden takich dni.

Emery to dwudziestosiedmioletnia doktorantka, która właśnie niesamowicie rozczarowała się na mężczyźnie. Nie mając zbyt dokładnie zarysowanego planu na swoje życie postanawia powrócić do rodzinnej miejscowości i pozwolić sobie na chwilę oddechu zanim podejmie najważniejszą decyzję - co dalej?

Nasza bohaterka zostawiła w Lubbock nie tylko rodzinę i najlepszą przyjaciółkę, lecz również... byłego chłopaka. Od jej rozstania z Landonem Wrightem minęło już 10 lat, jednak wspomnienia są dalej żywe. Nie oznacza to jednak, że w dalszym ciągu coś do niego czuje, wręcz przeciwnie - wolałaby nigdy więcej nie mieć z nim nic wspólnego. To jednak trudne, ponieważ rodzinna Wright jest bardzo wpływowa i znana w całym miasteczku. Lubbock to niewielka miejscowość, a spotkania z Wrightami są nieuniknione.

Zanim Emery zdąży na dobre rozgościć się w domu, w jej życie wkracza Jensen. Jest przystojny, dobrze wychowany i elegancki, a dodatku ambitny i piekielnie bogaty. Problemem jest jedynie... jego nazwisko. Jensen jest bowiem bratem licealnego chłopaka Emery - Landona.

"Dziewczyna mojego chłopaka" to standardowy romans. Nie liczcie więc na dramatyczne zdarzenia, czy nieoczekiwane zwroty akcji. Nie dzieje się tu zbyt wiele - główni bohaterowie poznają się, całują, idą do łóżka, a potem czeka ich własne "długo i szcześliwie". Co prawda zdarzają się po drodze drobne potknięcia i niejasności, jednak czego się nie robi dla miłości?!

Lektura spodoba się przede wszystkim (i chyba jedynie) fankom powieści kobiecych. Być może gdyby rodzina Wrightów miała jakąś mroczną tajemnicę, albo gdyby autorka zaserwowała nam choć lekką nutkę kryminału, być może książka stałaby się ciekawsza. Szczególnie teraz, gdy mieszanie gatunków jest na porządku dziennym - elementy kryminalne możemy znaleźć już nawet w "50 twarzach Greya".

"Dziewczyna mojego brata" nie jest bolesną lekturą, wręcz przeciwnie - czytało mi się ją przyjemnie. Jestem jednak pewna, że za tydzień zapomnę imiona bohaterów, a za miesiąc fabułę tej powieści.
Ocena: 5/10
Za książkę serdecznie dziękuję:
http://www.burdaksiazki.pl/

piątek, 13 października 2017

"Mroczne zakamarki" Kara Thomas

Tytuł: Mroczne zakamarki
Autor: Kara Thomas     
Wydawnictwo: Akurat
Stron: 416

"W Fayette, prowincjonalnym miasteczku w Pensylwanii, na każdym kroku czają się ponure tajemnice. Tessa, która wyjechała stąd w dzieciństwie, cały czas starała się nie myśleć o tym, co wydarzyło się tamtej letniej nocy. Tak mroczne przeżycia mogą zostawić w pamięci niezatarty ślad, jeśli tylko im się na to pozwoli.

Callie, jej przyjaciółka, została w Fayette. Przeprowadziła się do innego domu, więc nie musi codziennie patrzeć na te same ściany, ale Callie zawsze była tą silniejszą. Dlatego potrafi stawiać czoła demonom i ma nadzieję, że pewnego dnia znikną na dobre, jeśli będzie ostro imprezowała.
Jako dziewczynka Tessa nigdy nie rozmawiała ze swoją przyjaciółką o tym, co wtedy widziały. Nie przed procesem, w którym obie zeznawały. Ani tym bardziej potem. Po procesie Callie zamknęła się w sobie, a Tessa wyjechała, co tylko sprawiło, że przyjaciółki całkowicie straciły ze sobą kontakt.
Ale od wyjazdu Tessę nurtują pytania. Pewne rzeczy nieustannie budziły jej podejrzenia. A teraz musi wrócić do Fayette – tam, gdzie Wyatt Stokes czeka w celi śmierci na proces apelacyjny, gdzie przed laty zginęła Lori Cawley, kuzynka jej przyjaciółki, i gdzie ukrywa się ktoś, kto może znać" prawdę."

