wtorek, 1 września 2015

"Nazywam się Charlotte Simmons" Tom Wolfe

źródło
Tytuł: Nazywam się Charlotte Simmon
Autor: Tom Wolfe
Wydawnictwo: Albatros
Stron: 688


"Status społeczny, władza, utrata niewinności  i... seks.  

Satyryczne arcydzieło „dokumentujące”  środowisko amerykańskich studentów jednej  z najlepszych uczelni w kraju, napisane  w duchu Steinbecka, ale też Dickensa czy Zoli.  

Rzecz dzieje się na fikcyjnej uczelni Dupont – idealnym  uniwersytecie. Po neogotyckich korytarzach i wypielęgnowanych  trawnikach przechadza się śmietanka  elitarnej młodzieży z najlepszych rodzin w kraju.  Wśród nich – Charlotte Simmons – dziewczyna, która  trafiła tu tylko dzięki zdobytemu stypendium. Przyjechała,  żeby się uczyć, żeby wreszcie zostać Kimś. Przywiozła  ze sobą bagaż innego świata, surowego i religijnego.  Lecz całe dobre wychowanie okazuje się nic niewarte w starciu z najbardziej wyuzdanymi i zdemoralizowanymi postaciami, które spotyka na swojej drodze.  Dostanie jednak szansę, aby w gąszczu obłudy pozostać  sobą. Tylko... czy będzie chciała z niej skorzystać? " źródło

Gdy pierwszy raz ujrzałam „Nazywam się Charlotte Simons” w zapowiedziach, (aż wstyd się przyznać) pomyślałam, że to kolejne New Adult. Opis zdawał się być ciekawy, jednak dość schematyczny. Z tropu zbiła mnie jednak okładka – jest zupełnie inna niż w typowych romantycznych historiach. Nazwisko autora, szybko wyprowadza potencjalnego czytelnika z błędu – to żadna nowość, a wręcz klasyk i z pewnością warto po niego sięgnąć. Czy jednak powieść o młodzieży napisana przez siedemdziesięciolatka, w dodatku kawał czasu temu, może trafić do współczesnego czytelnika?

Tytułowa Charlotte to „złote dziecko” z prowincji. Nie najlepiej radzi sobie w kontaktach z rówieśnikami, kompletnie nie rozumiejąc ich przyziemnych priorytetów. Nie inaczej czuje się wśród rodziny – prostych ludzi mówiących (niesamowicie drażniącą naszą bohaterkę) gwarą, nieoczytanych, a już na pewno nie wykształconych. Charlotte to ambitna dziewczyna, a nauka jest dla niej odskocznią od szarej rzeczywistości. Wszystko ma się zmienić, kiedy świetne wyniki testów wreszcie przynoszą efekt – nastolatka dostaje się do Duponta, niesamowicie prestiżowej uczelni dla wybranych.

Oczekiwania Charlotte mają się jednak nijak do rzeczywistości. Innych studentów bardziej niż zdobywanie wiedzy, interesują imprezy, alkohol, sport i seks. Przesiadywanie w bibliotece i zabieranie głosu na najbardziej ambitnych zajęciach to nie powód do dumy, lecz wstydu. Nasza bohaterka bardzo się myliła – Dupont nie jest jej miejscem na ziemi. A może... najwyższy czas się zmienić, skoro nigdzie nie pasuje?

Mocno, nakreślone postaci i przerysowany obraz zepsucia młodzieży – tak, w skrócie, możemy opisać powieść Toma Wolfe. Fabuła jest niespieszna, bo nie akcja jest tutaj najważniejsza. Historia bowiem nie skupia się na tym, co robią bohaterowie, a na tym co czują. Zaglądając w ich głowy, możemy dowiedzieć się co kieruje wykreowanymi przez autora postaciami. Choć większość zachowań jest przerysowana, niemal groteskowa, to morał jest prosty – każdy z nas potrzebuje akceptacji przez społeczeństwo.

Historia Charlotte to opasłe tomisko – liczy prawie siedemset stron. Z pozoru dzieje się niewiele. Choć bohaterów jest całkiem sporo, to fabułę można streścić bardzo szybko. To jednak jedna z tych książek, które są niczym bomba z opóźnionym zapłonem. Czas na przemyślenia przechodzi z czasem, dopiero jakiś czas po odłożeniu lektury dociera do nas sens sytuacji, które z pozoru nie miały większego znaczenia. I po jakimś czasie, wrażenia, jakie pozostawiła po sobie ta powieść są naprawdę pozytywne. Nie ulega jednak wątpliwości, że podczas lektury ogrania nas cała masa emocji. Niestety, włączając w to zarówno irytację, jak i znużenie.

Niedostatki powieści rekompensuje język – jest naprawdę świetny. Kwiecisty, pełen metafor i nieoczywistych skojarzeń. Autor potrafi sprawić, że nawet najmniej istotna staje się do zniesienia. Czy sięgnę po kolejne powieści Toma Wolfe? Nie wiem. Choć jego styl zachwyca, po siedmiuset stronach książki jestem wyczerpana. Chyba potrzebuję małej przerwy.

Ocena: 6/10 

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję:
www.wydawnictwoalbatros.com/

 

2 komentarze:

  1. Zdecydowanie mam już dość książek New Adult, ale ta wydaje się nieco inna, może nawet lepsza... Bardzo jestem ciekawa tej pozycji :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba tym razem odpuszczę, fabuła niespecjalnie mnie zachęca.
    pozdrawiam Justyna z książko miłości moja

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...