Pokazywanie postów oznaczonych etykietą michael grant. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą michael grant. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 stycznia 2016

"Posłaniec strachu" Michael Grant

źródło
Tytuł: Posłaniec strachu
Autor: Michael Grant 
Wydawnictwo: Jaguar 
Stron: 440

"Nowa książka autora bestsellerowej serii GONE.
Przypomniałam sobie moje imię – Mara. Ale, stojąc w tym upiornym miejscu, na przeciw poważnego młodego człowieka w czarnym płaszczu ze srebrnymi czaszkami na guzikach, nie mogłam sobie przypomnieć nic więcej. I wtedy zaczęła się gra…
Posłaniec dostrzega ciemność w młodych sercach. Widzi szkody, jakie młodzi wyrządzają na świecie. Gdy pozostają bezkarni, oferuje im nikczemną grę. Jeśli wygrają, mogą odejść bez konsekwencji. Przegrana oznacza, że będą musieli przeciwstawić się swojej największej fobii.
Co to ma wspólnego z Marą? Wkrótce sama się o tym przekona." źródło

"Posłaniec strachu" nie jest moim pierwszym spotkaniem z Michaelem Grantem. Znam co prawda jednie jeden tom "Gone", ale kolejne części mam w planach już od dłuższego czasu. Bardzo polubiłam bohaterów tej serii i choć pomysł na fabułę wydaje się nieco absurdalny, to w rzeczywistości książka jest naprawdę dobra. Nieco inaczej było z moim kolejnym spotkaniem z autorem - "BZRK" kompletnie nie przypadło mi, nawet mimo pozytywnego nastawienia, z jakim podchodziłam do tej książki. "Posłaniec strachu" zapowiadał się naprawdę interesująco, więc postanowiłam po niego sięgnąć, nie nastawiając się jednak na zbyt wiele, biorąc po uwagę rozczarowanie "BZRK".

Naszą bohaterkę poznajemy, kiedy nie pamięta kompletnie nic, nawet własnego imienia. Wie jedynie, że teraz jest uczennicą mężczyzny, który przedstawia się jako Posłaniec Strachu. Wraz z nim poznaje ludzi, którzy postąpili źle, a teraz czeka ich kara. Mara i Posłaniec znajdują tych, którzy mają nieczyste sumienie, aby złożyć propozycję nie do odrzucenia...

Tajemniczy opis tej historii mówi naprawdę niewiele - ciężko stwierdzić, czy książka jest czymś odpowiednim dla nas. Ja również nie zamierzam zdradzać Wam zbyt wiele, myślę że poprzedni akapit z zupełności wystarczy. Cała magia tej historii kryje się właśnie w tajemnicy - Mara nie pamięta nic, więc i czytelnicy niewiele wiedzą. Razem jesteśmy zagubieni w świecie stworzonym przez Michaela Granta, a wierzcie mi, jest w czym się zagubić! Z czasem jednak dowiadujemy się coraz więcej, ponieważ Mara zaczyna sobie przypominać, kim jest naprawdę.

Na wstępie chciałam zaznaczyć, że ogromny plus należy się wydawcy. W czasach, kiedy inny dzielą oryginalne wydania na dwa tomy, psując lekturę w połowie, Jaguar (po raz kolejny) pozytywnie zaskakuje. Kupując polskie wydanie otrzymujemy 2 tomy w jednym - "Posłaniec strachu" i "Serce w tatuażach". Przyznam szczerze, że nie mam pojęcia, kto wpadł na pomysł, żeby w ogóle je dzielić - nasze wydanie ma 440 stron, więc wcale nie aż tak wiele! Kolejny plus należy się za dołączenie do książki opowiadania z tego cyklu, to naprawdę miła niespodzianka. Nie chciałabym się więc do niczego przyczepiać, jednak gdyby to ode mnie zależało, "Węża" (bo taki jest tytuł opowiadania) umieściłabym pomiędzy pierwszym, a drugim tomem. Zgodnie z oryginalną numeracją, nowela to część numer 1.5.


"Posłaniec strachu" to idealna serialowa historia! Główny wątek, czyli przeszłość Mary oraz Posłańca, przeplata się ich aktualnymi przygodami. Bohaterowie spotykają na swojej drodze mnóstwo osób, poznają ich historie, a każda z nich jest zupełnie niezależną opowieścią. Autor zrobił na mnie naprawdę duże wrażenie - postacie, które Mara spotyka na swojej drodze są naprawdę świetnie wykreowane. Powieść, która z założenia jest fantastyką, stawia przed czytelnikiem typowo moralne dylematy i udowadnia, że świat nie jest po prostu czarno-biały.