Fayette to niewielka miejscowość w Pensylwanii. Właśnie z niej Tessa wyjechała z nadzieją, że nigdy nie będzie musiała wrócić. Ponure tajemnice z przeszłości, to ostatnie do czego ma ochotę wracać. Staje jednak w obliczu sytuacji, która zmusza ją do powrotu, a wtedy... wszystkie problemy odżywają na nowo. Szczególnie, że zatrzymuje się w domu Callie, niegdyś jej najlepszej przyjaciółki. W dzieciństwie Tessa i Callie były nierozłączone. Pomimo, że pochodziły z kompletnie różnych środowisk, potrafiły świetnie się dogadać. Aż do momentu, kiedy pewnej letniej nocy w Fayette doszło do przerażającej zbrodni, której obie dziewczynki były świadkami.

Lori, nastoletnia kuzynka Callie, pilnowała przyjaciółek, kiedy została zamordowana. Przebywanie na miejscu zbrodni to zbyt wiele dla małych dziewczynek. Nasze bohaterki nigdy tak naprawdę nie rozmawiały o tym, co widziały. Niedługo później Tessa spotkała cała masa innych trudnych sytuacji, skutkiem czego wyprowadziła się z Fayette. Teraz wraca do rodzinnej miejscowości z uwagi na ciężką chorobę ojca i wszystko zaczyna się do nowa. Policja odnajduje ciało kolejnej młodej kobiety, w dodatku przyjaciółki naszych bohaterek. Jak to możliwe, że giną ludzie, skoro morderca siedzi w więzieniu?

"Mroczne zakamarki" to typowy thriller - skupia się na poszukiwaniach seryjnego mordercy. Zagadka jest zawikłana na jaw wychodzą coraz to nowe fakty. Zakończenie jest nieoczywiste, a każdy fakt ma znaczenia. To powieść z rodzaju tych, które lubię najbardziej - wciąga od samego początku. Jest lekka, lecz jednocześnie wymaga od czytelnika skupienia, ponieważ chcemy przecież dowiedzieć się kim jest morderca.

Całość wypada naprawdę nieźle. Szczególnie dlatego, że Tessę da się lubić, a jej zachowanie - logicznie wytłumaczyć. Nie lubię, gdy w powieściach z wątkiem kryminalnych główna bohaterka wtrąca się w kompletnie nie dotyczące jej sprawy, starając się być mądrzejszą niż policja i prokuratura razem wzięci. Tutaj zaangażowanie Tessy jest logiczne - była świadek zbrodni, w dodatku dobrze znała ofiarę. Teraz, gdy wszystko wskazuje, że morderca powrócił, musi zapewnić bezpieczeństwo sobie i najbliższym..

Jestem zaskoczona, że książka podobała mi się tak bardzo. Niesamowicie wciągnęła mnie historia Tessy i Callie. Z wypiekami na twarzy próbowałam razem z dziewczynami rozwiązać zagadkę "Potwora znad rzeki Ohio". Zaciekawiła mnie jednak również nietypowa historia rodziny Tessy, a zakończenie? Totalnie wbiło w fotel. Wiem, że ta powieść jest debiutem, tym bardziej jestem pod wrażeniem. Jeśli kolejna książka autorki zostanie wydana w Polsce, z pewnością po nią sięgnę.

Ocena: 9/10

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję:

środa, 11 października 2017

"Złotko" C.J. Skuse

Tytuł: Złotko
Autor:
C.J. Skuse

Wydawnictwo: Burda Książki
Stron: 350


"To jak Bridget Jones z morderczymi skłonnościami Dextera. Śmiertelnie zabawna. Kusząco makabryczna.
"Ostatnią osobę, która zwróciła się do mnie per Złotko, spotkał smutny koniec... Jestem seryjną morderczynią, do cholery".

