sobota, 1 sierpnia 2015

„Collide" Gail McHugh

źródło
Tytuł: "Collide"
Autor: Gail McHugh
Wydawnictwo: Akurat
Stron: 368

"Jej umysł na próżno walczył z tym, o czym doskonale wiedziało jej ciało: pragnęła go, i to bardzo.
 
Zaraz po ukończeniu college'u, Emily spotyka dotkliwy cios: niespodziewanie umiera jej matka. Emily przeprowadza się ze swoim chłopakiem do Nowego Jorku, by zacząć życie od nowa. Co prawda wewnętrzny głos zaleca jej ostrożność, ale Dillon w ciężkich chwilach był dla niej tak dobry i troskliwy, że dziewczyna postanawia związać z nim swój los.
W Nowym Jorku poznaje Gavina – seksownego, czarującego playboya. Już podczas pierwszego, krótkiego spotkania udaje mu się rozpalić zmysły Emily. Dziewczyna jest rozdarta między lojalnością do dotychczasowego partnera, od którego nigdy nie zaznała niczego złego, a namiętnością do przystojnego zdobywcy serc. Sytuacja szybko się komplikuje, ponieważ z biegiem czasu Dillon zaczyna coraz częściej ujawniać swoją prawdziwą, mroczną naturę, a z kolei nadzwyczajna atrakcyjność i namiętność Gavina okazuje się jedynie maską, za którą kryje się bolesna przeszłość. Rozdarta wewnętrznie Emily musi szybko podjąć decyzję, którego z nich wybrać. Cokolwiek zrobi, jedno jest pewne: ból rozstania pozostanie z nią już na zawsze.
" źródło

O "Collide" słyszałam sporo czasu przed premierą. Było o niej głośno, więc i ja, choć typowe romans czytam raczej rzadko, doszłam do wniosku, że w powieści po prostu musi być coś niezwykłego, skoro przykuła uwagę tylu ludzi. Lubię New Adult, zdarza mi się nawet czytać powieści "greyopodobne", więc zaczęłam z pozytywnym nastawieniem. Tym bardziej, że główna bohaterka jest świeżo po studiach i zaczyna prawdziwe życie, a to przecież najciekawszy okres w życiu człowieka.

Główną bohaterka, Emily, nie może się jednak w pełni cieszyć ukończeniem studiów. Właśnie umarła jej matka. Dziewczyna postanawia przeprowadzić się do Nowego Jorku i tam spróbować poukładać wszystko na nowo. Dillon, jej narzeczony, jest ciepły, troskliwy i był dla dziewczyny ogromnym wsparciem w trudnych chwilach. Nawet fakt, że przyjaciółka Emily za nim nie przepada, zdaje się nie zrażać naszej bohaterki. Wszystko zmienia się go przypadkowo poznaje Gavina - typowego facet, od którego lepiej się trzymać z daleka. Na domiar złego, okazuje się on być przyjacielem Dillona. Życie jednak potrafi szybko weryfikować - Emily przekonuje się, że za zaborczością narzeczonego stoi coś więcej niż tylko troska. Z kolei Gavin, którego od razu sklasyfikowała jako playboya, może być dla niej ogromnym wsparciem.

Czym więc wyróżnia się "Collide"? Co takiego ma w sobie ta powieść, że zachwyciła tylu czytelników? Niestety nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Powieść Gail McHugh jest po prostu romansem. Dość typowym zresztą, ponieważ fabuła kręci się wokół jednej kobiety i dwóch mężczyzn, których ten dobry, okazuje się nie do końca taki dobry, a ten zły - nie do końca taki zły. W zasadzie już po opisie czytelnik może mieć w głowie obraz, jak to wszystko się skończy. 

Najbardziej martwi mnie tutaj brak emocji. Podczas lektury nie doświadczyłam, ani szczęścia, ani smutku, ani nawet nie zdarzyło mi się zaśmiać. Gail MacHugh nie zafundowała swoim bohaterom chyba żadnej zabawnej sytuacji... Ciężko było mi się w jakikolwiek sposób utożsamić z bohaterami, skoro ich decyzje były w większości kompletnie irracjonalne i dziecinne. To trochę dziwne, że bohaterowie powieści młodzieżowych niejednokrotnie bywają bardziej dojrzali emocjonalnie, niż Ci z książek przeznaczonych dla dorosłych.

Zdaję sobie sprawę, że prawdopodobnie zbyt surowo oceniam "Collide". Dzieje się tak jednak tylko dla tego, że właśnie po tej powieści spodziewałam się naprawdę wiele - bomby emocji. Dostałam jednak zwyczajną książkę, która być może pomoże odprężyć się po ciężkim dniu w pracy, ale na pewno nie zostanie w pamięci na dłużej.

Ocena: 5/10

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję:
 

7 komentarzy:

  1. Nie myślę, że Twoja ocena jest zbyt surowa - moja jest dokładnie taka sama. Zabrakło emocji, całość jest zbyt odrealniona. No i te kwieciste porównania zwalające z nóg ;) Można przeczytać dla odstresowania, jednak sensu życia ona nie zmieni :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba nie takiej opinii się spodziewałam, bo wszędzie zachwyty na temat tej książki, a tutaj dość krytycznie. Chciałabym sama się przekonać, jak z nią jest. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam, ale mi jednak podobała się chyba znacznie bardziej niż tobie :P Jednak bardzo, ale to bardzo irytowały mnie te hasła typu: "Zaraz wezmę cię tu, na tym stole" i tak dalej. W pewnym momencie robiło się to wręcz niesmaczne :/
    http://gabrysiekrecenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie miałam zbyt dużej ochoty na tę książkę wcześniej, widzę, że niewiele tracę...

    OdpowiedzUsuń
  5. A mi się bardzo ta książka podobała. Może faktycznie, nie miała jakieś super genialnej fabuły, ale książkę czytało się bardzo przyjemnie. Czekam teraz na drugą część (;

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie się książka podobała i chętnie sięgnę po kontynuację - zwłaszcza, że na jednym ze skrzydełek będzie fragment mojej recenzji "Collide" ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Byłam ciekawa tej książki, bo teraz się zastanawiam czy warto po nią sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...