Ze wszystkich książek autora, które miałam okazje przeczytać, "Posłaniec Strachu" okazał się moją ulubioną. To wyjątkowa historia, która gorąco Wam polecam, a sama po cichu trzymam kciuki, że ktoś zdecyduje się nakręcić jej serialową ekranizację.

Ocena: 8/10

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:

czwartek, 7 czerwca 2012

Kto jest na okładkach "GONE"?

Dzisiaj trochę z innej beczki. Recenzji nie będzie, ale przygotowałam dla Was coś, co mam nadzieję, zainteresuje kilka osób. Skończona wczoraj pozycja spowodowała, że w głowie miałam tylko jedną myśl: KTO JEST NA OKŁADKACH? Pewnie każdy, kto czytał "Gone" Michaela Granta, chociażby jedną część, się nad tym zastanawiał, więc nic dziwnego, że ja również. Przeprowadziłam małe dochodzenie i okazało się, że odpowiedź nie jest taka prosta. Przedstawiam Wam moje pomysły, przy czym zaznaczam, że wspomagałam się wypowiedziami internautów na różnych, głównie zagranicznych, forach. Poniższe zastawienie jest więc połączeniem ich zdania z moim. A Wy? Jakie macie typy?

 Faza Pierwsza: Niepokój
Tutaj nie mam żadnych wątpliwości: Sam i Astrid
 Faza Druga: Głód
 Diana i chyba Caine (chociaż nie tak go sobie wyobrażałam)

 Faza Trzecia: Kłamstwa
 Sam i Astrid (urosła? to chyba nie ta sama dziewczyna co w fazie I)

 Faza Czwarta: Plaga
Astrid i, jak twierdzą czytelnicy, Drake. Nie, jakoś On mi na Drake'a nie wygląda. Może to Eldilio?
 Faza Piąta: Ciemność
 Diana i Quinn ?

 Faza Szósta: Światło
Chociaż tutaj nie mam wątpliwości: Sam i Diana 

To jest lista otwarta, jeśli ktoś uważa inaczej, jestem skłonna ją zmienić. Chętnie poznam Wasze zdanie - piszcie :)

środa, 6 czerwca 2012

Recenzja: "GONE. Faza Pierwsza: Niepokój" Michael Grant

Tytuł:  „GONE. Faza Pierwsza: Niepokój"
Autorka:
Wydawnictwo: Jaguar
Stron: 526

"W TEN SPOSÓB KOŃCZY SIĘ ŚWIAT
W mgnieniu oka wszyscy znikają… Zostają najmłodsi.
Nastolatki. Uczniowie. Niemowlęta. Nie ma nikogo poza nimi. Nagle milkną telefony. Przestaje działać Internet. Nie ma telewizji. Nikt nie wie, co się stało. Pomoc nie nadchodzi. Nastolatki nieoczekiwanie zaczynają się zmieniać. Zyskują nowe zdolności – niewyobrażalne, groźne, śmiercionośne moce – które z dnia na dzień stają się silniejsze. Których nie sposób kontrolować.
Witaj w nowym, przerażającym świecie, gdzie do głosu dochodzą najgorsze instynkty, gdzie nie ma miejsca dla słabych, a najtrudniejszym zadaniem jest pozostanie sobą…
Czas ucieka.
W dniu swoich piętnastych urodzin znikniesz... "

 http://wydawnictwo-jaguar.pl/

Michael Grant urodził się w 1943 roku, wychował się w wojskowej rodzinie i chodził do 10 różnych szkół. Swoje więc przeżył i możemy się domyślać, że nie miał lekko. Mężczyzna twierdzi, że został pisarzem, bo to zawód, który pozwala mu się przemieszczać. Grant może się pochwalić naprawdę dużym dorobkiem literacki - ma na koncie ok. 150 książek o najróżniejszej tematyce. Najbardziej popularna, przynajmniej w Polsce, jest seria "GONE". Wiecie dlaczego? Ja przeczytałam pierwszy tom. I już wiem.

Nie miałam w planach tej książki. Ba, nawet do głowy mi nie przyszło, żeby ją ruszyć. Dorośli znikają - wydawało mi się to głupiutką powieścią dla nastolatków, do tego zdecydowanie zbyt pokaźną. Rzadko kiedy znajdzie się książka, która po 400 stronach mnie nie znudzi. Wzięłam ją tylko dlatego, że w mojej ukochanej bibliotece to była jedyna seria, z której dostępny był pierwszy tom (a nie jedynie szósty, jak zazwyczaj). Do tego te Wasze pozytywne recenzje. Pomyślałam: "Przeczytam i dopiero będę krytykować". No i przeczytałam.