Można pomyśleć, że Rhiannon Lewis to przeciętna młoda Brytyjka – ma nudną biurową pracę, w czasie wolnym spotyka się ze znajomymi, mieszka z kochającym chłopakiem. Pozory mylą. Praca, przyjaciele, związek... wszystko to jest jedynie fasadą, za którą Rhiannon stara się ukryć swoją prawdziwą naturę bywalczyni podejrzanych forów, kusicielki pedofilów, prześladowczyni bestii, które wychodzą na żer tylko w nocy.

"Złotko" to mroczny thriller napisany z ogromnym poczuciem humoru, ochrzczony przez recenzentów dzieckiem Bridget Jones i Dextera Morgana. To książka, która wywozi stereotyp dziennika Bridget Jones głęboko w las i zakopuje go w płytkim grobie. Nie jest przeciętna ani prozaiczna.
Rhiannon to dziewczyna, jakich wiele. Ma pracę, psa i chłopaka. Oraz mroczną tajemnicę... Dzieciństwo Rhiannon naznaczyła słynna zbrodnia, ale teraz jej życie wróciło do normy, a na ulicy nie rozpoznaje jej już nikt. Pracuje jako asystentka redaktora lokalnej gazety, chociaż to zajęcie nie przynosi jej satysfakcji. Wieczorami wysłuchuje zwierzeń swojej przyjaciółki i układa pewną listę. Spis osób, które chciałaby zabić. Rhiannon gotowa jest wymierzyć sprawiedliwość wszystkim – od kasjera z Lidla, który zawsze obija jej jabłka, i kierowcy, który parę razy zajechał jej drogę, po ludzi, którym wyraźnie się należy. Dziewczynie, na którą nikt nie zwraca uwagi, być może nawet zbrodnia ujdzie na sucho.
"Od trzech lat nie zabiłam nikogo. Myślałam, że po takiej przerwie przy następnej okazji dopadną mnie wyrzuty sumienia, niczym byłego alkoholika, który da się skusić na łyk whisky. A tu nic. Spałam spokojnie jak dziecko. Całą noc, bez przewracania się z boku na bok. I, dla odmiany, nie śniły mi się koszmary. Wstałam zrelaksowana i spokojna. Wręcz zrównoważona psychicznie. No, prawie".


Podobno jeśli stworzysz hybrydę Dextera i Bridget Jones powstanie ona - urocza, jednak nieco pechowa blondynka z zabójczymi skłonnościami. Rhiannon ma 27 lat, pracuje w prowincjonalnej gazecie i marzy o awansie. Mieszka z chłopakiem, a w wolnym czasie spotyka się z grupą najlepszych koleżanek. Brzmi jak życie większości dziewczyn w jej wieku? Niezupełnie...

Tak naprawdę chłopak Rhiannon zdradza ją z młodszą (pfff... jakby nasza bohaterka była stara) koleżanką z pracy. Wspomniane wcześniej przyjaciółki to tak naprawdę dziewczyny, które zwyczajnie jest w stanie tolerować - pod warunkiem, że nie opowiadają zbyt wiele o swoich dzieciach. Jedyną prawdziwą przyjemnością jest tworzenie listy osób "do odstrzału", a potem stopniowe jej wypełnianie...

"Do odstrzału" oznacza tak naprawdę nóż, bo to właśnie narzędzie zbrodni najczęściej wybiera nasza bohaterka. I czasami faktycznie ciężko jej się dziwić. Kto nie miał ochoty by zabić faceta, który właśnie próbuje go zgwałcić? Albo pedofila grasującego po ulicach wolno? Czasami jednak, mimo najszczerszych chęci Rhiannon zdarza się zamordować również kogoś, kto nieszczególnie na to zasłużył, jednak dziewczyna nie przejmuje się tym zbyt mocno.

"Złotko" to przedziwna hybryda dobrego humoru, thrilleru i powieści kobiecej. Trywialne powody, dla których główna bohaterka chce mordować są momentami naprawdę komiczne - weźmy np. kasjera w Lidlu, który jej zdaniem za bardzo macał chleb... Gdzieś w tym wszystkim, a może raczej pomimo tego wszystkiego zaczęłam darzyć Rhiannon coraz to większą sympatią.

Co najbardziej nie podobało mi się w "Złotku"? Choć podczas lektury bawiłam się nieźle to rozczarowało mnie zakończenie. Za mało z tym wszystkim morału, za dużo przypadku. Liczyłam, że nawet taka powieść zakończy się dość poważnie 0 nie ważne czy dobrze, czy źle. Ważne żeby była jakaś pointa. A może... Czeka na nas kolejna część?

Ocena: 7/10
Za książkę serdecznie dziękuję:
http://www.burdaksiazki.pl/

poniedziałek, 9 października 2017

Jesienny konkurs z "Obsesją"


Za oknem jest coraz mniej przyjemnie - jesień, zawierucha i deszcz. Jedyne na co człowiek ma ochotę, to schować się pod kocem z książką i kubkiem gorącej czekolady. O ile o kubek, czekoladę i koc musicie zatroszczyć się sami, o tyle książkę możecie dostać ode mnie :) Jeśli macie chrapkę na "Obsesję" Katarzyny Bereniki Miszczuk, poniżej opiszę Wam co zrobić, aby ją wygrać.

Najpierw kilka krótkich zasad:
1. Organizatorem konkursu i jednocześnie jednoosobowym jury jestem ja - autorka bloga.
2. Nagrodą w konkursie jest książka "Obsesja" Katarzyny Bereniki Miszczuk.
2. Fundatorem nagrody jest Wydawnictwo W.A.B., za co serdecznie dziękuję w imieniu swoim i przyszłego laureata konkursu :) 3. Konkurs trwa od dziś (09.10.2017) do 22.10.2017, do godziny 20.00.
4. Na wyłonienie zwycięzcy jury (czyli ja:) potrzebuje trochę czasu. Wyniki poznacie więc najpóźniej

29.10.2017, jednak postaram się zrobić to wcześniej
5. Nie wysyłam nagrody za granicę, musicie więc podać adres w Polsce. Nagroda zostanie wysłana listem poleconym.
5. Aby wziąć udział w konkursie należy pod tym postem zostawić swój adres e-mail oraz odpowiedź na pytanie konkursowe. Wygrywa jedna osoba, której komentarz uznam za najciekawszy.
6. Lajki i tym podobne - mile widziane, ale niewymagane (fanpage Better Version of the Truth i fanpageWydawnictwa W.A.B. Byłoby mi również miło, gdybyście umieścili gdzieś banner konkursowy.

Pytanie konkursowe:
Co jest Twoją OBSESJĄ?

Powodzenia!
 

środa, 4 października 2017

"Przeklęty prom" Mats Strandberg

źródło
Tytuł: Przeklęty prom
Autor:
Mats Strandberg
 
Wydawnictwo: Marginesy
Stron: 448


"Witamy na pokładzie „Baltic Charisma”.

Poznacie tu samotną starszą panią, której marzy się przygoda życia. Przygasłą gwiazdę estrady zatrudnioną do prowadzenia wieczorów karaoke. Dawnego pracownika promu, który chce się oświadczyć ukochanej podczas rejsu. Przyjaciółki, które chcą zapomnieć o codzienności i przebalować całą noc.

Prom od lat kursuje codziennie tą samą trasą po Bałtyku. Gdy tylko wyjdzie z portu, personel otworzy bary, zabrzęczą butelki i przez kolejną dobę pasażerowie będą mogli zapomnieć o codziennym życiu i się wyszaleć.

Ten rejs jest jednak inny.