Puf! Zniknął nauczyciel historii. Puf! Zniknęli rodzice. Puf! Zniknęli wszyscy dorośli. Zniknęli wszyscy, którzy ukończyli 15 rok życia. Nastolatki są zdane same na siebie. Sam Temple, ośmielę się stwierdzić, główny bohater nie wie co się dzieje. Dokładnie tak samo jak cała reszta dzieciaków. Kto zajmie się najmłodszymi? Kto nakarmi zwierzęta? Kto załatwi jedzenie? Wszystko wskazuje na to, że odpowiedzialność spoczywa na Samie. Jak by tego było mało, nie zanosi się, żeby miał wiele osób, które są mu chętne do pomocy. Wszyscy czekają. Jednak nic się nie dzieje. To nowa rzeczywistość to ETAP. Jednak czy przejściowy?

Większość czytelników zachwyca się wybitnym (jak sami określają) pomysłem Granta. Ja... nieszczególnie. Znikają wszyscy dorośli - komu z Nas, w okresie młodzieńczego buntu, nie przeszło to do głowy? No właśnie... Osobiście uważam, że to nie sam pomysł zasługuje na największe pochwały. To wykonanie jest dla mnie głównym atutem książki. Dlaczego? Już wyjaśniam. Idea nie przypadła mi do gustu, ale książka niesamowicie wciągnęła. Liczy sobie ponad 500 stron, a ja czytałam, czytałam, czytałam i tylko znajdowałam sobie wymówki, żeby poświęcić jeszcze kilka minut lekturze (a z czasem u mnie naprawdę krucho). Autor pisze językiem niezwykle przystępnym. Tak niezwykle, że pewnie gdyby pisał o okresie godowym płetwali błękitnych, również czytałabym to z wypiekami na twarzy.

To jednak, nie wszystko co muszę docenić. Rozwój akcji również zasługuje na pochwałę. Spodziewałam się, że powieść będzie taka... "przesłodzona". Niby taka trudna sytuacja, aaale tak właściwie to nic złego się nie stanie, a tu, proszę, taka niespodzianka. W zupełnie nierzeczywistym świecie możemy zaobserwować całkiem rzeczywiste zachowania. Widzimy gniew, nienawiść, pychę, zachłanność. Zdarza się nawet śmierć i inne, dosyć brutalne sceny, które zrobiły na mnie podwójne wrażenie, ponieważ ab-so-lut-nie się ich nie spodziewałam.

Kreacja postaci? Tak "pół na pół". Anielsko dobry Sam, mnie nie przekonał. Nie lubię takich "zbyt rycerskich" bohaterów, nigdy nie przekonam się do postaci bez wad. Wystarczyłaby jedna, dwie złe decyzje. Sam - liczę, że w następnych częściach, w końcu podwinie Ci się noga i jednak się polubimy. Jak Quinn - ma wady, podjął kilka złych decyzji, ale w dalszym ciągu uważam go za postać pozytywną. Tyle, że dużo bardziej przypomina człowieka z krwi i kości. Caine, Diana - super (eh, ta moja miłość do czarnych charakterów). Astrid - trochę lepiej niż Sam, ale szału nie ma. Moją ulubienicą jest tutaj zdecydowanie Lana. Zanim wątki jej i reszty są połączyły, czasem miałam ochotę przeskoczyć kilka strona, tylko po to, żeby zobaczyć co tam u niej. Ot, takie moje małe widzimisię. Bohaterów mamy tutaj całą masę, a ja nie będę wszystkich wymieniać. Powiem tylko, że ich ilość wcale nie wprowadziła nadmiernego zamieszania, wręcz przeciwnie - akcja była bardziej dynamiczna. Mamy też całkiem złe postaci, takie złe do szpiku kości, nie bez powodu.

Myślę, że to pozycja warta polecenia, nawet jeśli, tak jak ja, nie jesteście do końca przekonani po opisie. Z drugą część się na razie nie biorę (pewnie i tak znalezienie jej w bibliotece graniczy z cudem), ale jak nadrobię wszystkie zaległości książkowe to spróbuję ją dorwać. Oceniam, jak zwykle, subiektywie :)

Ocena: 8/10

PRZYPOMINAM O KONKURSIE!!!
Źródła grafiki: lubimyczytać.pl, www.weheartit.com
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...