Na pokładzie czai się zło. Zło w czystej postaci. Zaczynają ginąć ludzie. I lać się krew. W środku nocy, na środku Morza Bałtyckiego, nie ma dokąd uciec. Nie da się nawiązać połączenia z lądem. Śmierć nadchodzi znienacka. Zwykli ludzie stają się bohaterami, ale ta noc może również wydobyć z nich to, co najgorsze.

Jeśli prom dotrze do Finlandii, świat już nigdy nie będzie taki sam." źródło


Choć zdałam sobie z tego sprawę dopiero po rozpoczęciu lektury, twórczość Matsa Strandberga nie jest mi obca. Pierwszą książką autora, z która miałam styczność był "Krąg" - powieść dla młodzieży z gatunku fantastyki. Minęło już parę ładnych lat, więc niewiele z niej pamiętam, wiem jednak, że bardzo mi się swego czasu podobała. Jednak nie to sprawiło, że sięgnęłam po "Przeklęty prom". Tak naprawdę... chodzi o zwykłą ciekawość, jaką wzbudził we mnie opis.

Jedną z niewielu rzeczy, które zapamiętałam z "Kręgu" jest mnogość głównych bohaterów. Podobnie jest w przypadku "Przeklętego prom". Jest tu Marianne, starsza kobieta, dla której wycieczka jest najbardziej spontaniczną rzeczą, jaką zrobiła od lat. Albin i Lo, nastoletni kuzyni, zaczynają właśnie dostrzegać problemy rodzinne, na które jako dzieci nie zwracali uwagi. Rejs jest dla nich szansą na odświeżenie kontaktów, mimo różnic, które pojawiły się wraz z wiekiem dorastania. Calle to z kolei były pracownik, który ma właśnie zamiar oświadczyć się swojemu chłopakowi. Madde i Zandra to młode, frywolne dziewczyny, które chcą się zabawić, natomiast Goran jest podstarzałą gwiazdą jednego przeboju z przerośniętym ego.

Bohaterowie różnią się wiekiem, statusem społecznym, wykształceniem, orientacją i poglądami społecznymi, jednak łączy ich jedno - na wszystkich czai się zło i w jego obliczu wszyscy są równi. Zróżnicowanie bohaterów to zdecydowanie mocna strona tej historii. Każdy z nas znajdzie przynajmniej jednego, z którym mniej lub bardziej może się utożsamiać. Ale to nie wszystko - historia jest po prostu ciekawa, a perypetie poznanych bohaterów wciągają, nawet, zanim jeszcze akcja na dobre się rozkręci. Jak dla mnie Mats Strandberg mógłby pisać powieści obyczajowe!

Thrillery i horrory lądują najczęściej na jednej półce. Być może jest w tym trochę sensu, ponieważ gatunki te są nieco zbliżone, jednak taka generalizacja może wprowadzić człowieka w błąd. I podejrzewam, że to właśnie doprowadziło do niskich ocen, jakie zbiera "Przeklęty prom". Opis jest o tyle nieoczywisty, że "zło", może oznaczać również dobrze seryjnego mordercę co wilkołaka.

Uważam więc, że oceny, które zbiera "Przeklęty prom" są zbyt krzywdzące. Powieść można sklasyfikować jako horror, jednak nie oznacza to, że jest w jakimkolwiek stopniu gorsza niż historie o seryjnych mordercach. Choć sama częściej sięgam po thrillery, to tym razem się nie zawiodłam. Książkę z pewnością określiłabym jako dobrą - nawet jeśli nie sięgacie po horrory zbyt często, to może być ona miłą odmianą


Ocena: 6,5/10


Za książkę serdecznie dziękuję:
http://marginesy.com.pl/

poniedziałek, 2 października 2017

"Zniknięcie" Caroline Eriksson

źródło
Tytuł: Zniknięcie
Autor:
Caroline Eriksson   
 
Wydawnictwo: Marginesy
Stron: 256


"Pewnego wieczoru Greta, Alex i ich czteroletnia córeczka Smilla wypływają na cieszące się złą sławą jezioro. Docierają do maleńkiej wysepki, a tam ojciec z córką schodzą na ląd. Greta zasypia w łódce, ukołysana mgłą i leciutkim bujaniem. Kiedy się budzi, Alexa i Smilli nie ma. Zniknęli.

Greta chce zadzwonić do Alexa, ale komórka też zniknęła. W domku znajduje swój telefon ukryty pod prześcieradłami. To ona go schowała? W końcu uspokaja się na tyle, żeby pójść na policję i poinformować o zniknięciu. Tam jednak słyszy, że przecież nie ma męża i nigdy nie miała córki... O co tu chodzi? Greta nie wie, czy to przeszłość powróciła, aby ją dręczyć, czy w końcu straciła kontakt z rzeczywistością...
W tej mrocznej psychologicznej gonitwie, jeśli Greta chce odkryć prawdę, musi zmierzyć się z tym, co zawsze starała się ukryć." źródło

Zniknięcie to jeden z tych thrillerów, które miałam ochotę przeczytać, kiedy tylko pojawiły się w księgarniach. Tajemnicza okłada od raz przykuła moją uwagę - liczyłam, że wreszcie trafię na książkę, w której tajemnica okaże się o wiele bardziej skomplikowana niż próba odkrycia zabójcy.

Alex, Greta i mała Smilla są razem w łódce. Wszyscy razem dopływają do brzegu, a jednak... już za chwilę Greta zostaje sama. Kiedy ojciec wraz z córką pobiegli bawić się na wyspie, ona została na łódce. Miało to nie trwać zbyt długo, jednak, prawa okazuje się zupełnie inna. Zrozpaczona kobieta rozpoczyna poszukiwania swoich bliskich jednak wszystko wskazuje, że najzwyczajniej w świecie rozpłynęli się w powietrzu.

Greta szuka wszędzie, jednak na maleńkiej wysepce zaczyna brakować zakamarków, w których Alex i Smilla mogliby się ukryć. Co gorsza, nie może znaleźć telefonu. Zrozpaczona kobieta wraca na ląd. Dom czeka pusty, jej własny telefon - schowany. Greta postanawia zrobić to, co zrobiłby na jej miejscu każdy normalny człowiek - idzie na posterunek. Jak jednak ma tłumaczyć zaginięcie Alex i Smilli, skoro miejscowe władze twierdzą, że nie ma i nigdy nie miała ani męża ani dzieci?

"Zniknięcie" to przede wszystkim specyficzny klimat. Tutaj niczego nie wiemy na pewno. Nic nie jest oczywiste, a nawet własnym oczom nie można wierzyć. Czuję lekką nutę mojego ukochanego filmu - "Wyspa tajemnic". Sen miesza się z jawą, prawda z kłamstwem, a i czytelnika dosięga atmosfera wszechobecnej paranoi.

Ta książka jest dobra, bo jest inna. Owszem, styl autorki jest specyficzny, tym bardziej jej podejście do tematu, jednak inny nie zawsze znaczy gorszy. W tym przypadku inny oznacza ciekawy. Szczególnie teraz, kiedy rynek opanowała fala "thirllerów dla kobiet" (choć z założenia wystarcza chyba jedynie, aby główna bohaterka była kobietą...). Książek tego gatunku jest aktualnie mnóstwo w księgarniach, co oprócz oczywistych plusów, ma też swoje minusy - ciężko trafić na coś oryginalnego. W przypadku "Zniknięcia" uczucie deja-vu z pewnością Wam nie grozi.

W tej stosunkowo cienkiej powieści drzemie ogromna moc. Jeśli lubicie historie filmowe w klasycznym stylu grozy, który atakuje czytelnika z każdej strony, to z pewnością przypadnie Wam do gustu ta książka.

Ocena: 7/10

Za książkę serdecznie dziękuję:
http://marginesy.com.pl/
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...